Powracająca przeszłość…

Przeżyłam weekend. I choć jest stabilnie, to jednak był on dla mnie bardzo ciężki zarówno psychicznie, jak i fizycznie… Zdałam najcięższy egzamin jaki może być na tych studiach, dodatkowo oczywiście spotkałam się z Top Gunem… Bo też miał zjazd. Generalnie o tym chyba chciałam tu napisać, bo było to dla mnie bardzo ciężkie. Chyba najcięższe niż do tej pory. Pierwszego dnia w ogóle się do niego nie odezwałam, on do mnie też nie. Omijaliśmy się całkowicie, nawet nie siedzieliśmy ze sobą w ławce. Potem na pożegnanie on mi pomachał, ja wzruszyłam ramionami. Przegrałam walkę ze sobą i napisałam do niego z zapytaniem, co to miało znaczyć. Odpisał, że się mnie boi, bo tak go traktuję, że strach podejść. Eh, czyli to moja wina, ze nawet przywitać się ni potrafi? Z drugiej strony doszłam do przerażającego wniosku, ze ja potrzebuję tego, żeby on przyszedł, żeby się przywitał i żeby zabiegał o moją uwagę. To chore. Na drugi dzień wstałam smutna i zła, rozczarowana tym, że ma mnie w dupie, bo tak na początku myślałam, z drugiej strony to było miłe, że się mnie boi. Ten dzień to była całkowita walka ze sobą. Oj, była ona okropna! Podejść do niego, czy nie podejść, zagadać, czy nie zagadać, nie lubię się z nikim kłócić, jeśli on uważa, ze nic się nie stało, to może udawajmy, że tak jest? Sama nie wiedziałam, co o tym myśleć. Z jednej strony coś mnie do niego ciągnęło, z drugiej wiedziałam, ze to bez sensu. Na szczęście, wygrałam te walkę i nie poszłam na spotkanie z nim, akurat zdarzyło się to przypadkowo… Nie wiem, czemu tym razem tak bardzo ciągnęło mnie do Top Guna. Nigdy tak nie miałam, może dlatego, ze mnie odrzucił znowu w sobotę? Jak coś jest niedostępne, to ciągnie jeszcze bardziej, taki mam chory mechanizm. Było mi bardzo źle z tym, że nie mogę jakoś załagodzić tej sytuacji z soboty, jakoś się z nim „pogodzić” ale nie mogłam tego zrobić. Na wieczór napisał mi, ze zawszę mogę do niego przyjechać i zawsze będę u niego mile widziana, zaprosił mnie do siebie, ale tego nie zrobię, bo wiem, jakby się to skończyło… Obiecałam sobie już nie podejmować żadnych kroków wobec tej sytuacji, która i tak jest już porąbana. Nie chcę już tego zmieniać, zabiegać o jego względy i w ogóle, o niego, nie nie nie! Koniec. I muszę Wam powiedzieć, że tę walkę wygrałam! Nie podjęłam żadnych kroków, nie poszłam na zajęcia, nie napisałam do niego, choć tak bardzo tego chciałam, wygrałam ze sobą. On się odezwał. I potem to jakoś już się potoczyło. Zaczęliśmy rozmawiać, niby w przyjaźni, udawałam , że jest okej, bo wiem, że on nie zrozumie co mi zrobił i to jest w tym wszystkim najstraszniejsze, że on nic z tego nie rozumie…. nic! Kompletnie. Potem pojechał z kolegami na policję, tam dali mu tytoniu do żucia, zaczął wymiotować, okropnie się poczuł. Potem przyjechali  na uczelnie, trzęsło nim jak osiką, czuł się bardzo źle. Przyszedł do mnie na przerwie taki trzęsący się cały i skulony… Chwilę pogadaliśmy, o F, że to jeszcze dziecko umysłowe. Wcześniej jeszcze napisał mi, ze kupiłam sobie kota zamiast chłopa… Po takich tekstach wiem, że z nim bym nie wytrzymała w związku, jest złośliwy i chamski. Ale żal mi go było, jak go tak telepało… Opowiadał mi, że wyprowadził swoją byłą z depresji i się nią zajmował jak był w takim wieku co F. jeszcze pracował i wynajmował dom  utrzymywał ich, takie dorosłe życie już prowadził. No i teraz panna jakoś funkcjonuje i ma się dobrze, wiec wnioskuję, że nadal ma z nią kontakt, co za świr! Potem się pożegnaliśmy. Powiedział mi, abym się trzymała. Jakoś lepiej mi było i jest z tą myślą, że się z nim nie kłócę, ale żal mi tego wszystkiego i przykro mi, że nadal ma kontakt z byłą. Chociaż w sumie, co mnie to obchodzi? Nic, dobrze tylko, że z nim nie jestem. Tylko w nocy mam koszmary o nim… Patrzyłam na niego w ten weekend i mówiłam sobie w uchu, „ty nawet nie wiesz jak bardzo cie kochałam… nigdy się o tym nie dowiesz, nie zdajesz sobie nawet sprawy z tego, że byłeś dla mnie całym światem, każdy kawałek twojego ciała i myśli… i wszystko to spieprzyłeś…” Zachciało mi się płakać.

