Czuję wolność! Zaczęło się coś dziać…

Muszę Wam napisać, że coś się w moim życiu dzieje, tylko jeszcze jakby… nie wiem co. Ale czuję, że coś powoli, małymi kroczkami zaczyna się zmieniać, isć do przodu. Może to ja sama? Zmieniłam się, oj tak. Od czasu zakończenia relacji z Panem ze Skrzydłami jakoś inaczej podchodzę do ralcji, jakoś tak… bardziej na luzie, choć myślę podobnie i może wtedy nawet wychodzi lepiej? Czuję, że mogę sobie dać więcej luzu, więcej radości, jakoś pogodniej spojrzeć na życie… Jakoś się podnieść i isć dalej, w końcu od jutra Nowy Rok 🙂 Jestem jakoś o wiele spokojniejsza niż byłam przedtem, wrzuciłam na luz i chcę zrobić wiele rzeczy, ale już nie dla innych, a dla samej siebie. Nigdy się mną nie przejmowałam, teraz chcę wreszcie zająć się sobą, swoimi potrzebami. Na reszcie poczułam wolność, wolność, od schematów, wolność or tego wszystkiego, co sama sobie wpajałam przez długie lata, to takie nieziemnskie uczucie! Mogę realizować swoje pasje, rozwijać się, przestałam siebie ciągle oceniać, zadręczać się tym, co pomyślą inne osoby…

Czas od Świat mija mi na ciągłych rozmowach z Top Gunem. Stara się, widać to po nim, jakoś tak naturalnie ta relacja ewoluowała do miana czegoś na kształt dobrej znajomości. Kiedyś zapytałam go, czy mogę mu coś szczerze powiedzieć. Na co on odparł -Przecież wiesz, że możesz. Tak mi to dało do przemyślenia taką kwestię otwartości. Mało jest osób w moim życiu, do których mogę coś powiedzieć tak otwarcie. To dla mnie nawet dziwne, bo z żadnym facetem nie mogłam sobie porozmawiać o tym, jakie mamy społeczeństwo, plany na przyszłosć, nawet o tym, czy chcemy mieć rodzinę, jakie mamy podejście do życia. Tylko jeden temat pozostaje jeszcze w sferze milczenia, oczywiście temat naszej relacji… Wczoraj odczułam, że bardzo chciałby mnie zaprosić na spacer po lesie, który rośnie koło jego mieszkania, jedak później przez zbieg wypadków i sytuację, która go spotkała, temat ucichł.

Czuję, że po tych Świętach i po tych rozmowach coś się przełamało w tej znajomości, jakby „wskoczyła” na wyższy szczebel, jest jakoś tak bardziej otwarcie i radośnie, nie rozmawiamy już w większej mierze o szkole i sprawach z nia związanych, ale też o całkiem prywatnych sprawach. Z jednej strony mnie to cieszy, z drugiej, nie chcę sobie robić nadzieii, bo potem będę tylko czuła żal i rozczarowanie, ale postanowiłam, że resztę zostawię czasowi… w końcu człowieka nie można poznać od razu, potrzeba na to czasu i różnych sytaucji.

girl-1219339_960_720

Reklamy

Świąteczne rozmowy i o dalszych podchodach słów kilka.

W Święta zawsze każdy ma trochę więcej czasu. Przynajmniej wśród tych, którzy święta spędzają w gronie rodziny. I tak, czasem przy świątecznych rozmowach można się czegoś dowiedzieć, tównież o tyh, o których nie słyszy się na co dzień bo albo nie chce się o nich słyszeć, albo dawno gdzieś ślad po nich zaginął. I tak było tym razem.Podczas pogawędek przy świątecznym obiedzie, dowiedziałam się co nieco o dalszych losach M., Małej, a także Pana Blond 🙂 Choć jakoś nie chciałam o nich zbyt dużo wiedzieć, szczególnie o M.

