Czeski film!

Wczoraj doszłam do wniosku, że obecne w moim życiu wydarzenia to jakiś czeski film i stojąc między ludźmi w jednostce, zaczęłam sie po prostu śmiać, sama do siebie…

Ale od początku… Pojechałam do jednostki na piknik, z nadzieją, że zobaczę Żołnierza i choć przez chwilę uda mi się z nim porozmawiać. Będąc pod jednostką już, dostałam wiadomość od niego. Było to zdjęcie plakatu na dzień jutrzejszy z podpisem: Tam jest coś o tej mszy jutro. Na co odpisałam: No hej, a ja pod jednostką. A on na to: A ja pod kołderką… Nie mogłam uwierzyć, przecież od trzech dni mówiłam mu, że będę w jednostce rano, bo potem muszę jechać na wykłady… Zamurowało mnie, dosłownie…Odpisałam, że szkoda.

Pomyślałam sobie, no trudno, pójdę na ten piknik, pokaże się dowództwu i wrócę… Bez zobaczenia się z Żołnierzem. Choć poczułam się zawiedziona i rozśmieszona jego niezaradnoscią i brakiem zorganizowania…

Pochodziłam po pikniku,  pooglądałam wystawę sprzetu, poszłam jeść grochówkę. W miedzyczasie napisałam wiadomość, ze trudno, ale nie obejrzę jak on śpiewa w kompanii honorowej, bo o 12.45 mam autobus i nie mogę dłuzej zostać. Ta godzina chyba podziałała na niego jakoś specyficznie bo napisał mi, że dobrze, bo nie będzie się wiecej stresował, ale już 20 minut spaceruje i szuka auta pod blokiem, bo zostawił je wczoraj na mieści i musi je teraz znaleźć… i teraz to już na pwno nie zdąży przyjechać, tak, żebym była jeszcze w jednostce.

Więc moja wyobraźnia wyobrazła sobie tę sytuację następująco: Facet wyskakuje spod kołdry, wrzuca na siebie byle jakie ciuchy i biega dookoła bloku, próbując znaleźć swoje auto, by jak jak najszybciej nim pojechać do pracy… Komiczne…

Więc czekam, czekam, zjadłam jeszcze grochówkę, specjalnie wypiłam dwie herbaty, by się czymś zająć i… nic, jak go nie było tak go nie ma. W końcu nadeszła godzina i stwierdziłam, że idę na wcześniejszy autobus, bo to nie ma sensu… Miałam przed sobą jeszcze wykłady i dojazd na uczelnie.

Od tej pory Żołnierz się nie odezwał, a ja byłam rozłożona na łopatki niezaradnością dzisiejszego meskiego towarzystwa… Czy to jest jakieś pech? Dlaczego ja trafiam na jakichś nieudaczników, którzy nawet spotkania nie ummieją zaaranżować? Nie potrafią sie domyślić, że może trzeba by spiać tyłek wcześniej i przyjechać, by się z kimś spotkać? Dlaczego ludziom w dzisiejszych czasach an tym nie zależy?

Stwierdziałm, że ostatnie wydarzenia to jakaś komedia… Jeden się tylko wychwala i mnie chce dotykać, drugi nie potrafi się zorganizować nawet na tyle, aby wcześniej przyjechać do pracy i się zobaczyć…

Jeszcze wczoraj napisał do mnie F., który był żywo zainteresowany moją relacją z Top Gunem, bowiem on też już mu zaszedł za skórę tym swoim wychwalaniem się pieniędzmi i przechwalaniem na lewo, i na prawo oraz robieniem mu wyrzutów, tym, że F. również nie jest w wojsku… Nie poznaję go, kiedyś taki nie był… może tak rekompensuje sobie porażkę w relacjach damsko- męskich? W końcu został samotnym…

Sama nie wiem, co z Żołnierzem. Znowu mam ochotę to zostawić i tyle. Teraz już pewnie się nie spotkamy, nawet odechciało mi się do tego dążyć. To zawsze ja mam dążyć do spotkania, z którego i tak potem nic nie wyjdzie, bo ktoś inny nie umie się zorganizować, lub ma to gdzieś?  Może przyjdzie na te badania, które będę robić zołnierzom, a moze nie, jakoś powoli przestaje mnie to interesować…

Eh, to wszystko to jakiś czeski film!

pol_pl_Obraz-41009_1

Ja i Top Gun…

Widziałam się z nim. Po raz drugi od tych feralnych zdarzeń… Wczoraj. I wczoraj stało się coś, czego nie przewidzialabym nawet w najśmielszych snach… Jeszcze rano byłam na niego wkurzona, bałam się go. A w ostatniej chwili przed spotkaniem… Wszystko mi przeszło. Nadal nie traktuje go na poważnie ale pojawiła się taka myśl, aby sobie niewinnie z nim poflirtować… Nie wiem dlaczego? Sama się nie rozumiem… Może dlatego, że on to umie? Że wie na czym polega ta zabawa? Bo to tylko zabawa, poważnie już nigdy nie będę go traktować.

