Luksus i prawie miesiąc nieobecności…

Nie zaglądałam tu prawie przez miesiąc. To nic, jakoś mnie to nie ruszało. W pisaniu blogu jest tak, ze musia nadejsć ten odpowiedni moment, musi się znaleźć przestrzeń i sposobny czas. Przynajmniej jak dla mnie. Co robiłam przez ten miesiąc? Byłam to tu, to tam… Święta minęły mi dość miło, w towarzystwie mego lubego. Posiedzieliśmy, odwiedziliśmy swoje rodziny. Choć mogłam poznać różnorodność poglądów członków rodziny Pana ze skrzydłami. Dla mnie to dziwni ludzie, cóż tu dużo pisać- dziwni i już.  Najlepszy był jednak sylwester, spędzony w małym pałacyku z dala od domu. I choć zazwyczaj lubię aktywne spędzanie czasu na wszelkich wyjazdach, to tym razem klimat tego miejsca zpadł mi bardzo miło w pamięć. Jak to się szybko człowiek przyzwyczaja do luksusu? Aż dziw bierze… Palacyk bowiem był dość luksusowy. Choć położony w mało malowniczym miejscu, to urok stanowił sam w sobie. Dokoła rozciągał się niewielki placyk, który latem zapewno obfituje w wiele różnych kwiatów, zimą natomiast nie było tam tego efektu kolorów, jednak i tam mi się podobało. Może nawet nie ze względu na 3a55ea2bd3e66653d2d9f758c03012013210925okolice, ale na to, że mogłam tam pobyć z moim ukochanym, poleżeć sobie na wygodnym łóżku i snuć rozmowy o świecie, ludziach, zjawiskach, poezji i wszystkim, co nam tylko na myśl przyszło.  A do tego o 24.00 w Nowy Rok miałam pewną niespodziankę, zafundowaną przez Pana ze skrzydłami, o której jednak tutaj pisać nie będę, zachowam ją dla siebie. Wracanie do „szarej” rzeczywistości nie było łatwe. Po tych kilku dniach powrót z myśleniem o zbliżającej się sesji i studiach nie był enuzjastyczny. Wracałam znów do obowiązków… Przez parę dni ajkby nie mogłam się przyzwyczaić do domu, do twardego łóżka (choć nigdy wcześniej nie uważałam, aby było twarde) i do domowych obiadów. Stopnowo jednak powróciłam.

Każdy taki wyjazd pozwala mi jakos inaczej spojrzeć na ten otaczający, domowy świat. Ostatnio też zaczęłam  myśleć o zaangażowaniu się w jakieś działania pisarskie. (Który raz już tutaj to piszę?) Co z tego wyjdzie, zobaczymy, ale jestem na dobrej drodze i czuję, ze coś się dzieje, a właściwie to zaczyna się dziać. Sesja goni, terminy zbliżają się nieubłagalnie, ale nie mam zamiaru jakoś na razie z niczego zrezygnować… dobrze mi w natłoku, przynajmniej mam poczucie, że coś robię, a zbędne rzeczy mnie nie hamują. Wczoraj długi spacer po lesie- widziałam sarnę, która stanęła i wlepiła wzrok we mnie, a ja w nią. Dziś dłuższe zakupy, po których jestem zmęczona. Parę rzeczy jedynie muszę sobie jeszcze przemyśleć… Kończę ten krótki wpis. Niedługo tu wpadnę aby ponadrabiać zaległości, zajrzeć na Wasze blogi i dowiedzieć się czegoś ciekawego, jak tam Wam mija czas 🙂

A Wam na ten Nowy Rok, choć już minęło osiemnaście dni życzę samych uśmiechów, realizacji planów, życzliwych ludzi na swej drodze i oczywiście weny do pisania kolejnych notek na blogach 🙂