Święta- problem…religijności i wyznania!

Temat na napisanie tego wpisu wpadł mi do głowy wczoraj, zupełnie spontanicznie. Nie ukrywam, te Święta będą dla mnie… trudne. Ale ne z powodu odejścia kogoś bliskiego, a właściwie to zupełnie na odwrót, z powodu jego przyjścia.

Większosć ludzi cieszy się na święta, stroi choinki, pakuje prezenty. Ostatnio byli u nas sąsiedzi, którzy odwiedzają nasz dom co roku, przynosząc własnoręcznie robione pierniczki i jakieś wino, wraz z życzeniami. To są zawsze miłe wizyty, więc je lubię, czuję wtedy atmosferę zbliżajacych się świąt i tę wzajemną życzliwość, którą ludzie obdarowywują sie na wzajem. Kiedy tak ostatnio na nich patrzyłam, poczułam, że zazdroszczę im takiej rodziny i zgodności. Ci  ludzie po prostu potrafią się dogadac i robą to już od lat. Dobrze im ze sobą… ich dzieci rosną w spokoju i zainteresowaniu oraz zdroworozsądkowym podejsciu. Zastanawiałam się wtedy dlaczego ja musiałam się znaleźć w tak dziwnej rodzinie, dlaczego matka nie chciała się mną zajmować? Niby mi to kiedyś wyjaśniano, ale jak dla mnie te wyjaśnienia są niepełne i niezrozumiałe. Nie rozumiem intencji, dla której opuszcza się własne dziecko… może to wina mojego ograniczonego myślenia, ale nie potrafię!

Kiedy patrzę na uśmiechniętych ludzi, rodziny cieszące się swoją obecnością na święta, czuję się… rozdarta. Rozdarta pomiędzy tym, co czuję, a tym co „powinnam”, czego się wymaga ode mnie u mnie w domu. Moi dziadkowie są starsi, pewnych rzeczy zrozumieć już nie potrafią i nie chcą. Mojego własnego podejścia do religii też nie…

Raligia… to temat bardzo trudny i rozległy, wszak wiele ludzi pokończyło profesury pisząc parcę na ów temat i działajac w tym kierunku, a w koło możemy czytać o religie668trwajacych w ostatnich laatch zamachach i zbrodniach popełnianych poniekąd w imię religii i Boga, którego tak naprawdę nie znamy. Ja jednak chciałabym się skupić na tym kawałeczku tematu, który dla mnie jest bardzo bliski w tym momencie. Mianowicie, nie wiem, czy wcześniej pisałąm już o tym, ale mój ojczym okazał się (po latach swoją drogą, powrócił do praktyk) być Świadkiem Jehowy. Z tego też względu, czasami czytam o tym wyznaniu, by móc go zrozumieć. Wcześniej nie wiedzieliśmy, czemu cytuje z pamięci strony i cytaty z Biblii. Bowiem członkowie tej religii opierają się jedynie na tym, co zostało napisane w piśmie i interpretują je na spotkaniach w Sali Królestwa. Dla mojego ojczyma reigia ta okazała się być zbawcza w kontekście tego, ze pozwoliło mu to, jako młodemu chłopakowi, który nie miał rodziców- „wyjsć na ludzi”. Poznać podstawowe zasady moralne, społeczne, skategoryzowac oraz ubrać w słowa najważniejsze życiowe cele. Pokazała wartosć rodziny i drugiego człowieka. I choć, wielu uznaje tę wiarę za swoistą sektę, ja myślę, że w jego przypadku, przynależnosć do wspólnoty Świadków pozwoliła otworzyć mu oczy na dobro i podstawowe prawa etyczne, a także pomaga w nałogu, bo zakazuje jakichkolwiek używek. Niestety,  moje prababcia gdy się dowiedziała o wyznaniu ojczyna, nie mogła tego zrozumieć, i pogodzić się z faktem, iż „mamy w rodzinie innowiercę”. Prababcia jest bowiem osobą bardzo wierzącą, choć nie w znaczeniu kościelnej dewotki. Dużo się modli, wiara też dała jej siłę przezwycieżyć życiowe zakręty, liczne żałoby w których musiała być, nawet po śmierci swojego własnego dziecka. Pamiętam, że kiedyś taka nie była. Kiedyś tolerowała wszystkich i lubiła, cóż, demencja daje się we znaki.

