Relacje, eh relacje…

Witajcie z ten ponury dzień… Jakiś bardziej mi się wydaje ponury niż zwykle…Może to tylko mój wewnętrzny odbiór? Top Gun się nie odzywa, jak na razie, może dziś się odezwię, albo ja do niego napiszę z zapytaniem. Muszę przyznać, że ostatnio naszła mnie refleksja, że jest w stosunku do mnie dobry, naprawdę… jakoś tak. Niby nie nadskakuje mi, ale czuję się od niego jakąś życzliwość na kilometr, ma podobne poglądy, sprawy w życiu, rozumiemy się i to jest chyba w tym wszytskim najpiękniejsze. W całej tej relacji… Nie wiem, dokąd ona prowadzi, ale wiem, że chcę, by trwała.  Pomaga mi i wspiera w trdnych chwilach. Mam do zdania jeszcze trzy egzaminy, na które materiału jest multum, już się trochę na nie uczyłam, ale jeszcze trzeba podszlifować, tak, aby był jakaś dobra ocena. Chwilowo usunęłam też mój drugi blog. Dopadła mnie jakaś chandra i nie miałam pomysłów na pisanie na nim. Może kiedyś wrócę do tworzenia jakiegoś blogu. Na razie, po prostu nie mam na to sił. Pogoda mnie dobija, chciałabym już wiosnę….

 

 

 

 

 

 

Reklamy

Cisza…

Ostatno pisałam o tym, że można tęsknić za facetem, a właściwie za żołnierzem i choć sytuacja ta naturalną wydaje nam się w Polsce, bo przecież kiedy spojrzymy na naszą historię, tak właśnie często bywało wśród kobiet jeszcze parę lat temu, to stwierdzić muszę, że cała ta sytuacja mnie rozbawiła w sobotę rano, kiedy to dostałam od niego wiadomość z zapytaniem, co się ze mną dzieje?

Okazało się bowiem, że Top Gun próbował się ze mną skontaktować, ale przez mój głupi telefon, który akurat stwierdził, że nie bedzie wyświetlał powiadomień, nie mógł. Na dodatek wiadomość tą odczytałam jak zapytanie o stan obecny, bo przecież mieliśmy się spotkać na zajęciach, a mnie nie było, a nie jako pytanie ogólne, bo zniknęłam mu z radaru na jakieś parę dni i się martwił, a także myślał, czy nie czymś nie obraził. W sumie… ja też się zastanawiałam, co tam u niego, dlaczego jest taka cisza przez tyle dni… Cała ta sytuacja śmiesznie wyszła, ale wszystko sobie wyjaśniliśmy… Obawiał się, czy aby mnie czymś nie obraził i po prostu nie chce się oddzywać, a to znaczy, że mu zależy…

 

 

 

Przystanąć w pędzie…

Od weekendu czułam się jakoś źle… coś mi przeszkadza, nawet nie wiem do końca co to jest. Jestem zmęczona…  tyle nauki przede mną, nie mam nawet czas na wytchnienie, nauka, praca, nauka praca, nauka, praca i tak w kółko. Wieczorem padam zmęczona na łóżko. A jednak załapałam mimo to kontakt z sobą( przy takim trybie pracy czasem go tracę i wtedy też mi nie wygodnie), i coś uwiera. Dużo stresu, dużo zmęczenia i jakaś pustka. Top Gun stara się mnie pocieszyć jak umie, czasem zauważam, że już nawet to mi nie pomaga. Czasem już nawet relacja z nim nie daje tyle pozytywnych wrażeń, co kiedyś… nie dawała, przynajmniej przez weekend. Wczoraj jednak wszystko się jakoś zmieniło. Po tej pustce nastąpiło jakieś wyciszenie, może dlatego, ze już nie muszę iść do ludzi, których nie lubię? Przy których czuję się po prostu źle? Chyba nikt nie chce przebywać w takim miejscu. W weekend pójdę do innych, pewnie będzie lepiej…

