Chcę zacząć nowe życie! Bez Top Guna i F.

Nadszedł chyba ten czas, kiedy muszę rozpocząć nowe życie. Bez Top Guna ani F. Relacja z nimi jest toksyczna na tyle, że nie wytrzymuje.

Wczoraj płakałam… Top Gun od jakiegoś tygodnia zneca się nade mną psychicznie. Bo inaczej chyba tego nazwać nie mogę… Biorąc pod uwagę to, jak się czuje… Najpierw pisał mi o tym, że nigdy nie będę tak dobrze zarabiać jak on w wojsku, później, że moje studia są nic nie warte… Ale to jeszcze jakoś znioslam.

Ale to, co wydarzyło się wczoraj rozłożył mnie całkowicie. Pojechałam bowiem na egzamin, miałam go pisać razem z Top Gunem. Podczas tego egzaminu Top Gun chciał mnie pocałować a kiedy się odsunełam, chwycił mnie mocno za szyję z tyłu i zaczął potrząsać. Mówiłam mu, że mnie to boli ale nie przedstawał, odpowiadając mi, że ma boleć, tak jakby robił to za kare, iż nie dałam się pocałować podczas egzaminu. Bolała mnie cała szyja i barki… Później mnie niby pomasował ale to nic nie dało. Chciał mnie odwieźć do akademika, ale nie chciałam.

Wieczorem napisał do mnie, czy dotarłam więc odpisałam, że tak. Napisałam mu też, że zrobił mi dziś krzywdę bo szyja boli mnie do tej pory, i aby tak więcej nie robił. Na to odpowiedział mi, że nie ogranełabym go w bliższej relacji, bo jestem zbyt tępa…

Zrobiło mi się bardzo przykro i smutno… Po policzkach poleciały łzy… Czyli co? Czyli jestem zbyt głupia aby go zrozumieć? Zbyt tępa aby z nim być? Choćby i tak nigdy do tego nie doszło, hipotetycznie może tak myśleć…  Nie ogarnęlabym go, jak to on twierdzi bo co? Bo wolę czuły dotyk niż szarpanie kogoś i sprawianie mu bólu? Jak można komuś tak powiedzieć z tego tylko powodu, że woli subtelny dotyk? Jest mi przykro, że tak uważa.

Popłakałam się… Nie wytrzymałam emocji. Dobrze, że wykłady skończyły się wcześniej. Poczułam się znowu jak śmieć. W przyplywie tego smutku, znalazłam jeszcze na tyle siły, by odpisać mu tylko, że nie musi się obawiać, bo nie mam ani chęci, ani zamiaru być z nim kiedykolwiek w bliższej relacji. On też by mnie nigdy nie ogarnął w bliższej relacji. Odpisał, zapewne. Odpowiedziałam tylko jeszcze tyle, że obserwując jego reakcje wiem, że na pewno by mnie nie ogarnął. Taka jest prawda. Bo on patrzy tylko na tyle a nie na to co ja przeżywam, jakie są moje myśli… Że jesteśmy z dwóch innych galaktyk. Potem wysłał mi obrazek szczura. Nie odpisałam już nic, nawet go nie otworzyłam… Siedziałam na łóżku i płakalam…

Kiedy to się skończy? On się nade mną zneca, poniża mnie i udowadnia mi, że jestem nic nie warta… Bawi się mną.

Z drugiej strony mi przykro, bo osoba, która kochałam kiedyś i do której tak bardzo chciałam pasować, stwierdza, że jednak nie pasujemy do siebie, a dokładniej, że to moja wina, że nie pasujemy… Ja z moją potrzeba dopasowania się do innych, mam ciężko to zaakceptować. To dla mnie trudne… Że do kogoś nie pasuje i ten ktoś jeszcze wskazuje, że to moja wina…

Przetrwałam jakoś noc, rano czułam się, jakby mnie ktoś pobił, rozbita całkowicie. Czuję się znowu odrzucona i ponizona przez niego. Nic nie warta… Dlaczego to wraca?