Jakoś rano zaczęlismy pisać… Napisał mi, że cierpi, że stracił już nadzieję na to, że będzie dobrze w jego życiu… Ona odeszła, ta, która tak bardzo kochał. W moich oczach to było żałosne. Przecież miał wybór, mógł mieć wszystko czego chciał. Dom, rodzinę, dzieci może kiedyś, a teraz mówi mi, że został sam… Dokonał wyboru, wybrał ją, więc teraz ma swoje “szczęście“ z nią. Czego chce? Czemu mi się żali? Napisał mi też, że jestem śliczna… Ale zlekceważyłam to…

Z drugiej strony, może nie jestem do końca dobrym człowiekiem, jak jak pisałam ale bardzo dobrze, niech cierpi, niech zobaczy jak to jest. Kiedy ja cierpiałam, jego nie było. Też nie zamierzam mu pomagać. Dziwi mnie, że minęło też pół roku i się jeszcze nie otrzepał, nie zrezygnowal z niej, przecież to nie ma sensu. Sam F. To kiedyś przyznał w rozmowie ze mną. Moim zdaniem powinien odpuścić, tak jak ja odpuściłam jego, tak on powinien odpuścić ja i zacząć nowe życie. Zdać sobie sprawę, że on go nie kocha, nie chce i odrzuca. Dodatkowo pieprz się na lewo i na prawo, z kim popadnie… Nie wie, nie rozumiem, co on w niej widzi i dlaczego nie może tego zostawić, zacząć nowe życie samemu. Napisał mi, że jego życie nigdy już nie będzie miało głębszego sensu… Ale zawdzięcza za to tylko sobie…

Po tej wymianie zdań, spotkaliśmy się. Przyszedł, powiedział, że dobrze mnie widzieć. Potem siedzieliśmy koło siebie… Zmieniliśmy parę zdań. Top Gun nie miał humoru, mało i nie często odpowiadał. Ale miałam to gdzieś, nie będę zabiegać o to, by się odezwał do mnie. Siedzieliśmy i po jakimś czasie on zaczął odbiera mnie z włosów, oczywiście skubiąc po udzie… Klapnelam go delikatnie w rękę. Nie byłam na niego zła, nie wkurzalam się już, za dużo mnie to kosztuje a on i tka nie zrozumie o co mi chodzi… Jest na to zbyt tępy raczej.

Potem poszliśmy na obiad… Ja wzięłam przystawkę, on nic. Zjadłam. Podczas jedzenia opowiadał mi znów, jaki jest bogaty, że zrobił łazienkę za 40 tys i jaka to prestiżowa pracę ma w wojsku. Co się z nim stało? Nie poznaje go… Jego poziom chwalenia tak wzrósł, że to jest niesmaczne już… Tak samo jak poziom chwalenia się Pana że skrzydłami kiedyś…

Jednak co mnie zabolało, powiedział mi, abym jadła bo będę miała czym wymiotować… Wysmiał moja chorobę i to bylo przykre… Nie rozumie tego, nie mogę liczyć na zrozumienie. On by mnie i tak nie zrozumiał, nawet jak byśmy byli razem. Więc nie żałuję. Zrobił się opryskliwy i niesmaczny… Zapłaciłam jak zawsze ja. On dojadl resztki… Jeszcze go będę karmić? Pomyślałam, ale już trudno… Opowiadał mi te o tym, jak to podrywal Panią psycholog w jednostce swojej…

Kiedy mieliśmy wychodzić, powiedział, że mi coś powie jak wyjdziemy. U rudzilam się jedzeniem w kącikach ust więc po drodze mi je delikatnie otarł ręką, patrząc w oczy… A kiedy wyszliśmy, zdarzyło się coś, czego bym w snach się nawet nie spodziewała. Wyszliśmy, idziemy koło siebie… A on zaczyna…

-Ładnie spodnie…

-Dzieki, nowe.