alexandra-gorn-331551-900x400

Cisza…

Nie pisałam tutaj, bo nie było o czym… Ale dopadł mnie znów dół. Jakieś trzy dni temu konwersacja z Żołnierzem się urwała, całkowicie, nie było z nim kontaktu. Przyznam szczerze, ja odpuściłam. Znudziło mi się ciągłe do niego wypisywanie z pytaniemi, by odpowiedział, jeżeli nie będzie chciał kontaktu, to trudno, pomyślałam, przynajmniej zobaczę, czy coś zrobi, kiedy ja się pierwsza nie odezwę. Nie zrobił nic. Przez dwa dni była totalna cisza. Miałam dać sobie spokój, tak sobie mówiłam, że nauczyłam się szybko odpuszczać i zajmować się swoimi sprawami. I tak też zrobiłam, pisałam, szukałam szablonu na mój drugi blog, ale gdzieś tam z tyłu głowy pojawiły się myśli rezygnacyjne i ogólny dół.

Zaczęłam myśleć, że to ja jestem taka niewydarzona, ze nikt mnie nie che. Poza Panem ze skrzydłami w moim życiu nie było nikogo, kto by wyraził swoją własną cheć poznania mnie. Zawsze to ja zaczynałam…To jakieś takie, meczące… zmeczyłam się już, chciałąbym aby też ktoś pozabiegał o moją uwagę, o moje zainteresowanie. Powiedziałam sobie, że pieprze to i nei będę do niego pierwsza już pisała z pytaniami co u niego… Tylko znowu poczułam się taka, jakby nie warta niczyjej uwagi, zainteresowania, jakbym była nikim, na kogo ktoś by mógł zwrócić uwagę… To był przykre. Zawsze spotykam takich ludzi, którzy sami nie dążą do kontaktu, zawsze ja to robie. Oni chyba jednak inaczej odbierają ten świat?

W końcu pomyślałam, że napiszę jednak do Żołnierza, ale napiszę mu prawdę, w końcu faceci są tak prości… Chyba bardziej prości, niż mi się wydaje… Na prawdę. Napisałam mu, że widzę, że jest bardzo zajęty, bo nawet odezwać się nie ma czasu… Odpisał natychmiast. I napisał mi, że prawie płacze, bo chciał założyć struny do gitary, ale chyba są zepsute i coś jest nie tak. I zaczęliśmy pisać, potem zapytał się jak tam poszło szkolenie z żołnierzami i opowiedział mi, że był na szkoleniu z wysadzania czegoś tam. Potem posłał mi też filmik z zawodów na których był w paździeniku. Dziś też cały dzień pisaliśmy. Napisałam mu otwarcie, że jest bardzo tajemniczy i odpowiada tylko półsłówkami czasem (co nie ułatwia sprawy;). Był zdziwiony… Jak to facet… Bardzo domyślny… No iw  końcu zaprosił mnie na piknik w niedzielę… Sęk w tym, że na ten piknik wojskowy isć nie mogę, bo mam wykłady i to z ważnego przedmiotu, na którym muszę być, bo mam już tam dużo zaległości… Nie wiem jeszcze co zrobię.. czy pójdę na ten piknik i potem na wykłady, czy pójdę na piknik, czy pójdę na wykłady, oczywiście z Top Gunem… (o jak sie cieszę, że znów mnie będzie chciał dotykać…). Nie wiem, jestem w rozterce… Najchętniej poszłabym na piknik, zobaczyć się z Żołnierzem… To smutne, ze obowiązki muszą odbierać mozliwość poznania kogoś… 😦

