Obejrzałam „Tańczącego z wilkami”…

Życie bywa zadziwiające. Gdyby nie moja przygoda z blogowaniem i pomysł na opisywanie swoich przygód przeżytych z Chomiczkową i nie tylko z nią, może nigdy bym nie obejrzała tego filmu. Piszę „może”, bo westerny swego czasu pochłaniały mnie bardzo. Zapewne wiele z Was film widziało, jak i czytało również książkę o tym samym tytule, dlatego nie będę tutaj opisywać fabuły. Napiszę za to kilka refleksji…

Dla mnie ten film okazał się pewną bramą. Bramą do rozpoczęcia życia w zgodzie z naturą. Zawsze żyłam na uboczu, przy lesie, inaczej niż ludzie „z miasta”, ale to właśnie dzięki takim produkcjom widzi się na nowo urok tego całego miejsca. Nie było mnie tu kilka dni, może tydzień, może dłużej. Gdzie byłam przez ten czas? Otóż, spacerowałam po lesie, w śniegu, czy też nie, na mrozie, czy też nie, jeździłam konno i robiłam mnóstwo rzeczy na zewnątrz, przy tym wszystkim jeszcze miałam na głowie 3 cieżkie egzaminy. Egzaminy wczoraj zdałam, więc zaczynam życie jakby na nowo… Przez ten cały czas prawie zapomniałam o tym, że mam komputer. Ale to było mi potrzebne, odcięcie się na chwile od tego świata i skupienie się na całkiem innym wymiarze rzeczywistości, by zobaczyć życie od całkiem innej strony… To jeden z takich filmów, po którym potrafię przystanąć, zastanowić się co tak na prawdę jest ważne, co kryje się w głębi życia, w jego znaczeniu. Chyba potrzebowałam czegoś silnego, co odwiodłoby mnie od nakręcającej się spotali narastających myśli, trzeba wspomnieć, że przed tym tygodniem przeżywałam znów atak silnie nawecających myśli i nie potrafiłam się uspokoić i zakceptować. Wtedy tylko Top Gun o tym wiedział i rzeczywiście powtarzał mi, że będzie dobrze, że musi być… Nie wierzyłam, ale z czasem, kiedy zaczęłam się bardziej uspakajać, jakoś to do mnie docierało. Może na prawdę, mnie uratował? Tak, czy ineczej, dalsza czesć przygód z nim też powstanie…

Poczułam, że odkrywam życie na nowo, że jest jeszcze przecież tyle nie przetartych szlaków, którymi można podążyć. Wtedy zwykły spacer, czy przejażdżka ma inny wymiar, kiedy odkrywa się wszystko na nowo… tak, jakby doświadczało się tego po długiej nieobecności gdzieś i doceniało raz jeszcze… a może po prostu mnie długo tam nie było…?

Zastanawiam sie też dlaczego ludzie tworza takie filmy? Dlaczego je oglądają? Do głowy przychodzi mi tylko jedna teoria… W tym całym kryzysie wartości ludzie poszukują prawdy, prawdziwych emocji czy historii ukazujących człowieka poszukującego życia w zgodzie z samym sobą. Tęsknią za tym. Tylko, czy ktoś takie filmy jeszcze ogląda?

tanczacy-z-wilkami-1990_20150711121936

 

Top Gunie… uratuj mnie!

Top Gunie… uratuj mnie! Znowu naszły mnie natrętne myśli i znów nie umiem sobie z nimi poradzić, krążę w kółko, mieszam się, boję… Ostatnie trzy dni były jakby zlane w całość, wiem, że zakładałam parę razy znów mój drugi blog, sama już nie wiedząc co z nim zrobić… Nie potrzebnie go kasowałam, nie ważne. Mój błąd. Czasami w takich stanach jest mi bardzo ciężko i coś wydaje się być bezsensownym, potem zaś znowu chcę do tego wrócić… wrócę, tylko musi się uspokoić. I tym razem razem jakby nie Top Gun to chyba bym wciąż trwała w tym stanie… jakiegoś przedziwnego napięcia. To chyba kolejny objaw nerwicy…

