Czeski film!

Wczoraj doszłam do wniosku, że obecne w moim życiu wydarzenia to jakiś czeski film i stojąc między ludźmi w jednostce, zaczęłam sie po prostu śmiać, sama do siebie…

Ale od początku… Pojechałam do jednostki na piknik, z nadzieją, że zobaczę Żołnierza i choć przez chwilę uda mi się z nim porozmawiać. Będąc pod jednostką już, dostałam wiadomość od niego. Było to zdjęcie plakatu na dzień jutrzejszy z podpisem: Tam jest coś o tej mszy jutro. Na co odpisałam: No hej, a ja pod jednostką. A on na to: A ja pod kołderką… Nie mogłam uwierzyć, przecież od trzech dni mówiłam mu, że będę w jednostce rano, bo potem muszę jechać na wykłady… Zamurowało mnie, dosłownie…Odpisałam, że szkoda.

Pomyślałam sobie, no trudno, pójdę na ten piknik, pokaże się dowództwu i wrócę… Bez zobaczenia się z Żołnierzem. Choć poczułam się zawiedziona i rozśmieszona jego niezaradnoscią i brakiem zorganizowania…

Pochodziłam po pikniku,  pooglądałam wystawę sprzetu, poszłam jeść grochówkę. W miedzyczasie napisałam wiadomość, ze trudno, ale nie obejrzę jak on śpiewa w kompanii honorowej, bo o 12.45 mam autobus i nie mogę dłuzej zostać. Ta godzina chyba podziałała na niego jakoś specyficznie bo napisał mi, że dobrze, bo nie będzie się wiecej stresował, ale już 20 minut spaceruje i szuka auta pod blokiem, bo zostawił je wczoraj na mieści i musi je teraz znaleźć… i teraz to już na pwno nie zdąży przyjechać, tak, żebym była jeszcze w jednostce.

Więc moja wyobraźnia wyobrazła sobie tę sytuację następująco: Facet wyskakuje spod kołdry, wrzuca na siebie byle jakie ciuchy i biega dookoła bloku, próbując znaleźć swoje auto, by jak jak najszybciej nim pojechać do pracy… Komiczne…

Więc czekam, czekam, zjadłam jeszcze grochówkę, specjalnie wypiłam dwie herbaty, by się czymś zająć i… nic, jak go nie było tak go nie ma. W końcu nadeszła godzina i stwierdziłam, że idę na wcześniejszy autobus, bo to nie ma sensu… Miałam przed sobą jeszcze wykłady i dojazd na uczelnie.

Od tej pory Żołnierz się nie odezwał, a ja byłam rozłożona na łopatki niezaradnością dzisiejszego meskiego towarzystwa… Czy to jest jakieś pech? Dlaczego ja trafiam na jakichś nieudaczników, którzy nawet spotkania nie ummieją zaaranżować? Nie potrafią sie domyślić, że może trzeba by spiać tyłek wcześniej i przyjechać, by się z kimś spotkać? Dlaczego ludziom w dzisiejszych czasach an tym nie zależy?

Stwierdziałm, że ostatnie wydarzenia to jakaś komedia… Jeden się tylko wychwala i mnie chce dotykać, drugi nie potrafi się zorganizować nawet na tyle, aby wcześniej przyjechać do pracy i się zobaczyć…

Jeszcze wczoraj napisał do mnie F., który był żywo zainteresowany moją relacją z Top Gunem, bowiem on też już mu zaszedł za skórę tym swoim wychwalaniem się pieniędzmi i przechwalaniem na lewo, i na prawo oraz robieniem mu wyrzutów, tym, że F. również nie jest w wojsku… Nie poznaję go, kiedyś taki nie był… może tak rekompensuje sobie porażkę w relacjach damsko- męskich? W końcu został samotnym…

Sama nie wiem, co z Żołnierzem. Znowu mam ochotę to zostawić i tyle. Teraz już pewnie się nie spotkamy, nawet odechciało mi się do tego dążyć. To zawsze ja mam dążyć do spotkania, z którego i tak potem nic nie wyjdzie, bo ktoś inny nie umie się zorganizować, lub ma to gdzieś?  Może przyjdzie na te badania, które będę robić zołnierzom, a moze nie, jakoś powoli przestaje mnie to interesować…

Eh, to wszystko to jakiś czeski film!