Ten wybór…

airport-2373727_960_720

A tak poza tym, to szukam nauczyciela j.angielskiego przez skype (jakby ktoś coś wiedział, to dajcie znać) , bo muszę się podszkolić oraz kogoś, kto umie robić ładne szablony na bloga, bo potrzebuję szablonu na blogspota do tańczących z wilkami. 🙂

Co myśleć?

Wpadam tu na chwilę… mianowicie nie umiem ułożyć jednej myśli związanej z nową relacją. Wczoraj dzień wszytskich świetych, święto zmarłych… jak co roku byłam na grobach, zmarzłam, to był taki nastrojowy czas…

Przed wczoraj zwątpiłam w nową relację z Żołnierzem. Kiedy pojechał na szkolenie nie odezwał się ani razu, ostatnio ogólnie jakoś mało się odzywał, więc stwierdziłam, że chyba to nie ma sensu. Skoro piszę do niego, a on, choć jest aktywny, nie odpowiada, to chyba tego nie chce… I zaczęłam już w myślach odpuszczać. Cóż, nikogo nie będę zmuszała do kontaktu ze mną, skoro nie chce… Wczoraj nawet nie napisałam do niego cały dzień, aż do wieczora. A kiedy wieczorem odpisałam mu na jego poprzednią wiadomość, to odezwał się za chwilę, odpisałam i odezwał się znowu, teraz pisał już często. Napisałam mu, że będę stroić swoją gitarę, więc o dziwo się zaangażował i mi pomógł ją nastroić, podpowiadając co i jak. I choć instrument nie brzmi tak, jak powinien to jednak Żołnierz był tym żywo zainteresowany…

Dowiedziałam się też od koleżanki, że kiedy go poprosiła i zapytała, czy może dać mi jego numer telefonu, nawet się ucieszył. A ostatnio, kiedy siedziałyśmy na kawie, zapytała się mnei, czy on jest w pracy, a ja powiedziałam, ze pojechał na skzolenie, a ona do mnie z takim zapytaniem : Tęsknisz??? Ja zrobiłam oczy na nią… Nie wiedziałam, co mam jej odpowiedzieć, w końcu powiedziałam, że nie, nie tęsknię, ale dziwię się, bo zazwyczaj pisze, a teraz cisza…

Sama nie wiem, co o tym myśleć… Może dać mu czas? Wszak jeszcze się z nim nie spotkałam nawet sam na sam… Choć w poniedziałek jadę do jednostki, mam nadzieję, że będzie w pracy…

 

Bez faceta mi lepiej, niż z facetem!

Wczoraj wieczorem naszła mnie dziwa refleksja, mianowicie, nie poznaje siebie!  Wydaje mi się, że każdy będzie mnie ranił. Zdaje mi się, że bez faceta jest lepiej niż z facetem bo przynajmniej nikt mnie nie rani. Zawsze pragnęłam czyjejś bliskości i teraz się gubię, nie poznaje siebie… czyżbym nie chciała nikogo? To chyba nie tak… to chyba ze strachu… tak bardzo boję się zranienia, kolejnego bym już chyba nie przeżyła, a przynajmniej nie na ta skalę co poprzednio. Odcinam się od tego wszystkiego, to już tak nie boli, ale nie wiem co z przyszłością… teraz zaczęłam doceniać swoją samotność… przynajmniej nikt mnie nie rani… Nie chcę ładować się w związki, nie chcę już niczego na siłę wyznawać. Nie chcę nikogo. Chyba samej mi lepiej. Nie wierzę już w to, ze kiedykolwiek się uda, że spełnię swoje marzenia, że spotka mnie sielanka. Nie wierzę już w tą bajkę o królewnie i królewiczu…

