„Ostatnie życzenie”

Rozrzuciłeś swoje grzechy na posadzce…

Powiedziałeś, że musisz iść.

Ja nie chciałam, byś odchodził tak łatwo.

Tak musiało być?

Zamykasz mi oczy swoim uśmiechem,

drażnisz końcówki palców aż do łez.

Słowa odbijają się w mej głowie echem,

które wypowiadasz, tak lekkie jak szmer.

Stoję na cmentarzu twoich grzechów,

na rozdrożu, gdzie przydrożny krzyż stał,

wciąż w blasku twojego uśmiechu.

Zastanawiam się, czy podnieść, czy zostawić je mam.

Ciężko mi znosić tę drogę,

a jednak chciałabym nią pójść.

Tam, skąd już wrócić nie mogę.

Tam, gdzie spełni się sen…

Gdzie ty jesteś, wiedzieć dzisiaj chcę.

Ostatnie życzenie…

Nie zostawiaj samej mnie…

Reklamy

Trwałam taka wtulona w niego i nie mogłam się ruszyć…

Wczoraj się coś stało, poczułam to aż za bardzo…wczorajszy dzień był dla mnie istnym szaleństwem… Dla Top Guna chyba też… Oboje nie mogliśmy zasnąć. Jadąc na zajęcia myślałam tylko o tym by przetrwać ten dzień. Dzień, w którym nic się nie wydarzy, dzień, który będzie tak smao nudny jak wiele innych dni w moim życiu… Takie nastawienie czasem pozwala przetrwać, te najgorsze albo nabardziej ciche chwile… Wiedziałam bowiem, że się z nim nie zobaczę albo zrobielę to tylko w przelocie. Idąc tam i zaczynając zajęcia nadal trwałam w tym stanie… Napisał do mnie około południa, zapytał się jak dotarłam. Zaczęliśmy rozmowę… Umówiliśmy się na dłuższą przerwę, na spacer… Ale kiedy wyszliśmy zaczęło padać więc zmieniliśmy plany i poszliśmy… Do auta na tylne siedzenie pogadać.

Podczas tych ostatnich rozmów w ostatnich dniach, które trwały nieprzerwanie i zeszliśmy na temat kompleksów.   Nie wspominałam tu chyba rownież, że Top Gun wcześniej podczas jednego wieczora wyslał mi zdjęcia na których jest nagi… I tak od slowa do slowa, zaczęliśmy rozmawiać o kompleksach… Powiedziałam mu wtedy, że jakieś mam, że nie koniecznie czuję się dobrze w swoim ciele…Poźniej stwierdził, że musimy kiedyś o tym porozmawiać, że gdybym chciała to chętnie mnie wysłucha, że mogę mu ufać i warto mu zaufać i uwierzyć…

I właśnie siedząc w tym samochodzie na tylnym siedzeniu zaczął tą rozmowę… Najpierw się śmialiśmy, nawet próbowałam to na początku obrócić w śmiech, ale nie dałam rady… Na początku  kiedy wsiadłam powoli zaczął się do mnie przybliżać, złapał mnie za rękę. Potem rozmawialiśmy o czymś neutralnym, ale powiedział, że i tak nie dociera do niego za bardzo to, co mowię w tej sytuacji i… Położył mi głowę na ramieniu… Potem zaczęliśmy rozmówę, której nie chciałam, bałam się, przecież nie jestem z nim aż tak blisko… A raczej nie byłam, bo wczoraj wszystko się przełamało. Powiedział mi o zaufaniu i jakiś tak dobrowolnie się otworzyłam. Powiedziałam mu o jednej rzeczy, której nie mówiłam nikomu, nawet swojej matce… Rzeczy, która bardzo mnie smuci i mi doskwiera, a nie mam osoby, której mogłabym o tym powiedzieć, bo wszyscy uważają, że to nie problem. Powiedziałam o tym, że jestem też drobna i chciałabym wyglądać inaczej pod względem postury…. Na początku, wsiadając do tego auta miałam takie myśli by uciec, po co ja tam w ogóle poszłam, miałam być na niego zła… A on, on najpierw położył na mnie rękę, powiedział że jest dobrze. Że wiedział, że to powiem. Zapytałam, czy nie mogł mi napisać, że już wie o moim kompleksie… Ale powiedział, że chciał, żebym to sama powiedziała, przecież wiem, że niektóre rzeczy nie są na telefon… Po czym, łzy mi prawie stanęły w oczach, chciało mi się płakać, a on mnie przytulił do siebie mocno… I powiedział, że mam się przy tym nie przejmować bo przecież mogę się komuś podobać taka jaka jestem, że wszystko jest ze mną wporządku, że wszystko jest dobrze. A potem dalej rozmawialiśmy, o diecie, o mnie, o moim ciele, o tym, co bym chciała zmienić, o tym, że mam pewne mylne spojrzenie wdrukowane w głowie przez Pana ze skrzydłami… I o innych rzeczach, których już nie pamiętam, bo leżałam taka wtulona w jego ramionach, a on mnie tulił do siebie i głaskał po włosach, mówiąc, że wszystko jest dobrze….