Byłam jak takie zwierzątko, które się bije, a od czasu do czasu glaska. I ono przychodzi z a każdym razem, wraca, w nadziei, że może tym razem zostanie poglaskane a nie zbite… Ale dość tego, koniec. Usuwam Top Guna ze swojego życia, F. Tak samo gdyż ma on bezpośrednie powiązania z Top Gunem. Zawsze będą rodziną i zawsze będą bardzo zżyci… Nie chcę się kontaktować, nie chce rozmów, nie chce niczego… Z F. tak samo. Moja rodzina płaczę, już nie wierzy mi, że mogę zerwać kontakt. Powiedzieli mi, że nie wiedzą, jak mi pomóc, już się poddają. Albo się z tej relacji wyrwę sama albo będę cierpieć…

Muszę się kontrolować… Bo wiem, że i on i ja na siebie lecimy…

Z drugiej strony, zmartwił mnie Żołnierz. Powiedział mi, że chce jechać na misję…. Złożył już wniosek na wyjazd do Afganistanu, ale mu odrzucili, jednak będzie próbował raz jeszcze. Przegadalismy cały dzień o tym… Odradzałam mu. Przecież może tam zginąć, to są konflikty zbrojne, a jeśli nie zginąć to zostać trwale ranny lub kaleką… Ale on się uparł. Mówi, że lepiej wyjechać teraz, jak się jest samemu, niż potem kiedy się ma rodzinę. Na dodatek śmiał się, że jeśli zginie to może dostanie pośmiertny awans… Tak jakby nie zależało mu na życiu… Nie wiem, co on chce tym sobie udowodnić, że jest prawdziwym żołnierzem w boju? Na froncie? A co jeśli mu przyjdzie strzelić do człowieka? Zrobiłby to? Z jego wrażliwością? Przegadaliśmy cały wieczór o naturze ludzkiej w konfliktach zbrojnych ale nie wiem, czy to coś da… Jeśli się uprze, że chce jechać do tego Afganistanu i dadzą mu zgodę, to nic nie zrobię… Martwi mnie też to…

Ale za to dowiedziałam się, że chciałby domek nad strumykiem i psa… No i jak zwykle, wysłał mi piosenkę o miłości… Tyle, że zaczyna mnie to zastanawiać też, czemu cały czas śpiewa o miłości? Czyżby kogoś kochał? Na przykład kogoś, z kim nie może być?

Nie chcialabym aby wyjeżdżał. Chciałabym aby został i pomógł mi się wyrwać z relacji z Top Gunem… Bo on może to zrobić. Jeśli byłby ktoś inny, myślę, że zapomniałabym stopniowo, a przynajmniej tak by mnie nie ciaglo do zapychania pustki Top Gunem bo nie byłoby już tej pustki, która próbuje zapchać….

„Puste słowa w mojej głowie wciąż, kocham Cię.

Ile jeszcze muszę cierpieć? Ile wylać łez?

Czy to kiedyś mogło udać się? Czy to miało jakiś sens?

Serca głos mówił mi co dnia, nie bój się…

A jednak, miłość może ranić.

Kiedy skrada się do Twoich ust!

Choć wiedziałam jak to skończy się.

Chciałam więcej.

Byłeś wszystkim, czego mogłam chcieć, ostatnim tchem. 

Teraz stojąc w obcym tłumie ludzi, jestem sama…

Chciałabym oddać wszystko to, co mam by z Tobą być!

A jednak, miłość może ranić! 

Kiedy skrada się do Twoich ust!

ZŁAMALES MI SERCE… ZŁAMALES MI SERCE…. ”

Łzy- miłość może ranić.

5bed524a001b0e484fa95a6f

 

 

 

Szaleństwo w moim życiu… Powrót Top Guna?

Tyle się dzieje i działo, a ja nawet nie zdążyłam tego wszystkiego opisać… Jakoś nie miałam do tego chęci. Robiłam badania w jednostce. Miałam nadzieję, że zobaczę na nich Żołnierza… Ale jednak tak się nie stało. A wszystko zaczęło się od… zaproponowania kawy… Tak, jakieś półtora tygodnia temu zdobyłam się na odwagę i zapytałam, czy by nie poszedł na kumpelskie spotkanie i na kawę ze mną. Powiedział, że bardzo chętnie pójdzie, jak bedzie miał czas wolny. Jednak do spotkania do tej chwili nie doszło.

W tamtym tygodniu Żołnierz zrobił coś dziwnego, jak na niego i bardzo wzruszającego. O 22.00 sam z siebie wysłał mi piosenkę, w której śpiewa:

„Ciemno, tak tu ciemno, dławi mnie własny lek, ciemno tak tu ciemno, nie zostało mi już  nic, kiedy nie wiem jak mam żyć, pomóż mi… bo słońca brak…

Nauczył się jej wtedy, kiedy nie mieliśmy kontaktu. Nie wiem, czy mam tą piosenkę odbierać soobiście czy po prostu podobaja mu się takie wykonania, lecz wysłał to do mnie noca, kiedy nie mógł spać.