pol_pl_Obraz-41009_1

Samopoczucie przed spotkaniem z Top Gunem i decyzja…

Piszę te słowa z uczelni. Znów muszę się z nim zobaczyć… Teraz, za chwilę… Rano, gdy szłam, drogę zajechać mi czarny samochód… Tak, to był on. Rano zaczełam znowu o nim intensywnie myśleć, o tym co się wydarzyło, o tym, co jest teraz między nami, o resztkach naszego kontaktu, o tym, że zaraz go zobaczę… Myślenie o nim wywołuje stres, a gdy myślę o tym, że mam z nim stanąć twarzą w twarz, zaczynają mi się pocić ręce… Boję się? Nie wiem…

Wczoraj miałam taką myśl, by się nie wkurzac na niego…. Potem tylko zapewne zwymiotuje i nic z tego nie będzie, a on jak zawsze zrobi sobie jaja. Tylko po prostu udawać, że nic się nie stało, że jesteśmy dalej przyjaciółmi. Tylko jak nawiąże się jakaś dyskusja to powiedzieć mu, że „wiesz co, no wierzę w twoje słowa, ale zrobiłam analizę i wiem, gdzie jest moje serce… Moje serce jest juz gdzie indziej, też w wojsku, ale w innej jednostce” słowo po słowie tak jak on mnie… Zrobić mu to samo. Wiem, to moja brzydka strona. Ale terapeutka mówi, że ona jest dobra, póki robimy to świadomie. A on przecież nie wie, gdzie jest a gdzie nie, moje serce…. Wkręce go, ale dobrze. Jeszcze zarządzam, tak jak on, by się cieszył ze mną! No przecież jesteśmy przyjaciółmi, więc musimy się cieszyć że swojego szczęścia! Tylko jednego mi szkoda w tym wszystkim… Relacji z F. Bo gdy tak postapie stracę go. Ale on też jakby mnie zostawił. Z dnia na dzień ta rozmowa usychala jak niepodlewana roślina aż umarła całkiem… Po za tym ta jego niezaradnosc życiową i lęki, chyba nie dam rady… Od czasu kolizji jaka miał na początku października jeszcze nie naprawił auta bo nie ma do tego głowy… Na studia nie pójdzie,nawet chyba gdybym była jego dziewczyna i go o to poprosiła serdecznie, telefon mu się zepsuł, nie zrobil nic… Przez miesiąc nie pisał bo miał stary i ten telefon go wkurzał, ale nowego nie załatwił. Nie pisze do mnie… Kontakt się urywa… Jest coraz rzadszy, nie przyjechał do mnie już więcej…

Dzisiaj jednak nie wiem co zrobię, kiedy zobaczę Top Guna… Pewnie będę musiała to przetrwać ale obawiam się jak sobie poradze… Zapewne zdam wam tutaj relacje. Jestem też straszna w stosunku Do siebie. Mam w głowie taka myśl… Mała i kielkujaca ale ona się pojawia… O romansie z Top Gunem… I tak wiem, że z tego nic nie będzie, to dlaczego nie mogłabym się z nim pobawić? Tylko pytanie, czy ja tak potrafię, czy nie wkrecę się znowu…

Cieszę się jednak, ponieważ podjęłam decyzję o jutrzejszym pikniku i spotkaniu z Żołnierzem! Pojadę na tą imprezę i może spotkam się z Żołnierzem. Mam nadzieję, że przyjdzie do mnie gdy go o to poproszę.

Nie mogę się doczekać jutra i spotkania z Żołnierzem. Tyle, że mam jeden problem. Boję się, że dziś zmokne i będę jutro brzydko wyglądać, z takimi oklapniętymi włosami i w ogóle. Z resztą, dziś też chcę wyglądać dobrze i ładnie przed Top Gunem… Żeby zobaczył, że jestem zadbana a to oznacza, że nie cierpię już…

girl-1361904_1280.jpg

 

Jest stabilnie!