Powstrzymywałam płacz, przecież to nie tak miało być, nie tak. Przecież stłumił emocje do mnie, nie mieliśmy tak skończyć… Z drugiej strony powiedziałam mu o czymś bardzo intymnym. To też mnie rozwalało. Byłam cała roztrzęsiona w środku, wiedziałam, że nie powinnam mu pokazywać tej mojej twarzy, moich prawdziwych, najprawdziwszych emocji… Ale nie umiałam tego powstrzymać… I tak spędziliśmy wtuleni w siebie dobrą chwilę.

Potem widziałam, że chciał mnie zacząć całować, ale… chyba jeszcze nie jestem na to gotowa, nie znam prawdy, na którą jak on mówi, zasługuję… Więc pocałował mnie w czoło… Później go przytuliłam, chyba jak dobrego przyjaciela, ale nie wiem, czy tak to odebrał, wypowiedziałam „dziękuję”, tylko na to mnie było stać, tylko to słowo, mogło mi przejść przez gardło… Potem, poszłam na dalszą część zajęć, choć mało z nich wiedziałam. Czułam się jak po tym, kiedy mnie dotykał jakiś czas temu, miałam po prostu moralnego kaca… w  głowie kołatała się tylko jedna myśl „a co kiedy on jeszcze z nią nie skończył?” Czułam się dziwnie, choć jakiś czas temu napisał mi, że podobno to co było w jego życiu, już się skończyło…

Później, po skończonych zajęciach, chciał jeszcze gdzieś ze mną pojechać, posiedzieć w aucie, pogadać, pobyć… więc pojechaliśmy nad małą rzeczkę w okolice mojej miejscowości… Najpierw wyszliśmy na jakiś wiadukt, który tam był, oczywiście na tory kolejowe, choć się tego nie spodziewaliśmy… oczywiście zaczęliśmy się śmiać, z torami bowiem jest związana pewna przygoda Top Guna, jeszcze z poprzedniego związku, o której mi opowiadał podczas ostatnich rozmów… A później poszliśmy na spacer wzdłuż rzeczki, przytulając się i śmiejąc, głaskając… I muszę przyznać, że mimo tego wszystkiego, co się wydarzyło i tego wsztskiego, co może się wydarzyć za jakiś czas, to była urocza chwila… Chwila pełna ulgi, śmiechu i jakiejś dziwnej aury szczęścia unoszącego się w powietrzu mimo wilgoci, mokrych trwaw i zachmurzonego nieba wokół nas, z którego zaraz mógł lunąć deszcz… Zrobiłam mu parę zdjęć, a on mnie potulił, potem mu je wysłałam… To był taki tylko nasz czas, nasza chwila, bez nikogo innego, dla nas. Rzadko kiedy tak jest… coś w tym było magiczego…

Później odwiózł mnie do domu, przyszłam, usiadłam, cała w emocjach, jeszcze po tych wydarzeniach. Siedziałam tak, słuchając muzyki, czując na sobie jego zapach, na włosach… I nie wiedziałam co mam o tym wszstkim myśleć… Do czego to wszystko zmierza? Potem wysłał mi jeszcze, jak dla mnie śpiewa, a potem swoje zdjęcie, pierwszy raz od długiego czasu, dało się wyczuć, że był radosny, a nie przygnębiony. Później… później próbowałam coś w sobie zabić, stłumić, rzeczywiście… nie wiem, czy skuecznie…  Wieczorem, gdy kładłam się spać, choć wiedziałam, że nie zasnę, zbyt dużo wrażeń, on powiedział, że jeszcze się nie kładzie, że jeszcze posiedzi. Może też nie mógł zasnać…

Dziś się nie widzieliśmy zbytnio, nie było nawet okazji do spokojnej rozmowy… to smutne. Ma do mnie przyjechać we wtorek, mamy spędzić razem dzień, ma mi wreszcie wszystko to wyjaśnić, to, co się zadziało… a potem, potem nie wiem, co będzie…