Podczas badań, badałam też kolegów Żołnierza. I oczywiście wspomnieli o nim, sami z siebie. Podobno jak był na komisji lekarskiej to gdy wszedł do psychologa to siedział tam 20 minut, gdzie inni byli po 5 minut. A jak wyszedł to pani psycholog płakała… Historię życia jej opowiedział.. I teraz się inni śmieją z niego… Eh..  musi mieć niełatwo…  Ale to oznacza, że dogaduje się z psychologami i potrafi być otwarty… Ale oni się teraz wyraźnie z niego śmiali.

Później, w kolejnym dniu, rozmawiałam z koleżanką z jednostki, która dodała mi kolejnych informacji o Żołnierzu. Otóż, poszła plota, choć nie wiedziałam poczatkowo co o tym myśleć, że ma romans z panią z kantyny… bo często tam chodzi na kawe i żołnierze powiedzieli, że pewnie z nią też sypia. Powiedziała mi to koleżanka, do której też czaem przychodzi więc mogła się to dowiedzieć tylko od niego, ona raczej z chłopakami nie siedzi na kompanii, a skoro wie to od niego, to raczej malo prawdopodobne, aby to była prawda, skoro sam uważa to za plotę.

Drugą sprawa jest to, że pytał się tą koleżankę o mnie, dlaczego dala mój numer telefonu i mi jego numer? O co to chodziło w tym? Tak jakby podejrzewał, że coś innego się za tym kryje niż sprawa z badaniami tylko. Koleżanka powiedziałą, że to tylko o badania chodziło, ale myślę, że zaczyna podejrzewać podstęp. Powiedział jej też tylko, że rozmawia ze mną i nic więcej. A co najciekawsze, powiedziała mi, że opowiedział jej coś smutnego… ale sam z siebie. Dziwi mnie to, że mnie tego nie powiedział, ale może to świadczyć o tym, że nie chce być źle odebrany w moich oczach, ludzie bowiem nie lubią cieżarów… Otóż, ma brata.. Brat ten lubił skakać z mostów, an bungie i robić różne wyczynowe skoki, pewnego razu spadł, od tej pory jest kaleką. Niby umysłowo jest sprawny ale fizycznie już nie. To może powodować to, że Żołnierz jest taki przygaszony… Choć nie wiem do końca. Z tego, co pisał, sa chyba razem w mieszkaniu, bo zamawiał wtedy pizze dola siebie i dla brata, może on sie nim opiekuje? To jednak duży bagaż dla tak młodego człowieka, który chciałaby sobie (a przynajmniej tak mi się wydaje) ułożyć własne życie… Może dlatego jest taki przygaszony? Co zauważyła sama koleżanka, że on nie jest zbyt otwarty i cieżko do niego dotrzeć… Jednak jej powiedział o bracie… To mnie zastanawia…

Przedwczoraj znowu miałam smutny dzień, pomimo konwersacji z Żołnierzem dopadł mnie jakoś smutek i chciało mi się płakać… Gdy patrzę w swoją przyszłość, nie widzę nic tylko czarną dziurę, do tego jakiś ogromny żal do Top Guna… Zaczęłam nawet pisać pewne opowiadanie z nim, w roli głównej, gdzie trzymam go przywiązanego do krzesła w ciemnej piwnicy i wyrzucam z siebie cały żal związany z tym, do jakiego stanu mnie doprowdził, że odebrał mi nadzieję na normalne, lepsze życie, że mnie zostawił i porzucił. Jutro miałam go zobaczyć… Nie lubię tego dnia, kiedy wiem, że w jutrzejszym dniu mam się znim zobaczyć. Wtedy we mnie wzbierają emocje i pytam siebie, jak sobie poradzę… Przeżyłam ten dzień. Ale tyle emocji we mnie było, tyle smutku i chęci płaczu… Nazajutrz miałam apisać 2 egzaminy…

Top Gun przyszedł, przywitał się dopiero po pewnym czasie… Przyniósł mi odznakę z munduru… drugą już jaką dostałam od niego. I tak spędziliśmy prawie cały dzień razem…  Ten dzień okazał się najdziwniejszym dniem w moim dotychczasowym życiu…

Był 30 listopad, dokładnie pół roku, co do dnia odkąd dowiedziałam się o jego poteójnym życiu, o miłości do kochanki, o jego utrzymacne, dzień,w  którym wszystko się zawaliło… Wczoraj minęło równiusieńko pół roku…