Minęło parę dni, odkąd pisałam o moim słabym samopoczuciu, dziś pragnę Wam napisać, że jest stabilnie. Nie mam już takich dołów jak wcześniej. Co prawda od dwóch dni znowu mam natrętne myśli i nie potrafię zrealizować swojego celu, które sobie na te dni zaplanowałam, ale trudno. Może kiedyś uda mi sie ten cel zrealizować. Chyba nie pisałam tu o tym, że jakiś czas temu zaczęłam pisać. Zaczęłam przyglądać się swoim słowom i może coś z tego powstanie. Z chłopakiem o którym pisałam w poprzedniej notce, mam kontakt, powrócił, zaczęlismy rozmawiać, choć nie wiem czemu. Jest mi nadal przyko, że tak się zachował. Jakbym nic nie znaczyła. Mam żal do niego chyba, o to, że kiedy ja byłam z nim przez ten cay czas to on tego nie dostrzegał i z dnia na dzień poszedł sobie do osoby, której nawet nie znał. Poznałam też kogoś nowego, na razie piszemy sobie, nie patrze na niego jako na potencjalnego partnera, po prostu, kolega do pogadania, popisania, tyle. Za bardzo się różnimy pod pewymi względami. Przyglądam mu się, fajnie, że jest i już. Realizuję też praktyki w wojsku. Nie wiem, czemu tam poszłam. W sumie, chyba przez niego, ciągnęło mnie do wojska… No i mam. Pierwsze dni na jednostce były cieżkie, gdyż przypominała mi sie cała przeszłość, calusieńka, te mundury, ci żołnierze…wszystko wróciło, wszytściuteńko, jego słowa, gesty, czyny, spojrzenie w oczy… Na dodatek jeszcze zostałam sama. Było cieżko, ale nie poddałam się, nie załamałam jak poprzednio, nie wiem czemu w głowie kołatały mi takie myśli, że może tak musi być? Moze muszę zostać sama? Było cieżko, ale znośnie, martwło mnie tylko to, czy jeśli tak będzie dalej, to czy dam radę wytrzymać w tej jednostce.

Jednak z czasem wszystko się uspokoiło. Teraz jest już lepiej, o dziwo, namawiają mnie tam, abym szła na oficera!?? Co? ja w wojsku? Ja oficerem?? Przecież to on miał zostać oficerem, nie ja… ale… może to szansa? Powoli odczarowuję to wszystko, co tak pokochałam w tym środowisku. Zobaczyłam, że nie jest to już takie nie wiadomo co, że to zwykłe środowisko pracy. Z drugiej strony, gdyby mi się udało rzeczywiście dostać na tego oficera i zdać egzaminy, to byłaby droga do zapewnienia sobie przyszłości… bo nie mogę liczyć na nikogo prócz dwóch osób, przynajmniej narazie…

Top Gun nie odezwał się do mnie, nawet podczas zajęć na uczelni, nie napisał. Czekałam, czy to zrobi, bo mnie na tych zajęciach nie było, ale nie zrobił. Poczułam ulgę, poczułam, że się od niego uwolniłam, że już mi nie zagraża.

Wczoraj wypadek w Kuźni, zginęli żołnierze z jego jednostki… smutne to, ale mam różne myśli co do tego wypadku apropos niego. Nie wiem, może nie jestem dobrym człowikeim, ale jakby trochę pocierpiał to może by coś sie w nim zmieniło. Nie byłby już takim skurwysynem. Choć pewnie nic by to nie dało… Po prostu żal mi tego cierpienia, które ja przeszłam…

Zobaczymy jak to wszystko się pukłada, z tyłu głowu coś mi świta cały czas o wojsku, że może to własnie tak miało być, że to może i szansa dla mnie…. na razie, jest stabilnie.

Przefarbowałam włosy na czarno, pierwszy raz w życiu i dobrze mi z tym! 🙂

girls-555657_960_720

 

Bez faceta mi lepiej, niż z facetem!

Wczoraj wieczorem naszła mnie dziwa refleksja, mianowicie, nie poznaje siebie!  Wydaje mi się, że każdy będzie mnie ranił. Zdaje mi się, że bez faceta jest lepiej niż z facetem bo przynajmniej nikt mnie nie rani. Zawsze pragnęłam czyjejś bliskości i teraz się gubię, nie poznaje siebie… czyżbym nie chciała nikogo? To chyba nie tak… to chyba ze strachu… tak bardzo boję się zranienia, kolejnego bym już chyba nie przeżyła, a przynajmniej nie na ta skalę co poprzednio. Odcinam się od tego wszystkiego, to już tak nie boli, ale nie wiem co z przyszłością… teraz zaczęłam doceniać swoją samotność… przynajmniej nikt mnie nie rani… Nie chcę ładować się w związki, nie chcę już niczego na siłę wyznawać. Nie chcę nikogo. Chyba samej mi lepiej. Nie wierzę już w to, ze kiedykolwiek się uda, że spełnię swoje marzenia, że spotka mnie sielanka. Nie wierzę już w tą bajkę o królewnie i królewiczu…

