Mały przełom…

Wczorajszy wieczór był miły. Miałam pierwszy miły wieczór od czasu, kiedy wieczorami jeszcze rozmawiałam z F. Właśnie wczoraj nastapił mały przełom. Otoż, Żołnierz troszkę się przede mną otworzył. I okazał się… samoukiem artystą, myzykiem. Gra na gitarze i śpiewa…

Wysłał mi filmik na którym gra na gitarze pewną melodię… Wcześniej nigdy nie wysłał mi nawet swojegoa, a jeszcze pokazał mi swoją twórczość, więc to odważny krok… Przynajmniej dla mnie byłby odważny.

Wysłał mi też oryginał tej piosenki:

Zdziwiłam się, bo z tej muzyki wnioskuję, że posiada jakąś wrażliwość i poczucie piękna. Mówił mi też, że słucha praktycznie wszystkiego ale ta piosenka daje mu jakieś naładowanie wewnętrzne. Lubi też nawet odgłosy przyrody,  bo każda muzyka ma w sobie coś pięknego i wyjątkowego. Również powiedziałam mu, że słucham wielu gatunków i w sumie wszystkiego tego, co mi wpadnie w ucho. W odpowiedzi widziałam, że się ucieszył, że mamy podobnie.

A potem, jak miałam już kłasć się spać, było grubo po 21.00, wysłał mi nagranie głosowe, na którym gra na gitarze i śpiewa, coś o miłości… I napisał, że tak sobie fałszuje, wykorzstując ostatnie chwile przed ciszą nocną. Ładnie śpiewa, naprawdę ładnie śpiewa… Napisałam mu, że podoba mi się jak śpiewa, bo na prawdę robi to dobrze. Wtedy napsał mi coś takiego, że widziałam, że poczuł ulgę, że go nie sktytykowałam, cieszył się, że mi się podobało i, że pochwaliłam jego twórczość.

Zapytał się mnie, co ja tworzę, więc gdy mu powiedziałam, że piszę, również przyznał mi się do tego, że czasem pisze. Jednak raczej czyni to w silnych emocjach. Więc wychodzi na to, że odczuwa emocje… Zdaje sobie z nich sprawę. Zaczął się otwierać, więc zaczełąm psychologiczną analizę… Wychodzi na to, że posiada wrażliwość i jest po prostu skryty, gdyż w głębi duszy, coś odczuwa…

Tak się dziś zastanawiałam, że to niesamowite. Moja pierwsza, wielka, gimnazjalna jeszcze miłość, Indianer… był gitarzystą i tworzył muzykę… Moja druga, wielka miłość, z którą chciałam spędzić życie, była… wojskowym… a teraz spotkałam wojskowego gitarzystę…

Zastanawiam się nad tym, czy aby nie zapytać go, czy kiedyś by mi czegoś nie zagrał… Pewnie na wieczór go o to zapytam.

 

Top Gun, Żołnierz, F., Piesek i ogólny mętlik w myślach!

Jestem w domu. Na reszcie. Brakowało mi tego… Przez te 4 dni czułam się jednak trochę oderwana od siebie, tyle sie działo w moim zyciu, a  tu kazano mi siedzieć na wykłądach, w sumie, nie kazano, ale musiałam, bo jeśli sie już czegoś podjęłam to chcę to zakończyć, natomiast za dużo się działo, by móc skupić się na wykładach. Myślami byłam gdzieś indziej…