„O udupienie totalne,
Niewiasty nosisz imię,
Ile Cię trzeba dotknąć razy żeby się człowiek poparzył?
No ale tak żeby już więcej ani razu,
Żeby już więcej za nic,
Żeby już więcej nie miał odwagi,
No ile razy?! – Razy, razy, razy, razy, razy…”

 

„Odejdę…”

Od dwóch dni po świętach mamy kontakt tylko wieczorami. Czasem coś napiszę, wczoraj ja napisałam, bo umówiliśmy się , że dam mu znać… Zdziwiło mnie jednak, kiedy chciał przedwczoraj przełożyć termin spotkania na jutrzejszy dzień, czy aż tak ciężko zaczekać mu do wtorku? Nie zgodziłam się jednak, bo w tym dniu miałam już inne plany. Nie wiem czy to dobrze, czy nie, ale przynajmniej po mojemu. Może powiecie, że nie umiem iść na kompromis, ale pójście z nim na kompromis mogło by różnie się skończyć. Cały czas gdzieś tam z tyłu głowy mam taki scenariusz, że on się chce tylko spotkać po to, by mi opowiadać o swojej byłej, że bardzo ją kocha i nie wie jak ją odzyskać… Po tym co zrobił, ciężko mi mu znów zaufać. Tylko czy wtedy przyjeżdżanie do mnie miałoby jakikolwiek sens? Może dla niego, nie wiem…

Podobno się o mnie martwi,  bo nie mogę zasnąć od dwóch nocy… Tylko, czy coś to zmienia?

„Odejdę po cichu, bez żalu i wstydu
Bez pożegnania, w nieznane
Odejdę po cichu, by nikt nie widział
Nikt o nic nie pytał, nie zatrzymał.

Odejdę! Powoli, tak bardzo boli
Kroki za drugim, trzeci
Od życia do śmierci
Do bólu z radości, tak prościej…”

The Bill  „Odejdę”

Może czasem wrzucę tu coś swojego, chyba potrzebuje czasu na wypisanie się…

Tymczasem…

To co się dzieje, przyprawia mnie o zawrót głowy!

Święta minęły. Mnie jakoś smutniej drugi ich dzień, ale to z powodu, że znów wróciły natrętne myśli. Odpędziłam je, na szczęście. Wczoraj doszło między mną a Top Gunem do początków szczerej rozmowy. Myślałam, że to wszystko już jest za nami, ale jednak… myliłam się. Powiedział mi, że w kwestii związków miał tylko jedną dziewczynę i partnerkę, opowiedział mi nawet o sprawach intymnych, trochę byłam zdziwiona,że tak otwarcie o tym mówi, kiedy dotychczas był tak bardzo zamknięty w sobie. Powiedział też, że myślał, że się z nią ożeni. Tak się jednak nie stało, nie wiem z jakich przyczyn… W sumie, czasem tak wychodzi. Ja też miałam plany z Panem ze skrzydłami na przyszłość, nie wyszło… cóż, tak bywa. Trochę niezręcznie się czułam kiedy o tym wszystkim mi pisał, ale w sumie, może z dwojga złego, to tak jest lepiej, szczerość… bo przynajmniej wiem na czym stoję, nie muszę się domyślać i mieć w głowie cały czas te całą sytuację… Nie wiem, czy już o tym tutaj wspominałam, ale kiedyś, kiedy nie było jeszcze tej całej akcji z jego byłą, zapraszałam go, żeby do mnie przyjechał, żebyśmy poszli na spacer albo na wycieczkę. Myślałam bowiem, że nie ma tak zwariowanego życia. jednak od tego czasu, kiedy chciałam go ratować, bo odebrane mu zostały wszelkie nadzieje,  i po tym, co zrobił,postanowiłam, że już go nie zaproszę… niech robi co chce, sam powinien wiedzieć czego chce. Wie, gdzie mieszkam, bo tyle razy mnie odwoził do domu… Po za tym, po co miałabym się z nim spotykać, skoro on nie wie czego chce i nie ma zakończonych jakiś spraw z przeszłości?