Z F. jest dobrze. Nie mam kontaktu z Top Gunem i nie czuję się jakoś samotna. Pewnie to przez F. Trochę się boje, że gdybym znowu straciła jego to wszystko by się powtórzyło, cała depresja by wróciła, choć może nie z taką siłą. Zastanawiam się też, czy po tym wszystkim potrafię kochać… zakochać się, zauroczyć? Kiedy poznałam F. Tak jakby wszystko wróciło, te piękne uczucia, takie wzniosłe. Teraz już sama nie wiem, kiedy przy nim jestem znowu to czuje,  boję się, że znowu się zatracam, ale kiedy go nie ma to tak jakby wszystko ode mnie odlatuje… Wiem, że to Top Gun był moją największą miłością, miłością mojego życia, czy kiedykolwiek będę jeszcze potrafiła tak kochać? Tak mocno, aż do bólu? Czy potrafiłabym tak pokochać F.? Wiem, że go lubię, bardzo go lubię, ale czy to by mogła być kiedyś miłość? Jakbyśmy oboje chcieli? Bo musimy oboje chcieć… Nie wiem, czy mogłoby to się stać rzeczywistością? Teraz rzeczy dzieją się wolniej, nie jest to wszystko takie szalone jak z Top Gunem. Może to i dobrze, ja potrzebuje teraz spokoju.

W głowie mam jeszcze jedną osobę, osobę, która się stara i mnie rozumie, jednak jest jakby „z innego świata”, ma swoje problemy, ma taką samą historię jak ja, kiedyś już chyba o nim pisałam… Nie wiem, czy to czyta, bo on wie o istnieniu mojego bloga. Nie wiem, co mam z tym zrobić, z jednej strony chciałabym tę osobę zatrzymać, z drugiej tak samo się boje, że nasze problemy mogłyby nas pociągnąć na dno… Nie wiem, co robić… Dodatkowo ze stronki na fejsbuku co róż dostaję od mężczyzn propozycje związków…To czasem zabawne, ale jak na to patrzę to wyłania się tragizm.

woman-1320810_960_720

Szukając zrozumienia…

Dziś będzie krótko i na temat. Nie mam jakoś weny pisać długiej notki. W piątek byłam na uczelni. Stoję przed drzwiami, patrzę, w moją stronę idzie Pan D. Ucieszyłam się, bo pomyślałam, że może zaproponuje byśmy gdzieś razem wyszli później i poszli porozmawiać, jakoś tak, cieszyłam się, że go widzę. Jednak nie, przyszedł, przywitał się, weszliśmy razem na salę. Potem ja wyszłam pierwsza, on został, szepnęłam mu tylko „pa”. Poszłam, siadłam na krzesłach i coś sprawdzałam w internecie, a po pewnym czasie patrzę, idzie D. Rozmawia przez telefon i wychodzi po schodach. Zawołałam go więc, a on nic. Drugi raz, też nic. Przeszedł koło mnie, usiadł na zewnętrznych schodach i rozmawia przez komórkę. Wyszłam więc z budynku i starałam się jakoś zwrócić jego uwagę, ale nic nie zadziałało, w końcu stanęłam tak, aby mnie widział, ale i to nie odrywał wzroku wpatrzonego gdzieś w dal. Pomachałam mu, wreszcie zauważył i mi odmachał, powiedział, że jest teraz cały czas zajęty i tyle. Więc odwróciłam się i poszłam. Tak skończyła się nasza znajomość. Żadne z nas już nic nie napisało. Zawsze to aj musiałam zaczynać rozmowę, teraz już nie będę. Nie zależy mu, udaje, że mnie nie zna, więc niech tak pozostanie.