Top Gun jest chory, nie dość, że już go pobierało, to jeszcze wczoraj w nocy zorganizował marszobieg w pobliskim lesie i nim przewodził. Dziś na dobre go coś rozbiera, ma gorączkę i kaszle, leży… Więc dałam mu całą instrukcję na chorobę, a on mnie pociesza rozmową. Wiem, ze mam kogoś, do kogo zawsze mogę napisać, jak jest źle i mnie poratuje dobrym słowem, to ważne, nie czuje się już taka samotna. Zagrozenie powoli mija, jestem sobą. Dziś dzień płynie mi spokojniej i melancholijniej, czuję, że wróciłam do żywych po kolejnych trzech dniach 🙂 Dziś walnetynki, może to nie są najlepsze walentynki o jakich marzę, ale coś w tym dniu jest dobrego, to coś, co sprawia, że czuje się o wiele spokojniejsza… może to Top Gun?

Uratuj mnie

 ode mnie samej,

od tego co w sobie mam.

Może dziś sprawisz,

że znów się stanie,

bezpecznym miejscem,

ten cały świat…

95974_spiaca_dziewczyna_wilk

Relacje, eh relacje…

Witajcie z ten ponury dzień… Jakiś bardziej mi się wydaje ponury niż zwykle…Może to tylko mój wewnętrzny odbiór? Top Gun się nie odzywa, jak na razie, może dziś się odezwię, albo ja do niego napiszę z zapytaniem. Muszę przyznać, że ostatnio naszła mnie refleksja, że jest w stosunku do mnie dobry, naprawdę… jakoś tak. Niby nie nadskakuje mi, ale czuję się od niego jakąś życzliwość na kilometr, ma podobne poglądy, sprawy w życiu, rozumiemy się i to jest chyba w tym wszytskim najpiękniejsze. W całej tej relacji… Nie wiem, dokąd ona prowadzi, ale wiem, że chcę, by trwała.  Pomaga mi i wspiera w trdnych chwilach. Mam do zdania jeszcze trzy egzaminy, na które materiału jest multum, już się trochę na nie uczyłam, ale jeszcze trzeba podszlifować, tak, aby był jakaś dobra ocena. Chwilowo usunęłam też mój drugi blog. Dopadła mnie jakaś chandra i nie miałam pomysłów na pisanie na nim. Może kiedyś wrócę do tworzenia jakiegoś blogu. Na razie, po prostu nie mam na to sił. Pogoda mnie dobija, chciałabym już wiosnę….

 

 

 

 

 

 

Cisza…

Ostatno pisałam o tym, że można tęsknić za facetem, a właściwie za żołnierzem i choć sytuacja ta naturalną wydaje nam się w Polsce, bo przecież kiedy spojrzymy na naszą historię, tak właśnie często bywało wśród kobiet jeszcze parę lat temu, to stwierdzić muszę, że cała ta sytuacja mnie rozbawiła w sobotę rano, kiedy to dostałam od niego wiadomość z zapytaniem, co się ze mną dzieje?

Okazało się bowiem, że Top Gun próbował się ze mną skontaktować, ale przez mój głupi telefon, który akurat stwierdził, że nie bedzie wyświetlał powiadomień, nie mógł. Na dodatek wiadomość tą odczytałam jak zapytanie o stan obecny, bo przecież mieliśmy się spotkać na zajęciach, a mnie nie było, a nie jako pytanie ogólne, bo zniknęłam mu z radaru na jakieś parę dni i się martwił, a także myślał, czy nie czymś nie obraził. W sumie… ja też się zastanawiałam, co tam u niego, dlaczego jest taka cisza przez tyle dni… Cała ta sytuacja śmiesznie wyszła, ale wszystko sobie wyjaśniliśmy… Obawiał się, czy aby mnie czymś nie obraził i po prostu nie chce się oddzywać, a to znaczy, że mu zależy…

 

 

 

