Dziewczyna żołnierza…

Czy marzenia mogą się spełnić? Wszystkie? Te najskrytsze?

Nigdy w to nie wierzyłam… nigdy, aż do teraz…

Za dużo jest myśli w mojej głowie, by je wszystkie teraz pozbierać, by je tutaj napisać… ale spróbuję choć część…

Mam chłopaka… jesteśmy parką  z panem Spadochroniarzem… 🙂 Kiedyś marzyłam sobie o tym, żeby spotkać takiego mężczyznę, żołnierza, męskiego w pracy, a w stosunku do mnie czułego romantyka… Kogoś takiego, jak Top Gun, ale dojrzałego emocjonalnie i odpowiedzialnego za swoje słowa i czyny…  Jednak wątpiłam w te marzenia. Ile młodych dziewczyn marzy o swoim ideale mężczyzny, a później życie weryfikuje i znajdują sobie zupełnie kogoś innego? Ile dziewczyn jest zakochanych w idolach medialnych, którzy nigdy nie będą dla nich dostępni? Tak samo i ja miałam z czułym żołnierzem… Mogłam sobie tylko wzdychać do mundurów widzianych na ulicach, jednak nigdy nie pomyślałabym, że spotka mnie coś takiego! Że oto pewnego dnia zostanę dziewczyną wymarzonego przez lata ideału mężczyzny…. że zostanę jego księżniczką i będę dla niego kimś ważnym… że będzie się mną opiekował i o mnie dbał… Że pokocham kogoś tak, jak kochałam Top Guna… że stanie się dla mnie całym światem….

Ale co w tym wszystkim jest najpiękniejsze… zapominam o Top Gunie! Tak naprawdę i szczerze! Nie brakuje mi już jego dotyku, jego twarzy, jego oczu, jego gestów, jego ciepłych słów… nie brakuje mi już bliskości, ciepła, bycia docenioną, bo wszystko to teraz mam… Wszystkie te potrzeby, które łudząco dawał mi i zaspakajał Top Gun mam już zaspokojone… Jestem wyprzytulana, wnoszona na rękach, wypieszczona i wycałowana… doceniona i mam  inteligentnego partnera do rozmowy o czym tylko nie zechce rozmawiać… Nie potrzebuje już Top Guna i jego obłudy, jego traktowania mnie jak trzecią w haremie… NIE POTRZEBUJĘ JUŻ NICZEGO OD TOP GUNA!

A apropo Top Guna… Powiedziałam Spadochroniarzowi o nim… Za namową pewnej Dobrej Duszy, jednak było to dla mnie bardzo ciężkie… Powiedziałam o tym, że go kochałam, a on mnie tylko wykorzystywał, zabawił się mną i porzucił…  Przeprowadziliśmy szczerą rozmowę, on powiedział mi o swoim związku, ja jemu o swoich, o znajomościach, o napotkanych dziewczynach i chłopakach… Zrobiło się tak miło… Na koniec powiedział, żebym nie płakała, bo on nie da mi powodu do płaczu i to ostatnie, czego by chciał, żebym przez niego musiała płakać… Nie chce mnie ranić, okłamywać, oszukiwać, nie chce mnie sprawdzać, kontrować, ufa mi  w pełni… A gdyby w pracy ktoś do niego przyszedł i opowiadał mu jakieś głupoty to poradzi sobie z nim, ale mu nie uwierzy, nie będzie słuchał plotek na mój temat… Nie pozwoli, żeby jakiś świr zniszczył to co mamy teraz. Zrobiło mi się lżej na sercu… Poczułam ulgę, taką prawdziwą, że jestem naprawdę bezpieczna w tej relacji, że on mnie ochroni… mogę być szczera, mogę być sobą, mogę wszystko powiedzieć co mnie trapi…  ja też nie pozwolę zniszczyć Top Gunowi mojego szczęścia… Tak długo na to czekałam w cierpieniu i ciemnościach…