I powiem Wam, iż przekonałam się, że nie można wierzyć w ani jedno słowo, które mówi Top Gun… Jego cała wielka, piękna i tak wzniosła miłość do jego kochanki, okazała się wczoraj… niczym… bo jakoś nie miał najmniejszych oporów, aby ją zdradzić… ze mną…

Nie wiem, co będzie dalej, boję się, znowu mamy kontakt, zaczęliśmy pisać. Przegadaliśmy też naszą relację, to dlaczego się nie odzywamy do siebie…

Można by rzec, że robię sobię krzywdę, ale najlepsze jest to, że oboje wiemy, że tam już nic nie ma, jest pustka. Tego, co było między nami już nie ma. Przynajmniej z mojej strony. Nie wróciła ani nadzieja ani ułuda, ze z tego coś będzie. Nie żyję już iluzją, już nic w tym nie widzę. Nie wiążę z nim żadnych nadzieii. Wszystko umarło. U niego tak samo. Mówił mi, że raczej zainwestuje pieniądze, które zbierał dla przyszłej rodziny w kupno mieszkania, któe potem da pod wynajem. Z czasem wolnym, który nota bene też trzymał dla rodziny, chyba też coś zrobi, w  postaci dodatkowej pracy na budowlance… Raczej przestajemy wierzyć w to, że nam się poukłada. I mnie i jemu… Więc, jak to stwierdził, co nam w tym smutnym życiu zostało? Wiemy, że nie „wrócimy” do siebie, to po prostu nie możliwe, wszystko umarło i jest pustka…  Jednak o dziwo wczoraj nie byłam smutna i przygnęnbiona tym, co się stało, wręcz przeciwnie, byłąm radosna, bo można też na to spojrzeć z tej perspektywy, że to takie moje małe zwycięstwo, bo gdyby tak naprawdę i dozgonnie kochał swoją kochankę, jak to twierdził i jego serce było tylko tam, to to uchroniłoby go przed tym, co się wczoraj stało… Nie podjąłby takich działań… A ja teraz boję się siebie, boję się, co będzie dalej…

To niewiarygodne, aby wiara mogła dzielić
To niewiarygodne, aby rozkosz mogła spalić
I niewiarygodne, aby słowa mogły ranić
I niewiarygodne, aby miłość mogła zabić
refrain:
A jednak są łzy szczęścia, które spływają z oczu mych
I gładzą cicho moją twarz, kiedy w ramionach jestem Twych… „
Łzy-Łzy szczęścia.

kobieta_plportalpl

Chcę Cię, ale boję się…

Przetrzymałam te wszystkie smutne dni. Dałam radę jakoś, choć nie było łatwo. Wczoraj postanowiłam, że napiszę dziś do Żołnierza. A okazja sama się nadażyła, bo był telefon. Z jednostki, przydzielili mi poododział, więc już się z Żołnierzem nie zobaczę, wiadmo, nie na badaniu… Wybrali innych.

Rano miałam spotkanie z terapeutką, było w nim coś dziwnego… Opowiedziałam jej o Żołnierzu, o tym, co czuję, o tym, ze znowu on się nie odzywa, że zawsze sptyakam takie osoby, które się same z siebie nie potrafią odezwać, co ja robię nie tak? Rozpłakałam się. Chyba widziałą, ile bólu jest we mnie, ile cierpienia. Maała łzy w oczach… Ona. Powiedziała, że to strasznie smutne, że to ogrom cierpienia i bólu, jaki muszę przeżywać, samotności i odrzucenia… To straszne… Rozmawiałyśmy też o przeszłości przez ojca, przez matkę, zostałam odtrącona, więc teraz mogę powielać schematy. Tylko takie życie znam… Potem mnie przytuliła, bo powiedziałam, że tego potrzebuje. Ale nie wytrzymałam w tym kontakcie zbyt długo i odsunęłam się sama. To było dziwne… Powiedziała mi, że byłam spięta i, że pragnę bliskości ale trudno mi w niej być… Chyba na rację. Może oczekuję zbyt wiele od innych? Z drugiej strony te osoby mogą się bać takiego nakłądu dawania siebie… i bycia dostępnym zawsze… bo tak się cyba nie da. Ta sesja mnie rozwaliła, wyszłam z niej, jeszcze pociągając nosem… jest mi ciężko, tak bardzo.