Jednak, o dziwo, wczoraj, sam zaproponował, że chce do mnie przyjechać… porozmawiać, wyjaśnić mi to wszystko… że jak będzie pogoda, to możemy iść na ten obiecany spacer, a jeżeli nie to siądziemy w jakieś knajpce i porozmawiamy, bo chce spokojnie porozmawiać. Cóż, zgodziłam się, choć nadal mam mieszane uczucia co do tego spotkania. Z jednej strony to dobrze, ze chce porozmawiać, opowiedzieć mi swoją historię życia, z drugiej boje się, że to, czego się dowiem zupełnie mnie znów zabije… z trzeciej cieszę się, ze w ogóle go zobaczę. Nie wiem co o tym myśleć… Dalej mam mętlik w głowie. Po za tym, powiedziałam już rodzinie, że to koniec, nie będzie mnie więcej odwoził, nie będę się więcej z nim spotykać, a tu nagle ma do mnie przyjechać? Do domu? Jak to będzie wyglądać? Jak mam teraz to wszystko odkręcić? Po za tym, nie wiem po co w ogóle chce przyjechać? Z jednej strony czuję, tak, jakby mu zależało, z drugiej obawiam się, że mogę tylko usłyszeć, jak bardzo ją kocha i co ma zrobić, żeby do niego wróciła, może bym coś poradziła… nie wiem, czego jeszcze mogę się po nim spodziewać, boje się, co wymyśli, z jego pomysłami… Wiedziałam,że ta chwila kiedyś nadejdzie, że będzie chciał się otworzyć, ale ja sama nie wiem, czy ja to zniosę i czy ja tego chcę…

 

 

 

 

Rozmowy o tym…

Napisał do mnie przedwczoraj, sam, ja się nie odzywam zazwyczaj teraz pierwsza. Od tej chwili jakoś ze sobą rozmawiamy. A może nie jakoś… przedwczoraj zachowywał się tak, jakby bardzo chciał, żebyśmy… zostali parą. Zaczęliśmy pisać w sumie na takie tematy, na które gada się tylko ze swoim facetem i tylko z nim, przynajmniej w moim mniemianiu. Wyszło na to, że ma ze mną mnóstwo fantazji… I , że chciałby to że mną zrobić, ale to chyba normalne, jak na faceta… Nie wiem, co mam o tym myśleć, czy to żarty? Czy rzeczywiście coś jest na rzeczy? Czy widzi we mnie tylko osobę do zaspokojenia swoich fantazji… W sumie, pisze mi to nawet przez całe święta… Jak ja się z tym wszystkim czuję? Z jednej strony miło, z drugiej mam totalny mętlik w głowie, jak wtedy, kiedy mnie dotykał. Ja też mu coś tam o sobie powiedziałam, ale dziś zakomunikował mi wprost, że miał tylko jedną dziewczynę w życiu… To jest przynajmniej jakiś konkret.

Święta, jakoś nie czuję tych świąt… jest ładnie, bo jest ładna pogoda i chyba ona jakoś mnie napędza… to, ze wszystko wokół kwitnie i się rozwija, długo czekałam na ten moment, za długo… Nie wiem, co jeszcze mogłabym napisać… Przed wczoraj i wczoraj miałam dobre dni, dziś jakoś wszystko ze mnie zeszło, znowu się babram w tych swoich myślach, wymyślając sobie tylko niepotrzebne, sztuczne kłopoty… Muszę to przerwać, muszę!

Czy to wszystko powinno takie być…?

Wczoraj pisaliśmy egzamin z ekonomii… Napisał do mnie po tym egzaminie. Oboje zdaliśmy, choć ja lepiej. Wysłał mi swoje zdjęcia, z chłopakami z biegu, bo akurat mieli zawody … Później jakieś dane parametrów z biegu. Mało z tego wiem, ale wiem, że to dla niego ważne. Potem zaczęliśmy rozmawiać… Wysłał mi filmik jak pali, coż, nie pochwalam ale trudno. Potem znowu doszło do wymiany zdań z podtekstami, mocno seksualnymi… Co prawda, uśmiałam się przy tym nie mało, ale sama nie wiem, w jakiej on mnie stawia sytuacji… Z jednej strony jest fajnie, może nikt nie nazwałby tego wielkimi slowami, ale czuje się miło w jego towarzystwie, coś tam sobie poprzeżywałam dobrego, ale z drugiej, chyba nie powinien się tak zachowywać, gdy ma jeszcze nie pokończone sprawy za sobą… Nie wiem, czuję, że to jakaś gra, taka niedokończona, a ja jakby nie mam w niej żadnego ruchu. On chyba odczuwa to wszystko podobnie… Generalnie chodzę, piszę, czytam, piszę, czytam, piszę, czytam, piszę blog, pamiętnik, eseje, wiersze, przelewam to wszystko co we mnie jest na papier… Zastanawiam się czy aby dobry kierunek studiów wybrałam, może trzeba było iść na filologię… Ba, może kiedyś tam pojdę, taki mam chwilowo plan…

 