Czuję się tak dobrze, jak czułam się na początku przy Top Gunie, to jest niesamowite, nawet niebo jest bardziej błękitne, a trawa bardziej zielona… Chyba się zakochałam… On też. Mówił mi, że nigdy do nikogo nie czuł czegoś takiego… Miał dziewczynę jedną,ale to nie było to, nie był w niej naprawdę zakochany…  A teraz sam siebie nie poznaje, bo coś go naprawdę zakuło w sercu… I mówi, że mnie nie wypuści z rąk…

No i nie patrzy na kobiety żołnierzy jako na potencjalne partnerki… Co jest plusem według mnie, bo go do nich nie ciągnie…:)

Problemem są tylko jego wyjazdy na poligony czy ćwiczenia, no bo będę sama wtedy… I będę się martwić i będzie mi się tęsknić za nim… no ale cóż, taki już los dziewczyny żołnierza… sama tego chciałam…

spotkanie-zolnierz-z-jego-dziewczyna-400-193485

 

 

Zauroczenie?

A więc tak… wczoraj widziałam się z nowo poznanym żołnierzem (muszę mu wymyślić jakiś nick na blogu;) Było fantastycznie! Rozmawialiśmy, śmialiśmy się, wreszcie się przytulaliśmy… Chcieliśmy oglądać film, ale oglądanie owego filmu skończyło się tak, ze ja udawałam, że go oglądam, a on przez 3 godziny patrzył się na mnie. Kiedy już miał wychodzić powiedział mi, że nie może się napatrzeć, jeszcze by patrzył na mnie, bo taka jestem piękna… Zachowuje się jak zakochany chłopak, co rano dostaje wiadomość o treści „Cieszę się, że Cię poznałem”. Wczoraj przy całej mojej rodzinie okazywał swoje zadowolenie, jakiego może doświadczać, że mnie poznał…

Wczoraj w moim serduszku coś drgnęło względem niego. Ale muszę przyznać, że to niesamowite! Spadło to na mnie jak grom z jasnego nieba… Dziś w nocy nie mogłam usnąć, nie mogłam uwierzyć w to, że jest ktoś taki, kto mnie akceptuje, komu się podobam i kto się o mnie stara… po latach samotności i cierpienia z Top Gunem… Zjawił się wtedy, kiedy już straciłam nadzieję… facet jest zakochany, widać to… chodzi rozmarzony, codziennie by ze mną spędzał czas… Codziennie mi mówi jaka to nie jestem wspaniała, nic mu nie przeszkadza i ze wszystkiego się cieszy… A do tego jest inteligentny, wesoły, można z nim porozmawiać na wszystkie tematy… Kiedy trzeba to poważny, kiedy się śmiejemy to bierze wszystko na luzie. No i wyznaje wartości, które mi pasują…

Zaprosił mnie do siebie na obiad i myślę, że pojadę, chciałabym zobaczyć jak żyje…

A co to robi mnie? Utwierdza mnie w przekonaniu, że mogę być dla kogoś ważna i sama w sobie jestem wartością… że ktoś może mnie lubić, za to, że po prostu jestem… i mogę być dobra taka jaka jestem, nie muszę spełniać wymagań, oczekiwań 🙂 Czuję się w tej relacji bezpiecznie i spokojnie, a chyba właśnie to jest dla mnie piorytet w relacjach… On już o mnie powiedział swojej rodzinie, ja części mojej już też go przedstawiłam…

No i jeśli chodzi o fizyczne cechy to… Pamiętacie, jak pisałam tu o tym, że chciałabym spotkać kogoś takiego, jak Top Gun? Tylko, by był normalny? Nie zdradzał, nie oszukiwał? No to chyba spotkałam… nie wiem tego na pewno, ale raczej nie wydaje się być ostatnim zbrodniarzem… I ma telefon taki sam jak Top Gun, fryzurę podobną do Top Guna… auto podobne nawet do Top Gunowego…

Czuję się tak swojsko, a zarazem tak radośnie! Dziś cały dzień jest mi ciepło… Chyba hormony o sobie dają znać… Od rana się śmieje i jestem w ciężkim szoku, gdzie jeszcze taki chłopak się ostał?