Chcę odsunąć od siebie wszystkie myśli, które mi nie dają spokoju, które mnie usilnie gnębią,na tym traci się tylko życie, a nie o to w życiu chodzi, by tracić kolejne dni…Na razie, jakoś o dziwo mi się to udaje i nie zaprzątam sobie głowy niepotrzebnymi rzeczami, tak jakbym wreszcie nie dopuszczała swego perfekcjonizmu do głosu. Czuję się z tym jakoś lepiej, jakoś lżej mi z tym. Dość już mam wyrzucania swoich myśli na śmietnik… Dałam też sobie czas, nie wymagam od siebie nie wiadomo czego, to przynosi taki spokój…

plaza-morze-bialy-lato

Powiez facetowi o…- ucieknie… albo…

Wróciłam do domu, trochę zmęczona, trochę niedospana, jak to po takim czasie bywa, ale zadowolona. W szpitalu widziałam pewnego chłopaka… az żal serce ściskał, cały sparaliżowany, porozumiewał się tylko gałkami ocznymi… nie mówił, nie rusza się wcale, musi być przekładany… został „tylko” pobuty i uderzony w głowę…

Tymczasem Top Gun cały czas próbował jakoś się do mnie odezwać, pomimo tego, że nie odpowiadałm mu często, bo byłam zajęta, a to napisał, a to zadzwonił, żeby zapytać jak tam, czy dzień mam ciężki, czy się dobrze czuję i jakoś tak, od słowa do słowa weszliśmy na temat dzieci, jak wiadomo drażliwy to temat, szczególnie dla facetów, więc wolałam nic nie mówić, nie pytać i nie uzyskiwać szybkiej odpowiedzi w tym temacie. Bo w sumie, zacznij z facetem rozmowę o dzieciach, a zabierze nogi za pas i ucieknie….

Ja sama jeszcze nie wiem do końca, czego bym pragnęła w tym temacie, ale gdybym miała jakąś stabilną sytuację życiową i bytowa, to może chciałabym mieć kiedyś dziecko… Choć na razie tego nie planuję, bo sytuacji takowej nie ma, więc i nie ma też czego planować… No i tak, choć nie chciałam o tym wspominać tak bezpośrednio, bo w sumie to moje plany i co jemu do tego, tak jakoś od słowa do słowa, napisałam mu to, no bo gdy zaczął mi tak pisać, że przecież rodzicielstwo to takie cudne przeżycie i fajna sprawa i przygoda no to wyraziłam swoje zdanie na ten temat… yhym, nie wiem, czy wyszło źle, czy dobrze, ale coś czuję, że się od niego nie odegnam przez jakiś czas… po tych słowach jakby zamiast uciekać, coś czuję, że zainteresowanie wzrosło…

 

Już lepiej i kilka zmian…

Już ze mną lepiej, dziękuję Wam za wszystkie ciepłe słowa, które tutaj mogłam od Was przeczytać, wiele dla mnie znaczą. Przetrzymałam i postanowiłam też ten czas wykorzystać na coś produktywnego, ale o tym zaraz. Top Guna wczoraj wzięło na zwierzenia, mówił mi o tym, że już jest stary… Nie wiem, czy wspominałam tutaj, ale Top Gun jest ode mnie sporo starszy, jak na ten etap życia jeszcze. Ale jakoś mi to nie przeszkadza spejalnie, może to i lepiej? Tak myślę, bo w końcu można się z nim i powygłupiać i poważnie porozmawiać. Nie będzie moze przynajmniej ppłakał gdy mu assasan umrze w Assasanie i iegał po całym mieście i szukał pokemonów, jak to miał w zwyczaju robić Pan ze skrzydłami, zamiast wiecej czasu spędzić ze mną… bo i tak widzieliśmy się bardzo rzadko. Więc nawet się cieszę, musze przyznać z tego powodu. Mówił mi, że spać nie może po nocach, bo rozmyśla… (ciekawe o czym hihi 😉 Ja od wczoraj mam już lepszy nastrój, to tez moglimy pogadać trochę o jego różnych humorach. Powiedział mi tez jedno zdanie, które naprawdę mnie wzruszyło. nie słyszałam takich słów od nikogo wcześniej, między różnymi perypetiami z kolegami, facetami czy zwał tam jak zwał.