Tak, jak już pisałam w poście na fecebooku, w sobotę widziałam Top Guna. Przeszedł koło mnie i nawet mnie nie poznał chyba. To dobrze, jednak zrobiło mi się jakoś smutno. Poczułam żal i niechęć do niego, jednak pojawiła się ta myśl, że „Mogło być tak pięknie…”, a nie jest… i nigdy już nie będzie. Spieprzona kolejna historia jakich wiele. Nasza historia… Kiedyś razem, teraz oobno…Ale ten stan jakoś minął. Powróciłam do siebie. Na drugi dzień, w niedzielę, poprosiłam koleżankę, aby wpisała mnie na listę na studiach z jednego kierunku, bo byłam na drugim. A ona przyszła pod koniec dnia i powiedziała mi, że mnie nie wpisała, bo Top Gun przyszedł do niej i powiedział jej, ze to on mnie wpisze, gdyż lepiej zna moje pismo i jest bardziej upoważniony do tego, by mnie wpisywać! Kiedy ja go w ogóle o to nie prosiłam!! I nie dawałam mu żadnego upoważnienia! W końcu nie wiem, czy mnie wpisał, czy nie, bo nie chciałam się o to pytać, by nie zaczynać znowu głupiej rozmowy. Dlaczego on to robi? Dlaczego wciąż próbuje mnie do siebie przyciągnać? Próbuje zrócić moją uwagę na siebie? Czy on na prawdę nie rozumie, że to już koniec? Że nie będzie drugiej szansy, że wykorzystał swój czas… Albo zgrywa się na takiego… Podejrzewam, co jest dla mnie bardzo smutne i bolesne, ale jakoś sobie z tym radzę, ze on uważa mnie za idiotkę, której można wszystko wmówić. To, ze byłam spokojna, chciałam rozmawiać i wytłumaczyć pewne rzeczy, spowodowało to, że on myśli, że będzie teraz przez chwilę dla mnie dobry i znów wrócę, że dam się owinąc wokół palca jak kiedyś, że jestem głupsza…. Mała, zestresowana, głupia lalka, z którą można robić co tylko się chce… To smutne…

Pogorszyła się też kontakt z F. Nie wiem czemu, moze przez to, że powiedziałam mu prawdę o mnie i o Top Gunie? Ale raczej nie wydaje mi się, by to mogło mieć wpływ, to raczej jego osobowość… F. jest specyficzny… Ostatnio nie napisał do mnie przez dwa dni, kiedy ja tego potrzebowałam, bo miałam wykłady, byłam zmęczona i miło by było  przeczytać jakieś miłe słowo, bo… odpoczywał. I resetował umysł… przez dwa dni i była cisza… Jeżeli już wyśle wiadomość to jedną na dzień, o 20.00 wieczorem. Nie odpowiada na moje wiadomości wcześniej… Nie wiem, co jest grane, czy taki po prostu jest, czy do innych też nie pisze całymi dniami, podejrzewam jednak, że Top Gunowi odpowiada… Fakt, że te wiadomosci są zawsze bardzo długie, ale przecież można pisać krócej,ale mieć jakiś kontakt… Nie rozumiem go… Jest tak zmęczony po pracy listonosza jeżdżącego autem? Na prawdę? Tak zmęczony, że nie może napisać „Dzień dobry, co tam u Ciebie?” Nie wierzę… Chyba, że ma jakąś niespotykaną męczliwość… Więc kontakt mamy, ale jakiś rzadszy i jest jakoś dziwnie.

Natomiast mam cały czas kontakt z Żołnierzem. Nie piszemy często, ale raz na jakiś czas, choć są to dość krótkie wiadomości. Kiedy go poznałam, też nie wydawał się bardzo rozmowny… Moja psycholog z jednostki stwierdziła nawet, że jest jakiś dziwny, ale potem, kiedy z nim rozmawiałam przez tę chwilę, fajnie się rozmawiało i nawet się uśmiechnął. Jest raczej taki małomówny, ale są takie momenty, że byłam zdziwiona podczas tego pisania. Wysłałam mu wczoraj rano zdjęcie swojego zwierzaka, na co wysłał odpowiedź „Śliczne” i emotkę z serduszkami w oczach… a potem wysłałam mu swoje zdjęcie ze zwierzakiem, w odpowiedzi wysłał mi kwiat. Albo wysyła mi naklejki takie śmieszne…  Ale może ta małomówność też spowodowana jest tym, że co drugi dzień ma służbę w wymiarze 24h, dlatego musi spełniać swoje bieżące zadania tam i nie może zbyt często odpisywać a potem odsypia. Na razie nie chcę się angażować i niczego siebie nie wyobrażam. Ot, po prostu chcę sobie z nim rozmawiać, nie mniej jednak to miłe uczucie, jak ktoś się interesuje kobietą. Ale dlatego też, że to takie miłe, boje się, że znów zatonę… wcześniej czy później i bronię się przed tym rękami i nogami… Jednak na razie nie zobaczymy się prędko, o ile w ogóle, kiedyś się zobaczymy. Bo ja, jak jestem w jednostce to muszę być przy mojej pani psycholog, a on ma swoje zadania i nie może chodzić sobie gdzie chce, np, do psychologa, by się ze mną spotkać, choć nawet nie wiem, czy by chciał… Zobaczymy, jak to wszystko się dalej potoczy, o ile w ogóle się potoczy, ale chciałabym.