Dwa dni temu napisał mi wiadomość ” Jaki masz numer pierścionka?” Na co ja zdębiałam… Albo opowiadał mi, że jego kolega wyznawał sobie miłość ze swoją partnerką na Rysach, bo tam bliżej nieba i on też by tak chciał…To by było takie piękne…

Mama mi mówi, że to za szybko się dzieje, ale mówi również, że z drugiej strony nie ma na co czekać…

Szykuje się ciekawy czas w moim życiu… Trzymajcie kciuki!

Żołnierz i tylko mój! Nie wierzę…

radziecki-zolnierz-zegna-sie-dziewczyny-400-57775782

 

 

 

Spotkałam się z nim!

Jakiś czas temu umówiłam się z F. na spotkanie, o czym tu pisałam. Miało być to w niedzielę, ponieważ ja pracuję i nie mam zbyt wiele czasu, tylko taki termin wchodził w grę… ale z tym nie było problemu bo on się dostosował.

W sobotę byłam na wycieczce i choć było miło i przyjemnie to w głowie ciągle miałam to jutrzejsze spotkanie z nim. Na wieczór się popłakałam. Wiedziałam, że może mi się spodobać, a wiedziałam też, że nie pozwolę się sobie tak od razu w pełni zaangażować, bo to przecież rodzina Top Guna… może mnie w każdej chwili zranić, bo może być i w tym aspekcie podobny do niego…

„Nawet mnie nie znasz, ale obiecaj
Poświęcisz jedną chwilę, albo dwie
Kiedy obejmiesz, poczuję siłę
Tak trudno będzie się pożegnać z życiem tym..”

Przyjechał do mnie wczoraj rano… Wysiadł, przyniósł  i dał mi czekoladki. To było miłe, bo od nikogo w życiu na pierwszym spotkaniu nie dostałam czekoladek. Spędziliśmy prawie cały dzień razem na rozmowie, jedzeniu, śmianiu się, oglądaniu zdjęć, głaskaniu zwierzaków. Zegar wybił w końcu 18:24 i myślałam, że będzie się zbierał już do domu, kiedy on, ku mojemu zdziwieniu zaproponował spacer… więc poszliśmy na spacer laskiem. Opowiadał mi o swojej pracy, o swoich młodzieńczych  przygodach z kolegami, opowiadał mi też o Top Gunie… Choć unikałam tematu jak mogłam. Dowiedziałam się kilka smutnych prawd o nim. Nie dostał się do wojska dlatego, że jest taki wspaniały, tylko, że jego szwagier jest komendantem policji i zagadał z kim trzeba było…  Dodatkowo dowiedziałam się, że nigdy nie byłam dla niego ważna jako partner do rozmowy, bo F. był dla niego w tej kwestii ważniejszy…. I ostatnio pogadali sobie na temat relacji Top Guna z kobietami i podobno ma być dobrze, ale co to oznacza, tego nie wiem… Przyznam, że zrobiło mi się smutno, ale nie dałam tego po sobie poznać. Nawet nie wiem czemu, przecież nie powinno mnie to już ruszać… Sprawa z Top Gunem to sprawa  skończona.

Nie wiem, jak to się stało, ale… powiedziałam F. o Panu ze skrzydłami. Powiedział, ze sam chciał wiedzieć, ale nie miał odwagi się zapytać o to, czy byłam kiedykolwiek w związku i jakim… Może źle zrobiłam, podobno o byłych się nie rozmawia… Sama nie wiem, gryzę się z myślami teraz. On to wszystko zaakceptował, powiedział, że to przecież nie moja wina, że szukałam miłości i czułości i za moją czułość on nie miał prawa mi czegoś takiego robić, by mnie poniżać, czy uderzyć w twarz…Powiedział mi, że teraz już będzie lepiej i już czegoś takiego nie będę przeżywała, na pewno…

O Top Gunie i naszej dziwacznej, pokręconej relacji mu nie powiem, żeby się nie poczuł jak plaster na Top Guna,że jest tylko lekiem na zranienie, więc przynajmniej na razie mu nie powiem. Nie chcę go ranić i mówić mu, że o mało nie przespałam się z jego wujkiem, a teraz przychodzę do niego… To mogłoby go zranić, gdyby się jednak zaangażował w jakiś sposób, a tego na razie nie wiem. Uważam, że to nie fair.