-Ładne… Jak siadasz i nie tylko to tak Ci opinają muszelkę, że nawet mi się to bardzo podoba… I nawet jak bym mógł, to bym dotknął…

Zamurowało mnie. Popchnęłam go mocno w bok… Myślałam, że tematy około seksualne mamy już za sobą, że w obecnej sytuacji niesmacznym byłoby o nich mówić. Po odrzuceniu raczej nie rozmawia się o takich tematach… Myślałam, że to już jest między nami temat zakończony. Ale jak się przekonałam, Top Gun robi tak do wszystkich kobiet… Ostatnio podrywał swoją psycholog w jednostce… Do której nota bene ja mam temafon. I wczoraj tak przyszło mi przez myśl… Gdybym chciała mu tak ewidentnie zrobić na złość to mogłabym zadzwonić do niej i opowiedzieć cała swoją historię, powiedzieć co on robi w życiu, co mnie zrobił, jakie ma problemy, że sobie nie radzi, że jest załamany… Ciekawe czy wtedy utrzymał  to stanowisko, co ma teraz?? Eh…

Ale troszkę się nad nim odegrała za to wymiotowanie. Bo powiedział mi, że musi iść kupić ciuchy bo chodzi u rany jak menel. A ja powiedziałam, no wiem, widzę… A on. No dobra, należało mi się za te spodnie, ale to o spodniach przynajmniej było miłe, a to nie…

Tak więc sprawy potoczyły się inaczej niż przypuszczałam. Z jednej strony jestem na niego zła, nie rozumiem go i żalość mnie bierze, gdy na niego patrzę. Minie jeszcze wiele, wiele czasu nim on przejrzyj na oczy… Ale to już jakby nie moja sprawa. Z drugiej strony czuje, że znowu zaczyna się pomiędzy nami pewnego rodzaju gra, słowna i w ogóle, ta gra, która trwała przez rok. Wszystko jakby wraca na stare tory… Tyle, że teraz patrzę na to jak na grę, nic nie znaczącą, nie mająca jakiegokolwiek wpływu na moje życie… Zdystansowalam się do tego. Nie ma już we mnie nadziei na to, że kiedy on mnie pokocha, że ze mną zostanie… To się po prostu nie wydarzy… Choćby mi przysięga na kolanach. Nie uwierzę w to. Temat zakończony. A to, że się z nim pobawię raz na dwa tygodnie? Na razie nikogo tym nie ranie, bo jestem sama i tak nikogo nie ma… Nie rusza mnie już to, pozbieralam się i mam swoje cele i swoje plany, nie będę się już nim zajmować… Tylko ten tekst o spodniach, cały czas mi siedzi w głowie…eh.. Stary chlop, któremu brak seksu… Eh…

Zaraz właśnie szykuje się do wyjścia na piknik żołnierska. Mam nadzieję, że zobaczę się z Żołnierzem choć na chwilę. Trzymajcie kciuki!

companions-899050_1280

 

 

 

 

Mały przełom…

Wczorajszy wieczór był miły. Miałam pierwszy miły wieczór od czasu, kiedy wieczorami jeszcze rozmawiałam z F. Właśnie wczoraj nastapił mały przełom. Otoż, Żołnierz troszkę się przede mną otworzył. I okazał się… samoukiem artystą, myzykiem. Gra na gitarze i śpiewa…

Wysłał mi filmik na którym gra na gitarze pewną melodię… Wcześniej nigdy nie wysłał mi nawet swojegoa, a jeszcze pokazał mi swoją twórczość, więc to odważny krok… Przynajmniej dla mnie byłby odważny.

Wysłał mi też oryginał tej piosenki:

Zdziwiłam się, bo z tej muzyki wnioskuję, że posiada jakąś wrażliwość i poczucie piękna. Mówił mi też, że słucha praktycznie wszystkiego ale ta piosenka daje mu jakieś naładowanie wewnętrzne. Lubi też nawet odgłosy przyrody,  bo każda muzyka ma w sobie coś pięknego i wyjątkowego. Również powiedziałam mu, że słucham wielu gatunków i w sumie wszystkiego tego, co mi wpadnie w ucho. W odpowiedzi widziałam, że się ucieszył, że mamy podobnie.

