Czuję, że nie mam dla kogo żyć, ale mam jeszcze parę rzeczy do zrobienia…

Jest zimno i ciemno. Mimo, że na zewnątrz odbijają się od zielonych jeszcze liści resztki ciepłego, letniego słońca. Nie mam już nawet siły, by płakać, by myśleć też już nie… Ot, po prostu trwam. Dzisiaj, teraz, jutro, może pojutrze, nie wiem, co będzie co dalej. Po mojej głowie kołaczą tylko myśli, że jest źle, że nie mam już w co wierzyć, poza tym, że jestem i może jakoś sobie poradzę. Nie czuje życia. Nie mam dla kogo żyć, nie mam po co….. Przede mną widzę jakąś czarną wielką pustkę, a może ona jest już we mnie? Część z niej na pewno gdzieś przenika. Prawie rozstałam się z Panem ze skrzydłami, ale nie to jest w tym wszystkim najgorsze… To był tylko akt ratowania siebie, bo musiałam o siebie walczyć. Najgorsze jest jednak to, że ten człowiek okazał się kolejnym, który mnie zniszczył…. Czuję się fatalnie i nie wiem co będzie z moim życiem. Nie ma planów, marzeń, przyszłości… Przynajmniej nie teraz i nie w stosunku do innych ludzi. Poznałam, przynajmniej tak mi się wydawało, ostatnio, kilka inteligentnych osób, w tym Opiekuna i Kolegę, jednak po jakimś czasie rozmowy z nimi, doszłam do wniosku, że ludzie są dziś tak bardzo dziwni i dla mnie niezrozumiali. Czuję się wyobcowana. Nawet Opiekun, ktoś, kto na poczatku bardzo chciał przy mnie być i zdawałoby się, że wspierać, z czasem okazał się po prostu kimś, kto stawia zarzuty i wymagania… a przecież niczego złego dla mniego nie chciałam.

Poświęciłam na relacje z Panem ze Skrzydłami mnóstwo czasu, energii, chęci, zaangażowania. Teraz nic z tego nie mam. Nie było troski, docenienia, dobrego słowa, nawet miłości chyba nie było, tylko ja się łudziłam… „Przecież to wszystko oczywiste.” Mówiłeś mi tak za każdym razem, gdy chciałam zapytać. A moje plany, pasje są dziwne, tak bardzo inne od Twoich. Tak różne… Niedopasowane. W pewnym momencie, stwierdziłam, że nie mogę dać się w kółko ranić, bo i w imię czego? Mówisz mi, że chcesz dobrze, ale to tak bardzo boli… Zbyt się różnimy, ja nie potrafię. Mam dość. Czuję na sobie znowu przypływ destrukcyjnych myśli i wyobrażeń. Czyżby znów zbliżała się depresja? Boję się, nie chce tego znów przeżywać, tak bardzo, ale czuję, że moje życie jest tak cholernie samotne, jakbym żyła w pustelni. Nikogo nie obchodzi mój los i to, co się ze mną stanie. Przed bliskimi muszę się trzymać, muszę pokazać, że jest dobrze, ze przecież jestem silna. To też mnie dobija, nigdy nie można być sobą, bo dla nich relacja z nimi powinna w zupełności wystarczyć.

Zranienie i niezrozumienie chyba boli mnie teraz najardziej…

Co z tego, że przyjechałeś z bukietem, że mówisz mi, że chcesz, że „niby” mnie kochasz? Ja już chyba zamnkęłam wszystko w swojej głowie, pogodziłam się z tą stratą, kolejną już z resztą, musiałam odciąć się od Twej desktrukcji, abyś mnie nie zniszczył całkiem. To było najtrudniejsze. Teraz przynajmniej nie ma we mnie tyle lęku i strachu o stratę, jest za to beznajdzieja gdy patrzę przed siebie. Czy moje życie musi już ta wyglądać? W absurdzie, wymaganiach, zranieniach i braku radości? Zastanawiam się, czy takie coś ma w ogóle sens? Zapisałam się do lekarki, może choć troche pomoże, moze coś przepisze, choć nie mam wielkich nadzieii patrząc na to, jak funkcjonuje pomoc jednostce  z problememi w dzisiejszych czasach. Mimo wszystko zaczęłam realizowac to, co chciałam realizować od lat, oczywiscie w samotności, ale przynajmniej z dobrym skutkiem. I to jedyna rzecz, która na razie cieszy i trzyma mnie, pozwala sie ściągnać z łóżka i wstać codziennie, ruszając do nowych wyzwań i celów.

Tak spędziłam cały sierpień…

 

 

 

2 myśli w temacie “Czuję, że nie mam dla kogo żyć, ale mam jeszcze parę rzeczy do zrobienia…

  1. W swoim życiu też miałam takie załamanie. Byłam naprawdę wyobcowana, nie miałam nawet z kim porozmawiać, a wszystko zaczęło się tak banalnie… Ważne, że masz coś, co choć troszkę motywuje Cię do wstawania z łóżka, to już coś. Po jakimś czasie zobaczysz w swoim życiu też jasne barwy. A relacje z ludźmi… cóż, jeśli są toksyczne to chyba lepiej je zakończyć, choć wiem, że nie jest to proste… Życzę powodzeni i dużo siły 🙂 Będzie dobrze!

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s