No i jest jeszcze Pan Piesek… Chłopak, o którym tu pisałam we wcześniejszych notkach… Z którym chciałam się spotkać, ale on w tym czasie poszedł do innej. Mamy jakiś kontakt, choć raz jest lepiej raz jest gorzej, on cierpi… Myślę, że dobrym byłaby dla niego terapia własna, aby stanął na nogi i się pozbierał najpierw. Ma bardzo silną potrzebę posiadania kogoś, kogo mógłby obdarzyć uczuciem, ale przyciąga do siebie tylko nieszczęścia, które nie są w stanie mu tego zapewnić… A ja? Ja zrezygnowałam na razie z tego, by z tej relacji coś było… i nie dlatego, że mnie by nie wystarczył, bo kiedy kogoś pokocham na dobre to nie widzę poza nim świata… ale z tego, że on n razie sam plącze się miedzy kobietami, które go ranią, a ja tego nie zniosę… Chciałabym, abym w relacji była jedna.

Czasem zastanawiam, z iloma innymi kobietami pisze sobie Żołnierz? Uraz? Nie wiem, może… Ale z tego, co słyszałam na jednostce, to cztery dziewczyny już o nim mówiły i się za nim oglądały, jaki to fajny i w ogóle, inteligentny…

Mam niemały mętlik w głowie, ale ogólnie jest dobrze. Przykro mi jedynie z tego powodu, że Top Gun chyba uważa mnie za idiotkę… Ale nie myślę już o nim często, a przynajmniej nie tak często, jak to było kiedyś. Żal mi po prostu nas i tego czasu…

Jedyne, co jest bardzo pozytywne to to, że jestem uważna na siebie, na swoje emocje i nie traktuje ich jako nic nie znaczące. Przyglądam się sobie i mam wgląd w siebie. Zaczęłam szanować swoje myśli, swoje emocje i mieć jakby ze sobą stabilny kontakt, zaczęłąm szanować swoje wybory i decyzje i wiem, że nie jestem od nikogo zależna. To takie miłe uczucie!

girl-1848949_960_720

Napisałam wiadomość.

Napisałam do żołnierza. Ułożyłam nie za długą, nie za krótką wiadomość o tym, że kontaktuje się w sprawie badań i że wydaje mi się, że chce aby praca była ciekawa i on mógłby wnieść coś ciekawego. Wiadomość poszła… Nie odpisał nic, ale może choć przeczytał… Wiadomość zamieniła się w MMS i nie wiem czy odczyta, ale powinien umieć…

Co bardzo mnie dziwi, nie czuje stresu. Ani lęku. Teraz już nie. Jeżeli nie odpisze, przestanie mi zależeć… Odpuszczę… Widocznie tak ma być. Pomaga mi w tym to myślenie, że może w życiu kogoś poznam, ale raczej nie. Że i tak nic z tego nie będzie. Straciłam nadzieję. Po Top Gunie straciłam nadzieję na jakikolwiek zdrowy  związek…w ogóle na związek. Ale tak mi chyba dobrze, nie stresuje się, nie mam drgawek, nie myślę tylko o tym, nie jest to dla mnie koniec świata kiedy kogoś nie będzie… Po prostu, będę sama, jak zawsze… Przyzwyczaiłam się już do tego stanu. Przynajmniej nikt mnie nie rani, ani ja nikogo nie ranię. Chciałabym kogoś poznać, mieć z kim porozmawiać, z kim wyjść… Ale nie bedę już szukać na siłę. Nie mam na to sił. I tak potem wszystko się zkiepści jak zwykle. Nie ma już nadziei na lepsze jutro. Już nic nie ma… Tylko poczucie, że jestem sama dla siebie…