Do czasu tego spotkania żyłam tylko nim, zastanawiałam się jak to będzie, targały mną różne emocje. Rano było chyba najgorzej. On nie mógł jeść, ja w miarę, ale był jednak stres, w końcu to siostrzeniec Top Guna. A wczoraj, po tym spotkaniu z nim, poczułam jakiś spokój wewnętrzny, że wszystko jest dobrze. Przy nim mogę być sobą. Tak spokojnego i jakiegoś takiego wrażliwego człowieka jeszcze nie spotkałam na swojej drodze. On jest jeszcze bardziej wrażliwy jak Top Gun i jeszcze mocniej wszystko przeżywa, każdy mój gest, spojrzenie, dotyk, jak mi o tym pisał dziś, to aż zrobiło mi się ciepło. Jak na koniec uściskałam go na pożegnanie to objął mnie i nie chciał puścić i tak staliśmy przytuleni z dobre pół minuty nie mogąc się rozstać, a wiedzieliśmy, że za chwilę to nastąpi. Napisał mi potem, że nie chciał odjeżdżać, że tak mu było dobrze ze mną…

Pojechał jakoś bardzo szybko… Potem wróciłam do normalności ale jakiś niedosyt pozostał. Na odchodne powiedział mi do następnego razu, więc pewnie chciałby się jeszcze raz spotkać, cieszę się z tego!

Cieszę się, że na reszcie jest dobrze! Dzięki niemu przestaje myśleć co zrobił mi Top Gun, o tej całej jego poplątanej sytuacji, nie chcę już jej rozwiązywać w żaden sposób, nie chcę się w nią mieszać,poczułam wreszcie, że mam swoje życie i prawo do tego, aby go mieć, mieć swoje sprawy i inne osoby wokół siebie niż Top Gun.

O dziwo, jak wcześniej, przed poznaniem F. moja rodzina była przeciwna tej relacji, tak po jego poznaniu poczułam, że mam ich wsparcie. Tego też się bałam, że go nie zaakceptują i, że jeśli byśmy się zaangażowali to musielibyśmy się temu wszystkiemu przeciwstawić, ale teraz myślę, że może aż tak źle nie będzie.

lovers-1676972_960_720

Nie wiem, jak będzie, nie robię sobie nadziei i planów choć rozmawiamy o planach na przyszłość każdego z nas, czy o tym, że chcielibyśmy mieć rodzinę, bo to najważniejsza wartość w życiu, wspierający się i kochający wzajemnie ludzie. I o takich bardzo dalekich marzeniach, że i on i ja chcielibyśmy mieć i córkę i syna w przyszłości.  F. opowiedział mi też, że nie miał jakby stałego związku, pisał z jedną dziewczyną, spotkał się z nią po roku, gdzie w międzyczasie był na służbie przygotowawczej do wojska, ale nie pasowali do siebie, ona go wyśmiewała i jego wartości również. Od tej pory nie miał nikogo…

Cieszyła mnie ta szczera rozmowa z nim, w końcu widzieliśmy się pierwszy raz… a poczułam jakieś ciepło od niego i akceptację, że mogę się otworzyć i nie zostanę odepchnięta.Oboje też się sobie spodobaliśmy. Bardzo się z tego cieszę. F. mnie nie denerwuje, nie robi mi jakiś dziwnych akcji, czuje się dobrze, nawet zasłabnięcia minęły. Jest dobrze i spokojnie! 🙂

 

 

Miłe słowa.