Pan ze skrzydłami, mój ukochany natomiast jest zdeklarowanym ateistą, twierdzącym, że Boga nie ma, jest tylko nauka, która potrafi wszystko wyjaśnić w sposób logiczny i za pomocą praw fizycznych i matematycznych możemy opisać cały wszechświat. Więc to jest jedyne i słuszne wyjaśnienie naszego istnienia i istnienia wszystkiego tego, co nas otacza. Ideologia Kościoła zaś jest nielogiczna, krzywdząca dla człowieka i zmuszająca do wierzena w coś, co nieistnieje, pod batem „pójścia do pekła”. Cóż, na temat Kościoła i tego, co głosi, możnaby napisać dużo, ale, żeby móc cokolwiek napisać, trzeba by najpierw dokładnie zapoznać się z wszelkimi źródłami, księgami i zapiskami, a do tych akurat zwykły człowiek ne ma dostępu… Cóż, fakt, twierdzenia głoszone przez Kościół nijak często mają się do rzeczywistości ludzi żyjących w czsach obecnych, a Biblia mówi do nas obrazami. Dodatkowo, powstała w czasach gdy na świecie nie było praktycznie żadnej naukowości, a ludzie, by tłumaczyć sobie świat i zjawiska na nim zachodzące sięgali po mity, baśnie czy inne opowieści. Zatem wiele zjawisk, które my dziś dobrze znamy i umiemy opisać, mogło być dla nich cudem, o którym opowiadali i zapisywali jako wcześniej niemożliwe, gdyż nie potrafili tego racjonalnie wytłumaczyć. Co więcej, tekst został spisany pięćdziesiąt lat po śmierci Chrystusa, więc autentycznosć tamtych wydarzeń rzeczywiście tak, jak one przebiegały, jest bardzo niewielka i przepuszczona przez system poznania świata i jego odbioru ludzi, którzy pismo spisywali. Pan ze skrzydłami mówi, że musieli nieźle ćpać, aby takie coś wymyślić. Jednakże faktem jest, że Jezus Chrystus żył naprawdę i jest to też postać historyczna. Tak jak z resztą Mahomet i inni, których dana religia w danym obszarze uznaje za proroków.

Moja rodzina, poza moja mamą, której życie akrat potoczyło się w trochę bardziej skomplikowany sposób, jest wierząca. Jako wychowujaca się w rodzinie chrześcijańskiej, kiedy byłam dzieckiem, chodziłam do Kościoła, uczyłam się modlitw i robiłam te wszystkie praktyki, jakie robi dziecko, a później nastolatka. Tak naprawdę kryzys zaczął się w drugiej klasie gimazjum? Jakoś tak… może w trzeciej, nie pamiętam dokładnie. Jakoś przestałam zwracać uwagę na „działanie Boga w moim życiu”, wcześniej jakoś potrafiłam to powiązać. Nie dziwię się, choć dopiero od jakiegoś roku zaczęłam to rozumieć w pełni. Babcia wiele rzeczy potrafi i chce wyjaśniać snami itp. zjawiskami, które w ogóle nie mają wpływu na większosć naszego życia, a przynajmniej nie na nasz los. Co prawda, ja też doświadczyłam różnych dziwnych „zbiegów okoliczności” i nad tym też czasem się zastanawiam… Intuicja? Przeczycie? czy w ogóle istnieje coś takiego? Podświadomość, podprogowość? Ale co to ma wspólnego do snu, dzięki którwmu poznałam co wydarzy się za 2 dni?Mój własny scenariusz? Pamiętam, że wtedy go nie miałam.