Nie odpisał cały wieczór. Pojawiła się myśl, by wysłać drugą wiadomość, ale nie chciałam być nachalna. Jednak biorąc pod uwagę to, że tamta była MMS i mógł jej nie odczytać, wysłałam drugą wiadomość, już na luzie bo i tak przecież nie odpowiedział. I to był strzał w 10. Odpisał od razu i nawet nie był zdziwiony, że do niego pisze. Nie pisaliśmy już nic więcej o badaniach, od razu zaczął rozmowę o czymś innym, tak jakby wiedział, że to podryw i wchodził w to. Zaczęliśmy się śmiać i napisał mi, że cieszy się, że do niego pisze… I okazał się przy tym całkiem rozumny! Jej, co za miłe uczucie, że ja znowu nie muszę tylko wychodzić z inicjatywą i ciągnąć jak kota za ogon aby się otworzył… Akurat źle trafiłam bo był na służbie dyżurnej, na dobówce (TG też to miewał) i był zajęty, więc najpierw odpisywał sporadycznie ale za to w nocy, jak poszłam spać, wyślał mi 9 wiadomości. 😉 Więc chyba jest zainteresowany rozmową… Niestety, rozmowa się urwała bo ja poszłam spać, ale odezwałam się do niego dziś, pod wieczór, bo w ciągu dnia miał plan odsypiać wczorajszą służbę 24 godzinną. Okazał się być dla mnie miły i przyjazny. To dużo. Mam nadzieję, że uda się załapać z nim dalszy kontakt. 😉 Na razie się nie angażuje. Daleko mi do uczuć. Ciekawa jednak jestem jak się to dalej potoczy…

5892388_dd2ad

Lęk przed odrzuceniem…

Rano byłam zadowolona, gdzieś w południe dopadł mnie lęk przed odrzuceniem… Dziś rano, gdy się obudziłam, spojrzałam na telefon, by wyłączyć budzik. Widniała tam wiadomość od koleżanki z jednostki. „Mam dobrą wiadomość. To jego numer telefonu….”. Po czym dziewięć cyfr…Tak, wysłała mi numer do żołnierza, który mi się spodobał i z którym rozmawiałam. Nawet mnie to ucieszyło. Nie wiem czemu, ale lubię takie podchody… Byłam zadowolona. Jednak w ciągu dnia pod wpływem różnych bodźców, zdałam sobie sprawę, z tego co się wydarzyło w moim życiu ostatnio. Przecież zostałam odtracona. I to dla innych kobiet. Przypomniał mi się ten stan, w którym byłam, to, jak czułam się gorsza, jak czułam się jak śmieć, którego się zostawia by iść do lepszej… Jak zabawka, która po zabawie się wyrzuca w kąt. I przyszło mi na myśl, że w kolejnych relacjach też tak może być.

Od razu, jak tylko go zobaczyłam pomyślalam, że to się nie uda. Nie ma szans. To jest w końcu moje życie. Życie dziewczyny, która jest sama i będzie sama. Raczej nie wierzę już w to, że kiedykolwiek uda mi się z kimś stworzyć jakiś dłuższy związek. Jeśli w ogóle będzie, bo w to też wątpię, to będzie to na chwilę… Kiedy pierwszy raz rozmawialiśmy powiedział mi, że rozstał się w grudniu z dziewczyna i nikogo teraz nie szuka. Jak będzie miało przyjść to samo przyjdzie. A mnie przebiegla w głowie taka myśl „No to właśnie może przyszło i stoi prze Tobą.” Ale to było głupie… Wiem. Bo nic z tego nie będzie. Ale przynajmniej może z nim miło porozmawiam. Warto, dla kilku miłych chwil…