M. podobno rzucił szkołę, zaraz po osiemnastce i poszedł do pracy, na taśmę w jakiejś firmie produkcyjnej, robiącej części do samochodów. Zarabia po trzy tysiące i jak narazie go to cieszy. Chce się wyprowadzić od ojca.- Byłam w szoku muszę przyznać, nie dlatego, że okazał się tak samodzielny, ale, że postąpił tak bezmyślnie. Przecież on nie ma nikogo, a jeśli zdobyłby choć jakiś zawód, mógłby się już na dobre usamodzielnić. Próbowali go podobno przekonywać, ale nic nie mogą zrobić, gdyż nie ma argumentu. Fakty są takie, że wiele magistrów jest bezrobotnych, więc… tak lepiej… Nie ma argumentu. Nie wiem, czy on nie widzi, że nie ma osoby, która mogłaby mu pomóc za kilka lat? Mąż mamy pewnie by chciał, ale co on zrobi, skoro jest tak daleko? M. jest tam skazany na siebie samego, tylko. I choć kiedyś mnie wkurzył, to jednak nie życzę mu źle, ale jeśli dalej będzie tak postępował i nie myślał co będzie za kilka, kilkanaście lat to nie wiem, jak skończy się jego historia. Do tego te pieniądze, pewnie odbije mu szajba, jak to takiemu młodemu chłopakowi, skoro nie myśli o przyszłości, to jest to możliwe.

Pan Blond, który był jedną z dwóch rozrywek podczas pamiętnych wakacji, gdzie spotkałam Łapacza Krokodyli i całą wesołą trupę, i z którym całkiem fajnie się gadało podobno ostatnio przybył na jakieś spotkanie w większym gronie. Jakoś żyje, był taki jaki jest, ma dziewczynę, jakąś brunetkę.

Mała kończy szkołę i chcę iść na dietetykę albo na hotelarstwo. Hotelarstwo by jeszcze uszło, choć język trzeba znać, ale dietetyka? Zdziwiło mnie to. Ta jest mnóstwo biologii, chemii, matematyki. A skoro nie zna tabliczki mnożenia to może być kiepsko. Mama mówi, że nawet fajna z niej dziewuszka, jakoś tam próbuje sobie radzić. A to pójdzie na łyżwy, a to kupiła sobie lampkę do robienia paznokci to coś tam próbuje dłubać. Świat się jakoś kręci, choć każdy jakby poszedł w swoją stronę. Cóż, może dziwie się przyznawać, ale ja nawet się cieszę, że wyszło jak wyszło. Bo jakoś niespecjalnie czułam się w tamtym  całym towarzystwie. Żal mi chyb atylko relacji z M. Jakiś sentyment do niego mam, a może bardziej do tego fajnego czasu, jaki z nim spędziłam, do tych ciepłych i słonecznych wakacji. Wiem, że już nigdy prawdopodobnie go nie zobaczę, ze się zmienił i, że tematego M. już nigdy nie będzie, gdzieś zniknął, ale jednak w mojej pamięci, gdzieś głęboko jakoś został taki, jak był wtedy. Choć to dzieciak i teraz wiem to na pewno.

Top Gun cały czas próbuję się jakoś do mnie dopchać. Ostatnimi dniami, jakoś to całe nasze pisanie i rozmowy zamieniły się w jawne podchody. Nie wiem, jak będziemy się czuli, gdy się znowu spotkamy, bo po tych tekstach jakie teraz do siebie wysyłamy, to może być dość dziwna sytuacja, tak się spotkać. Ale dałam sobie czas i możliwość na trochę luzu, nie zawsze muszę być pod kontrolą, mogę śmiać się i bawić. To takie dziwne, napisać jest dużo łatwiej niż powiedzieć, tak prosto w oczy… z emocjami na twarzy. Wczoraj, kiedy mi pisał coś na dobranoc, wypalił jeszcze, niby, w żartach, żebym „spróbowała z nim zamieszkać”… Na co ja napisałam, że muszę isć już spać i rozmowa się jakoś urwała samoistnie. Dziś pewnie znowu napiszę. Ciekawa jestem jak się ona potoczy dalej…

 

