To co się dzieje, przyprawia mnie o zawrót głowy!

Święta minęły. Mnie jakoś smutniej drugi ich dzień, ale to z powodu, że znów wróciły natrętne myśli. Odpędziłam je, na szczęście. Wczoraj doszło między mną a Top Gunem do początków szczerej rozmowy. Myślałam, że to wszystko już jest za nami, ale jednak… myliłam się. Powiedział mi, że w kwestii związków miał tylko jedną dziewczynę i partnerkę, opowiedział mi nawet o sprawach intymnych, trochę byłam zdziwiona,że tak otwarcie o tym mówi, kiedy dotychczas był tak bardzo zamknięty w sobie. Powiedział też, że myślał, że się z nią ożeni. Tak się jednak nie stało, nie wiem z jakich przyczyn… W sumie, czasem tak wychodzi. Ja też miałam plany z Panem ze skrzydłami na przyszłość, nie wyszło… cóż, tak bywa. Trochę niezręcznie się czułam kiedy o tym wszystkim mi pisał, ale w sumie, może z dwojga złego, to tak jest lepiej, szczerość… bo przynajmniej wiem na czym stoję, nie muszę się domyślać i mieć w głowie cały czas te całą sytuację… Nie wiem, czy już o tym tutaj wspominałam, ale kiedyś, kiedy nie było jeszcze tej całej akcji z jego byłą, zapraszałam go, żeby do mnie przyjechał, żebyśmy poszli na spacer albo na wycieczkę. Myślałam bowiem, że nie ma tak zwariowanego życia. jednak od tego czasu, kiedy chciałam go ratować, bo odebrane mu zostały wszelkie nadzieje,  i po tym, co zrobił,postanowiłam, że już go nie zaproszę… niech robi co chce, sam powinien wiedzieć czego chce. Wie, gdzie mieszkam, bo tyle razy mnie odwoził do domu… Po za tym, po co miałabym się z nim spotykać, skoro on nie wie czego chce i nie ma zakończonych jakiś spraw z przeszłości?

Jednak, o dziwo, wczoraj, sam zaproponował, że chce do mnie przyjechać… porozmawiać, wyjaśnić mi to wszystko… że jak będzie pogoda, to możemy iść na ten obiecany spacer, a jeżeli nie to siądziemy w jakieś knajpce i porozmawiamy, bo chce spokojnie porozmawiać. Cóż, zgodziłam się, choć nadal mam mieszane uczucia co do tego spotkania. Z jednej strony to dobrze, ze chce porozmawiać, opowiedzieć mi swoją historię życia, z drugiej boje się, że to, czego się dowiem zupełnie mnie znów zabije… z trzeciej cieszę się, ze w ogóle go zobaczę. Nie wiem co o tym myśleć… Dalej mam mętlik w głowie. Po za tym, powiedziałam już rodzinie, że to koniec, nie będzie mnie więcej odwoził, nie będę się więcej z nim spotykać, a tu nagle ma do mnie przyjechać? Do domu? Jak to będzie wyglądać? Jak mam teraz to wszystko odkręcić? Po za tym, nie wiem po co w ogóle chce przyjechać? Z jednej strony czuję, tak, jakby mu zależało, z drugiej obawiam się, że mogę tylko usłyszeć, jak bardzo ją kocha i co ma zrobić, żeby do niego wróciła, może bym coś poradziła… nie wiem, czego jeszcze mogę się po nim spodziewać, boje się, co wymyśli, z jego pomysłami… Wiedziałam,że ta chwila kiedyś nadejdzie, że będzie chciał się otworzyć, ale ja sama nie wiem, czy ja to zniosę i czy ja tego chcę…

 

 

 

 

Reklamy

Czy to wszystko powinno takie być…?