Choć trochę sie uspokoiłam, w głowie mam taką myśl, że dziś na sesji dałam dupy, po prostu…

Zrobiłam też to, co chciałam zrobić. Zaproponowałam Żołnierzowi spotkanie. Zgodizł się, jeszcze nie wiemy kiedy , bo na razie jest na poligonie, ale powiedział, że jak będzie miał wolny czas to chętnie. Zastanawiam sie tylko, co będzie po tym spotkaniu… Jeśli w ogóle do niego dojdzie, to potem prawdopodobnie znowu będzie cisza… I nie wiem po co ja się w to ładuję. Jednak coś mnie tak cięgnie… Przynajmniej fundnę sobię parę miłych chwil… Cieszę się, ale jakoś, nie umiem tego okazać… Nadal trwam w smutku…

Ostatnio poznałam też dwóch innych żołnierzy. Jeden nawet sam zaproponował mi spotkanie. Nie wiem co o tym myśleć. Pewnie, jeśli z Żołnierzem nie wyjdzie, to spotkam się z nim…

young-girl-531252_960_720

 

 

Samopoczucie przed spotkaniem z Top Gunem i decyzja…

Piszę te słowa z uczelni. Znów muszę się z nim zobaczyć… Teraz, za chwilę… Rano, gdy szłam, drogę zajechać mi czarny samochód… Tak, to był on. Rano zaczełam znowu o nim intensywnie myśleć, o tym co się wydarzyło, o tym, co jest teraz między nami, o resztkach naszego kontaktu, o tym, że zaraz go zobaczę… Myślenie o nim wywołuje stres, a gdy myślę o tym, że mam z nim stanąć twarzą w twarz, zaczynają mi się pocić ręce… Boję się? Nie wiem…

Wczoraj miałam taką myśl, by się nie wkurzac na niego…. Potem tylko zapewne zwymiotuje i nic z tego nie będzie, a on jak zawsze zrobi sobie jaja. Tylko po prostu udawać, że nic się nie stało, że jesteśmy dalej przyjaciółmi. Tylko jak nawiąże się jakaś dyskusja to powiedzieć mu, że „wiesz co, no wierzę w twoje słowa, ale zrobiłam analizę i wiem, gdzie jest moje serce… Moje serce jest juz gdzie indziej, też w wojsku, ale w innej jednostce” słowo po słowie tak jak on mnie… Zrobić mu to samo. Wiem, to moja brzydka strona. Ale terapeutka mówi, że ona jest dobra, póki robimy to świadomie. A on przecież nie wie, gdzie jest a gdzie nie, moje serce…. Wkręce go, ale dobrze. Jeszcze zarządzam, tak jak on, by się cieszył ze mną! No przecież jesteśmy przyjaciółmi, więc musimy się cieszyć że swojego szczęścia! Tylko jednego mi szkoda w tym wszystkim… Relacji z F. Bo gdy tak postapie stracę go. Ale on też jakby mnie zostawił. Z dnia na dzień ta rozmowa usychala jak niepodlewana roślina aż umarła całkiem… Po za tym ta jego niezaradnosc życiową i lęki, chyba nie dam rady… Od czasu kolizji jaka miał na początku października jeszcze nie naprawił auta bo nie ma do tego głowy… Na studia nie pójdzie,nawet chyba gdybym była jego dziewczyna i go o to poprosiła serdecznie, telefon mu się zepsuł, nie zrobil nic… Przez miesiąc nie pisał bo miał stary i ten telefon go wkurzał, ale nowego nie załatwił. Nie pisze do mnie… Kontakt się urywa… Jest coraz rzadszy, nie przyjechał do mnie już więcej…

Dzisiaj jednak nie wiem co zrobię, kiedy zobaczę Top Guna… Pewnie będę musiała to przetrwać ale obawiam się jak sobie poradze… Zapewne zdam wam tutaj relacje. Jestem też straszna w stosunku Do siebie. Mam w głowie taka myśl… Mała i kielkujaca ale ona się pojawia… O romansie z Top Gunem… I tak wiem, że z tego nic nie będzie, to dlaczego nie mogłabym się z nim pobawić? Tylko pytanie, czy ja tak potrafię, czy nie wkrecę się znowu…

Cieszę się jednak, ponieważ podjęłam decyzję o jutrzejszym pikniku i spotkaniu z Żołnierzem! Pojadę na tą imprezę i może spotkam się z Żołnierzem. Mam nadzieję, że przyjdzie do mnie gdy go o to poproszę.