Minęło już kilka dni odkąd tutaj naskrobałam parę słów i te kilka dni minęło mi w dobrej atmosferze. Muszę też przyznać, że rzeczywiście zaintresowanie Top Guna po naszej ostatniej rozmowie wzrosło i przyczepił się na dobre do mnie, ciągle się pyta, jak tam spędam czas, czy wszystko dobrze, ostatnio nawet wyczułam w nim zazdrość co do tego, że ktoś zaczepia mnie w pracy… Pierwszy raz też od naszego poznania dał mi wyraźnie wczoraj odczuć, że jest zakochany, a właściwie mi to powiedział prawie wprost. Cały czas też pisze mi, jaka to jestem super i tak słodzi mi całymi dniami, aż bym sie mogła rozpłynać w tych komplementach. Ale przyznać muszę, że poczułam się jakaś spokojniejsza. Mam ogrom pracy, sesja, muszę zaliczyć anatomię, nie wiem jak to wyjdzie, wierzę, że dam radę… Mam też kilka innych pomysłów, jednak na razie brak czasu na realizowanie ich, choć powtarzam sobie, że to tylko w mojej głowie… a przezcież nikt mi nie zabroni się realizować kiedy akurat czuję, że to jest dory moment. Zawsze czuję potrzebę samorealizacji wtedy kiedy jest sesja, czy to dziwne?

Dziś odbyłam też rozmowę ze wspomnianym tu kilka wpisów temu młodym narkomanem wydaje się być w porządku jako kolega, choć ma czasem dziwne reakcje. Jak to młody, choć jest w moim wielu, zaczynam sie zastanawiać nad zachowaniem facetów w moim wieku, niektórzy z nich są tacy dziecinni… albo może… faceci w ogóle są dziecinni czasem. Podobno najgorsze jest pierwsze 40 lat dzieciństwa faceta…

Rozmowy niekontrolowane wieczorem… O śmiechu, całowaniu i seksie…

Po przedwczorajszym dniu jakoś czuję, że wszystko się zmieniło. Przedwczoraj Top Gun przeszedł samego siebie.

Nasza relacja pozostawała do tej pory oficjalna, choć czasem rzucaliśmy do siebie bardzo bezpośrednie teksty, na tyle bezpośrednie, że mogliśmy z powodzeniem nazwać się dobrymi znajomymi, dlatego, widząc jego bezpośredniosć i to, że podchodzi do mnie, jak do dobrej kumpeli, po długich dniach zastanawiania się, czego może on ode mnie „chcieć?” doszłam do wniosku, że chyba niczego oczekiwać nie będę i stane się po prostu jego dobrą koleżanką, tak, jak wskazywało na to jego zachowanie. Pierwszego dnia przyniósł mi też prezent, dość nietypowy, ale za to bardzo potrzebny. Spodobał mi się ten prezent, bo nie muszę sie już martwić o jedną rzecz, które trochę mnie smuciła. Cały czas jednak śmialiśmy się i żartowaliśmy, jak to dobrzy znajomi. Na koniec odstawił mnie do domu. I muszę przyznać, że te parę minut spędzonych w drodze do domu, te rozmowy… to wszystko miało jakiś swój urok, taki choć oficjalny, ale bardzo przyjacielski i życzliwy. Jakbyśmy się znali lata… albo przynajmniej byli komplami z podwórka. Cóż, stwierdziłam, że dobrze jest jak jest i nikogo do niczego nie mam w charakterze nagabywać. Ot, po prostu, miłe przyjacielskie gesty i dobra zabawa.

Nazajutrz był wielki dzień. Dzień w którym mieliśmy sie przekonać, czy dane nam będzie zdać, czy też nie. Umówiliśmy sie, że pomogę Top Gunowi, który niestety nie umiał wszytskiego. Jednak ten dzień praktycznie spędziliśmy cały razem, rozmawiając, śmiejąc się. Dałam mu też mały prezent, w podzięce za to, co od niego dostałam dzień wcześniej. Widziałam, że bardzo się uczieszył. Później zdecydowaliśmy się pójść na dłuższy spacer, w przerwie między zajęciami. Spacer okazał sie kolejną świetną okazją do pośmiania się, powygłupiania, jak to w paczce, powiedział mi też w końcu, którym jest rocznikiem i mogłam napić się kawy. Patrząc na to wszystko… To wszystko ma jakiś swój urok, może to dlatego, że nie spotykałam się wcześniej w gronie dobrze znających się osób, gdzie był prawdziwy luz, swoboda i gdzie mogłam być sobą. Tak właśnie poczułam sie na tym spacerze. Od dawna sie tak nie czułam. Rozmawiajac z ludźmi, mam często wrażenie, że coś ukrywają pod tym, co mówią, np. Miałam tak z Muzykiem. Mówił coś, ale wiedziałam, że pod tym, kryje się coś jeszcze, jakaś intencja, jakaś ukryta myśl. Z Top Gunem jest zuełnie iaczej. Po prostu czuje się od niego szczerość, taką naturalną, niewymuszoną, bezpośredniość. Jeśli coś mówi, to tak jest. Nawet, jeśli to nie jest do końca miłe. To tak ułatwia życie.