Wczoraj usłyszałam, że mimo różnych przeżyć życiowych wyrosłam na dobrego człowieka i świetną kobietę. To miłe usłyszeć coś takiego tak porosto z mostu. Sama się zastanawiam, co z tej relacji będzie dalej… ale nie będę tego mówić na głos, nie wiem, do końca jakie ma zamiary i jakie myśli, bo jeszcze jakby tego nie powiedział, a i cieżko mu może to zrobić… Ja obiecałam sobie, że już nie będę do nikogo podchodzić z pytaniem, czy zechciałby to, czy tamto… bo potem się okazuję, że ta osoba jednak może nie do końca sama wie, co by chciała…

I tak właśnie przez ten okres, kiedy chodziłam z kąta w kąt, nie mogąc sobie znaleć miejsca pomyślałam, że zacznę coś robić. Tak wziął sie pomysł posegregowania już napisanych wierszy, notatek, zapisków wszelkach, lepszych i gorszych, wartościowych i tych mniej. W związku z tym pomyślałam, że będę tu wstawiać co nie co z nich. Wszak, pisałam je przez długie lata… Mam nadzieję, że do czytania nie zniechęci Was mix moich dość osobistych zapisków i twórczości w tym miejscu. Tak sobie pomyślalam, że może czas na zmiany i tutaj…

 

Czuję wolność! Zaczęło się coś dziać…

Muszę Wam napisać, że coś się w moim życiu dzieje, tylko jeszcze jakby… nie wiem co. Ale czuję, że coś powoli, małymi kroczkami zaczyna się zmieniać, isć do przodu. Może to ja sama? Zmieniłam się, oj tak. Od czasu zakończenia relacji z Panem ze Skrzydłami jakoś inaczej podchodzę do ralcji, jakoś tak… bardziej na luzie, choć myślę podobnie i może wtedy nawet wychodzi lepiej? Czuję, że mogę sobie dać więcej luzu, więcej radości, jakoś pogodniej spojrzeć na życie… Jakoś się podnieść i isć dalej, w końcu od jutra Nowy Rok 🙂 Jestem jakoś o wiele spokojniejsza niż byłam przedtem, wrzuciłam na luz i chcę zrobić wiele rzeczy, ale już nie dla innych, a dla samej siebie. Nigdy się mną nie przejmowałam, teraz chcę wreszcie zająć się sobą, swoimi potrzebami. Na reszcie poczułam wolność, wolność, od schematów, wolność or tego wszystkiego, co sama sobie wpajałam przez długie lata, to takie nieziemnskie uczucie! Mogę realizować swoje pasje, rozwijać się, przestałam siebie ciągle oceniać, zadręczać się tym, co pomyślą inne osoby…

Czas od Świat mija mi na ciągłych rozmowach z Top Gunem. Stara się, widać to po nim, jakoś tak naturalnie ta relacja ewoluowała do miana czegoś na kształt dobrej znajomości. Kiedyś zapytałam go, czy mogę mu coś szczerze powiedzieć. Na co on odparł -Przecież wiesz, że możesz. Tak mi to dało do przemyślenia taką kwestię otwartości. Mało jest osób w moim życiu, do których mogę coś powiedzieć tak otwarcie. To dla mnie nawet dziwne, bo z żadnym facetem nie mogłam sobie porozmawiać o tym, jakie mamy społeczeństwo, plany na przyszłosć, nawet o tym, czy chcemy mieć rodzinę, jakie mamy podejście do życia. Tylko jeden temat pozostaje jeszcze w sferze milczenia, oczywiście temat naszej relacji… Wczoraj odczułam, że bardzo chciałby mnie zaprosić na spacer po lesie, który rośnie koło jego mieszkania, jedak później przez zbieg wypadków i sytuację, która go spotkała, temat ucichł.