Nie mogę się doczekać jutra i spotkania z Żołnierzem. Tyle, że mam jeden problem. Boję się, że dziś zmokne i będę jutro brzydko wyglądać, z takimi oklapniętymi włosami i w ogóle. Z resztą, dziś też chcę wyglądać dobrze i ładnie przed Top Gunem… Żeby zobaczył, że jestem zadbana a to oznacza, że nie cierpię już…

girl-1361904_1280.jpg

 

„Samotność, to taka straszna trwoga… Ogarnia mnie, przenika mnie…”

Długo tu nie pisałam. Co się działo? Było dobrze! Co z moimi emocjami? Niestety, prawda jest taka, że nie czuję nic, jestem jakby wyzuta z uczuć, nie umiem kochać, nie umiem ufać. Dziś znowu zadziało się coś bardzo dziwnego i złego w sumie, ale w moim życiu to standard. Otóż, jakiś czas temu poznałam pewnego chłopaka na portalu o depresji, kiedy wychodziłam z dołka po Top Gunie, on mówił mi, że chce być tylko ze mną, ale nigdy się nie spotkaliśmy, rozmawialiśmy tylko przez internet. Z początku nie wydawał mi się dobrym materialem na partnera, sam miał bardzo poważne problemy bo się ciął, a ja mam dość swoich problemów, czyichś już nie zniosłabym, tak mi się wydawało. Ale stopniowo się do niego zaczęłam przekonywać, był dla mnie miły i pomagał mi, dziś chciałam mu powiedzieć, że moze byśmy się spotkali, poznali, czy w ogóle do siebie pasujemy, gdyż spotkaliśmy się oboje w niełatwym momencie życia. Bowiem jego dziewczyna zrobiła mu dokładnie to samo co mnie Top Gun, więc mieliśmy o czym pisać… Kiedy on dziś rano napisał mi, że poznał kogoś wczoraj i jest już szczęśliwy. Zajął się na gwałt szukaniem dziewczyny? Po co mówił mi, że mogę być dla niego lekarstwem na wszystko? Wysyłał mi gify o przytulaniu… Słowa dla ludzi teraz nic nie znaczą… gesty też nie? Przykro mi się zrobiło. Znowu zostałam tą gorszą? Terapeuta na pewien czas, jak jest źle, a jak jest dobrze, to przysłowiowego kopa w dupę i dowiedzenia? Po co to wszystko..? Może nie powinnam tego pisac, sęk w tym, ze już nie mam nawet do kogo się odezwać…

Z F. też już rezygnuję, on z kolei może by i się tak nie zachował, bo nie ma z kim, ale nie jest ogarnięty życiowo. Mia do mnie przyjechać tydzień temu, zapraszałam go, ale nie przyjechał. W ogóle nigdy nie wyszedł z inicjatywą, aby się spotkać. Zawsze to ma być moja inicjatywa? Nie chce ani isć na studia, ani się usamodzielnić, ani zmienić pracy na lepszą, niczego nie chce…  Dlaczego spotykam takich ludzi? Ile jeszcze tego? Ile takiego traktowania zniosę? Nie mam już sił… Czuję, że lece znów w dół, a już było dobrze.

„Samotność, to taka straszna trwoga, ogarnia mnie, przenika mnie…(…)”

Kochany Riedel, zawsze mi pomagają jego słowa w takich chwilach, choć nie czuję się taka samotna w emocjach, ktoś miał podobnie…

Zwątpienie w relacje i „moje borderline…”

Od jakichś dwóch dni ogarnęło mnie jakieś zwątpienie w to wszystko. Mówiąc to wszystko mam na myśli całą tą relację z F. i jeszcze jedną osobę. Czuję, że w moim życiu się nie poukłada, a relacje są chwilowe… marzę o stałości i stabilizacji w relacjach…

