Przystanąć w pędzie…

Od weekendu czułam się jakoś źle… coś mi przeszkadza, nawet nie wiem do końca co to jest. Jestem zmęczona…  tyle nauki przede mną, nie mam nawet czas na wytchnienie, nauka, praca, nauka praca, nauka, praca i tak w kółko. Wieczorem padam zmęczona na łóżko. A jednak załapałam mimo to kontakt z sobą( przy takim trybie pracy czasem go tracę i wtedy też mi nie wygodnie), i coś uwiera. Dużo stresu, dużo zmęczenia i jakaś pustka. Top Gun stara się mnie pocieszyć jak umie, czasem zauważam, że już nawet to mi nie pomaga. Czasem już nawet relacja z nim nie daje tyle pozytywnych wrażeń, co kiedyś… nie dawała, przynajmniej przez weekend. Wczoraj jednak wszystko się jakoś zmieniło. Po tej pustce nastąpiło jakieś wyciszenie, może dlatego, ze już nie muszę iść do ludzi, których nie lubię? Przy których czuję się po prostu źle? Chyba nikt nie chce przebywać w takim miejscu. W weekend pójdę do innych, pewnie będzie lepiej…

Chcę odsunąć od siebie wszystkie myśli, które mi nie dają spokoju, które mnie usilnie gnębią,na tym traci się tylko życie, a nie o to w życiu chodzi, by tracić kolejne dni…Na razie, jakoś o dziwo mi się to udaje i nie zaprzątam sobie głowy niepotrzebnymi rzeczami, tak jakbym wreszcie nie dopuszczała swego perfekcjonizmu do głosu. Czuję się z tym jakoś lepiej, jakoś lżej mi z tym. Dość już mam wyrzucania swoich myśli na śmietnik… Dałam też sobie czas, nie wymagam od siebie nie wiadomo czego, to przynosi taki spokój…

plaza-morze-bialy-lato

Reklamy