Napisałbym do niego… Boję się jednak. Boję odrzucenia, że znów będę ta gorsza, że znów mnie odrzuci, że nie będzie chciał rozmawiać nawet, że mu się nie spodobam jako interlokutorka, albo stwierdzi, że nie jego poziom… Albo jeszcze coś innego będzie nie tak. I wszystko pójdzie na marne, starania o numer i w ogóle. Z drugiej strony jak nie spróbuję to się nie przekonam. A przecież raz już rozmawialiśmy i nie wydawał się być wrogo do mnie nastawiony. Wręcz się uśmiechał… Mimo to jednak po tym, co przeszłam z Top Gunem czuję jakiś lęk, być może dlatego też, że jest tak samo wojskowym?

Dlaczego mam taki lęk przed czymś nieznanym? Taki lęk przed drugą osobą? Dlaczego wydaje mi się, że nowa osoba wiąże się z kolejnym skrzywdzeniem mnie? Może tłumacze to kryzysem wartości tych czasów. Żyjemy bowiem w nie łatwych czasach dla prawdy, empatii i lojalności…

Może jutro do niego napiszę? Niby przygotowałam sobie w głowie pewien tekst, ale nie wiem czy jest dobry, jak na żołnierza. Z drugiej strony mam takie przebłyski, że jak się ma rozpaść i nic nie wyjść to i tak nic nie wyjdzie z tego. Może lepiej by okazało się to, zanim sobie nawymyślam, nawkręcam się i zaangażuję? Pewnie tak, dlatego raczej nie mam czego się bać.

Tylko dlaczego czuję się tak, jak gdyby on czekał na mnie z już naładowaną bronią, skierowaną w moją stronę? Czekał, aby mnie zranić… Chciałabym to z kimś obgadać.

war-1447021_1280

Żołnierz…

Jestem właśnie na jednostce. Piszę ten post z kancelarii. Dziś bowiem wydarzyło się coś dziwnego… poznałam pewnego żołnierza. Nie powiem… Spodobał mi się. Z wywiadu, którego musiał udzielić do badań okresowych dowiedziałam się, że nikogo nie ma. To najważniejsze, bo trójkąty to już nie dla mnie. Mam ich dość. Prócz tego skończył inżyniera na Wat i jest inteligentny w rozmowie. Natomiast w rozmowie z koleżanką z biblioteki dowiedziałam się, że dużo czyta… W tym również o psychologii.

Rozmawiałam z nim tylko chwilę, ale powiedział mi, że chciałby kiedyś skończyć psychologię, dla siebie, z pasji. Rozmawialiśmy też o moich badaniach do pracy. Zgłosił chęc uczestniczenia w nich. To by było interesujące…

Dziś rozmawiałam o nim z koleżanką z biblioteki i powiedziała, że ma do niej przyjść, przynieść jej stroik do gitary… Więc postara się go zagadać o numer telefonu, tak, abym mogła go jakoś zwerbować sobie na te badania, żeby jakiś kontakt z nim był. Zobaczymy czy w ogóle będzie chciał dać numer telefonu i czy pozwoli mi podać… Pewnie to nie wypali ale nie zaszkodzi spróbować… A pobawić się mogę w podchody, pewnie i tak z tego nic nie będzie, ale przynajmniej będę wywiady do pracy magisterskiej…

Edit 15.30  22 październik 2019:

Właśnie przed chwilką go widziałam, jak wychodził z jednostki. Po cywilu ubiera sie dość pospolicie bym powiedziała, bo w dres… No i pali papierosy… Hm… Ale co tam. Wygląd można zmienić, fajki rzucić, a co w głowie, to zostanie…