I już po Świętach… trochę smutno…

Minęły mi Święta. To tylko dwa dni, kiedyś, jako dziecko były o wiele dłuższe. Później zastanawiałam się, dlaczego ludzi tek starają się, gdyż to tylko dwa dni, teraz… dni mijają mi tak szybko, że zanim się obejrzę, już gdzieś znikają. Dzień przed Wigilią i w Wigilię było mi jakoś smutno. Znalazłam też jedną piosenkę, która to podsycała, ten smutek. W Wigilię jak mało kiedy, chciało mi się zwyczjnie płakać. Zostałam sama w te Święta. Ludzie, nawet nie składali życzeń, jakoś tak, te święta wydały mi się minimalistyzne w tych działaniach. Zaledwie parę osób, które powiedziały mi coś miłego. Ale i dobrze, bo życzeń jakoś w tym roku słuchać nie mogłam. W Wigilię też zaczęło wszystko do mnie wracać…. Cała historia z Panem ze skrzydłami, jego słowa… puste chyba… Myślałam, że trzecie Święta spędzimy razem, z rodzinami, że nasze rodziny w końcu się poznają. Nie znały się, choć wiele razy zapraszałam jego rodzinę do mnie, ale on nawet nie przekazywał mojego zapraszenia…  że będzie jakoś tak rodzinnie, że będzie nas więcej w ten czas. Wiem o tym, że był ateistą i całe te święta go denerwowały. W sumie, co za dziwny człowiek… denerwowały go lampki świąteczne, to, że ktoś się cieszy, to, że ludzie mają choinkę… Założe się, że te święta przesiedział i przegrał w jakąś grę na komputerze. Zawsze tak było. Matka gotowała, a on grał. Wykazując swoje zniechęcenie i niezadowolenie z tego, że są święta. W sumie, mogłabym na palcach jednej ręki policzyć rzeczy, które w ogóle na tym świecie go interesowały… I tak jakoś zrobiło mi się smutno, samotnie.

Pod koniec dnia, już w zasadzie późnym wieczorem napisał do mnie Top Gun, wysłał mi życzenia… Zazwyczaj ludzie składają sobie życzenia w stylu zdrowych, wesołych itd, a takich życzeń, muzę przyznać, nawet bardzo obiektywnie nie dostałam od nikogo jeszcze. Takie zupełnie inne i zupełnie naturalne. Miłe to było.. no i tak od słowa do słowa, zorientowałam się, że on spędza Wigilię samotnie. Potem tak jakoś wyszło, że przegadaliśmy te całe święta prawie… O wszystkim, o planach, noworocznych postanowieniach, obserwacjach świata, a także poglądach, planach na przyszłość jakie ma każde z nas… Czasami śmiesznie i jak zwykle, z podtekstami, ale czasami też bardzo szczerze, aż smutno się robiło… Pisał o tym, że zastanwia się co to będzie za parę lat. Też z niego jest chyba samotnik, choć mnie to zdziwiło, bo wydaje się być dość przebojowy. Wydaje się też, że jest na serio mną w jakiś sposób zainteresowany…

Przynajmniej nie było mi tak smutno, a jeśli już było, to może nie było mi tak bardzo samotnie.

No cóż, święta minęły. Za chwilę Sylwester, który też spędzę w domu, zapewne oglądając sztrzelające pobliskie petardy…

Cóż, Ktomaszu, na razie taki rozwój wypadków, musi Ci wystarczyć 😉

 

O Nowym… i coś na Święta!

Wszyscy wkoło szykują się na Święta, wokół mnie pełno choinek , przystrojonych lampkami i uśmiechów na twarzach. Te święta są jakoś spokojniejsze, bez zabiegania o to, żeby ktoś był szczęśliwy, żeby ktoś mógł się cieszyć, kiedy i tak nie chciał tego robić. W te święta czuję, że odpoczne. Tak prawdziwie, wreszcie. Musiałam zrezygnować z jednego kierunku… moich wymarzonych studiów, dostać się na nie dostałam, ale dojazdy zabrałyby mi tyle czasu, że cóż. I tak mam jeszcze dwa, na których teraz chce się skupić. Szkoda mi tego, ale nie dałabym rady z dojazdem. Może kiedyś w życiu będę mieć jeszcze możliwość coś zrobić w tym kierunku.