Wczoraj pisaliśmy egzamin z ekonomii… Napisał do mnie po tym egzaminie. Oboje zdaliśmy, choć ja lepiej. Wysłał mi swoje zdjęcia, z chłopakami z biegu, bo akurat mieli zawody … Później jakieś dane parametrów z biegu. Mało z tego wiem, ale wiem, że to dla niego ważne. Potem zaczęliśmy rozmawiać… Wysłał mi filmik jak pali, coż, nie pochwalam ale trudno. Potem znowu doszło do wymiany zdań z podtekstami, mocno seksualnymi… Co prawda, uśmiałam się przy tym nie mało, ale sama nie wiem, w jakiej on mnie stawia sytuacji… Z jednej strony jest fajnie, może nikt nie nazwałby tego wielkimi slowami, ale czuje się miło w jego towarzystwie, coś tam sobie poprzeżywałam dobrego, ale z drugiej, chyba nie powinien się tak zachowywać, gdy ma jeszcze nie pokończone sprawy za sobą… Nie wiem, czuję, że to jakaś gra, taka niedokończona, a ja jakby nie mam w niej żadnego ruchu. On chyba odczuwa to wszystko podobnie… Generalnie chodzę, piszę, czytam, piszę, czytam, piszę, czytam, piszę blog, pamiętnik, eseje, wiersze, przelewam to wszystko co we mnie jest na papier… Zastanawiam się czy aby dobry kierunek studiów wybrałam, może trzeba było iść na filologię… Ba, może kiedyś tam pojdę, taki mam chwilowo plan…

 

Niewyjaśnione sprawy z jego życia…

Napisał do mnie w poniedziałek wieczorem, w zasadzie śmiesznie wyszło, bo chciałam mu coś wysłać w tym samym momencie… Zapytał jak się czuję, czy wypoczęłam… Dlaczego nagle zaczął się jeszcze więcej o mnie troszczyć? Odpowiedziałam, że tak, on, że nie potrafii. Szczerze to mi go żal, cały chodzi, ciśnienie ma zbyt wysokie, tętno to już w ogóle, nie sypia, pali… Nie wiem, z jednej strony powiedział mi, że kogoś skrzywdził, wszystkich, łącznie ze mną, z drugiej, że wini siebie, z trzeciej, że odebrał sobie całe szczęście i nadzieje, dlatego siebie też skrzywdził…, zczwartej, że wszystkie nadzieje zostały mu brutalnie odebrane … Na prawdę nie wiem już o co może chodzić… Kilka osób skrzywdzonych, odebrane nadzieje i chodzący cień… Cóż, może mi to kiedyś wyjaśni, ostatnio nawet pytał się, kiedy mam wolne, ale akurat wolnego teraz nie mam żadnego… Więc musi poczekać.

Pożartowaliśmy coś o tym, że by mnie porwał i suplementował bo mi to potrzebne. Na co ja odparłam, że wymagam delikatnego obchodzenia aię ze mną i dobrego traktowania mnie, na co odpowiedział, czy wątpię w jego delikatność i bez obaw…

Tak sobie myślę, jakie to wszystko jest pokręcone…Mam pecha w życiu czy jak? Pan ze skrzydłami może nie miał takiej przeszłości za sobą i tak pokręconych relacji, ale znów nie dałabym rady z nim być na dluższą metę. Szydził ze mnie, wyśmiewał, krytykował, wszystko było zawsze źle i nie tak… Na dodatek pił, czego chyba bym nie zniosła w życiu, dość już mam alkoholu i problemów przez niego teraz z sobą i całą rzeczywistością dookoła. Top Gun znowu, gdy jego cechy charakteru pasują do moich, dobrze się rozumiemy, potrafimy dobrze bawić, ale też poważnie porozmawiać, ma jakieś problemy, bliżej nieokreślone relacje i jakiś nieudany pięcioletni związek za sobą, nie wiem co jeszcze… Kiedy może dałoby się z nim dogadać, bo jesteśmy do siebie podobni, nie wiem, czego mogę się po nim spodziewać… To trudne.

Generalnie faceci w moim życiu dzielą się na takich, których darzyłam sentymentem i jakimś uczuciem i ci, którzy mimo czasu pozostawali mi obojętni. Może nie da się kochać wszystkich? Teraz widzę, że zależy to od osobowości… Osoby delikatne i subtelne, spokojne, zamyślone jakoś mnie ujmują… Pewnie mają te cechy, których brakowało mi w dzieciństwie… Zaś mimo upłuwu czasu na przykład nigdy nie poczułam czegoś podobnego do Pana ze skrzydłami, który czasem tylko zdawało mi się przejawiał takie skłonności. Wtedy wydawało mi się, że to jest to, ale może tylko mi się wydawało… Choć teraz czasem, szczególnie w okresie świąt to wszystko wraca do mnie i mi się przypomina, jakoś nie jestem w stanie za nim rozpaczać, po prostu, co aię zakończyło, ale nie czuję, by było to aż tak qażne, abym nie potrafiła przeżyć bez niego… Pamiętam dobre chwile i czasem mi ich bardzo brak, czuje sieę samotna, ale wiem, że zyć będę. Inaczej jest jednak choćby z Top Gunem. Inaczej było z M. za ktorym rok tęsknoty przelałam tu na blogu… Pamiętacie? A już zupełnie inaczej było z Indianerem, od którego w ogóle wziął się pomysł pisania tego bloga, Indianerem który zmienił moje życie… To są takie osoby, których się po prostu nie zapomina…