Z F. jest dobrze. Nie mam kontaktu z Top Gunem i nie czuję się jakoś samotna. Pewnie to przez F. Trochę się boje, że gdybym znowu straciła jego to wszystko by się powtórzyło, cała depresja by wróciła, choć może nie z taką siłą. Zastanawiam się też, czy po tym wszystkim potrafię kochać… zakochać się, zauroczyć? Kiedy poznałam F. Tak jakby wszystko wróciło, te piękne uczucia, takie wzniosłe. Teraz już sama nie wiem, kiedy przy nim jestem znowu to czuje,  boję się, że znowu się zatracam, ale kiedy go nie ma to tak jakby wszystko ode mnie odlatuje… Wiem, że to Top Gun był moją największą miłością, miłością mojego życia, czy kiedykolwiek będę jeszcze potrafiła tak kochać? Tak mocno, aż do bólu? Czy potrafiłabym tak pokochać F.? Wiem, że go lubię, bardzo go lubię, ale czy to by mogła być kiedyś miłość? Jakbyśmy oboje chcieli? Bo musimy oboje chcieć… Nie wiem, czy mogłoby to się stać rzeczywistością? Teraz rzeczy dzieją się wolniej, nie jest to wszystko takie szalone jak z Top Gunem. Może to i dobrze, ja potrzebuje teraz spokoju.

W głowie mam jeszcze jedną osobę, osobę, która się stara i mnie rozumie, jednak jest jakby „z innego świata”, ma swoje problemy, ma taką samą historię jak ja, kiedyś już chyba o nim pisałam… Nie wiem, czy to czyta, bo on wie o istnieniu mojego bloga. Nie wiem, co mam z tym zrobić, z jednej strony chciałabym tę osobę zatrzymać, z drugiej tak samo się boje, że nasze problemy mogłyby nas pociągnąć na dno… Nie wiem, co robić… Dodatkowo ze stronki na fejsbuku co róż dostaję od mężczyzn propozycje związków…To czasem zabawne, ale jak na to patrzę to wyłania się tragizm.

woman-1320810_960_720

Poczułam ulgę i spokój.

Od kiedy powiedziałam F. o mojej historii z Panem ze skrzydłami, o tym, jak mnie poniżał, krytykował (choć tego nie pisałam tutaj na blogu, bo było mi zwyczajnie wstyd pisać o takich rzeczach), a w końcu uderzył w twarz, było mi jakoś przykro i smutno. Wszak podobno o byłych się nie mówi, ale to samoistnie tak jakoś wyszło w rozmowie. Wiem, że chciał to wiedzieć, tylko nie wiedział, jak się o to zapytać, żeby mnie nie urazić. Cóż, stało się, powiedziałam mu, aby wiedział z czym musiałam się mierzyć i, że teraz niektóre moje myśli mogą być nieco nacechowane przez pryzmat tego, z czym się spotkałam w de facto pierwszym swoim dłuższym związku… Jednak kiedy mu to powiedziałam bardzo się bałam, że popatrzy na mnie przez to i ,że nie będzie mu już zależeć, że się ode mnie odwróci.