Na egzaminie jakoś pomogłam, choć częściowo, zdaliśmy najlepej na sto osób, a było jeszcze śmieszniej, bo wykładowca to widział i rzucał śmieszne teksty do nas. Szczęście miał Top Gun, że go nie wywalił z sali. Na drugim egzaminie tylko nas rozsadził, a później biegał ode mnie do Top Guna i sprawdzał czy mamy te same odpowiedzi, po czym podsumował „telepatia” 🙂 Na szczęście na drugi już coś więcej Top Gun poczytał, więc zdaliśmy też nieźle oboje. Szczęściu nie było końca z tego faktu, bo to były dwa kolosy, gdzie materiału było najwięcej ze wszystkich przedmiotów. Później znów dostałam paczkę na kolana, tą bardzo mi potrzebną, już kolejną i odwiół mnie pod bramę domu. Całą drogę oczywiście żartowaliśmy i śmialiśmy sie, z całej sytuacji, mówiąc, że na następnym egzaminie to będziemy pisać tylko na kolankach, żeby już nie mógł nas rozsadzić,bo w sumie sytuacja okazała się nie tyle przerażająca co bardziej śmieszna, choć zakuwałam cały tydzień do tych kolosów. Pomyśłałam sobie wtedy, że może fajnie mieć takiego kumpla, z którym można się po prostu, otwarcie powygłupiać. To było miłe, po prostu, nie widziałam w tym jakby do tej pory żadnego podtekstu, no, może z małymi chwilowymi przebłyskami w jego zachowaniach, kiedy to kupował mi picie, czy zabierał na kawę. Ale równie dobrze, gesty takie mogą być całkiem naturalne w życiu studenta.

Na koniec dnia, gdy już wrócił do domu, napisał mi, że dotarł, żebym się nie martwiła i zaczęliśmy jeszcze coś pisać o egzaminie, później jakieś śmieszne historyjki z życia i znowu o tej całej sytuacji z telepatią według profesora i tak jakoś zeszło znów, że może wybralibyśmy się razem na kolejne studia. Stwierdził, że bardzo chętnie ale oczywiście dorzucił, że tylko i wyłącznie ze mną na kolankach bo inaczej to będzie bieda z egzaminami. Na co, jak, odczytując to jako zwykły żart bez żadnych innych intencji, napisałam mu, żeby uważał, bo kiedyś tak zrobię przy ludziach. A on mi na to, żebym też uważała, bo jak mnie chwyci to już nie wypuści. Więc odpowiedziałam, że może chwytać, nie uciekam nigdzie. (W tym zdaniu coś czułam, że jest na rzeczy, ale wiem, że często tak żartuje, więc i tego też zbyt poważnie nie brałam do siebe.) I dodałam jeszcze, że jeśli tylko mnie nie uszkodzi, to „spoko”. Na co on odpowiedział, że jestem piękną młodą dziewczyną i prędzej chyba by mnie zacałował na śmierć. (Muszę Wam powiedzieć, że zdębiałam w pierwszej chwili, nie wiedząc, czy to żart, czy też nie…. z tym, że raczej nie brzmiało to nader śmiesznie, ot, po prostu, jak zykłe stwierdzenie w tym kontekście.) Chcąc rozładować sytuację napisałam mu bardzo śmieszny tekst, na co on po chwili odparł, że śmierć w tym wypadku to chyba tylko z rozkoszy…. no i potem to już rozmowa popłynęła… bardziej jako otwarty flirt niż jako czysto kumpelska wymiana zdań i śmiesznych sytuacji. W końcu, stanęło na wymienie zdań o seksie i to również dość bezpośrednich, niby znów w żartach, ale jednak. Na podsumowanie napisał, że ładne wariactwo dziś z tego całego dnia. Dobrze, że już robiło się późno i miałam pretekst, aby napisać, że muszę już isć spać i jestem zmęczona, bo na prawdę nie wiem, jaki by ta rozmowa przybrała dalszy obrót, to znaczy, mogę sie domyślać, ale stwierdziłam, że znam go tylko kilka miesięcy i to może nie jest czas jeszcze na to, by tak bardzo otwarcie rozmawiać o takich sprawach, a przynajmniej nie w kontekście naszej relacji, jak to zaczął coś wcześniej pisać, jako „żart”, który w zasadzie był pół śmieszny, kiedy tłumaczył mi się, że on jest opanowany wtedy i w ogóle… Na koniec napisał mi, że przecież może być tak pięknie i dobranoc piękna. Pierwszy raz takie słowa przeczytałam, zawsze było „hej-hej”.