Dziś czuję się po prostu rozbita… ten cały natłok informacji, przeróżnych informacji, napływających do mnie przez ostatni rok, apropo wiary, religii i samych poglądów mnie Boze-Narodzenie-to-nie-tylko-czas-dla-zakochanych.-8-powodow-dla-ktorych-warto-byc-singlem-podczas-swiat_articleprzygniata… Czuję sie rozdarta. Całe życie wmawiano mi istotę Istnienia Boga, z drugiej na studiach pokazują nam potęgę nauki, która rzeczywiscie, jawi mi się o wiele potężniejsza i logiczna, niż tezy głoszone przez Kościół. I nie wątpię, że tak jest, że wszelkie wyliczenia matematyczne czy fizyczne znajdują potwierdzenie w otaczającym nas świecie. Jednak wydaje mi się, że nawet, jeśli wszechświat powstał przez przypadek, jak zakłądają naukowe teorie to przecież „Coś, Ktoś” ten przypadek musiał/o spowodować. Może ja zbyt mocno chcę wierzyć w swego rodzaju „humanistyczność” tego śwata, ale to istoty żywe w jedyny sposób udowodniły, że sa tak poteżne, by dominować nad przyrodą nieożywioną tego świata… Być może takie rozumowanie jest słabe, ale jest.  Nauka i jej potęga ukazuje potęgę tej Istoty Wyższej, jakkolwiek rozumianej? Dla mnie coś w tym jest…

Dochodzę do ładu? Sama nie wiem już w co ja wierzę… Pan ze skrzydłami mówi, że każdy kryzys jest wartościowy, bo pozwala dojsć do wniosków i odrzucenia Boga albo silniejszej wiary. Ale ja ani jednego ani drugiego tak na prawdę nie chcę… Jestem zawieszona? Tak przynajmniej się czuję, jakbym lewitowała między ziemią, a niebem i nie mogła wyjść z tego stanu… babcia mówi mi, że u Pana ze skrzydłami to przejściowe, bo przecież komunijny, bierzmowany… nie chce przyjać jego ateizmu do wiadomości. Ja wiem, że duży wkład w jego takowym podejściu jego ojciec, który wymuszał na nim wiarę, bez tłumaczenia jej. A przecież każdy człowiek potrzebuje racjonalnego, bądź też mniej wytłumaczenia. Moja dalsza część rodziny jeszcze nie wie, wiem, że kiedyś będę się musiała zmierzyć z powiedzeniem im o tym, nie wiem, jak dziadkowie na to zareagują. Nie chcę sprawiać im przykrości, ale z drugiej strony nie będę rezygnowała z kogoś, kogo kocham, na rzecz zadowolenia mojej rodziny. Nie chcę, aby poglądowo ten człowiek był taki jak ja, chcę aby mnie kochał i akceptował, a ja jego też będę… Inaczej nie „zrozumiemy” się, choć w pewnych aspektach to chyba niemożliwe… Po prostu, bądźmy wyrozumiali.

W co ja wierzę? W zasady etyczne, z których większość z nich nie kłóci się na dobrą sprawę z religią. Przecież przykazania są dobrymi zasadami moralnymi, a dla niektórych z nich można znaleźć odniesienie nawet w teoriach naukowych. Przecież żadne zwierzę nie zabija innego osobnika tego samego gatunku… w normalnych warunkach, ale my dodatkwo jesteśmy ludźmi, mamy wykształconą i rozbudowaną psychikę, której nie mają zwierzęta. (Żyjąc w cywilizacji, możemy posiadać pewien kręgosłup morlany, posiadamy zdolność do oczuwania emocji złożonych… Choć ciekawi mnie egzystencja dzikich plemion, zamieszkałych wyspy… Też na pewno mają zdolność do odczuwania złożonych emocji, tylko sytuacja być może rzadko ich do tego zmusza. Przychodzi mi tutaj do głowy nazwa najbardziej odizolowanego, dzikiego i niebezpiecznego plemienia zamieszkujacego wypę Sentinel. Podobno zabijając oni każdego kto próbuje nawiązać z nimi kontakt.) Wierzę w to, że to, co mogę zrobić, jest lepsze od tego, co mogę powiedzieć, a jeśli swoim życiem moge pokazać, że jestem po prostu dobrym człowiekiem, że chcę nim być, bo nie zawsze przecież się da, to to czynię. Nie sądzę by Bóg, o ile istnieje, karał ludzi, za to, że w niego nie wierzyli, czy też że wierzyli w dobro nauki, które nam dał. Nie wiem tego, być może moje pojęcie Boga jest dziwne i nieakceptowane przez Kościół, ale moje doświadczenia i emocje, które musiałam przeżyć mnie zmieniły. A wolę patrzeć na ludzi horyzontalnie, niż wyznaczać granicę wiary czy religii. Jak obecnie widzimy, prowadzi to do otwartej wojny, w imię czegoś, co być może… nigdy się nie spełni. (Wierzenia Islamistów o dobrobycie w niebie, w zamian za śmierć niewiernego).