Ostatnio też pisałam sobie przez jakiś czas z pewnym mężczyzną z pewnego forum, bardzo chciał mnie poznać, chciał zobaczyć, czy do siebie pasujemy, wysłał mi zdjęcia i w pewnym momencie odmówiłam mu związku. Facet jest wkręcony w kolejne dziwne relacje z przyjaciółką, a ja nie zniosę kolejnych kobiet wokół jakiegoś kolesia, po prostu nie, to za bardzo boli. Znowu ażebym mogła być skrzywdzona i odrzucona na rzecz innej kobiety? Nie, podziękuję…

Znowu poszło o kobietę tak w zasadzie. Wypisywał do mnie wiadomości opisujące ją, raz, ze jest dla niego niedobra, bo on ją kocha a ona jego nie, drugim razem, że jednak jest dobra bo to jego serdeczna przyjaciółka i był z nią w Chorwacji bo ona pojechała tam dla jakiegoś faceta a on za nią. Ona teraz kocha tego Chorwata a on cierpi… Znowu inna kobieta, znowu która go nie kocha i on cierpi… Jakbym widziała lustrzane odbicie mojej historii…tyle, że jego nie kocham. Więc mu powiedziałam, albo kończysz z nią i się możemy poznać, albo nie. A on na to, że że jej nie zostawi. Dlatego powiedziałam mu wyraźnie nie. A on nadal mówił, żebyśmy się poznali…

Potem wyszło, że ma osobowość schizotypową, na dodatek wierzy w reinkarnację, pisać też niestety nie potrafi, robi byki, i nie za bardzo rozumie kontekst wypowiedzi wiadomości, które do niego pisałam. No więc szczerze… na co mi taki koleś? Znowu przyjaciółki i udręka, że mnie z nią zdradzi, albo nie rozumie co do niego mówię… Dlatego się odcięłam.

Powiedziałam sobie, że nie będę ani piątym kołem u wozu, niechcianym i odrzucanym, ani rzeczą, od której się ludzie muszą oganiać, jak od natrętnej muchy. Jeśli ktoś nie chce to nie, on też ma się starać. Nie będę nikogo usprawiedliwiać, bo potem cierpię tylko..

Czuję, że moje myśli znów uciekają w stronę depresji… wiem, że one są chorobowe, ale jednak są. Kto czytał moją historię relacji z Top Gunem wie, przez co przeszłam i, że teraz zaczynam od nowa wszystko… Dziś właśnie znów miałam przed oczami jego kłamstwa, jego odrzucenie względem mnie i aż łza mi spłynęła po policzku…to jeszcze czasem wraca i za bardzo boli…

Wydaje mi się, że nigdy nie będę szczęśliwa, że ludzie mnie nie chcą, odrzucają na każdym kroku, że jeżeli już spotkam kogoś innego, to on i tak mnie odrzuci. Czuję się tak, jakbym była dziewczyną gorszej kategorii. A przecież radzę sobie w życiu, studiuję 2 kierunki, mam wiele pasji, jestem inteligentna, wiele osób mówi, że ładna, mam zasoby, jak mówi mi terapeutka, a mimo to moje poczucie własnej wartości leci w dół. Zastanawiam się, co robię nie tak? Czy ja przyciągam dziwnych, niepoukładanych ludzi, czy po prostu mam szczęście na takich trafiać…

Jedynym dobrym wydarzeniem jest to, że załatwiłam sobie notatki z filologii polskiej! Będę mogła się w domu na spokojnie uczyć i spełniać swoją pasję do pisania i literatury. Na studia przy tylu kierunkach już nie wystarczy mi czasu ale na zerknięcie na notatki na pewno, a zawsze chciałam się rozwijać w tym kierunku.

Dzisiejszy dzień znów wydaje mi się jakiś smutny i przygnębiający, czyżby znów wróciła depresja? Czuje się tak, jakby mnie nie było w życiu…

fashion-2309519_960_720

 

 

Randka…

Ten tydzień był szalony. W głowie kołatało mi tyle różnych myśli, że nie sposób ich zliczyć. Ostatni post był  o tym, że poznałam pewnego pana D. I od tej pory cała ta depresja związana z Top Gunem minęła. Jakoś się uspokoiłam, uporządkowałam swoje myśli, nie, nie leczę się wcale innym facetem, jestem sama. Po prostu zrozumiałam, że na jednym świat się nie kończy i, że mogę być jeszcze kiedyś dostrzeżona i akceptowana, mogę fajnie spędzać czas, mogę o nim nie myśleć, mogę nie mieć flash backów, mogę iść dalej…