Apropo M. Dowiedziałam się kiedyś, kiedy byłam w tym strasznym dołku po akcji z Top Gunem, co tam u M. i dlaczego nasz kontakt się pierwotnie urwał. M.podobno kończy marnie, pije i nawet opowiadać nie potrafii…. Jest cały znerwicowany. A nie odezwał się wtedy, kiedy za pierwszym razem wyjechał, bo… Nie miał pieniędzy na koncie, choć teraz to dziwne, bo może sobie ściągnąć choćby WhatsAppa i pisać do dziadka. Ale widocznie nie chce…  Cóż, sprawa z nim jest już zamknięta. Ale przynjamniej dowiedziałam się czemu tak się stało…

Z Top Gunem sama nie wiem, jak ta sprawa się rozwiąże. Mimo wszystko chciałabym, żeby dobrze się to skończyło…

Wszystko się doszczętnie popieprzyło…

Przedwczoraj dowiedziałam się, że byłam pół roku oszukiwana, na dodatek poniżona na koniec… Top Gun  wydawał się być ogatnięty, tym bardziej, że trochę starszy… Nigdy bym się po nim tego nie spodziewała. W ostatnią niedzielę odbyliśmy bardzo szczerą i otwartą rozmowę, o jego samopoczuciu, o moim. Myślałam, na reszcie mam kogoś bliskiego… Niby był kolegą tylko, ale widziałam, że zabiega o moje względy…

Przedwczoraj właśnie powiedział mi, że kogoś miał, ale to na 95 procent jest już nie do uratowania i może spotkalibyśmy się w trojkę porozmawiać, wysłuchać ich i jakoś miło spędzić dzień. Podobno był z nią 5 lat… Co za chora sytuacja i poniżająca dla mnie. Bo studiuję naukę mającą pomagać ludziom to będę ratować jego były czy niedoszły związek czy jak? Takie sprawy się załawia samemu, ja też sama zakończyłam swoj zwiazek i choć było mi cholernie ciężko nikogo o pomoc nie prosiłam… Czuję się teraz jak taka wykorzystana zabawka, ktora ktoś aię pobawił i puścił wolno, bo jest mu już nie potrzebna… Dodatkowo nie chce powiedzieć mi prawdy, kim ona dla niego jest i w jakiej w ogole są sytuacji. Nie odpisuję na smsy, nie odbieram, choć dzwoni, gorzej, że muszę się z nim widzieć na studiach… Nie wiem co wtedy zrobię… :(

Jest mi tak ciężko i smutno, czuję aię tak rozwalona emocjonalnie, że pomyślałam o zakończeniu pisania tego bloga, a przynajmniej na jego zawieszeniu. Przepraszam Was, że ten post nie jest jakiś prawdziwie pożegnalny, po prostu mnie na to dziś nie stać. Dziękuję, że byliście ze mną przez gen cały czas, Ci bliscy i Ci dalecy. Tomaszowi i Saguli, Joannie i Joannie Żyle, Staśkowi, Paulinie, Mary, Anonimowemu, i innym, o których tu nie wspomniałam, a którzy byli ze mną jeszcze na starej platformie i którzy czytali moje wpisy i komentowali słowa…

Mam nadzieję, że pewnego dnia wrócę, może w trochę innej odsłonie. Blog zostanie, tak, bym mogła do niego wrócić. Mam w głowie nieco inny projekt, pewnie kiedyś go zrealizuję…

Ściskam wszystkich,

Bluesowa Dziewczyna.

I klasycznie…

Cisza…

Ostatno pisałam o tym, że można tęsknić za facetem, a właściwie za żołnierzem i choć sytuacja ta naturalną wydaje nam się w Polsce, bo przecież kiedy spojrzymy na naszą historię, tak właśnie często bywało wśród kobiet jeszcze parę lat temu, to stwierdzić muszę, że cała ta sytuacja mnie rozbawiła w sobotę rano, kiedy to dostałam od niego wiadomość z zapytaniem, co się ze mną dzieje?