A potem, jak miałam już kłasć się spać, było grubo po 21.00, wysłał mi nagranie głosowe, na którym gra na gitarze i śpiewa, coś o miłości… I napisał, że tak sobie fałszuje, wykorzstując ostatnie chwile przed ciszą nocną. Ładnie śpiewa, naprawdę ładnie śpiewa… Napisałam mu, że podoba mi się jak śpiewa, bo na prawdę robi to dobrze. Wtedy napsał mi coś takiego, że widziałam, że poczuł ulgę, że go nie sktytykowałam, cieszył się, że mi się podobało i, że pochwaliłam jego twórczość.

Zapytał się mnie, co ja tworzę, więc gdy mu powiedziałam, że piszę, również przyznał mi się do tego, że czasem pisze. Jednak raczej czyni to w silnych emocjach. Więc wychodzi na to, że odczuwa emocje… Zdaje sobie z nich sprawę. Zaczął się otwierać, więc zaczełąm psychologiczną analizę… Wychodzi na to, że posiada wrażliwość i jest po prostu skryty, gdyż w głębi duszy, coś odczuwa…

Tak się dziś zastanawiałam, że to niesamowite. Moja pierwsza, wielka, gimnazjalna jeszcze miłość, Indianer… był gitarzystą i tworzył muzykę… Moja druga, wielka miłość, z którą chciałam spędzić życie, była… wojskowym… a teraz spotkałam wojskowego gitarzystę…

Zastanawiam się nad tym, czy aby nie zapytać go, czy kiedyś by mi czegoś nie zagrał… Pewnie na wieczór go o to zapytam.

 

Napisałam wiadomość.

Napisałam do żołnierza. Ułożyłam nie za długą, nie za krótką wiadomość o tym, że kontaktuje się w sprawie badań i że wydaje mi się, że chce aby praca była ciekawa i on mógłby wnieść coś ciekawego. Wiadomość poszła… Nie odpisał nic, ale może choć przeczytał… Wiadomość zamieniła się w MMS i nie wiem czy odczyta, ale powinien umieć…

Co bardzo mnie dziwi, nie czuje stresu. Ani lęku. Teraz już nie. Jeżeli nie odpisze, przestanie mi zależeć… Odpuszczę… Widocznie tak ma być. Pomaga mi w tym to myślenie, że może w życiu kogoś poznam, ale raczej nie. Że i tak nic z tego nie będzie. Straciłam nadzieję. Po Top Gunie straciłam nadzieję na jakikolwiek zdrowy  związek…w ogóle na związek. Ale tak mi chyba dobrze, nie stresuje się, nie mam drgawek, nie myślę tylko o tym, nie jest to dla mnie koniec świata kiedy kogoś nie będzie… Po prostu, będę sama, jak zawsze… Przyzwyczaiłam się już do tego stanu. Przynajmniej nikt mnie nie rani, ani ja nikogo nie ranię. Chciałabym kogoś poznać, mieć z kim porozmawiać, z kim wyjść… Ale nie bedę już szukać na siłę. Nie mam na to sił. I tak potem wszystko się zkiepści jak zwykle. Nie ma już nadziei na lepsze jutro. Już nic nie ma… Tylko poczucie, że jestem sama dla siebie…

Nie odpisał cały wieczór. Pojawiła się myśl, by wysłać drugą wiadomość, ale nie chciałam być nachalna. Jednak biorąc pod uwagę to, że tamta była MMS i mógł jej nie odczytać, wysłałam drugą wiadomość, już na luzie bo i tak przecież nie odpowiedział. I to był strzał w 10. Odpisał od razu i nawet nie był zdziwiony, że do niego pisze. Nie pisaliśmy już nic więcej o badaniach, od razu zaczął rozmowę o czymś innym, tak jakby wiedział, że to podryw i wchodził w to. Zaczęliśmy się śmiać i napisał mi, że cieszy się, że do niego pisze… I okazał się przy tym całkiem rozumny! Jej, co za miłe uczucie, że ja znowu nie muszę tylko wychodzić z inicjatywą i ciągnąć jak kota za ogon aby się otworzył… Akurat źle trafiłam bo był na służbie dyżurnej, na dobówce (TG też to miewał) i był zajęty, więc najpierw odpisywał sporadycznie ale za to w nocy, jak poszłam spać, wyślał mi 9 wiadomości. 😉 Więc chyba jest zainteresowany rozmową… Niestety, rozmowa się urwała bo ja poszłam spać, ale odezwałam się do niego dziś, pod wieczór, bo w ciągu dnia miał plan odsypiać wczorajszą służbę 24 godzinną. Okazał się być dla mnie miły i przyjazny. To dużo. Mam nadzieję, że uda się załapać z nim dalszy kontakt. 😉 Na razie się nie angażuje. Daleko mi do uczuć. Ciekawa jednak jestem jak się to dalej potoczy…