Minęły dwa dni, ani ja, ani chyba on nie wiemy za bardzo, jak się teraz do siebie odezwać. A najlepsze jest to, że za jakiś czas znów mamy egzamin i musimy się spotkać na uczelni i… jakoś zachowywać względem siebie…

Coś czuję, że moje przygotowania do tego egzaminu będą wyglądać tak:

woman-1852907_960_720

 

Zaczęłam doceniać małe gesty

Czuję, że coś się we mnie zmienia, że odradzam się na nowo z jakiejś niedobrej sytuacji. Do tej pory myślałam, że tylko jakieś wielkie słowa w relacji są teraz w stanie ruszyć sunset-671409_960_720mnie teraz z obecnego marazmu… a tymczasem jest dokładnie odwrotnie! Zaczynam się cieszyć z małych gestów, drobnych słów i paru radosnych chwil. Potrafię się tym cieszyć i śmiać z tego… z tego, że rzeczywiście możemy sobie zjeść z Top Gunem obiad, że możemy porozmawiać, że tak jak ja lubi naturę, że kupił mi kawę, że wreszcie, kiedy przyszło mu iść do domu, bo z kolegami mieli tylko jeden samochód i nie miałby czym wrócić do domu, to nie wiedział co ma zrobić, miotał się powtarzając „no, ale…”, a gdy mu powiedziałam, że przecież nie musi się wahać, to z iskrami w oczach, które mają aktorzy przy rozdzierających krew w żyłach scenach, złapał mnie za nadgarstek mocno i patrząc mi prosto w oczy powiedział, „zostałbym z tobą (do końca wykładów), ale zrozum, co mam zrobić…” Ta scena wydała mi się tak autentyczna i zarazem tak śmieszna, że nie mogłam powstrzymać się od smiechu, choć może nie wypadało… Jak najprawdziwsza scena z filmu rozdzierjąca krew w żyłach… Ale cieszę się tym. Tymi spacerami, rozmowami, gestami, chyba na ten moment nie potrzebuje niczego więcej, nie wiedziałabym co mam zrobić, a tak, mogę się cieszyć chwilą. I dochodzę też do wniosku, że najpiękniejsze co można przeżywać dzieje się właśnie teraz, nie kiedy indziej, więc po co ja ciągle czekałam? Po raz pierwszy dzisiaj cieszę się, że jadę na uczelnie… Choć to paradoks, bo miałam już tam swojego chłopaka… Ale dopiero teraz to miejsce kojarzy mi się z czymś miłym… Bo co z tego, że tam był, kiedy w ogóle mnie nie zauważał, kiedy byłam dla niego powietrzem. Nie przychodził do mnie, jakby się  mnie wstydził. Teraz, kiedy o tym myślę, to dziwie się, że pozwoliłam tak się traktować. Ale dziś przynajmniej mogę się cieszyć 😉

 

