Lęk przed odrzuceniem…

Rano byłam zadowolona, gdzieś w południe dopadł mnie lęk przed odrzuceniem… Dziś rano, gdy się obudziłam, spojrzałam na telefon, by wyłączyć budzik. Widniała tam wiadomość od koleżanki z jednostki. „Mam dobrą wiadomość. To jego numer telefonu….”. Po czym dziewięć cyfr…Tak, wysłała mi numer do żołnierza, który mi się spodobał i z którym rozmawiałam. Nawet mnie to ucieszyło. Nie wiem czemu, ale lubię takie podchody… Byłam zadowolona. Jednak w ciągu dnia pod wpływem różnych bodźców, zdałam sobie sprawę, z tego co się wydarzyło w moim życiu ostatnio. Przecież zostałam odtracona. I to dla innych kobiet. Przypomniał mi się ten stan, w którym byłam, to, jak czułam się gorsza, jak czułam się jak śmieć, którego się zostawia by iść do lepszej… Jak zabawka, która po zabawie się wyrzuca w kąt. I przyszło mi na myśl, że w kolejnych relacjach też tak może być.

Od razu, jak tylko go zobaczyłam pomyślalam, że to się nie uda. Nie ma szans. To jest w końcu moje życie. Życie dziewczyny, która jest sama i będzie sama. Raczej nie wierzę już w to, że kiedykolwiek uda mi się z kimś stworzyć jakiś dłuższy związek. Jeśli w ogóle będzie, bo w to też wątpię, to będzie to na chwilę… Kiedy pierwszy raz rozmawialiśmy powiedział mi, że rozstał się w grudniu z dziewczyna i nikogo teraz nie szuka. Jak będzie miało przyjść to samo przyjdzie. A mnie przebiegla w głowie taka myśl „No to właśnie może przyszło i stoi prze Tobą.” Ale to było głupie… Wiem. Bo nic z tego nie będzie. Ale przynajmniej może z nim miło porozmawiam. Warto, dla kilku miłych chwil…

Napisałbym do niego… Boję się jednak. Boję odrzucenia, że znów będę ta gorsza, że znów mnie odrzuci, że nie będzie chciał rozmawiać nawet, że mu się nie spodobam jako interlokutorka, albo stwierdzi, że nie jego poziom… Albo jeszcze coś innego będzie nie tak. I wszystko pójdzie na marne, starania o numer i w ogóle. Z drugiej strony jak nie spróbuję to się nie przekonam. A przecież raz już rozmawialiśmy i nie wydawał się być wrogo do mnie nastawiony. Wręcz się uśmiechał… Mimo to jednak po tym, co przeszłam z Top Gunem czuję jakiś lęk, być może dlatego też, że jest tak samo wojskowym?

Dlaczego mam taki lęk przed czymś nieznanym? Taki lęk przed drugą osobą? Dlaczego wydaje mi się, że nowa osoba wiąże się z kolejnym skrzywdzeniem mnie? Może tłumacze to kryzysem wartości tych czasów. Żyjemy bowiem w nie łatwych czasach dla prawdy, empatii i lojalności…

Może jutro do niego napiszę? Niby przygotowałam sobie w głowie pewien tekst, ale nie wiem czy jest dobry, jak na żołnierza. Z drugiej strony mam takie przebłyski, że jak się ma rozpaść i nic nie wyjść to i tak nic nie wyjdzie z tego. Może lepiej by okazało się to, zanim sobie nawymyślam, nawkręcam się i zaangażuję? Pewnie tak, dlatego raczej nie mam czego się bać.

Tylko dlaczego czuję się tak, jak gdyby on czekał na mnie z już naładowaną bronią, skierowaną w moją stronę? Czekał, aby mnie zranić… Chciałabym to z kimś obgadać.

war-1447021_1280

8 myśli w temacie “Lęk przed odrzuceniem…

  1. Ja chyba jestem już starej daty, bo kiedyś w czasie damsko-męskich „podchodów” to jednak mężczyzna zabiegał o kobietę, o jej numer telefonu.. Oczywiście gdy był nieśmiały, można mu było lekko pomóc, ale raczej na zasadzie tworzenia okazji na spotkanie czy rozmowę, niż pisanie do niego i łapanie jego numeru telefonu. Teraz chyba już inne czasy..
    A co do emocji to za dużo tego strachu i złych myśli. Z takim nastawieniem małe szanse na szczęście, bo nie jesteś chyba na nie otwarta. Wiem już, że się nie raz sparzyłaś, więc może warto pobyć samą ze sobą, odnaleźć równowagę. Nie pchać się na siłę w kolejny związek. Tylko na spokojnie pozwolić by wszechświat się wreszcie do Ciebie uśmiechnął. Ale najpierw warto się uśmiechnąć do wszechświata 🙂

    Polubienie

    1. Ja sama, też uważam, że to facet mimo wszystko powinien zabiegać o kobietę. Jednak w tych czasach czasem trzeba temu pomoc, bo jednak teraz mężczyzni zrobili się jacyś dziwni czasem i nie za bardzo wiedzą, jak się w tej materii odnaleźć… A ci co są śmiali maja niestety często porabane życie. Ja jestem w takiej sytuacji, że ani na porabanych anie na problematycznych pozwolić sobie nie mogę wiec jak widzę jakiegoś teoretycznie zdrowego to może warto zaryzykować?
      Wiesz, wiele przeszlam. Rozstanie z poprzednim wiele mnie kosztowało… Potem pobylam sobie sama, a teraz, czuję, że zregenerowalam już na tyle siły, że mogę choć spróbować do kogoś zagadać. Przecież to nie będzie zaproszenie na randkę czy na noc, ot, po prostu, zwykła rozmowa… Nie pcham się na siłę w kolejny związek, na prawdę, zwiazkow mam po uszy i dały mi po tylku i jeśli ktoś nie będzie chciał, odpuszczę… Ale jeśli nie spróbuję to się nie przekonam nigdy. Pozdrawiam Cię serdecznie! 🙂

      Polubienie

  2. Wydaje mi się, że masz gotowy sceanariusz dotyczący relacji w swojej głowie. Musisz to jakoś wywalić 🙂 A jak nic nie wyjdzie to trudno. Tak czasem jest. Ale mimo wszystko spróbuj żeby później nie żałować!:) Powodzenia dziewczyno!:)

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s