5892388_dd2ad

Lęk przed odrzuceniem…

Rano byłam zadowolona, gdzieś w południe dopadł mnie lęk przed odrzuceniem… Dziś rano, gdy się obudziłam, spojrzałam na telefon, by wyłączyć budzik. Widniała tam wiadomość od koleżanki z jednostki. „Mam dobrą wiadomość. To jego numer telefonu….”. Po czym dziewięć cyfr…Tak, wysłała mi numer do żołnierza, który mi się spodobał i z którym rozmawiałam. Nawet mnie to ucieszyło. Nie wiem czemu, ale lubię takie podchody… Byłam zadowolona. Jednak w ciągu dnia pod wpływem różnych bodźców, zdałam sobie sprawę, z tego co się wydarzyło w moim życiu ostatnio. Przecież zostałam odtracona. I to dla innych kobiet. Przypomniał mi się ten stan, w którym byłam, to, jak czułam się gorsza, jak czułam się jak śmieć, którego się zostawia by iść do lepszej… Jak zabawka, która po zabawie się wyrzuca w kąt. I przyszło mi na myśl, że w kolejnych relacjach też tak może być.

Od razu, jak tylko go zobaczyłam pomyślalam, że to się nie uda. Nie ma szans. To jest w końcu moje życie. Życie dziewczyny, która jest sama i będzie sama. Raczej nie wierzę już w to, że kiedykolwiek uda mi się z kimś stworzyć jakiś dłuższy związek. Jeśli w ogóle będzie, bo w to też wątpię, to będzie to na chwilę… Kiedy pierwszy raz rozmawialiśmy powiedział mi, że rozstał się w grudniu z dziewczyna i nikogo teraz nie szuka. Jak będzie miało przyjść to samo przyjdzie. A mnie przebiegla w głowie taka myśl „No to właśnie może przyszło i stoi prze Tobą.” Ale to było głupie… Wiem. Bo nic z tego nie będzie. Ale przynajmniej może z nim miło porozmawiam. Warto, dla kilku miłych chwil…

Napisałbym do niego… Boję się jednak. Boję odrzucenia, że znów będę ta gorsza, że znów mnie odrzuci, że nie będzie chciał rozmawiać nawet, że mu się nie spodobam jako interlokutorka, albo stwierdzi, że nie jego poziom… Albo jeszcze coś innego będzie nie tak. I wszystko pójdzie na marne, starania o numer i w ogóle. Z drugiej strony jak nie spróbuję to się nie przekonam. A przecież raz już rozmawialiśmy i nie wydawał się być wrogo do mnie nastawiony. Wręcz się uśmiechał… Mimo to jednak po tym, co przeszłam z Top Gunem czuję jakiś lęk, być może dlatego też, że jest tak samo wojskowym?

Dlaczego mam taki lęk przed czymś nieznanym? Taki lęk przed drugą osobą? Dlaczego wydaje mi się, że nowa osoba wiąże się z kolejnym skrzywdzeniem mnie? Może tłumacze to kryzysem wartości tych czasów. Żyjemy bowiem w nie łatwych czasach dla prawdy, empatii i lojalności…

Może jutro do niego napiszę? Niby przygotowałam sobie w głowie pewien tekst, ale nie wiem czy jest dobry, jak na żołnierza. Z drugiej strony mam takie przebłyski, że jak się ma rozpaść i nic nie wyjść to i tak nic nie wyjdzie z tego. Może lepiej by okazało się to, zanim sobie nawymyślam, nawkręcam się i zaangażuję? Pewnie tak, dlatego raczej nie mam czego się bać.

Tylko dlaczego czuję się tak, jak gdyby on czekał na mnie z już naładowaną bronią, skierowaną w moją stronę? Czekał, aby mnie zranić… Chciałabym to z kimś obgadać.

war-1447021_1280

Nie potrafię w sobie wzbudzić uczuć…

Osatnim wieczorem naszła mnie refleksja nad tym, co jest we mnie… Co się ze mną dzieje… Doszłam do jednego, smutnego wniosku… Czuję się jakby pusta w środku. Zatanawiam się, czy to aby po lekach czy aby to przez to, że odebrano mi to wszystko, w co wierzyłam, co sobie zakładałam… Straciłam wszystko, straciłam szansę na lepsze życie przy boku meżczyzny, na którym mi naprawdę zależało, tak bardzo, chyba pierwszy raz w życiu. To paradoksalne, ale teraz zaczynam go rozumieć, zaczynam rozumieć jego słowa, które do mnie skierował:

„moja emocjonalność jest bardzo rozchwiana i nie wiem, czy kiedykolwiek z niej coś będzie. Nie potrafię teraz w sobie wzbudzić uczuć wyższych.”