Przez ten tydzień próbowałam się skontaktować jakoś z panem D. Jednak odpowiedział tylko na jedną wiadomość i dalej zamilkł. Pomyślałam sobie, no cóż, trudno, jego strata. Jednak wczoraj o dziwo sam się odezwał i tak,  jak to wykazywał tydzień temu, chciał się spotkać. Więc umówiliśmy się na spotkanie. Przed spotkaniem jeszcze musiałam podjechać na uczelnię, załatwić dwie sprawy i choć miałam mieć cały dobry dzień, spotkałam na uczelni Top Guna… Najpierw mnie nie zauważył, potem zauważył, potem chciał pocałować, więc się odsunęłam, poczułam tylko jego oddech na moich ustach, a potem powiedział, że ma coś dla mnie i wyciągnął z plecaka witaminy. Mało myśląc wzięłam je, choć teraz myślę, że do niczego mi one nie są potrzebne, ale dla świętego spokoju… Potem powiedziałam mu, że muszę już iść, chciał iść ze mną, ale przecież nie zabiorę go na randkę z D. ,odsalutowałam i poszłam swoją droga z uśmiechem na ustach. Jednak poczułam, że pod tym uśmiechem coś było. Coś we mnie, jakiś smutek… smutek, że mimo wszystko go straciłam? Nie wiem, nie chcę myśleć już w kategoriach „o, jaki fajny facet”… Przez ten tydzień poukładałam sobie wiele rzeczy w głowie, między innymi to, że mi nie zależy, że nie muszę mieć z nim kontaktu, wręcz zaczęło mnie to denerwować, że do mnie pisze. Stwierdziłam, ze mam swoje życie i nie muszę z nim być złączona non stop. Odzyskałam przez ten czas swoją indywidualność. A dziś, dziś poczułam jakiś smutek, choć wiem, że on nigdy chyba nie widział we mnie kobiety, tylko koleżankę, a ja mam już dość po tylu miesiącach bycia koleżanką.

Potem zaraz poszłam na spotkanie z D. Przyszedł, choć wątpiłam w to, czy przyjdzie. Poszliśmy na kawę i coś zjeść. Nawet przyjemnie się rozmawiało. Poczułam jakąś taką świeżość w tym wszystkim, jakaś nowa osoba… choć nie weszliśmy na tematy bardzo osobiste, jak poprzednio to było po prostu miło się spotkać i porozmawiać. Potem szedł na basen, a ja wracałam do domu. Na pożegnanie go przytuliłam, sam się zapytał, czy go przytulę…

Powiedział, że się odezwie. Sama jeszcze nie wiem, co o nim sądzić. Może jest za wcześnie na jakieś osądy? Ale miło mi w jego towarzystwie.

Z drugiej strony wydarzyła się też rzecz bardzo dziwna. Odnowiłam stare kontakty i znalazłam też tam niejakiego pana A, który podczas jeszcze mojej depresji, dzwonił do mnie i pytał się mnie, jak się czuję i się o mnie troszczył. Jemu opowiedziałam o całej tej sytuacji z Top Gunem, o tym, co mi zrobił…o tym, że mam depresje, że bardzo źle się czuję. W pewnym momencie zaczęłam traktować go jak brata, bo był ze mną, wspierał mnie ostatnio, rozmawiał. Z tym, że ja myślałam, ze on również myśli o mnie jako o koleżance i niczego więcej nie oczekiwałam. Bo i teraz przyjęłam taką postawę, że niczego nie oczekuję. Traktuję ich jako kolegów, ale nie wierzę od razu, że coś z tego będzie… Nie robię sobie żadnych nadziei, bo nie chcę się już więcej rozczarowywać. Muszę też dać sobie czas dla siebie. Ostatnio, na samym końcu mojej depresji, bardzo chciałam, by Top Gun wiedział, jak ja cierpię, jak bardzo mnie zranił, jak nie mogę przeżyć kolejnego dnia bez bólu psychicznego, ale potem sobie pomyślałam, że on i tak tego nie zrozumie. Może w tym jest trochę mojej winy, bo gdybym zerwała od razu kontakt to może coś by do niego dotarło. Teraz jest już na to za późno. On mnie nie będzie w tym wspierał, nie będzie rozmawiał, on to ma gdzieś. Kiedy zaczęłam mu coś mówić…. Powiedział mi tylko, że jestem silna, że dam sobie radę i tyle. Zrezygnowałam z mówienia mu o tym. On nie wie co mi zrobił i nie zdaje sobie nawet z tego sprawy, przeszedł nad tym do porządku dziennego, to dlaczego ja nie mogę? Niech sobie żyje w tej swojej nieświadomości… słodkiej. I niech nadal pomaga ubogim i bezdomnym, tylko jedną osobę, która na to na prawdę nie zasługuje, bo przy nim była i jest, i która na prawdę go kochała odrzuca cały czas… Nie rozumiem tego, ale jak czegoś nie rozumiem to trzeba to zostawić…