wojsko-mundury

Po spotkaniu z Top Gunem…

… Czuję się dziwnie. Kiedy weszłam do sali, ujrzałam jego, siedział z moim znajomym. Nie przywitałam się, nie powiedziałam „cześć”, przeszłam obok, nawer na niego nie patrząc i ysiadłam w drugim kącie sali.  Zerkałam na niego tylko kiedy nie wiedział. MInęła przerwa, której nie spędziliśmy razem, każdy osobno, również koło niego przeszłam, nie zauważając go. Na kolejnych zajęciach pomachał mi, ale ja udałam, ze tego nie widzę. Potem napisał… „Dzień dobry, zafarbowałaś włosy, a miałaś takie ładne, mysie.”  Odpowiedziałam więc zdawkowo, że chciałam to zafarbowałam… W międzyczasie napsłam do F, że się nie oddzywamy do siebie, bo czekał na wiadomosć, jak tam nasza relacja. Potem Top Gun odpisał mi coś o myszach więc nie odpowiedziałam już nic. Pomyślałam soie tylko „zamiast zapytać co się stało, dlaczego nie rozmawiamy, dlaczego go nie zauważam, to on pieprzy o myszach…”Mysz bowiem to ulubione syworzenie Top Guna ze zwierząt. Przerwę długą spędziliśmy osobno, nawet nie wiem gdzie był. Nie obchodziło mnie to, jednak serce waliło mi mocno przez ten cały czas. Jednak najlepszt było jeszcze przede mną.

Rozpoczęły się kolejne zajęcia i Top Gun usiadł koło mnie i podał mi długopis, który mi wypadł. Wzięłam bez słowa. Potem wysłał mi swoje zdjęcie w mundurze, z poligonu, na którym był ostatnio. Zapytałam się go, czemu mi to wysyła, to były pierwsze słowa do niego, tego dniaz a on tylko wzruszył ramionami i pisknął. Coś było pięknego w tym pisknięciu, tylko on tak potrafi pisknąć, tak słodko, ale nie robiło na mnie już to wrażenia. Jako odpowiedź wysłałam mu swoje zdjecie z jedostki i zdjecia żołnierzy z mojej jednostki. On natomiast wysłał mi filmik ze swoim udziałem. Potem zaczęliśmy pisać… ale na neutralne tematy. O tym, że utopił telefon na kajakach i ma nowy, i tym, że miał poligon i jest zmęczony. Napisałam, że wiem o tym. A on na to, że dobry obieg infarmacji ( że niby ja piszę z F. cały czas), a ja na to: Jak mógłbyś mieć pretensje? A on tylko: Nie mógłbym. I siedzieliśmy obok siebie, pisząc do siebie, to było komiczne. Facet 28 lat nie potrafi porozmawiać, tylko pisze bo tak łatwiej. .A ja cóż, nie miałam ochoty z nim rozmawiać, więc wolałam już odpisywac na te wiadomości. Zastanawiam się teraz, czy wtedy już byłam w relacji z nim, a przecież tego tak bardzo nie chciałam. Z drugiej strony myślę sobie, że musimy jakoś koło siebie egzytsować. Może w ten sposób sama siebie rozgrzeszam? Nie wiem. Pewnie mowię to po to, by było mi łatwiej i abym się nie winiła za to. Jakiś czas później zaczęliśmy rozmawiać. Powiedział mi, że ładnie mi w czarnych włosach i cieszy się, że mnie widzi. Pomyślałam sobie, że ja nie. Później wyszłam na przerwę. On do mnie nie podszedł na tej przerwie, spędziliśmy ją osobno, on w sali, ja na korytarzu. Po czym, przyszła do mnie wiadomość od niego: Podejdż do sali, bo mam problem. A ja na to „po co?” , a on do mnie: „Coś mnie na kręgu zabolało i chciałem, żebyś zobaczyła, czy mam sine, ale już sobie poradziłem.” Hm… czyli chciał pokazac mi znowu częsć swojego ciała? Jeszcze próbuje, wciaż próbuje mnie podejść, miłe słowka, a to mnie gdzież zaczepi, a to gdzieś dotknie, a to prosi o coś takiego…Powiedziałam mu, kiedy weszłam do sali, że niech napisze do dowódcy, nie do mnie o to, aby mu sprawdził, czy na sine.