Miało być o czymś nowym, a właściwie kimś nowym więc już piszę. Otóż, parę dni temu poznałam pewnego chłopaka, zupełnie przez przypadek i okazało się, że on jest z rodziny z problemami, podobnymi częściowo do moich. I choć na razie zamieniliśmy parę słów, ukazała mi się nieszczęśliwa postać, targana przez życie różnymi wirami. Obraca się on bowiem w towarzystwie muzyków, artystów, pisarzy, niestety, ale temu również towarzyszą narkotyki i dość frywolny sposób życia. (Sama nie wiem, czemu mnie do takich ludzi ciągnie…sztuka?). Jednak o dziwo, interesujemy się ta samą muzyką i tymi samymi czasami z przeszłości… A na dodatek ma na imię dokładnie tak samo jak Indianer… I powiem Wam tak szczerze, że zaciekawiła mnie ta postać, nie ze względu na to, że „wow, znów facet na mojej drodze, ciekawe co będzie?”, bo nie chcę mieć do czynienia z narkomanem, to częśto przepaść bez dna, a ratować już nikogo nie mam siły i nie muszę, ale tak zwyczajnie po ludzku, wydaje się mieć ciekawe zainteresowania (inne:))

Dziś mam ochotę na podróż, na lato… jestem przewrotna, kiedy jest lato, chcę zimę, a kiedy nastaje zima, chcę lato… Ale dziś chcę gdzieś jechać, gdzieś w obce, piękne miejsca… Zrobiłam coś dla Top Guna nie wyszło mi zbytnio, ale i tak mu dam, myślę, że i tak mu się sposoba, bo to takie własnoręcznie zrobione.

A poza tym, chciałam Wam życzyć radosnych Świąt, okraszonych serdecznością i gronem najbliższych Wam osób. I czy obchodzicie, czy nie, niech ten czas przyniesie Wam spokój i wytchnienie od zabieganego życia, niech będzie momentem do zatrzymania się i pomyślenia o życiu, tak po prostu, bo warto. Niech ten czas przyniesie nam wszystkim upragnione myśli 🙂

urrktkqTURBXy80MDVhNzY0NjU2ZjIwYTQ4NTExNzc0ZGYxYzk5N2Q3OC5qcGVnk5UDAH_NETDNCauTBc0DFM0BvJUH2TIvcHVsc2Ntcy9NREFfLzE0MGIxY2ZlN2YwYWM1MmVkYzAxMGQ3MDk3OGU4NGJlLnBuZwDCAA

Bluesowa 🙂

Blogo(o)powieść…

Wczoraj minęło dokładnie trzy lata, odkąd powstał ten blog. Nie sądziłam, że utrzyma się na powierzchni tak długo…wszak zawiera on tylko kawałki z mojego życia, mniej lub bardziej sprawnie ubrane w słowa. Cieszę się jednak, że udało mu się tyle ze mną przetrwać, nie raz był skazany na moje milczenie, nie raz na chęci usunięcia go i odebrania mu życia, ale jednak się ostał, przez trzy lata. I właśnie chyba nadszedł właściwy czas, by coś zmienić i pokazać drugą stronę tego miejsca, by je wywrócić na tę drugą stronę… tak, żeby pokazało trochę inną twarz.

Lubię grudzień, chyba to pisałam tutaj już kiedyś, te migające lampki, śnieg i ciepło jakie wtedy wytwarza się w domach jakoś tak napawają mnie spokojem. Od dłuższego czasu też myślałam o napisaniu czegoś na kształt zbioru opowiadań i rozważań o tym, co swego czasu spotkało mnie i Chomiczkową. I wiem, że i tak to napiszę. Jeśli nie dam rady gdzie indziej, to na łamach tego blogu, dokończę to, co kiedyś zaczęłam, na razie zapraszam Was do tego, by odwrócić ten blog i zobaczyć, co znajduje się po jego drugiej stronie- niedawnopowstałą blogo(o)powieść. Stwierdziłam, że to szaleństwo wymaga zapisków i sporządzenia notatek… bo może w tym wszystkim jest jakaś metoda? Zapraszam do kliknięcia i czytania oraz dzielenia się przemyśleniami:

Tańczące z wilkami… Po drugiej stronie opowieści…

Zapraszam na https://tanczacezwilkiem.wordpress.com/

130838_indianka_wilk_las

Okres przedświąteczny, wszędzie migają lampki, świecą choinki… Ja czuję, jak rozbrzmiewa we mnie spokój, jakiś taki, zwykły spokój, choć wczoraj miałam zły dzień, a myśli wirowały w mmojej głowie jak oszalałe, dziś jest już całkiem znośnie. Muszę wziać się za szykowanie jakiegoś podarunku dla Top Guna, bo podobnież skompletował mi całą masę różnych podarunków i słodkości, ale dostanę je dopiero w styczniu. dzisiaj jest mi dużo lżej niż wczoraj. Ostatnio stwierdziłam, że za dużo myślę, a za mało działam, muszę więc odwrócić proporcje. Kiedy byłam dziś jeszcze trochę skołatana i rozkojarzona po wczorajszym dniu, pojawiła sie w mojej głowie taka myśl, że nie lubię siebie. Nie lubię siebie, swoich pomysłów, swojego wyglądu… który w głowie jawi mi się zupełnie inaczej niż jest w rzeczywistości, jakoś tak brzydziej, bardziej dziecinnie. I stwierdziłam, że muszę coś z tym zrobić. Zacząć jakoś lubić siebie, zacząć darzyć siebie akceptacją, zaczać nad tym pracować, choć to trudne zadanie… Może w tej choć przez chwilę życzliwej atmosferze świąt i się uda?

 

 

 

 

 

 

 

Rozmowy niekontrolowane wieczorem. O śmiechu, całowaniu i seksie…- ciąg dalszy.

A więc tak, dziś tylko krótko, ale treściwie. Wczoraj, po prawie dwóch dniach milczenia po tym, co wysyłał mi w wiadomoscich w niedzielę, zdecydował się odezwać. Na początku znajomości to ja jakoś częściej się odzywałam, bo albo zwyczajnie czegoś potrzebowałam, albo po prostu było mi jakoś po drodze, dysponował jakimiś informacjami do szkoły lub coś w tym stylu, albo po prostu fajnie było pogdać i się pośmiać.

No więc odezwał się… jak zwykle na neutralnym gruncie. Napisał, że ma dla mnie dużo podarunków ze swojej armii. Potem chwilę popisaliśmy całkiem koleżeńsko, znowu, tak, jakby tamte słowa nigdy nie padły, ale ponieważ było już późno i oboje musieliśmy iść spać, oczywiście musiał zakończyć to pozytywnym akcentem z jakimś podtekstem i oczywiście znowu padło na seks… I tak się zastanawiam, czego on może ode mnie chcieć, oczekiwać pisząc takie słowa? Czy to tyko żarty? A może znowu trafiłam na nieudanego kolesia, który chce tylko jednego, a później będzie rad obrócić się na pięcie i tyle będę go widziała? Sama nie wiem. Po całej tej historii z Panem ze skrzydłami, gdzie ja w głowie układałam dalsze plany życia, podczas, gdy on miał mnie i moje myśli głęboko w dupie, nie wiem, czego mogę się spodziewać po tym świecie…po takich relacjach. Niby „może być tak pięknie”, ale nie wiem. Zaczynam mieć jakieś małe wątpliwości. A może to po prostu samczy instynt i po wielu latach w armii nie umie inaczej? Reszta jego zachowań, poza jakimiś tekstami, nie wygląda, tak, jakby chciał tylko jednego, ale… kto by tam za facetem trafił.

people-2561053_960_720

 

Rozmowy niekontrolowane wieczorem… O śmiechu, całowaniu i seksie…

Po przedwczorajszym dniu jakoś czuję, że wszystko się zmieniło. Przedwczoraj Top Gun przeszedł samego siebie.

