Żołnierz…

Jestem właśnie na jednostce. Piszę ten post z kancelarii. Dziś bowiem wydarzyło się coś dziwnego… poznałam pewnego żołnierza. Nie powiem… Spodobał mi się. Z wywiadu, którego musiał udzielić do badań okresowych dowiedziałam się, że nikogo nie ma. To najważniejsze, bo trójkąty to już nie dla mnie. Mam ich dość. Prócz tego skończył inżyniera na Wat i jest inteligentny w rozmowie. Natomiast w rozmowie z koleżanką z biblioteki dowiedziałam się, że dużo czyta… W tym również o psychologii.

Rozmawiałam z nim tylko chwilę, ale powiedział mi, że chciałby kiedyś skończyć psychologię, dla siebie, z pasji. Rozmawialiśmy też o moich badaniach do pracy. Zgłosił chęc uczestniczenia w nich. To by było interesujące…

Dziś rozmawiałam o nim z koleżanką z biblioteki i powiedziała, że ma do niej przyjść, przynieść jej stroik do gitary… Więc postara się go zagadać o numer telefonu, tak, abym mogła go jakoś zwerbować sobie na te badania, żeby jakiś kontakt z nim był. Zobaczymy czy w ogóle będzie chciał dać numer telefonu i czy pozwoli mi podać… Pewnie to nie wypali ale nie zaszkodzi spróbować… A pobawić się mogę w podchody, pewnie i tak z tego nic nie będzie, ale przynajmniej będę wywiady do pracy magisterskiej…

Edit 15.30  22 październik 2019:

Właśnie przed chwilką go widziałam, jak wychodził z jednostki. Po cywilu ubiera sie dość pospolicie bym powiedziała, bo w dres… No i pali papierosy… Hm… Ale co tam. Wygląd można zmienić, fajki rzucić, a co w głowie, to zostanie…

wojsko-mundury

Reklamy

Po spotkaniu z Top Gunem…

… Czuję się dziwnie. Kiedy weszłam do sali, ujrzałam jego, siedział z moim znajomym. Nie przywitałam się, nie powiedziałam „cześć”, przeszłam obok, nawer na niego nie patrząc i ysiadłam w drugim kącie sali.  Zerkałam na niego tylko kiedy nie wiedział. MInęła przerwa, której nie spędziliśmy razem, każdy osobno, również koło niego przeszłam, nie zauważając go. Na kolejnych zajęciach pomachał mi, ale ja udałam, ze tego nie widzę. Potem napisał… „Dzień dobry, zafarbowałaś włosy, a miałaś takie ładne, mysie.”  Odpowiedziałam więc zdawkowo, że chciałam to zafarbowałam… W międzyczasie napsłam do F, że się nie oddzywamy do siebie, bo czekał na wiadomosć, jak tam nasza relacja. Potem Top Gun odpisał mi coś o myszach więc nie odpowiedziałam już nic. Pomyślałam soie tylko „zamiast zapytać co się stało, dlaczego nie rozmawiamy, dlaczego go nie zauważam, to on pieprzy o myszach…”Mysz bowiem to ulubione syworzenie Top Guna ze zwierząt. Przerwę długą spędziliśmy osobno, nawet nie wiem gdzie był. Nie obchodziło mnie to, jednak serce waliło mi mocno przez ten cały czas. Jednak najlepszt było jeszcze przede mną.