Niewyjaśnione sprawy z jego życia…

Napisał do mnie w poniedziałek wieczorem, w zasadzie śmiesznie wyszło, bo chciałam mu coś wysłać w tym samym momencie… Zapytał jak się czuję, czy wypoczęłam… Dlaczego nagle zaczął się jeszcze więcej o mnie troszczyć? Odpowiedziałam, że tak, on, że nie potrafii. Szczerze to mi go żal, cały chodzi, ciśnienie ma zbyt wysokie, tętno to już w ogóle, nie sypia, pali… Nie wiem, z jednej strony powiedział mi, że kogoś skrzywdził, wszystkich, łącznie ze mną, z drugiej, że wini siebie, z trzeciej, że odebrał sobie całe szczęście i nadzieje, dlatego siebie też skrzywdził…, zczwartej, że wszystkie nadzieje zostały mu brutalnie odebrane … Na prawdę nie wiem już o co może chodzić… Kilka osób skrzywdzonych, odebrane nadzieje i chodzący cień… Cóż, może mi to kiedyś wyjaśni, ostatnio nawet pytał się, kiedy mam wolne, ale akurat wolnego teraz nie mam żadnego… Więc musi poczekać.

Pożartowaliśmy coś o tym, że by mnie porwał i suplementował bo mi to potrzebne. Na co ja odparłam, że wymagam delikatnego obchodzenia aię ze mną i dobrego traktowania mnie, na co odpowiedział, czy wątpię w jego delikatność i bez obaw…

Tak sobie myślę, jakie to wszystko jest pokręcone…Mam pecha w życiu czy jak? Pan ze skrzydłami może nie miał takiej przeszłości za sobą i tak pokręconych relacji, ale znów nie dałabym rady z nim być na dluższą metę. Szydził ze mnie, wyśmiewał, krytykował, wszystko było zawsze źle i nie tak… Na dodatek pił, czego chyba bym nie zniosła w życiu, dość już mam alkoholu i problemów przez niego teraz z sobą i całą rzeczywistością dookoła. Top Gun znowu, gdy jego cechy charakteru pasują do moich, dobrze się rozumiemy, potrafimy dobrze bawić, ale też poważnie porozmawiać, ma jakieś problemy, bliżej nieokreślone relacje i jakiś nieudany pięcioletni związek za sobą, nie wiem co jeszcze… Kiedy może dałoby się z nim dogadać, bo jesteśmy do siebie podobni, nie wiem, czego mogę się po nim spodziewać… To trudne.

Generalnie faceci w moim życiu dzielą się na takich, których darzyłam sentymentem i jakimś uczuciem i ci, którzy mimo czasu pozostawali mi obojętni. Może nie da się kochać wszystkich? Teraz widzę, że zależy to od osobowości… Osoby delikatne i subtelne, spokojne, zamyślone jakoś mnie ujmują… Pewnie mają te cechy, których brakowało mi w dzieciństwie… Zaś mimo upłuwu czasu na przykład nigdy nie poczułam czegoś podobnego do Pana ze skrzydłami, który czasem tylko zdawało mi się przejawiał takie skłonności. Wtedy wydawało mi się, że to jest to, ale może tylko mi się wydawało… Choć teraz czasem, szczególnie w okresie świąt to wszystko wraca do mnie i mi się przypomina, jakoś nie jestem w stanie za nim rozpaczać, po prostu, co aię zakończyło, ale nie czuję, by było to aż tak qażne, abym nie potrafiła przeżyć bez niego… Pamiętam dobre chwile i czasem mi ich bardzo brak, czuje sieę samotna, ale wiem, że zyć będę. Inaczej jest jednak choćby z Top Gunem. Inaczej było z M. za ktorym rok tęsknoty przelałam tu na blogu… Pamiętacie? A już zupełnie inaczej było z Indianerem, od którego w ogóle wziął się pomysł pisania tego bloga, Indianerem który zmienił moje życie… To są takie osoby, których się po prostu nie zapomina…

Apropo M. Dowiedziałam się kiedyś, kiedy byłam w tym strasznym dołku po akcji z Top Gunem, co tam u M. i dlaczego nasz kontakt się pierwotnie urwał. M.podobno kończy marnie, pije i nawet opowiadać nie potrafii…. Jest cały znerwicowany. A nie odezwał się wtedy, kiedy za pierwszym razem wyjechał, bo… Nie miał pieniędzy na koncie, choć teraz to dziwne, bo może sobie ściągnąć choćby WhatsAppa i pisać do dziadka. Ale widocznie nie chce…  Cóż, sprawa z nim jest już zamknięta. Ale przynjamniej dowiedziałam się czemu tak się stało…

Z Top Gunem sama nie wiem, jak ta sprawa się rozwiąże. Mimo wszystko chciałabym, żeby dobrze się to skończyło…