Można tęsknić za facetem…

Dwa ostatnie dni są dla mnie jakieś przełomowe. W końcu czuję, że zaczyna się coś dziać. Wróciłam do starych, zakurzonych miejsc. I muszę przyznać, że nie wiem dlaczego, może to nuta ciekawości, a może po prostu realizuje swoją tęsknotę za dawnymi czasami w ten sposób. Po praz pierwy chyba w życiu też na poważnie poczułam się bardziej staro… Odświeżyłam też muzykę, którą lubię… niby nic nadzwyczajengo, ale dała mi jednak jakiegoś kopa. Młodość pewnie nie mija, to my spychamy ją na dno i o niej zapominamy, ona jest ciągle w nas, o ile zdecydujemy się do niej dotrzeć. Przypomiały mi się dawne czasy. No dobrze, nie tak dawne, ale miłe dla pamięci. Czułam się dobrze. Jednak wieczorem coś mnie naszło, aż w końcu poznałam co to jest… tęsknota. Zwyczajna ludzka tęsknota. Nie sądziłam, że kiedyś jeszcze ją poczuje. Od końca Pana ze skrzydłami myślałam, że to koniec, definitywny. Żadnych relacji, żadnego angażowania, po co? Skoro i tak nie wychodzi. Świat teraz to zlepek jakiś tworów, mniej lub bardziej kształtnych, zwanych ludźmi, których ni chu.. nie zrozumiesz. Udało mi się wytrwać w tym postanowieniu do teraz… kiedy po prostu zaczęłam tęsknić. Top Gun nie odzywał się od trzech dni. Przez ten cały czas zdążyłam przyzwyczaić się do jego obecności, chyba do niczego wiecej. Po prostu był. Tyle mi wystarczało. Teraz jakoś zamilkł i nie wiem czym to jest spowodowane, pewnie jutro się odezwie. A na razie, po prostu się sobie trochę dziwie. Zwyczajnie tęsknię za facetem.

Rozmowy przy kawie z nim, w biały dzień.

Jest chłodno, choć jak na zimę, dość ciepłe powietrze. Pod butami pluska rozlatujący się śnieg i powstała z niego woda. Idziemy przez miasto. Przez to samo miasto, w którym spędziłam z Chomiczkową ten przedziwny czas i które nieodłącznie już chyba będzie kojarzyło mi się z tą historią. Wszystko dzieje się szybko i dynamicznie, ale choć są to chwile, zapisują się w pamięci jakoś trwalej niż te zwykłe. Emocje? Pierwszego dnia szliśmy bez celu, ot, niby spacer, rzucony przez przypadek przez Top Guna na czas przerwy między zajęciami. Więc idziemy… we trójkę, z jego kumplem z pracy. Ludzie nas mijają i choć zazwyczaj te sama trasa, wydaje mi się monotonna, jakoś tak tym razem wygląda inaczej… Top Gun się co chwilę ogląda i na mnie spogląda… W trakcie spaceru nasuwa się pomysł, by wstąić jeszcze na kawę. Wchodzimy do małej kawiarni, by coś kupić. Nikt nikomu nie stawia, ale robi się jakoś przyjmenie…. siedamy na wysokich barowych krzesłach. Rozmawiamy… o pracy, o przyszłości, o planach, wreszcie o szkole, śmiejemy się. Następują minuty ciszy, jakoś tak drętwo się czasem robi ze względu na tego kumpla, pytam o pierdoły, by jakoś zapchać czas słowami. Wszystko mija tak szybko, jak film w głowie. Top Gun mnie zaczepia, a to gdzieś dotknie, a to szczypnie…  Za chwilę musimy się już zbierać. Wracamy, prawie biegiem na zajęcia… atmosfera jest napięta, ale miła.

