Muzyk

Po kolejnym załamaniu trudno się pozbierać i stanąć o własnych siłach, ale się udało. Czuję jak stoję może jeszcze trochę się chybocząc, ale o własnych siłach na nogach i potrafię spojrzeć z lekką niepewnością w dal… Minie jeszcze trochę czasu zanim zrobię kolejny, pierwszy krok, ale na razie i tak jest dobrze. Leki trochę mnie uspokoiły i pozwoliły poczuć spokój, jakiego nie czułam od prawie sześciu lat. To dla mnie niesamowite uczucie, ale i bardzo dziwne, gdy czuję ten zalewajacy moje wnętre spokój, który mnie wypełnia, mimo, że wokół panuje lekki chaos i niezrozumienie. Dzisiaj na przykład miałam koszmar. Śniło mi sie, że zabito M., a ja chciałam dojść kto tego dokonał.

Moja relacja z Panem ze skrzydłami nie jest już taka jak kiedyś i zdaje sobie sprawę z tego, że nigdy już chyba taka nie będzie. Pan ze skrzydłami bardzo mnie poranił, choć może na zewnątrz niecałkiem to widać. Ale odpuściłam ten temat, nie walczę już o to by było tak, jak kiedyś, bo to walka z wiatrakami. Może on jest po prostu lepiony z innej gliny, ja z innej? Wszystkie plany, jakie układałam z nim sobie w głowie poszły w niwecz, ale zaczynam to akceptować, nie przeraża mnie to już tak, jak przerażało kiedyś. Pewnie też za sprawą leków, cóż… stwierdziłam, że musze się ratować, bo nie uratuje mnie nikt inny, jeśli ja sama tego nie zrobię. Nie chcę skracać sobie życia… Powoli też zaczynałam się godzić z tym, ze pozostanę niezrozumiana przez ludzi, a przez to będę żyć w samotności, tej mentalnej przynajmniej przez jakiś czas, ale stało się coś, czego bym się wcale nie spodziewała…

Poznałam kogoś, kogo spodziewałam się najmniej w moim życiu… muzyka, a dokładniej gitarzystę… I w tym momencie muszę powrócić do historii opowiadanej Wam na blogu już ponad rok temu… do historii Indianera. Dźwięki muzyki, teksty, emocje, wrażliwość i tęsknota… Ta opowieść bowiem ciągnęła się długo i jest dla mnie nadal pewną częścią mojej przeszłości, choć dawno zamknęłam ten rozdział i poukładałam to wszystko w głowie. Zamknęłam ten świat w sobie na wiele lat i… wiedziałam, że już nigdy do niego nie powrócę, choć polubiłam go, bo nie był sprzeczny z moja wrażliwością, pomagał jakoś ją okazywać, muzyka bowiem to dla mnie samej wielka moc. Ale wiedziałam, ze coś się bezpowrotnie skonczyło w moim życiu i już nigdy tam nie wrócę, nie będzie tak samo. Nawet teraz, gdy to piszę i wracam do tych wspomnień, serce jakoś mi przyspiesza. Ten świat i magia tamtej muzyki, wspomnień z nią związanych, miała pozostać tylko w mojej głowie, możnaby rzec, skrywana w niej do kresu mych dni. Zdawałam sobie sprawę, że opuszczając tamto miejsce, nigdy już tam nie powrócę i nie spotkam kogoś takiego… czas największej radości w moim życiu, kiedy umiałam cieszyć się każdym dniem, zniknął… na zawsze…

…nie spotkałam bowiem nigdy już nikogo takiego, jak on…

…być może do teraz!

Kilka dni temu stanął bowiem przede mną Muzyk. Postać, (jak to w każdej opowieści, musi być postać), chyba podobna w swoich przekonaniach, wartościach i poglądach do mnie. Piszę chyba, bo znam go dopiero od paru dni, wiec biorę to wszystko z dużą dawką ostrożności, ale jeżeli by yraktować na serio, to co mówi, to możnaby znaleźć dużo podobieństw. Cóż, jednak Muzyk to również zagubiony na tym świecie artysta, nie mogący znaleźć przyjaznej przystani i zrozumienia dla swojej emocjonalności i wrażliwości. Ma za sobą również smutną historię połączoną z chorobą i leczeniem. Ale może też przez to jest w stanie mnie zrozumieć, z moimi obawami, lękami i smutkiem, jaki czasem się jeszcze wydobywa? Może rzeczywiście „wariaci” są najlepsi? 🙂

Muzyk jest taki inny od dzisiejszego szybkiego świata, jego czasem pobieżnych wartości, ale emanuje od niego takie całkowite zaintereswanie, spokój, ciepło, wrażliwość, o której potrafi normalnie mówić i co najważniejsze, zrozumienie. Czuję się jak na huśtawce, czasem wydaje mi się, że to nie może być prawda, przecież takich młodych ludzi już nie ma, to muszą być tylko pozory, a potem wydaje mi się, że Muzyk może mnie zrozumieć. Dobrze się przy nim czuję, mogę być sobą i nie muszę udawać, nie muszę się silić na to, by ktoś zrozumiał, by chciał, a on, cóż… wydaje mi sie, że jest po prostu na razie mną zafascynowany… Sam również pisze teksty i gra.

Na dodatek tak bardzo, ale to bardzo przypomina mi Indianera. Ten sam typ pasjonata…Długie włosy, gitara, wrażliwosć… ukazuje mi się ten sam świat. Świat, którego miałam już nigdy nie dotknąć, świat, który był wyciszony i zamknięty gdzieś tam, wewnątrz mnie, tak bardzo mocno… i jakoś mimowolnie zaczynam do niego wracać, patrząc na Muzyka, choć się boję, rozgrzebywać to, co został niegdyś zakopane tak, by nie już sprawiało bólu. Z drugiej strony jednak myślę, ze może mały powrót do tego, co uwielbiam-muzykę, teksty, emocje, pisanie, wyrażanie siebie sztuką, da mi choć chwilę radości? W głowie na razie nie zakładam niczego, a przynajmniej tego nie chcę robić, cieszę się, że żyje na tym świecie człowiek, który potrafi mnie zrozumieć.

582652_gitara_most_muzyika_2563x1750_www.Gde-Fon.com

Z bloga odeszłam, na dłużej niż przypuszczałam. Teraz zaczynam dostrzegać, że stało się to za sprawą problemów z Panem ze skrzydłami. Nie chciałam pisać, nie widziałam sensu, myślałam, ze muszę być silną, a rozwodzenie się na blogu i tak niczego nie zmieni. Teraz jest inaczej, powoli wracam do prawdziwej siebie.

 

 

 

 

 

3 myśli w temacie “Muzyk

  1. Czasami rozwodzenie się na blogu pomaga, choć wiem po sobie, że przy problemach z którymi kompletnie sobie nie radzę, nie mam serca do pisania…. Do zaleczenia ran potrzebny jest czas, ale to, że pojawiła się nadzieja to już dużo. Pozdrawiam 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s