Zorganizowanie tych Świąt było dla mnie trudne, tak, by wszyscy mogliby być razem. Każdy wierzy w coś innego. I ma inne pojęcie wiary. Zaprosiłam Pana ze skrzydłami, choć jest niewierzący, przyjedzie… zrobił mi nawet stroik- choinkę z szyszek na święta. Ojczym nie będze na Wigilii, bo religia mu zakazuje i źle się z tym czuje. Dziwi mnie to, ale szanuje jego wybór. Za cel zaś objęłam sobie wytłumaczenie komu mogę, że to przecież tylko święta i kto ma chęć, niech wierzy w ich wzniosłośc i przeżycie duchowe-przecież to też piękne, jak człowiek potrafi coś przeżywać, a dla innych niech będzie to po prostu zwyka, lepsza kolacja. Przecież w Święta nie chodzi o to, aby zmagać się z problemem kto jakiego jest wyznania i wykłócać kto ma rację… ale to czas, by pobyć ze sobą, wspólnie, nacieszyć się sobą, pomimo wyznań, religii i wierzeń. Wszyscy przecież jesteśmy ludźmi… a święta to akurat taki czas, kiedy w większosci w naszym kraju ludzie mają wolne od pracy czy innych obowiązków, więc można spędzić go razem, w miły spoób. Święta to dla mnie czas na to, aby… zauważyć drugiego człowieka, pobyć z nim, porozmawiać, nacieszyć się nim, spojrzeć łagodniej, a nie ciągle się tylko modlić i spędzić całe święta albo w Kościele, albo zamknąć się od ludzi twierdząc, że są innego wyznania.

Pamiętam, kiedyś byłam na spotkaniu u Żydów, w trakcie ich Szabatu. Obchodzili oni swoje święto wraz z charakterystycznymi potrawami, też je zjadłam, a powiem nawet, że tak bardzo mi zasmakowały, że teraz czasem jem te przyprawy i dania w niedzielę, jak jest lepszy obiad. Być może jestem dziwna, ale nie rozumiem podejścia restrykcyjnego, tak jakby zjedzenie posiłku z osobami innego wyznania było złe, niegodne, czyniło zło? Jest to dla mnie dziwne… Sama chętnie poszłabym do wyznawców innych religii by spędzić z nimi trochę czasu, poznać ich tradycje, to jest przecież bardzo ciekawe. No, może do tych, których pewnie teraz macie na myśli nie koniecznie chciałabym isć, bo mogła by to być moja ostatnia już podróż… choć jak dla mnie, to jedna z najciekawszych religii świata.

Być może jestem idealistką… ale wolę patrzeć na człowieka całościowo, bo przecież ważne jest jakimi jesteśmy ludźmi. Dlatego z jednej strony nie potrafię zrozumieć takiego podejścia, z drugiej wierzę w to, że osoba wyznająca swoje zasady może się źle czuć i odczuwać dyskomfort, że robi coś wbrew temu, co wyznaje. Z trzeciej zaś strony… zaczynam rozumieć pobudki tego, co dzieje się na świecie… i czemu Islamiści chcą nas wytłuc.