Co do F. to niby jest dobrze w naszych rozmowach. Pisze niby, bo od pewnego czasu już nie jestem nim chyba taka zachwycona, mianowicie od tego, jak rozmawialiśmy o tym, jak zapatrujemy się na związki i napisał mi, że dziewczyna nie powinna wymagać od faceta by spędzał z nią cały czas, zabierał do SPA  i na wyjazdy bo przecież na to trzeba ciężko  i dużo zarobić, a kiedy się jest w pracy to nie można spędzać razem czasu tak dużo i dlaczego te dziewczyny mają o to pretensje? Trochę przypomniało mi to zachowanie Pana ze skrzydłami, który mówił mi,że przyjazdy do mnie kosztują go drogo i nie będzie przyjeżdżał częściej niż raz w miesiącu przez okres wakacyjny. Ponadto F. narzeka na pracę, ale kiedy mówię mu, aby ją zmienił, mówi tylko, że musi o tym pomyśleć. Ale nie widzę, by podjął jakieś działania do tego zmierzające. Chce się dostać do jednostki, tej samej co Top Gun, ale nie może zdać testów sprawnościowych. Chcę aby zaczął ćwiczyć, wtedy będzie mu może łatwiej, ale również nie wiem, czy podjął w tym jakieś kroki. Nie wiem, czy uda mi się go zmotywować. Sam mówi, że błądzi… Opowiadał mi kiedyś o swej relacji, którą miał. Na stałe nigdy nikogo nie miał, a  spędził dwa lata pisząc jedynie z jakąś dziewczyną, równie młodą, jak i on. Niestety boi się, że relacja z kobietą mu nie wyjdzie, bo ostatnio próbował i nic z tego nie wyszło…

Chyba nie pisałam tu o pewnym panu, którego poznałam w Internecie, na pewnym portalu… Od jakiegoś czasu sobie piszemy. On też ma depresje i został w ten sam sposób oszukany przez swoją byłą co ja przez Top Guna, dużo na ten temat rozmawialiśmy, o tym, jak się czujemy, o tym, jak to przeżywamy. Jednak do tej pory traktowałam go jako osobę do rozmowy, której nawet nie znam osobiście… Ponadto ciął się i pił, nie radząc sobie z tym rozstaniem.  Ostatnimi dniami jednak wysłał mi wiadomość, że może powinniśmy się sobą zainteresować i, że szuka kogoś do opieki nad sobą i osoby, którą również by chciał się opiekować. To było miłe, ale jednak przeszła mi przez głowę taka myśl, że nic z tego nie będzie. Nie zniosę jego depresji, nie będę potrafiła patrzeć na jego cierpienie, jak on ciągle ją kocha, on pewnie na moje też. Nie mam siły już nikogo ratować, sama potrzebuję opieki…

W związku z tym wszystkim poczułam jakiś bezsens… Jestem w kolejnych relacjach, z których nic nie wynika i nic nie wyniknie. Potrzebuje chyba stabilności w relacjach, aby do czegoś zmierzały, a nie zastanawiania się czy dąży to do czegoś sensownego.

Z Top Gunem się rozstałam na dobre, nie mamy ze sobą kontaktu. Cieszę się z tego, przynajmniej mnie już nie rani. Poranił mnie już wystarczająco… Dziś przejeżdżając przez miejsca, gdzie razem bywaliśmy, pomyślałam, że żałuję, że w ogóle go poznałam.. Czuję się tak odepchnięta, oddana… Oddana przez Top Guna do F. i zapomniana, ale może to lepsze? Chyba tak.

Czuję bezsens i ściskający ból, pustkę, która mnie wypełnia. Znów zaczynam się zastanawiać, czy mam cechy borderlie… Boję się, ale paniczny lęk przed odrzuceniem, depresja porzuceniowa i chęć zatrzymania na siłę osoby, którą kocham mi nawet pasuje do borderline…

F. przyjeżdża do mnie w sobotę, nie wiem co będzie, ale może miło spędzimy dzień mimo wszystko… Zapisałam się tez na lekcję francuskiego, bo zawsze mi się podobał ten język, jego akcent i wymowa, wydaje się taka wdzięczna.

fantasy-2506830_960_720

 

Szukając zrozumienia…

Dziś będzie krótko i na temat. Nie mam jakoś weny pisać długiej notki. W piątek byłam na uczelni. Stoję przed drzwiami, patrzę, w moją stronę idzie Pan D. Ucieszyłam się, bo pomyślałam, że może zaproponuje byśmy gdzieś razem wyszli później i poszli porozmawiać, jakoś tak, cieszyłam się, że go widzę. Jednak nie, przyszedł, przywitał się, weszliśmy razem na salę. Potem ja wyszłam pierwsza, on został, szepnęłam mu tylko „pa”. Poszłam, siadłam na krzesłach i coś sprawdzałam w internecie, a po pewnym czasie patrzę, idzie D. Rozmawia przez telefon i wychodzi po schodach. Zawołałam go więc, a on nic. Drugi raz, też nic. Przeszedł koło mnie, usiadł na zewnętrznych schodach i rozmawia przez komórkę. Wyszłam więc z budynku i starałam się jakoś zwrócić jego uwagę, ale nic nie zadziałało, w końcu stanęłam tak, aby mnie widział, ale i to nie odrywał wzroku wpatrzonego gdzieś w dal. Pomachałam mu, wreszcie zauważył i mi odmachał, powiedział, że jest teraz cały czas zajęty i tyle. Więc odwróciłam się i poszłam. Tak skończyła się nasza znajomość. Żadne z nas już nic nie napisało. Zawsze to aj musiałam zaczynać rozmowę, teraz już nie będę. Nie zależy mu, udaje, że mnie nie zna, więc niech tak pozostanie.