Rozpoczęły się kolejne zajęcia i Top Gun usiadł koło mnie i podał mi długopis, który mi wypadł. Wzięłam bez słowa. Potem wysłał mi swoje zdjęcie w mundurze, z poligonu, na którym był ostatnio. Zapytałam się go, czemu mi to wysyła, to były pierwsze słowa do niego, tego dniaz a on tylko wzruszył ramionami i pisknął. Coś było pięknego w tym pisknięciu, tylko on tak potrafi pisknąć, tak słodko, ale nie robiło na mnie już to wrażenia. Jako odpowiedź wysłałam mu swoje zdjecie z jedostki i zdjecia żołnierzy z mojej jednostki. On natomiast wysłał mi filmik ze swoim udziałem. Potem zaczęliśmy pisać… ale na neutralne tematy. O tym, że utopił telefon na kajakach i ma nowy, i tym, że miał poligon i jest zmęczony. Napisałam, że wiem o tym. A on na to, że dobry obieg infarmacji ( że niby ja piszę z F. cały czas), a ja na to: Jak mógłbyś mieć pretensje? A on tylko: Nie mógłbym. I siedzieliśmy obok siebie, pisząc do siebie, to było komiczne. Facet 28 lat nie potrafi porozmawiać, tylko pisze bo tak łatwiej. .A ja cóż, nie miałam ochoty z nim rozmawiać, więc wolałam już odpisywac na te wiadomości. Zastanawiam się teraz, czy wtedy już byłam w relacji z nim, a przecież tego tak bardzo nie chciałam. Z drugiej strony myślę sobie, że musimy jakoś koło siebie egzytsować. Może w ten sposób sama siebie rozgrzeszam? Nie wiem. Pewnie mowię to po to, by było mi łatwiej i abym się nie winiła za to. Jakiś czas później zaczęliśmy rozmawiać. Powiedział mi, że ładnie mi w czarnych włosach i cieszy się, że mnie widzi. Pomyślałam sobie, że ja nie. Później wyszłam na przerwę. On do mnie nie podszedł na tej przerwie, spędziliśmy ją osobno, on w sali, ja na korytarzu. Po czym, przyszła do mnie wiadomość od niego: Podejdż do sali, bo mam problem. A ja na to „po co?” , a on do mnie: „Coś mnie na kręgu zabolało i chciałem, żebyś zobaczyła, czy mam sine, ale już sobie poradziłem.” Hm… czyli chciał pokazac mi znowu częsć swojego ciała? Jeszcze próbuje, wciaż próbuje mnie podejść, miłe słowka, a to mnie gdzież zaczepi, a to gdzieś dotknie, a to prosi o coś takiego…Powiedziałam mu, kiedy weszłam do sali, że niech napisze do dowódcy, nie do mnie o to, aby mu sprawdził, czy na sine.

Po kolejnym dotknięciu mnie w końcu sie wkurzyłam i zapytałam się go, czy aby nie chce być zbity? Potem znowy zaczęliśmy rozmawiać… Powiedział mi „Nie stresuj się”. To go pogrążyło, byłam zestresowana, owszem, ale mam dosć już tego, że wmawia mi, ze to ja jestem ta słabsza i tylko ciągle się stresuje…. Obudził we mnie jeszcze gorsze instynkty.  I tu dochodzimy do sedna sprawy. Zapytał mnie, wyobraźcie sobie, czy aby mnie nie odwieźć do domu? A ja to tu mu „chyba se kur*a jaja robisz? Żeby Cię w domu wiedzieli? Pod domem? Ty mi jesteś tam najmniej potrzebny.” A on do mnie” Nie rozumiem w czym problem, ale okej.” A ja mu na to „No właśnie w tym, że nie rozumiesz w czym problem.” A on do mnie „Okej.” A potem dodałam. „Wiesz co, wkopałeś się tym pytaniem. Jesteś jednak głupszy niż myślałam…” Tak, to było niegrzeczne, wiem o tym, ale  nie mam sktupułów? Gdzie był te wszystkie dni, kiedy ja nie mogłam się podnieść z łożka? Gdzie był, kiedy ja płakałam i życie straciło sens? Gdzie był, kiedy nie spałam kolejną noc? Gdzie był kiedy nie potrafiłam się uczyć, kiedy brałam tabletkina uspokojenie, kiedy nic mnie nie cieszyło, kiedy moje szare dni zlewały się w całość? Gdzie był?! Dużo we mnie żalu do niego… bardzo dużo… Po zajęciach na mnie czekał. Ale zapytałam, czemu nie idzie do domu, odpowiedział, ze czeka na mnie. Ubrałam się i poszliśmy. Przed parkingiem  zapytał mnie raz jeszcze, czy aby mnie nie odwieźć, powiedziałam, że nie. Oboje na żarty zasaltowaliśmy i każdy poszedł w swoją stronę. Pomyślałam sobie „spie*dalaj ch*ju”.  W dzrodze powrotnej poczułam się fatalnie i w końcu zwymiotowałam z napięcia chyba. Dobrze, ze tego już nie widział.