Czuję się dokłądnie tak samo. Jakby ktoś odebrał mi emocjonalną mnie, jakbym nie była sobą. Żyje z dnia na dzień, nie martwię się już o samotność, nie martwię się już co przyniesie życie, czuje się jakoś inaczej. Nawet nie myślę o relacja z F. Nie obmyślam żadnego planu, nie myślę o tym, co bedzie, co może mnie spotkać, nie dążę usilnie do bycia z kimś… Jest tak, jakby inaczej… Nie potrafię w sobie wzbudzić miłości do drugiego człowieka, takiej prawdziwej, oddanej, jestem jakby odcięta od uczuć… żyję z dnia na dzień… Podążam w realizację siebie i chcę do tego zmierzać. Może to akceptacja całkowitego braku nadzieii? Nie wiem, co się ze mną stało… Nie czuję się sobą…

woman-3083390_960_720

 

Bez faceta mi lepiej, niż z facetem!

Wczoraj wieczorem naszła mnie dziwa refleksja, mianowicie, nie poznaje siebie!  Wydaje mi się, że każdy będzie mnie ranił. Zdaje mi się, że bez faceta jest lepiej niż z facetem bo przynajmniej nikt mnie nie rani. Zawsze pragnęłam czyjejś bliskości i teraz się gubię, nie poznaje siebie… czyżbym nie chciała nikogo? To chyba nie tak… to chyba ze strachu… tak bardzo boję się zranienia, kolejnego bym już chyba nie przeżyła, a przynajmniej nie na ta skalę co poprzednio. Odcinam się od tego wszystkiego, to już tak nie boli, ale nie wiem co z przyszłością… teraz zaczęłam doceniać swoją samotność… przynajmniej nikt mnie nie rani… Nie chcę ładować się w związki, nie chcę już niczego na siłę wyznawać. Nie chcę nikogo. Chyba samej mi lepiej. Nie wierzę już w to, ze kiedykolwiek się uda, że spełnię swoje marzenia, że spotka mnie sielanka. Nie wierzę już w tą bajkę o królewnie i królewiczu…

Z F. jest dobrze. Nie mam kontaktu z Top Gunem i nie czuję się jakoś samotna. Pewnie to przez F. Trochę się boje, że gdybym znowu straciła jego to wszystko by się powtórzyło, cała depresja by wróciła, choć może nie z taką siłą. Zastanawiam się też, czy po tym wszystkim potrafię kochać… zakochać się, zauroczyć? Kiedy poznałam F. Tak jakby wszystko wróciło, te piękne uczucia, takie wzniosłe. Teraz już sama nie wiem, kiedy przy nim jestem znowu to czuje,  boję się, że znowu się zatracam, ale kiedy go nie ma to tak jakby wszystko ode mnie odlatuje… Wiem, że to Top Gun był moją największą miłością, miłością mojego życia, czy kiedykolwiek będę jeszcze potrafiła tak kochać? Tak mocno, aż do bólu? Czy potrafiłabym tak pokochać F.? Wiem, że go lubię, bardzo go lubię, ale czy to by mogła być kiedyś miłość? Jakbyśmy oboje chcieli? Bo musimy oboje chcieć… Nie wiem, czy mogłoby to się stać rzeczywistością? Teraz rzeczy dzieją się wolniej, nie jest to wszystko takie szalone jak z Top Gunem. Może to i dobrze, ja potrzebuje teraz spokoju.

W głowie mam jeszcze jedną osobę, osobę, która się stara i mnie rozumie, jednak jest jakby „z innego świata”, ma swoje problemy, ma taką samą historię jak ja, kiedyś już chyba o nim pisałam… Nie wiem, czy to czyta, bo on wie o istnieniu mojego bloga. Nie wiem, co mam z tym zrobić, z jednej strony chciałabym tę osobę zatrzymać, z drugiej tak samo się boje, że nasze problemy mogłyby nas pociągnąć na dno… Nie wiem, co robić… Dodatkowo ze stronki na fejsbuku co róż dostaję od mężczyzn propozycje związków…To czasem zabawne, ale jak na to patrzę to wyłania się tragizm.

woman-1320810_960_720