Ostatnio też pisałam sobie przez jakiś czas z pewnym mężczyzną z pewnego forum, bardzo chciał mnie poznać, chciał zobaczyć, czy do siebie pasujemy, wysłał mi zdjęcia i w pewnym momencie odmówiłam mu związku. Facet jest wkręcony w kolejne dziwne relacje z przyjaciółką, a ja nie zniosę kolejnych kobiet wokół jakiegoś kolesia, po prostu nie, to za bardzo boli. Znowu ażebym mogła być skrzywdzona i odrzucona na rzecz innej kobiety? Nie, podziękuję…

Znowu poszło o kobietę tak w zasadzie. Wypisywał do mnie wiadomości opisujące ją, raz, ze jest dla niego niedobra, bo on ją kocha a ona jego nie, drugim razem, że jednak jest dobra bo to jego serdeczna przyjaciółka i był z nią w Chorwacji bo ona pojechała tam dla jakiegoś faceta a on za nią. Ona teraz kocha tego Chorwata a on cierpi… Znowu inna kobieta, znowu która go nie kocha i on cierpi… Jakbym widziała lustrzane odbicie mojej historii…tyle, że jego nie kocham. Więc mu powiedziałam, albo kończysz z nią i się możemy poznać, albo nie. A on na to, że że jej nie zostawi. Dlatego powiedziałam mu wyraźnie nie. A on nadal mówił, żebyśmy się poznali…

Potem wyszło, że ma osobowość schizotypową, na dodatek wierzy w reinkarnację, pisać też niestety nie potrafi, robi byki, i nie za bardzo rozumie kontekst wypowiedzi wiadomości, które do niego pisałam. No więc szczerze… na co mi taki koleś? Znowu przyjaciółki i udręka, że mnie z nią zdradzi, albo nie rozumie co do niego mówię… Dlatego się odcięłam.

Powiedziałam sobie, że nie będę ani piątym kołem u wozu, niechcianym i odrzucanym, ani rzeczą, od której się ludzie muszą oganiać, jak od natrętnej muchy. Jeśli ktoś nie chce to nie, on też ma się starać. Nie będę nikogo usprawiedliwiać, bo potem cierpię tylko..

Czuję, że moje myśli znów uciekają w stronę depresji… wiem, że one są chorobowe, ale jednak są. Kto czytał moją historię relacji z Top Gunem wie, przez co przeszłam i, że teraz zaczynam od nowa wszystko… Dziś właśnie znów miałam przed oczami jego kłamstwa, jego odrzucenie względem mnie i aż łza mi spłynęła po policzku…to jeszcze czasem wraca i za bardzo boli…

Wydaje mi się, że nigdy nie będę szczęśliwa, że ludzie mnie nie chcą, odrzucają na każdym kroku, że jeżeli już spotkam kogoś innego, to on i tak mnie odrzuci. Czuję się tak, jakbym była dziewczyną gorszej kategorii. A przecież radzę sobie w życiu, studiuję 2 kierunki, mam wiele pasji, jestem inteligentna, wiele osób mówi, że ładna, mam zasoby, jak mówi mi terapeutka, a mimo to moje poczucie własnej wartości leci w dół. Zastanawiam się, co robię nie tak? Czy ja przyciągam dziwnych, niepoukładanych ludzi, czy po prostu mam szczęście na takich trafiać…

Jedynym dobrym wydarzeniem jest to, że załatwiłam sobie notatki z filologii polskiej! Będę mogła się w domu na spokojnie uczyć i spełniać swoją pasję do pisania i literatury. Na studia przy tylu kierunkach już nie wystarczy mi czasu ale na zerknięcie na notatki na pewno, a zawsze chciałam się rozwijać w tym kierunku.

Dzisiejszy dzień znów wydaje mi się jakiś smutny i przygnębiający, czyżby znów wróciła depresja? Czuje się tak, jakby mnie nie było w życiu…

fashion-2309519_960_720