Jest żałosny, nie potrafi porozmawiać, nie rozumie w ogóle co się zadziało, co się stało, jakby nigdy nic, chciał ze mną rozmawiać o myszach… Nie rozumie jak mnie skrzywdził, przecież jesteśmy przyjaciółmi, prawda? A to, ze się prawie przespaliśmy, że się całowaliśmy i tutiliśmy przez godzinę to nie ważne, to się nie wydarzyło… jego serce jest gdzie indziej… On niczego nie rozumie. Mam taką myśl, że nawet gdyby on zostawił sweoje kobiety i powiedział, że chce być tylko ze mną, to i tak nie zrozumielibyśmy się… On mnie nie rozumie.

Wzbudza we mnie najgorsze instynkty. Jestem arogancka, rozkazująca w stosunku do niego, klnę do niego i wyśmiewam się z niego w wiadomościach, np, że ” Nie suplementuję” wszystkiego, co się rusza””, jako podtekst… Myślicie, że zrozumiał? Skąd! Albo tylko udaje, że nie rozumie, bo tak jest wygodniej…

Moja wielka miłosć do niego przerodziła się chyba w nienawiść, jak powiedział mój kolega… z którym pisałam wczoraj po całtm dniu. Jak to czytasz, dzięki, że jesteś! 🙂

Czuję się dziwnie… chyba dlatego, ze nie chciałam być z nim w relacji,a  znowu w to weszłam, choć teraz już inaczej, wyżywam się na nim i tyle.

wolf-1227567_960_720

Oto moja postawa… 🙂 Nie poznaję sibie, w stosunku do nikogo się wcześniej tak nie zachowywałam…

Niespodziewany powrót Top Guna…

Zdążyłam się z niego wyleczyć, zdążyłam zacząć żyć dalej… By dowiedzieć się w niedzielę, że on… Chcę do mnie wrócić. Powiedział to siostrzeńcowi. F. Powiedział, że chciałby się pozbierać i napisać do mnie, spotkać się…Nie daje już rady, że ciągle coś w nim tkwi, że czuje się źle, że cierpi po moim odejściu… Chciałby dowiedzieć się co u mnie, ale tego chyba nie zrobi, bo nie wie, jak ma się odezwać do mnie… Siostrzeniec napisał mi, że widzi, co się z nim dzieje. Jest rozwalony emocjonalnie po rozstaniu ze mną. Nie jestem mu obojętna i cierpi. Został w końcu sam… Całkiem sam… Żadnej z nas już nie ma…

Na co ja napisałam mu, że on miał już swoją szansę, wtedy kiedy się spotykaliśmy, kiedy mnie całował, kiedy się tuliliśmy, kiedy całował mnie w czoło, przytulal do siebie i mówił te wszystkie mile rzeczy, kiedy rozmawialiśmy o rodzinie i dzieciach… A wiedział jaka ma sytuację. To był jego czas. Ja musiałam to zostawić za sobą, bo to byłoby toksyczne…

Dopadł mnie stres ale poczułam też radość. Wiem, to może źle. Ale cieszę się, że już nie dałam się złapać w jego sidła. Nie rusza mnie to. Czuję ulgę i radość. A on.. Niech cierpi. Niech zobaczy jak to jest cierpieć, jak to jest stracić to, na czym człowiekowi tak bardzo zależy… Jak to jest stracić plan na życie, cała nadzieję i miłość, jak to jest zostać w pustce i w niej żyć. Może potrzebuje tego doświadczyć na własnej skórze by zrozumieć co zrobił? Choć on chyba tego i tak nie zrozumie nigdy… Jak to jest budzić się rano i nie mieć po co wstać z łóżka.