Nasza relacja pozostawała do tej pory oficjalna, choć czasem rzucaliśmy do siebie bardzo bezpośrednie teksty, na tyle bezpośrednie, że mogliśmy z powodzeniem nazwać się dobrymi znajomymi, dlatego, widząc jego bezpośredniosć i to, że podchodzi do mnie, jak do dobrej kumpeli, po długich dniach zastanawiania się, czego może on ode mnie „chcieć?” doszłam do wniosku, że chyba niczego oczekiwać nie będę i stane się po prostu jego dobrą koleżanką, tak, jak wskazywało na to jego zachowanie. Pierwszego dnia przyniósł mi też prezent, dość nietypowy, ale za to bardzo potrzebny. Spodobał mi się ten prezent, bo nie muszę sie już martwić o jedną rzecz, które trochę mnie smuciła. Cały czas jednak śmialiśmy się i żartowaliśmy, jak to dobrzy znajomi. Na koniec odstawił mnie do domu. I muszę przyznać, że te parę minut spędzonych w drodze do domu, te rozmowy… to wszystko miało jakiś swój urok, taki choć oficjalny, ale bardzo przyjacielski i życzliwy. Jakbyśmy się znali lata… albo przynajmniej byli komplami z podwórka. Cóż, stwierdziłam, że dobrze jest jak jest i nikogo do niczego nie mam w charakterze nagabywać. Ot, po prostu, miłe przyjacielskie gesty i dobra zabawa.

Nazajutrz był wielki dzień. Dzień w którym mieliśmy sie przekonać, czy dane nam będzie zdać, czy też nie. Umówiliśmy sie, że pomogę Top Gunowi, który niestety nie umiał wszytskiego. Jednak ten dzień praktycznie spędziliśmy cały razem, rozmawiając, śmiejąc się. Dałam mu też mały prezent, w podzięce za to, co od niego dostałam dzień wcześniej. Widziałam, że bardzo się uczieszył. Później zdecydowaliśmy się pójść na dłuższy spacer, w przerwie między zajęciami. Spacer okazał sie kolejną świetną okazją do pośmiania się, powygłupiania, jak to w paczce, powiedział mi też w końcu, którym jest rocznikiem i mogłam napić się kawy. Patrząc na to wszystko… To wszystko ma jakiś swój urok, może to dlatego, że nie spotykałam się wcześniej w gronie dobrze znających się osób, gdzie był prawdziwy luz, swoboda i gdzie mogłam być sobą. Tak właśnie poczułam sie na tym spacerze. Od dawna sie tak nie czułam. Rozmawiajac z ludźmi, mam często wrażenie, że coś ukrywają pod tym, co mówią, np. Miałam tak z Muzykiem. Mówił coś, ale wiedziałam, że pod tym, kryje się coś jeszcze, jakaś intencja, jakaś ukryta myśl. Z Top Gunem jest zuełnie iaczej. Po prostu czuje się od niego szczerość, taką naturalną, niewymuszoną, bezpośredniość. Jeśli coś mówi, to tak jest. Nawet, jeśli to nie jest do końca miłe. To tak ułatwia życie.

Na egzaminie jakoś pomogłam, choć częściowo, zdaliśmy najlepej na sto osób, a było jeszcze śmieszniej, bo wykładowca to widział i rzucał śmieszne teksty do nas. Szczęście miał Top Gun, że go nie wywalił z sali. Na drugim egzaminie tylko nas rozsadził, a później biegał ode mnie do Top Guna i sprawdzał czy mamy te same odpowiedzi, po czym podsumował „telepatia” 🙂 Na szczęście na drugi już coś więcej Top Gun poczytał, więc zdaliśmy też nieźle oboje. Szczęściu nie było końca z tego faktu, bo to były dwa kolosy, gdzie materiału było najwięcej ze wszystkich przedmiotów. Później znów dostałam paczkę na kolana, tą bardzo mi potrzebną, już kolejną i odwiół mnie pod bramę domu. Całą drogę oczywiście żartowaliśmy i śmialiśmy sie, z całej sytuacji, mówiąc, że na następnym egzaminie to będziemy pisać tylko na kolankach, żeby już nie mógł nas rozsadzić,bo w sumie sytuacja okazała się nie tyle przerażająca co bardziej śmieszna, choć zakuwałam cały tydzień do tych kolosów. Pomyśłałam sobie wtedy, że może fajnie mieć takiego kumpla, z którym można się po prostu, otwarcie powygłupiać. To było miłe, po prostu, nie widziałam w tym jakby do tej pory żadnego podtekstu, no, może z małymi chwilowymi przebłyskami w jego zachowaniach, kiedy to kupował mi picie, czy zabierał na kawę. Ale równie dobrze, gesty takie mogą być całkiem naturalne w życiu studenta.