Natomiast tak się nie stało… Dalej mu zależy i nic między nami się nie zmieniło. Poczułam ulgę i spokój. Poczułam się zaakceptowana z moją historią. Co prawda, on raczej takiej nie miał, ale to może i dobrze, przynajmniej dla niego… Od wczoraj czuję się spokojna i zadowolona, jakoś minęły te myśli o całej historii Top Guna, choć zastanawiam się, czy aby tak miało być? Może gdybym poznała go w innym momencie życia, teraz byłabym z nim? A może nie?  I tak mnie odtrącił, napisał,że do siebie nie pasujemy, może  winnym momencie życia też by mnie odtrącił. Wczoraj zaczął jakąś rozmowę, którą natychmiast urwał, bo napisał, że idzie spać… Wiecznie mnie olewa i odtrąca… Nie chce mi się nawet z nim gadać. To nie ma sensu, te rozmowy z nim teraz… ale muszę wytrzymać jeszcze jakoś rok, póki nie rozstaniemy się na studiach…

A z F. Nie wiem co będzie, jednak na chwilę obecną cieszę się, że go poznałam, napisał mi wczoraj, że cieszy się, bo wreszcie może do kogoś pasować i to takie miłe uczucie do kogoś pasować…  Docenia każdy mój gest i miłe słowo. To ważne dla mnie. Są już jakieś plany na wrzesień, na wspólną wycieczkę i miły dzień, choć nie wiem czy kiedykolwiek razem będziemy, na razie niczego nie zakładam. Chcę żyć chwilą i tak mi dobrze, przynajmniej na razie. A życia… chyba nie da się przewidzieć…

water-1245677_960_720

Relacje, eh relacje…

Witajcie z ten ponury dzień… Jakiś bardziej mi się wydaje ponury niż zwykle…Może to tylko mój wewnętrzny odbiór? Top Gun się nie odzywa, jak na razie, może dziś się odezwię, albo ja do niego napiszę z zapytaniem. Muszę przyznać, że ostatnio naszła mnie refleksja, że jest w stosunku do mnie dobry, naprawdę… jakoś tak. Niby nie nadskakuje mi, ale czuję się od niego jakąś życzliwość na kilometr, ma podobne poglądy, sprawy w życiu, rozumiemy się i to jest chyba w tym wszytskim najpiękniejsze. W całej tej relacji… Nie wiem, dokąd ona prowadzi, ale wiem, że chcę, by trwała.  Pomaga mi i wspiera w trdnych chwilach. Mam do zdania jeszcze trzy egzaminy, na które materiału jest multum, już się trochę na nie uczyłam, ale jeszcze trzeba podszlifować, tak, aby był jakaś dobra ocena. Chwilowo usunęłam też mój drugi blog. Dopadła mnie jakaś chandra i nie miałam pomysłów na pisanie na nim. Może kiedyś wrócę do tworzenia jakiegoś blogu. Na razie, po prostu nie mam na to sił. Pogoda mnie dobija, chciałabym już wiosnę….

 

 

 

 

 

 

Cisza…

Ostatno pisałam o tym, że można tęsknić za facetem, a właściwie za żołnierzem i choć sytuacja ta naturalną wydaje nam się w Polsce, bo przecież kiedy spojrzymy na naszą historię, tak właśnie często bywało wśród kobiet jeszcze parę lat temu, to stwierdzić muszę, że cała ta sytuacja mnie rozbawiła w sobotę rano, kiedy to dostałam od niego wiadomość z zapytaniem, co się ze mną dzieje?

Okazało się bowiem, że Top Gun próbował się ze mną skontaktować, ale przez mój głupi telefon, który akurat stwierdził, że nie bedzie wyświetlał powiadomień, nie mógł. Na dodatek wiadomość tą odczytałam jak zapytanie o stan obecny, bo przecież mieliśmy się spotkać na zajęciach, a mnie nie było, a nie jako pytanie ogólne, bo zniknęłam mu z radaru na jakieś parę dni i się martwił, a także myślał, czy nie czymś nie obraził. W sumie… ja też się zastanawiałam, co tam u niego, dlaczego jest taka cisza przez tyle dni… Cała ta sytuacja śmiesznie wyszła, ale wszystko sobie wyjaśniliśmy… Obawiał się, czy aby mnie czymś nie obraził i po prostu nie chce się oddzywać, a to znaczy, że mu zależy…