Drugiego dnia znów maszerujemy tą samą trasą. Nie jest już tak ciepło, ale nie ubieram szalika, jakoś chyba nie ma na to czasu… tym razem wchodzimy do innej kawiarni, położonej obok, jest jeszcze droższa, ale to… ta sama, w której spędziłam z Chomiczkową wiele chwil na długich i obfitych rozmowach, czasem we łzy, czasem w śmiech… raczej o facetach. Wracają wspomnienia. Siadamy przy stoliku, w miejscu, z którego bardzo lubiłam obserwować przechodzących ludzi…Top Gun znowu na mnie zerka co jakiś czas i się uśmiecha. Czuję się dziwnie, są ode mnie starsi, jeden o 10 lat… w tej kawiarni bywałam już z różnymi osobami, ale nie ma tej babeczki, która dotychczas tam była. Gdyby była, mogłaby mnie jakoś skojarzyć… Siedzimy, też we trójkę, rozmawiamy, tym razem o jedzeniu, o książkach, przypominają się im też młode lata, kiedy to byli jeszcze młodymi chłopakiami, wypuszczonymi na wolność i rozrabiali. Kumpel Top Guna opowiada jakąś historię z nad jeziora. Ja zaś nie wytrzymuję i mówię, że ta kawiarnia kojarzy mi się z wyprawami razem z koleżanką. Dostajemy swoje zamówione produkty. Na cukrze w torebkach jest napisane „chwilo trwaj”. Ten drugi zaś widzę, że cały czas na mnie zerka i się uśmiecha. Potem zapada jakaś chwila ciszy, znowu robi się cicho i jakoś niezręcznie… W końcu, po którejś już chwili ciszy rozlega się głos kumpla Top Guna, by już isć, powoli wrócimy na zajęcia, by nie biec jak zwykle. Zgadzamy sie na tę propozycję i powoli zbieramy do wyjścia. Na koniec dnia odwożą mnie jeszcze do domu. Na początku nie chcę, ale perspektywa czekania dwóch godzin sprawia, że się z nimi zabieram. To miły gest, że Top Gun choć bez swojego samochodu, tylko z wypożyczonym jeszcze podrzucił mnie do domu, a ponieważ wiadomym było, że przy kumplu tak owartym być nie można w stosunku do siebie, to też cały czas wysyłał mi Top Gun jakieś wiadomości na telefon, tak, by nikt tego nie przeczytał. A to, że ładnie wygladam, a to, żebym wyszła do niego z nim porozmawiać.

Takie niby małe chwile, choć zdarzają się każdemu i chyba wiele razy w ciągu życia, jakoś bardzo zapadają mi w pamięć. I nie wiem, czy jest to jakaś magia przeżywania czy po prostu blask wydzielanych hormonów. Może kiedyś ulepię z nich coś bardziej sensownego.

obraz-filizanka-kawy-z-lodami-fp-1159-p_36311

Czuje się, jak na huśtawce…

Jeszcze przed wczoraj pisałam tu o cieniu wątliwości, o myślach, jakie mnie dopadły w związku z Top Gunem i całą nasza relacją. Jednak po dniu wczorajszym znów niczego konkretnego niby nie wiem, ale czuje się jakoś lepiej. Jak przy mnie jest, jak rozmawiamy, śmiejemy się, kiedy widzę, że on sam chce kontaktu i nie narzucam się mu swoją osobą. Jeden dzień jest taki, drugi inny, pełen wątpliwości. Czuję sie jak na wielkiej, rozbujanej huśtawce, co się wzniosę, to znów lecę w dół i wiem, że to przez własne myśli, nie wiem nawet, czy słuszne.

-Pytasz mnie, czy wszystko u mnie w porządku, czy się dobrze czuję?

Co mam na to odpowiedzieć?

Że tak? Znów mówić, że wszystko jest w porządku, choć wewnętrz targają mną wątpliwości co do tego wszystkiego?

Czy, że nie… bo nie mam sił już być z tymi wszystkimi bijącymi się myślami… Czy wszystko zrobiłam tak, jak należy, czy znów będziesz próbował mnie oceniać, jakoś kladyfikować, jak inni?

A może za szybko chcę znać odpowiedź na kilka pytań? Może jeszcze nie nastał dobry czas…

697100