Po kolejnym dotknięciu mnie w końcu sie wkurzyłam i zapytałam się go, czy aby nie chce być zbity? Potem znowy zaczęliśmy rozmawiać… Powiedział mi „Nie stresuj się”. To go pogrążyło, byłam zestresowana, owszem, ale mam dosć już tego, że wmawia mi, ze to ja jestem ta słabsza i tylko ciągle się stresuje…. Obudził we mnie jeszcze gorsze instynkty.  I tu dochodzimy do sedna sprawy. Zapytał mnie, wyobraźcie sobie, czy aby mnie nie odwieźć do domu? A ja to tu mu „chyba se kur*a jaja robisz? Żeby Cię w domu wiedzieli? Pod domem? Ty mi jesteś tam najmniej potrzebny.” A on do mnie” Nie rozumiem w czym problem, ale okej.” A ja mu na to „No właśnie w tym, że nie rozumiesz w czym problem.” A on do mnie „Okej.” A potem dodałam. „Wiesz co, wkopałeś się tym pytaniem. Jesteś jednak głupszy niż myślałam…” Tak, to było niegrzeczne, wiem o tym, ale  nie mam sktupułów? Gdzie był te wszystkie dni, kiedy ja nie mogłam się podnieść z łożka? Gdzie był, kiedy ja płakałam i życie straciło sens? Gdzie był, kiedy nie spałam kolejną noc? Gdzie był kiedy nie potrafiłam się uczyć, kiedy brałam tabletkina uspokojenie, kiedy nic mnie nie cieszyło, kiedy moje szare dni zlewały się w całość? Gdzie był?! Dużo we mnie żalu do niego… bardzo dużo… Po zajęciach na mnie czekał. Ale zapytałam, czemu nie idzie do domu, odpowiedział, ze czeka na mnie. Ubrałam się i poszliśmy. Przed parkingiem  zapytał mnie raz jeszcze, czy aby mnie nie odwieźć, powiedziałam, że nie. Oboje na żarty zasaltowaliśmy i każdy poszedł w swoją stronę. Pomyślałam sobie „spie*dalaj ch*ju”.  W dzrodze powrotnej poczułam się fatalnie i w końcu zwymiotowałam z napięcia chyba. Dobrze, ze tego już nie widział.

Jest żałosny, nie potrafi porozmawiać, nie rozumie w ogóle co się zadziało, co się stało, jakby nigdy nic, chciał ze mną rozmawiać o myszach… Nie rozumie jak mnie skrzywdził, przecież jesteśmy przyjaciółmi, prawda? A to, ze się prawie przespaliśmy, że się całowaliśmy i tutiliśmy przez godzinę to nie ważne, to się nie wydarzyło… jego serce jest gdzie indziej… On niczego nie rozumie. Mam taką myśl, że nawet gdyby on zostawił sweoje kobiety i powiedział, że chce być tylko ze mną, to i tak nie zrozumielibyśmy się… On mnie nie rozumie.

Wzbudza we mnie najgorsze instynkty. Jestem arogancka, rozkazująca w stosunku do niego, klnę do niego i wyśmiewam się z niego w wiadomościach, np, że ” Nie suplementuję” wszystkiego, co się rusza””, jako podtekst… Myślicie, że zrozumiał? Skąd! Albo tylko udaje, że nie rozumie, bo tak jest wygodniej…

Moja wielka miłosć do niego przerodziła się chyba w nienawiść, jak powiedział mój kolega… z którym pisałam wczoraj po całtm dniu. Jak to czytasz, dzięki, że jesteś! 🙂

Czuję się dziwnie… chyba dlatego, ze nie chciałam być z nim w relacji,a  znowu w to weszłam, choć teraz już inaczej, wyżywam się na nim i tyle.

wolf-1227567_960_720

Oto moja postawa… 🙂 Nie poznaję sibie, w stosunku do nikogo się wcześniej tak nie zachowywałam…