Dziś się cieszę, jutro bedę płakać…

Poczułam spokój. Jakoś tak dzisiaj. I choć Muzyk cały czas dopomina się o moje zainteresowanie oraz wyznaje mi swoje uczucia jakoś nie bierze to przewagi nad spokojem, który dziś czuję. W innych warunkach pewnie by mnie stresowało. Wczorajsza rozmowa z Top Gunem jakoś pozwoliła mi spojrzeć na świat łagodniej, przyjaźniej, żeby nie był już tak wrogi. Powiecie, że warunkuje sobie nastrój facetem… ale to , co tutaj opisuję to tylko skrawek mojego teraźniejszego życia, wszystkich relacji i złożonych interakcji na moje postrzeganie. Jednak chyba generalnie tak to jest, że jeśli jesteśmy akceptowani to świat jakoś nabiera kolorów… Dzieci zaniedbane w pewien spsoób w dzieciństwie wiedzą to najlepiej. I czasem naprawdę, nie chciałabym tak funkcjonować, bo wiem, ze nie jest to do końca zdrowe i dobre dla mnie, ale z drugiej strony, daje sobie na to przyzwolenie i przestałam się o to obwiniać… Po prostu, tak mam, w tym całym szaleństwie, znajdą sie też chwile kiedy się cieszę, kiedy mogę poczuć spokój, choć wiem, że te chwile przychodzą i odchodza, jakbym huśtała się na wielkiej huśtawce… w sumie, moje żeycie ma coś z tego, moje stany coś z tego mają. Dziś się cieszę, jutro będę płakać… Top Gun powiedział mi, że on też nie odnajduje się wśród ludzi. Nie wie o czym ma z nimi rozmawiać i jak podtrzymać rozmowę, jeśli jest ona o niczym lub na temat, który go niezbyt interesuje. Ja powiedziałam mu, że mam podobnie, na co on skwitował tylko, że nie ten intelekt i nie te tematy… To w ogóle takie niesamowite, że spotyka się kogoś tak zupełnie innego, z innego „świata”, innych zainteresowań, innego życia inagle okazuje się, że przez cały czas mieliście takie same lub podobne myśli, nawet w takich śmiesznych tematach. On lubi las, choć w nim biega na poligonach i ja lubię las i spacery po nim, ja się całe życie zastanawiałam dlaczego przy badaniu krwi nie można wykorzystać krwi z rany (szkoda mi było po prosu tej krwi ze skaleczenia, a kaleczyłam się kiedyś mocno przebywając całe dnie na dworze) i on tak samo całe życie nad tym myślał, bo też było mu żal tej krwi, że nie zostanie spożytkowana. 😉 I czasem z takich małych niuansów w sumie składają się nawet miłe i długie rozmowy. O poważniejszych rzeczach też rozmawiamy, o życiu, śmierci, przeciwnościach losu… ale na to musi być czas i miejsce, więc wtedy gdy uda się wyskoczyć na jakąś kawę czy jedzenie. Powiedziałam mu o niszczącej relacji z Panem ze skrzydłami, że dużo mnie to kosztowało… i mam wrażenie jakby od tego czasu zaczął jakoś inaczej się zachowywać… jakby czekał na tą opowiedź… „czy kogoś mam?”. W ogóle… dla mnie to dość dziwna relacja… ale i wydawać by się mogło, że ciekawa. W sumie, myślę dziś, że każda relacja jest inna i złożona w inny sposób. Z Muzykiem miałam kontakt cały czas i jakoś do nikąd on nie prowadził. On czasem pisał o czymś zupełnie abstrakcyjnym. A z Top Gunem potrafimy się czasem tydzień nie odzywać, nie pisać, nie rozmawiać,  bo i on jest zajęty i ja… a potem jak się spotkamy to jakby to wszystko toczy się „dalej”, na trochę wyższym poziomie wtajemniczenia… takie mam wrażenie. To nieco dziwne, ale w sumie mnie cieszy. Chce mnie kiedyś zabrać pokazać mi jednostkę i to, jak skaczą na spadochronie, albo na nocowanie w lesie pod gołym niebem 🙂 Taki pozytywny z niego wariat. W sumie, może będę się mogła kiedyś zacząć bawić, tak jak chciałam, ale nie miałam z kim…