Może nie tylko ja mam pecha?

Dziś z rana zaskoczył mnie telefon, wśród tych wszystkich prób, by spać i chodzić, czasem jeszcze napływają do mojego mózgu jakieś informacje…

Więc rano był telefon, zadzwoniła ciocia… Wśród jakiejś tam rozmowy o zdrowiu zaczęła opowiadać co to jej wnuczka ostatnio nie przeżywa za koszmar. Jej wnuczka, musicie wiedzieć, jest dziewczyną, która już miała chyba z 10 facetów i zawsze związki jej się rozlatywały, nie wiadomo, czy to z jej winy, czy z winy faceta, ale kilka razy z winy faceta, bo ciotka żywo opowiadała jak to jeden ją wygonił w środku nocy z mieszkania, musiała matka po nią jechać i ją odebrać stamtąd. Innymi razem wyjechał bez słowa itp. historie.

Tym razem jednak było inaczej. Byli ze soba osiem miesięcy, planowali jakieś wakacje, chceli wynająć wspólnie jakieś mieszkanie, już poprzedstawiali się nawzajem rodzinie, podobno święta wielkanocne spędzili wspólnie, z rodzinami, gdy nagle dziewczyna dowiedziała się, że facet spotykał się z nią dlatego, że go była zostawiła, a odezwała się właśnie i oczywiście co zrobił? Poszedł do byłej… z nienacka. Teraz dziewczyna płacze, matka ją pociesza, trudna sytuacja. Ale to wszystko dało mi do myślenia, ze to moze nie tylko ja mam takie popieprzone relacje? I, ze to nie nasza (dziewczyn) wina, że faceci się tak zachowują? Przecież my tylko staramy sobie jakoś poukładać swobie życie, walczymy o swoje marzenia, o kawałek normalności, bliskości i ciepła… a co dostajemy? Odrzucenie i kilka przerwanych marzeń jak cienka nikta, no i kilka wspomnień, których lepiej nie mieć w pamięci… ja też bym chciała je wymazać. Co noc mi się śni Top Gun, jak rozmawiamy, jak gdzieś chodziny, jak leci samolotem w tym swoim mundurze khaki… NAwet nocy nie mam spokojnych, jestem cały czas taka napięta jakby mnie ktoś do prądu podłączył. Tak bardzo chcałabym pewnych chwil nie pamiętać, albo najlepiej, żeby w ogóle się nie wydarzyły… Choć muszę przyznać, że czasem czuję do niego obrzydzenie, jak sobie pomyślę o tych kobietach, jak czasem mi jeszcze o nich opowiada. Nie miał on nigdy kumpli? Tym bardziej, że powinien, bo to przecież wojsko… Powinien zamiast biegać od jednej do drugiej i im pomagać, po prostu czasem może wyjsć z kumplem na piwo? Nie byłoby to lepsze? Jeszcze mnie chce pomagać… podwozić, odwozić itd. Dobrze może w sumie, że jutro wylatuje do tej Słowenii na ćwiczenie bojowe…

Tak się zastanawiam, co się dzieje z tym świtem? Co się podziało w relacjach damsko-męskich? Dlaczego tak często zmieniamy decyzje? Czy w ogóle słowo w dzisiejszej rzeczywistości ma jeszcze jakąś wartość?

Chciałabym, zeby miało, sama ważyłam słowa w stosunku do Niego, ale czy to w ogóle się opłaca?

Może ja po prostu jestem jedną z wielu takich dziewczyn?

composing-2391033_960_720

 

Reklamy