Zastanawiałam się też ostatnio nad tym, co się ze mną działo przez ten czas od kwietnia… Doszłam do wniosku, że przeżyłam epizod depresyjny, kolejny już i bardzo ciężki. I wyszłam z niego. Jestem z siebie dumna. Nie czuję już takiego bólu psychicznego.

***

Wczoraj odbyłam też rozmowę z panem A. To była dziwna rozmowa. Wiem, że się o mnie stara, ale nic z tego nie będzie. Pan A. po raz pierwszy przez pół godziny przekonywał mnie wraz z kolegą, że marihuana jest dobra i powinnam zacząć ją palić, a już na pewno nie uważać ją za narkotyk… I mówi mi to facet 24 lata, który chciał być ojcem dla dziecka swojej poprzedniej dziewczyny z innego związku… A jego kolega też mnie chciał przekonywać, jednak co drugie słowo zaczynało się na k, już nie mogłam tego słuchać… I tak sobie pomyślałam o różnicach w potrzebach kobiet i mężczyzn w tym wieku. Oczywiście nie wszystkich, mam nadzieję, choć takowych nie wiedzę na chwilę obecną, ale jednak… Kobieta by chciała, żeby ktoś był, żeby przy niej trwał, czuwał, żeby ją wspierał, żeby potrafił dać z siebie coś dla tego związku, żeby był oddany, żeby można z nim było porozmawiać, żeby rozumiał, żeby chciał tego samego… A mężczyźni czasem zachowują się jak duże dzieci, które wiecznie chciałyby się tylko bawić, czasem nie zważając na konsekwencje…  Na koniec padło jeszcze takie zdanie, że się różnimy, ale to musi się zmienić… Na co tylko odpowiedziałam, że ja się  nie będę dla nikogo zmieniać i swoich poglądów również nie.

Potem posmutniałam tylko, bo pojawiła się myśl, że szkoda, że nie wyszło z Top Gunem. Jesteśmy czasem jak dwie krople wody. Spojrzymy na siebie i już wiemy o co chodzi. Ale może tak musi być?

Z tego wszystkiego wysunął mi się taki wniosek, że lepiej być samemu, niż ładować się w kolejne dziwne relacje… A tymczasem czekam na wiadomość od D.

dress-864107_960_720

Jak dwa ptaki niesione przez wiatr…

Wreszcie przyszły myśli, by powiedzieć Top Gunowi co do niego czuję. Wiem, tak wiem, ze to nieodpowiedni moment i, że teraz nie powinnam, bo bardzo mnie skrzywdził, w ogóle nie powinnam mu tego mówić, ale z drugiej strony chciałam, aby wiedział co traci. By wiedział, że mnie traci, osobę, której  na nim zależało.W ostatnią sobotę po raz pierwszy w życiu odważyłam się i powiedziałam mu o tym, zapytałam co by było, gdyby się pojawiła myśl o nim? Że to wszystko przybrało paradoksalnie zupełnie inny kierunek i, ze byśmy się dogadali. Powiedział, że podobnie myśli o mnie, ale nie będzie mi składał obietnic ani mówił żadnych bajek. Po prostu czas… czas pokaże…