Zostawiłam to za sobą i jestem wolna! Wolna od niego! Napisałam F., że nawet nie chce go widzieć… Nie chcę się z nim spotkać. Nie chcę, żeby mnie cokolwiek z nim łączyło. Jestem wolna i pro uje spojrzeć w przyszłość. Jego przy mnie nie było kiedy zdychałam, kiedy czułam się fatalnie, kiedy wylądowałam na lekach, kiedy świat stracił kolory… Kiedy nic nie miało już sensu. On wybrał swoją drogę. Niech teraz idzie do swoich kobiet, do swojej kochanki, którą tak kocha, niech ona go przygarnie. Tylko, że ona tak samo ma go gdzieś… Może się na nim poznała już wcześniej?

Dla mnie to temat zamknięty. Nie chcę z nim być ani mieć kontaktu. Zranił mnie i oszukał. Odebrał cała nadzieję, ale się podniosłam. Idę dalej. Patrzę w przyszłość. Nie próbuję już trzymać się kurczowo przeszłości. Jestem z siebie dumna! Wczoraj powiedziałam to terapeutce, ucieszyła się, choć zazwyczaj jest poważna i nie okazuje radości. Czuję, że idę do przodu. Powiedziałam też F. prawdę o tym, co między nami było z Top Gunem. Znowu był w szoku bo nie wiedział, że to tak daleko zaszło. Napisał mi też, że Top Gun nie nadaje się do założenia rodziny i on sam sobie tego nie wyobraża, jakoby Top Gun miał założyć własną rodzinę.

Chłopak, z taką samą historią jak ja nie okazał się lojalny. Okazało się, że przespał się dwa razy z inną, wtedy, kiedy mnie opuścił. Dla mnie jest to sprawa jasna. Zrobił to samo, co Top Gun, więc raczej nie mamy o czym rozmawiać w kwestii dalszego poznawania się…

Plącze się w relacjach. Ale chciałabym kogoś mieć, nadszedł taki czas, że chciałabym patrzeć w przyszłość, może z kimś innym, dla kogo byłabym ważna…Terapeutka mówi, że mam zasoby i potrafię obdarować kogoś prawdziwą miłością, że to piękne… Jakoś wzrasta moja wartość przez jej słowa…

woman-570883_1280

 

 

Jest stabilnie!

Minęło parę dni, odkąd pisałam o moim słabym samopoczuciu, dziś pragnę Wam napisać, że jest stabilnie. Nie mam już takich dołów jak wcześniej. Co prawda od dwóch dni znowu mam natrętne myśli i nie potrafię zrealizować swojego celu, które sobie na te dni zaplanowałam, ale trudno. Może kiedyś uda mi sie ten cel zrealizować. Chyba nie pisałam tu o tym, że jakiś czas temu zaczęłam pisać. Zaczęłam przyglądać się swoim słowom i może coś z tego powstanie. Z chłopakiem o którym pisałam w poprzedniej notce, mam kontakt, powrócił, zaczęlismy rozmawiać, choć nie wiem czemu. Jest mi nadal przyko, że tak się zachował. Jakbym nic nie znaczyła. Mam żal do niego chyba, o to, że kiedy ja byłam z nim przez ten cay czas to on tego nie dostrzegał i z dnia na dzień poszedł sobie do osoby, której nawet nie znał. Poznałam też kogoś nowego, na razie piszemy sobie, nie patrze na niego jako na potencjalnego partnera, po prostu, kolega do pogadania, popisania, tyle. Za bardzo się różnimy pod pewymi względami. Przyglądam mu się, fajnie, że jest i już. Realizuję też praktyki w wojsku. Nie wiem, czemu tam poszłam. W sumie, chyba przez niego, ciągnęło mnie do wojska… No i mam. Pierwsze dni na jednostce były cieżkie, gdyż przypominała mi sie cała przeszłość, calusieńka, te mundury, ci żołnierze…wszystko wróciło, wszytściuteńko, jego słowa, gesty, czyny, spojrzenie w oczy… Na dodatek jeszcze zostałam sama. Było cieżko, ale nie poddałam się, nie załamałam jak poprzednio, nie wiem czemu w głowie kołatały mi takie myśli, że może tak musi być? Moze muszę zostać sama? Było cieżko, ale znośnie, martwło mnie tylko to, czy jeśli tak będzie dalej, to czy dam radę wytrzymać w tej jednostce.