Niespodziewany powrót Top Guna…

Zdążyłam się z niego wyleczyć, zdążyłam zacząć żyć dalej… By dowiedzieć się w niedzielę, że on… Chcę do mnie wrócić. Powiedział to siostrzeńcowi. F. Powiedział, że chciałby się pozbierać i napisać do mnie, spotkać się…Nie daje już rady, że ciągle coś w nim tkwi, że czuje się źle, że cierpi po moim odejściu… Chciałby dowiedzieć się co u mnie, ale tego chyba nie zrobi, bo nie wie, jak ma się odezwać do mnie… Siostrzeniec napisał mi, że widzi, co się z nim dzieje. Jest rozwalony emocjonalnie po rozstaniu ze mną. Nie jestem mu obojętna i cierpi. Został w końcu sam… Całkiem sam… Żadnej z nas już nie ma…

Na co ja napisałam mu, że on miał już swoją szansę, wtedy kiedy się spotykaliśmy, kiedy mnie całował, kiedy się tuliliśmy, kiedy całował mnie w czoło, przytulal do siebie i mówił te wszystkie mile rzeczy, kiedy rozmawialiśmy o rodzinie i dzieciach… A wiedział jaka ma sytuację. To był jego czas. Ja musiałam to zostawić za sobą, bo to byłoby toksyczne…

Dopadł mnie stres ale poczułam też radość. Wiem, to może źle. Ale cieszę się, że już nie dałam się złapać w jego sidła. Nie rusza mnie to. Czuję ulgę i radość. A on.. Niech cierpi. Niech zobaczy jak to jest cierpieć, jak to jest stracić to, na czym człowiekowi tak bardzo zależy… Jak to jest stracić plan na życie, cała nadzieję i miłość, jak to jest zostać w pustce i w niej żyć. Może potrzebuje tego doświadczyć na własnej skórze by zrozumieć co zrobił? Choć on chyba tego i tak nie zrozumie nigdy… Jak to jest budzić się rano i nie mieć po co wstać z łóżka.

Zostawiłam to za sobą i jestem wolna! Wolna od niego! Napisałam F., że nawet nie chce go widzieć… Nie chcę się z nim spotkać. Nie chcę, żeby mnie cokolwiek z nim łączyło. Jestem wolna i pro uje spojrzeć w przyszłość. Jego przy mnie nie było kiedy zdychałam, kiedy czułam się fatalnie, kiedy wylądowałam na lekach, kiedy świat stracił kolory… Kiedy nic nie miało już sensu. On wybrał swoją drogę. Niech teraz idzie do swoich kobiet, do swojej kochanki, którą tak kocha, niech ona go przygarnie. Tylko, że ona tak samo ma go gdzieś… Może się na nim poznała już wcześniej?

Dla mnie to temat zamknięty. Nie chcę z nim być ani mieć kontaktu. Zranił mnie i oszukał. Odebrał cała nadzieję, ale się podniosłam. Idę dalej. Patrzę w przyszłość. Nie próbuję już trzymać się kurczowo przeszłości. Jestem z siebie dumna! Wczoraj powiedziałam to terapeutce, ucieszyła się, choć zazwyczaj jest poważna i nie okazuje radości. Czuję, że idę do przodu. Powiedziałam też F. prawdę o tym, co między nami było z Top Gunem. Znowu był w szoku bo nie wiedział, że to tak daleko zaszło. Napisał mi też, że Top Gun nie nadaje się do założenia rodziny i on sam sobie tego nie wyobraża, jakoby Top Gun miał założyć własną rodzinę.

Chłopak, z taką samą historią jak ja nie okazał się lojalny. Okazało się, że przespał się dwa razy z inną, wtedy, kiedy mnie opuścił. Dla mnie jest to sprawa jasna. Zrobił to samo, co Top Gun, więc raczej nie mamy o czym rozmawiać w kwestii dalszego poznawania się…

Plącze się w relacjach. Ale chciałabym kogoś mieć, nadszedł taki czas, że chciałabym patrzeć w przyszłość, może z kimś innym, dla kogo byłabym ważna…Terapeutka mówi, że mam zasoby i potrafię obdarować kogoś prawdziwą miłością, że to piękne… Jakoś wzrasta moja wartość przez jej słowa…

woman-570883_1280