Na koniec dnia, gdy już wrócił do domu, napisał mi, że dotarł, żebym się nie martwiła i zaczęliśmy jeszcze coś pisać o egzaminie, później jakieś śmieszne historyjki z życia i znowu o tej całej sytuacji z telepatią według profesora i tak jakoś zeszło znów, że może wybralibyśmy się razem na kolejne studia. Stwierdził, że bardzo chętnie ale oczywiście dorzucił, że tylko i wyłącznie ze mną na kolankach bo inaczej to będzie bieda z egzaminami. Na co, jak, odczytując to jako zwykły żart bez żadnych innych intencji, napisałam mu, żeby uważał, bo kiedyś tak zrobię przy ludziach. A on mi na to, żebym też uważała, bo jak mnie chwyci to już nie wypuści. Więc odpowiedziałam, że może chwytać, nie uciekam nigdzie. (W tym zdaniu coś czułam, że jest na rzeczy, ale wiem, że często tak żartuje, więc i tego też zbyt poważnie nie brałam do siebe.) I dodałam jeszcze, że jeśli tylko mnie nie uszkodzi, to „spoko”. Na co on odpowiedział, że jestem piękną młodą dziewczyną i prędzej chyba by mnie zacałował na śmierć. (Muszę Wam powiedzieć, że zdębiałam w pierwszej chwili, nie wiedząc, czy to żart, czy też nie…. z tym, że raczej nie brzmiało to nader śmiesznie, ot, po prostu, jak zykłe stwierdzenie w tym kontekście.) Chcąc rozładować sytuację napisałam mu bardzo śmieszny tekst, na co on po chwili odparł, że śmierć w tym wypadku to chyba tylko z rozkoszy…. no i potem to już rozmowa popłynęła… bardziej jako otwarty flirt niż jako czysto kumpelska wymiana zdań i śmiesznych sytuacji. W końcu, stanęło na wymienie zdań o seksie i to również dość bezpośrednich, niby znów w żartach, ale jednak. Na podsumowanie napisał, że ładne wariactwo dziś z tego całego dnia. Dobrze, że już robiło się późno i miałam pretekst, aby napisać, że muszę już isć spać i jestem zmęczona, bo na prawdę nie wiem, jaki by ta rozmowa przybrała dalszy obrót, to znaczy, mogę sie domyślać, ale stwierdziłam, że znam go tylko kilka miesięcy i to może nie jest czas jeszcze na to, by tak bardzo otwarcie rozmawiać o takich sprawach, a przynajmniej nie w kontekście naszej relacji, jak to zaczął coś wcześniej pisać, jako „żart”, który w zasadzie był pół śmieszny, kiedy tłumaczył mi się, że on jest opanowany wtedy i w ogóle… Na koniec napisał mi, że przecież może być tak pięknie i dobranoc piękna. Pierwszy raz takie słowa przeczytałam, zawsze było „hej-hej”.

Minęły dwa dni, ani ja, ani chyba on nie wiemy za bardzo, jak się teraz do siebie odezwać. A najlepsze jest to, że za jakiś czas znów mamy egzamin i musimy się spotkać na uczelni i… jakoś zachowywać względem siebie…

Coś czuję, że moje przygotowania do tego egzaminu będą wyglądać tak:

woman-1852907_960_720