Jednak z czasem wszystko się uspokoiło. Teraz jest już lepiej, o dziwo, namawiają mnie tam, abym szła na oficera!?? Co? ja w wojsku? Ja oficerem?? Przecież to on miał zostać oficerem, nie ja… ale… może to szansa? Powoli odczarowuję to wszystko, co tak pokochałam w tym środowisku. Zobaczyłam, że nie jest to już takie nie wiadomo co, że to zwykłe środowisko pracy. Z drugiej strony, gdyby mi się udało rzeczywiście dostać na tego oficera i zdać egzaminy, to byłaby droga do zapewnienia sobie przyszłości… bo nie mogę liczyć na nikogo prócz dwóch osób, przynajmniej narazie…

Top Gun nie odezwał się do mnie, nawet podczas zajęć na uczelni, nie napisał. Czekałam, czy to zrobi, bo mnie na tych zajęciach nie było, ale nie zrobił. Poczułam ulgę, poczułam, że się od niego uwolniłam, że już mi nie zagraża.

Wczoraj wypadek w Kuźni, zginęli żołnierze z jego jednostki… smutne to, ale mam różne myśli co do tego wypadku apropos niego. Nie wiem, może nie jestem dobrym człowikeim, ale jakby trochę pocierpiał to może by coś sie w nim zmieniło. Nie byłby już takim skurwysynem. Choć pewnie nic by to nie dało… Po prostu żal mi tego cierpienia, które ja przeszłam…

Zobaczymy jak to wszystko się pukłada, z tyłu głowu coś mi świta cały czas o wojsku, że może to własnie tak miało być, że to może i szansa dla mnie…. na razie, jest stabilnie.

Przefarbowałam włosy na czarno, pierwszy raz w życiu i dobrze mi z tym! 🙂

girls-555657_960_720

 

Nie potrafię w sobie wzbudzić uczuć…

Osatnim wieczorem naszła mnie refleksja nad tym, co jest we mnie… Co się ze mną dzieje… Doszłam do jednego, smutnego wniosku… Czuję się jakby pusta w środku. Zatanawiam się, czy to aby po lekach czy aby to przez to, że odebrano mi to wszystko, w co wierzyłam, co sobie zakładałam… Straciłam wszystko, straciłam szansę na lepsze życie przy boku meżczyzny, na którym mi naprawdę zależało, tak bardzo, chyba pierwszy raz w życiu. To paradoksalne, ale teraz zaczynam go rozumieć, zaczynam rozumieć jego słowa, które do mnie skierował:

„moja emocjonalność jest bardzo rozchwiana i nie wiem, czy kiedykolwiek z niej coś będzie. Nie potrafię teraz w sobie wzbudzić uczuć wyższych.”

Czuję się dokłądnie tak samo. Jakby ktoś odebrał mi emocjonalną mnie, jakbym nie była sobą. Żyje z dnia na dzień, nie martwię się już o samotność, nie martwię się już co przyniesie życie, czuje się jakoś inaczej. Nawet nie myślę o relacja z F. Nie obmyślam żadnego planu, nie myślę o tym, co bedzie, co może mnie spotkać, nie dążę usilnie do bycia z kimś… Jest tak, jakby inaczej… Nie potrafię w sobie wzbudzić miłości do drugiego człowieka, takiej prawdziwej, oddanej, jestem jakby odcięta od uczuć… żyję z dnia na dzień… Podążam w realizację siebie i chcę do tego zmierzać. Może to akceptacja całkowitego braku nadzieii? Nie wiem, co się ze mną stało… Nie czuję się sobą…

woman-3083390_960_720

 

Bez faceta mi lepiej, niż z facetem!