Trochę się uspokoiłam, bo przynajmniej zostało wyjaśnione jak osobie myślimy. Nie muszę już udawać koleżanki ani pocieszycielki. Coś jakby stało się jaśniejsze. Dwa dni był spokój, zaczęłam powoli wierzyć, że coś się powyjaśniało, kiedy nagle, przedwczoraj napisał mi, że pisze z kochanką i albo to co ma w głowie się uspokoi albo natęży… Coś we mnie pękło, byłam na niego wściekła. Pomyślałam, że pewnie chce do niej wrócić… że to wszystko znowu się zaczyna dziać, jak wtedy… Napisałam mu, że wiem, że ma gdzieś to, że komuś na nim zależy, że patrzy tylko w jedną stronę i tyle potrafi. Z tego wywiązała się dalsza część dyskusji o nas… Powiedział mi, że też mu zależy na mnie, ale nie jest w stanie na razie wykrzesać z siebie  tego, co powinien dać takiej relacji oraz wyższych uczuć, oraz tego, bez których taka relacja byłaby tylko wydmuszką, jego uczuciowość jest teraz bardzo rozchwiana, a nie może być tak, że jemu nie wyszło i teraz przyjdzie do mnie, jak do alternatywy albo opcji zapasowej bo to by mnie poniżało i źle rokowało na przyszłość. Powiedział, że to musi być miłość, a nie desperacja, tudzież ucieczka. A nie wie kiedy i jak coś będzie z jego uczuciowością. A nie chce tworzyć kolejnej patologicznej relacji w swoim życiu i, że sama wiem, że aby coś budować najpierw trzeba oczyścić grunt, czemu miała też służyć rozmowa z kochanką… Trochę się zdziwiłam, bo myślałam, że chce do niej wrócić. I czas może pokaże nam obojgu co z tym wszystkim zrobić…

Dziś mija drugi dzień.  Wczoraj napisał do mnie na wieczór, ale nie odezwałam się. Dziś czuję pustkę… Z jednej strony dobrze, z drugiej źle, nie wiem, czy jeszcze może coś z tego w ogóle być? Coś nie toksycznego? Chciałabym wyrwać się z tej toksyczności która mnie otacza. Chciałabym móc nie myśleć o tym wszystkim, chciałabym chyba jakoś przyspieszyć ten czas. Wiem, ze on jest bardzo rozbity, ja też. Z jednej strony czuję nadzieje, że jemu też na mnie zależy, a drugiej smutek, bo wiem, że nie spowoduje, że on nagle zacznie widzieć przy mnie szanse na lepsze życie, że to będzie najprawdziwsza i najszczersza miłość. To wszystko boli, co z resztą mu napisałam. Cieszę się, że tak myśli, że najpierw musi oczyścić teren i, że jeżeli już myślałby o byciu ze mną to z miłości, a nie traktuje mnie jako alternatywę, a co z tego wyjdzie nie wiem. I tu pojawia się niepewność, która bardzo źle znoszę…

Z tego wszystkiego stwierdziłam, że muszę znaleźć jakieś inne miejsce… Spróbowałam odnowić dawne kontakty. Chyba nie pisałam tu nigdy na blogu, że rok temu poznałam pewnego M.B. z którym bardzo dobrze mi się rozmawiało, chciał nawet wtedy do mnie przyjechać, ale byłam wtedy z Panem ze Skrzydłami, więc nie mogłam sobie pozwolić na spotkanie z nim. Może to i źle? Teraz żałuję… Potraciłam wiele relacji, tak samo jak z Łukaszem. Albo ktoś przestał się odzywać albo nie było czasu, albo poznałam Top Guna i tak jakoś wszystko się urywało. Jednak wczoraj odezwałam się do M.B. i on też się odezwał, napisał, że oczywiście mnie pamięta. I od wczoraj tak sobie rozmawiamy, choć to jakieś pojedyncze wiadomości. Oczywiście Top Gun też do mnie pisze cały czas, jednak staram się już nie wchodzić na temat „my”.  Staram się zaznać choćtrochę normalnych rozmów z kimś innym niż on, dostrzec, że istnieje jeszcze inny świat. Nie wiem, czy moje marzenie o normalnym związku się kiedyś spełni, bo do tego potrzeba miłości, a tego dziś jest tak mało na świecie… chyba, że trwanie w związku bez miłości, ale to jest bez sensu…

couple-3064048_960_720

Jutro idę do terapeutki. Chciałam zapisać na kartce, to, co chciałam jej powiedzieć, o czym z nią porozmawiać, ale jakoś nie zapisałam, może zapamiętam. Ciekawa jestem co mi powie. Tak sobie myśle, że może nie będzoe zadowolona, że powiedziałam Top Gunowi, że mi na nim zależy… Chociaż w sumie, dlaczego miałaby być niezadowolona?  Może po rozmowie z nią poczuje się lepiej, a to już jutro… Cieszę się na to spotkanie z nią.