Okazało się bowiem, że Top Gun próbował się ze mną skontaktować, ale przez mój głupi telefon, który akurat stwierdził, że nie bedzie wyświetlał powiadomień, nie mógł. Na dodatek wiadomość tą odczytałam jak zapytanie o stan obecny, bo przecież mieliśmy się spotkać na zajęciach, a mnie nie było, a nie jako pytanie ogólne, bo zniknęłam mu z radaru na jakieś parę dni i się martwił, a także myślał, czy nie czymś nie obraził. W sumie… ja też się zastanawiałam, co tam u niego, dlaczego jest taka cisza przez tyle dni… Cała ta sytuacja śmiesznie wyszła, ale wszystko sobie wyjaśniliśmy… Obawiał się, czy aby mnie czymś nie obraził i po prostu nie chce się oddzywać, a to znaczy, że mu zależy…

 

 

 

Czuje się, jak na huśtawce…

Jeszcze przed wczoraj pisałam tu o cieniu wątliwości, o myślach, jakie mnie dopadły w związku z Top Gunem i całą nasza relacją. Jednak po dniu wczorajszym znów niczego konkretnego niby nie wiem, ale czuje się jakoś lepiej. Jak przy mnie jest, jak rozmawiamy, śmiejemy się, kiedy widzę, że on sam chce kontaktu i nie narzucam się mu swoją osobą. Jeden dzień jest taki, drugi inny, pełen wątpliwości. Czuję sie jak na wielkiej, rozbujanej huśtawce, co się wzniosę, to znów lecę w dół i wiem, że to przez własne myśli, nie wiem nawet, czy słuszne.

-Pytasz mnie, czy wszystko u mnie w porządku, czy się dobrze czuję?

Co mam na to odpowiedzieć?

Że tak? Znów mówić, że wszystko jest w porządku, choć wewnętrz targają mną wątpliwości co do tego wszystkiego?

Czy, że nie… bo nie mam sił już być z tymi wszystkimi bijącymi się myślami… Czy wszystko zrobiłam tak, jak należy, czy znów będziesz próbował mnie oceniać, jakoś kladyfikować, jak inni?

A może za szybko chcę znać odpowiedź na kilka pytań? Może jeszcze nie nastał dobry czas…

697100

 

Cień wątpliwości…

Po dwóch dniach spędzonych całych z Top Gunem, mam jakiś cień wątpliwości. Niby jest dobrze, fajnie, tym bardziej, że udało mi się przełamać w nim zachowanie bardzo na dystans i odważył się wejść swoim ciałem w moją prywarną sferę. Więc się do mnie przybliża, potem oddala, zdejmuje ze mnie włosy, czy tylko szuka okazji by mnie gdzieś dotknąć, a to za rękę, a to za nogę itd. Byliśmy też dwa razy na kawie, by porozmawiać, co prawda, z jego kolegą, ale było na prawdę fajnie i wesoło. Jednak mimo wszystko nasuwa mi się jakiś cień watpliwości. Do czego to wszystko zmierza? Po co to wszystko? Jest fajnie, miło, sympatycznie, ale to są chwilę. Po za nimi, każdy z nas ma swoje odrębne życie, swoje sprawy, swoje załatwienia… Nie wiem, czy to ma sens? Może zbyt szybko oczekuję jakiejś decyzji, jakiegoś kroku od niego… jakiegoś działania, nie wiem…

Zastanawiam się nad nabytym schematem niestabilności relacji, czy to, że ktoś cegoś nie wypowie, to czy to oznacza, że tego nie ma lub, że się zaraz rozleci? Czy jakaś deklaracja czegoś jest mi potrzebna, żeby uwierzyć?  De facto , każda relacja się może rozlecieć, zawsze, więc.. po co to wszystko… Boję się, potrzebuje ciągle jakiegoś potwierdzenia… bo jeśli nie to co się stanie? I na co mi to wszystko?

Top Gunie, pewnie nie zdajesz sobie sprawy, co przeżywam, widać po mnie, że wszysto jest dobrze, ale w środku wciąż się zastanawiam, do czego to zmierza? Chciałabym być spokjna i poprostu puścić to wszystko swoim torem… zająć się i już nie myśleć…

ResizedImage600375-zwatpienie