Wczoraj wieczorem naszła mnie dziwa refleksja, mianowicie, nie poznaje siebie!  Wydaje mi się, że każdy będzie mnie ranił. Zdaje mi się, że bez faceta jest lepiej niż z facetem bo przynajmniej nikt mnie nie rani. Zawsze pragnęłam czyjejś bliskości i teraz się gubię, nie poznaje siebie… czyżbym nie chciała nikogo? To chyba nie tak… to chyba ze strachu… tak bardzo boję się zranienia, kolejnego bym już chyba nie przeżyła, a przynajmniej nie na ta skalę co poprzednio. Odcinam się od tego wszystkiego, to już tak nie boli, ale nie wiem co z przyszłością… teraz zaczęłam doceniać swoją samotność… przynajmniej nikt mnie nie rani… Nie chcę ładować się w związki, nie chcę już niczego na siłę wyznawać. Nie chcę nikogo. Chyba samej mi lepiej. Nie wierzę już w to, ze kiedykolwiek się uda, że spełnię swoje marzenia, że spotka mnie sielanka. Nie wierzę już w tą bajkę o królewnie i królewiczu…

Z F. jest dobrze. Nie mam kontaktu z Top Gunem i nie czuję się jakoś samotna. Pewnie to przez F. Trochę się boje, że gdybym znowu straciła jego to wszystko by się powtórzyło, cała depresja by wróciła, choć może nie z taką siłą. Zastanawiam się też, czy po tym wszystkim potrafię kochać… zakochać się, zauroczyć? Kiedy poznałam F. Tak jakby wszystko wróciło, te piękne uczucia, takie wzniosłe. Teraz już sama nie wiem, kiedy przy nim jestem znowu to czuje,  boję się, że znowu się zatracam, ale kiedy go nie ma to tak jakby wszystko ode mnie odlatuje… Wiem, że to Top Gun był moją największą miłością, miłością mojego życia, czy kiedykolwiek będę jeszcze potrafiła tak kochać? Tak mocno, aż do bólu? Czy potrafiłabym tak pokochać F.? Wiem, że go lubię, bardzo go lubię, ale czy to by mogła być kiedyś miłość? Jakbyśmy oboje chcieli? Bo musimy oboje chcieć… Nie wiem, czy mogłoby to się stać rzeczywistością? Teraz rzeczy dzieją się wolniej, nie jest to wszystko takie szalone jak z Top Gunem. Może to i dobrze, ja potrzebuje teraz spokoju.

W głowie mam jeszcze jedną osobę, osobę, która się stara i mnie rozumie, jednak jest jakby „z innego świata”, ma swoje problemy, ma taką samą historię jak ja, kiedyś już chyba o nim pisałam… Nie wiem, czy to czyta, bo on wie o istnieniu mojego bloga. Nie wiem, co mam z tym zrobić, z jednej strony chciałabym tę osobę zatrzymać, z drugiej tak samo się boje, że nasze problemy mogłyby nas pociągnąć na dno… Nie wiem, co robić… Dodatkowo ze stronki na fejsbuku co róż dostaję od mężczyzn propozycje związków…To czasem zabawne, ale jak na to patrzę to wyłania się tragizm.

woman-1320810_960_720

Powiedziałam mu u mojej relacji z Top Gunem!

Tak, wiem. Miałam tego nie robić. Miałam nie mówić F o mojej relacji z Top Gunem i o wszystkim co się między nami wydarzyło, aby nie poczuł się jak plaster czy lekarstwo na niego, by nie poczuł się jak zastępstwo. Jednak jeden dzień sprawił, że wiele się odmieniło…