Czuję, że po tych Świętach i po tych rozmowach coś się przełamało w tej znajomości, jakby „wskoczyła” na wyższy szczebel, jest jakoś tak bardziej otwarcie i radośnie, nie rozmawiamy już w większej mierze o szkole i sprawach z nia związanych, ale też o całkiem prywatnych sprawach. Z jednej strony mnie to cieszy, z drugiej, nie chcę sobie robić nadzieii, bo potem będę tylko czuła żal i rozczarowanie, ale postanowiłam, że resztę zostawię czasowi… w końcu człowieka nie można poznać od razu, potrzeba na to czasu i różnych sytaucji.

girl-1219339_960_720

I już po Świętach… trochę smutno…

Minęły mi Święta. To tylko dwa dni, kiedyś, jako dziecko były o wiele dłuższe. Później zastanawiałam się, dlaczego ludzi tek starają się, gdyż to tylko dwa dni, teraz… dni mijają mi tak szybko, że zanim się obejrzę, już gdzieś znikają. Dzień przed Wigilią i w Wigilię było mi jakoś smutno. Znalazłam też jedną piosenkę, która to podsycała, ten smutek. W Wigilię jak mało kiedy, chciało mi się zwyczjnie płakać. Zostałam sama w te Święta. Ludzie, nawet nie składali życzeń, jakoś tak, te święta wydały mi się minimalistyzne w tych działaniach. Zaledwie parę osób, które powiedziały mi coś miłego. Ale i dobrze, bo życzeń jakoś w tym roku słuchać nie mogłam. W Wigilię też zaczęło wszystko do mnie wracać…. Cała historia z Panem ze skrzydłami, jego słowa… puste chyba… Myślałam, że trzecie Święta spędzimy razem, z rodzinami, że nasze rodziny w końcu się poznają. Nie znały się, choć wiele razy zapraszałam jego rodzinę do mnie, ale on nawet nie przekazywał mojego zapraszenia…  że będzie jakoś tak rodzinnie, że będzie nas więcej w ten czas. Wiem o tym, że był ateistą i całe te święta go denerwowały. W sumie, co za dziwny człowiek… denerwowały go lampki świąteczne, to, że ktoś się cieszy, to, że ludzie mają choinkę… Założe się, że te święta przesiedział i przegrał w jakąś grę na komputerze. Zawsze tak było. Matka gotowała, a on grał. Wykazując swoje zniechęcenie i niezadowolenie z tego, że są święta. W sumie, mogłabym na palcach jednej ręki policzyć rzeczy, które w ogóle na tym świecie go interesowały… I tak jakoś zrobiło mi się smutno, samotnie.

Pod koniec dnia, już w zasadzie późnym wieczorem napisał do mnie Top Gun, wysłał mi życzenia… Zazwyczaj ludzie składają sobie życzenia w stylu zdrowych, wesołych itd, a takich życzeń, muzę przyznać, nawet bardzo obiektywnie nie dostałam od nikogo jeszcze. Takie zupełnie inne i zupełnie naturalne. Miłe to było.. no i tak od słowa do słowa, zorientowałam się, że on spędza Wigilię samotnie. Potem tak jakoś wyszło, że przegadaliśmy te całe święta prawie… O wszystkim, o planach, noworocznych postanowieniach, obserwacjach świata, a także poglądach, planach na przyszłość jakie ma każde z nas… Czasami śmiesznie i jak zwykle, z podtekstami, ale czasami też bardzo szczerze, aż smutno się robiło… Pisał o tym, że zastanwia się co to będzie za parę lat. Też z niego jest chyba samotnik, choć mnie to zdziwiło, bo wydaje się być dość przebojowy. Wydaje się też, że jest na serio mną w jakiś sposób zainteresowany…

Przynajmniej nie było mi tak smutno, a jeśli już było, to może nie było mi tak bardzo samotnie.

No cóż, święta minęły. Za chwilę Sylwester, który też spędzę w domu, zapewne oglądając sztrzelające pobliskie petardy…

Cóż, Ktomaszu, na razie taki rozwój wypadków, musi Ci wystarczyć 😉