Rozmowy niekontrolowane wieczorem. O śmiechu, całowaniu i seksie…- ciąg dalszy.

A więc tak, dziś tylko krótko, ale treściwie. Wczoraj, po prawie dwóch dniach milczenia po tym, co wysyłał mi w wiadomoscich w niedzielę, zdecydował się odezwać. Na początku znajomości to ja jakoś częściej się odzywałam, bo albo zwyczajnie czegoś potrzebowałam, albo po prostu było mi jakoś po drodze, dysponował jakimiś informacjami do szkoły lub coś w tym stylu, albo po prostu fajnie było pogdać i się pośmiać.

No więc odezwał się… jak zwykle na neutralnym gruncie. Napisał, że ma dla mnie dużo podarunków ze swojej armii. Potem chwilę popisaliśmy całkiem koleżeńsko, znowu, tak, jakby tamte słowa nigdy nie padły, ale ponieważ było już późno i oboje musieliśmy iść spać, oczywiście musiał zakończyć to pozytywnym akcentem z jakimś podtekstem i oczywiście znowu padło na seks… I tak się zastanawiam, czego on może ode mnie chcieć, oczekiwać pisząc takie słowa? Czy to tyko żarty? A może znowu trafiłam na nieudanego kolesia, który chce tylko jednego, a później będzie rad obrócić się na pięcie i tyle będę go widziała? Sama nie wiem. Po całej tej historii z Panem ze skrzydłami, gdzie ja w głowie układałam dalsze plany życia, podczas, gdy on miał mnie i moje myśli głęboko w dupie, nie wiem, czego mogę się spodziewać po tym świecie…po takich relacjach. Niby „może być tak pięknie”, ale nie wiem. Zaczynam mieć jakieś małe wątpliwości. A może to po prostu samczy instynt i po wielu latach w armii nie umie inaczej? Reszta jego zachowań, poza jakimiś tekstami, nie wygląda, tak, jakby chciał tylko jednego, ale… kto by tam za facetem trafił.

people-2561053_960_720

 

Reklamy