W poprzednim tygodniu umówiłam się z F., że do mnie przyjedzie w sobotę. Choć nie cieszyłam się specjalnie na tę okazję bo biorąc pod uwagę to wszystko o czym tu pisałam we wcześniejszej notce F. W pewnym sensie mnie zasmucił. Narzekaniem na pracę i tym, że nie chce udać się na studia. Jednak zgodziłam się, aby przyjechał. Przywiózł mi podkowę na szczęście. Widziałam, że nie był już tak spięty… Przegadaliśmy cały dzień. Okazał się mimo wszystko mądrym, inteligentnym człowiekiem, a na dodatek wierzącym tak jak ja. Byliśmy na mszy w kościele razem. Pierwszy raz byłam w kościele z kolegą. Zawsze chodzę z kimś z rodziny. Taka miła odmiana. Napisał mi, że również było tak fajnie, że nie może uwierzyć… Powiedziałam mu prawdę o oszuście. W tym dniu się nie bałam, pomyślałam sobie, że niech się dzieje co chce… postawiłam wszystko na jedną kartę… Nie wytrzymałam jak zaczął wychwalać Top Guna i mówić, że on nie chce nikogo skrzywdzić. Kiedy powiedziałam mu, że mnie przez rok oszukiwał, że czuję się oszukana i zmanipulowana był z szoku. Widziałam po jego twarzy, że mi nie dowierzał. Zawsze to był kochany wujek, taki dobry dla wszystkich a tu nagle spadła na niego moja wersja… Jednak jedno mi się spodobało bardzo. Nie stanął murem za nim. Powiedział, że ja mam prawo w takiej sytuacji czuć się oszukana i zmanipulowana… I wierzy, że czuje się źle. Tego na przykład sam Top Gun w ogóle nie widział. Według niego „jak ja mogłam czuć się źle?” Przecież nic się nie stało! – to była jego odpowiedź na wszystko, na każdą moja skargę na próby rozmowy o tym co mi zrobił, jak dał nadzieję a potem odrzucił, oszukał. Kiedy to powiedział, poczułam ulgę. Choć nie wiedziałam jeszcze po której stronie on stanie, to jednak poczułam się zrozumiana. Poczułam, że mogłam się tak czuć, że ta reakcja nie była przesadzona jak próbował mi pokazać Top Gun…. W końcu powiedział mi to ktoś kto zna całą sytuację! Dowiedziałam się też, że Top Gun mówił mu, jaka jestem fajna i jak dobrze nam się rozmawia razem. Nie wiem, po co mu to mówił…

Wieczorem porozmawialiśmy sobie o wrażeniach, jak nam się razem spędzało czas. Obydwoje byliśmy bardzo zadowoleni, ucieszyły nas takie małe gesty, a najfajniejsze było to, że poszliśmy na spacer i siedzieliśmy na ławce, słuchając muzyki i śpiewając sobie znane piosenki, okazało się, że słuchamy takiej samej muzyki! Była to ta sama ławeczka, na której dowiedziałam się o kochance Top Guna, którą tak bardzo kocha. Odczarowałam chyba ten park i tą ławeczkę z F. Bo przez tę rozmowę z Top Gunem wydawał mi się nie przyjaznym miejscem, tam w końcu dowiedziałam się prawdy o jego życiu i relacjach. Zauważyliśmy też oboje, że zgadzamy się w różnych aspektach życia i to nas obu cieszy bo jak mi napisał F. ” w tym kontekście może przeciwieństwa się przyciągają, ale podobieństwa mogą więcej”. To go też cieszy, że się tak rozumiemy, mnie też, bardzo. Z resztą, można było to troszkę przewidzieć, bo z Top Gunem również się rozumieliśmy a to przecież jego najbliższa rodzina. On nie wie, bo tego nie doświadczył. Nie miał nigdy dziewczyny na poważnie, jedynie przez dwa lata pisał z jakąś i chciał z nią być, ale nie dograli się.  Byli zupełnie inni. Powiedział mi, że doświadczył wojny poglądowej ale tylko pisząc, natomiast ja mu powiedziałam, że dlatego lepiej mieć podobne poglądy bo wtedy nie trzeba się przekonywać albo zmuszać kogoś do jakichś poglądów i dwie osoby mogą być szczęśliwe a nie tylko jedna,  bo zgadzają się z sobą w najważniejszych wyznawanych wartościach i celach. Ponadto F. okazał się naprawdę mądrym, oczytanym i kulturalnym facetem.

Cieszę się, że tak się to toczy, że on nie próbuje znów robić na siłę z tego przyjaźni i kumpeli ze mnie… i że dostrzega to, że się rozumiemy, bo z Top Gunem chyba tylko ja to dostrzegałam, że mimo wszystko się rozumieliśmy i potrafiliśmy rozmawiać. Z F. jest inaczej… On dostrzega małe gesty, potrafi się cieszyć z tego, ze mogliśmy siedzieć obok siebie w kościele na Mszy, że mogliśmy obserwować wiewiórki i, że się zgadzamy w paru wartościach.

„Uczę się ciebie na pamięć.
Niecierpliwymi palcami, 
Rozpaczliwie na pamięć .
Szeroko zamkniętymi oczami.
Czytam zachłannie od nowa 
całego zdanie po zdaniu.”