Cóż, mnie też bliski jest ateista i nic na to nie poradzę. Nie będę go zmuszać ani przekonywać, bo rozumiem jego wyjaśnienia i przyczyny takiego stanu rzeczy. Pismo mówi „Idźcie i głoście…”. Być może to niezgodne z pismem, ale byłabym nie fair w stosunku do niego… i mogłoby to pogorszyć tylko nasze relacje. Być może jestem za bardzo szczegółowa… ale nie chce go stracić tylko dlatego, że ktoś wierzy w coś zupełnie innego. Te święta, ogólnie czas świąt w Kościele katolickim dlatego jest dla mnie trudny. Moja rodzina nie wyobraża soie tego, że mogę mieć takie poglądy, też o nich głośno nie mówię. Smutne jest tylko to, że nie chcą postarać się zrozumieć, jako dziecko miałam ich za bardziej wyrozumiałych i otwartych ldzi, a jako starsi robią się zamknięci na inność drugiego człowieka i na zmianę poglądów. Babcia stara sie jescze zachować zdrowy rozsądek, ale widzę, że też potrzebuje już zwrócić sie do Boga… taki wiek. Może za dużo od nich wymagam?

Pan ze skrzydłami dał się przekonać, że przecież to tylko święta i nie musimy ich huczniez21163086Q,Zwierzeta---swieta---swietna-zabawa- obchodzić w Kościele, w futerku i garniaku, o jedenastej na Mszy. Tylko żeby do mnie przyjechał, więc przyjedzie. Gorzej, że w dzień po świętach mamy kolędę i będzie jeszcze mój chłopak… akurat przychodzi proboszcz, który jest doktorem… No to sobie…porozmawiają…

Coś czuję, że te święta to będzie istny kogel-mogel…

 

 

 

Reklamy

28 myśli w temacie “Święta- problem…religijności i wyznania!

  1. Aleś potężny post wysmażyła!:) Przez kilka lat nie obchodziłem świąt – nie zostawałem nawet na kolacji wigilijnej. Potem doszedłem do wniosku, że to było głupie. Święta obchodzę z tego samego powodu, z którego ludzie obchodzą halloween wcale nie wierząc w historyjkę z Jack-o-Lanternem – bo podoba mi się ich oprawa i nastrój. Mają dla mnie wymiar tradycji i zabawy. Żadnego drugiego dna, żadnej głębi. Ot: najeść się specyficznych potraw, poddać czarowi kolęd i choinki, przypomnieć sobie, jak to było być dzieckiem i wierzyć w świętego Mikołaja. Mi to wystarczy. Z tego co wiem, wielu ateistów nie ma problemów ze świętami – choć naturalnie żadna siła nie zmusi nas do pójścia do kościoła tego dnia (ja do kościoła pójść mogę tylko na ślub i pogrzeb).

    Polubione przez 1 osoba

  2. Osobiście, będąc już świadomą osóbką, nie poznałam nigdy wprost, realnie żadnego ateisty. Był nim mój ojciec, jednak zanim zdążyłam poznać go jako człowieka, zmarł. Choć logicznie myśląc, ateista nie powinien obchodzić świąt, nie powinna interesować go też kolacja i powinien w tym czasie zajmować się inymi rzeczami. Jednak raczej cieżko nie poddawać się tej tradycji, żyjąc w rodzinie, w której święta są normalnie obchodzone. Dziwna byłabysytuacja, gdyby osoba taka siedziała samotnie w pokoju. (Choć podczas np. świąt Wielkanocnych Pan ze skrzydłami grał w grę, zamiast być z innymi.) Dlatego też chcę, abyśmy te święta spędzili razem, a nie osobno, jak poprzednie. Aby poczuł choć namiastkę bycia i bliskości w tym czasie.
    Mnie też bardzo podoba się sam nastrój świąt. Ten czas jest po prostu-fajny. Można odpocząć, dobrze zjeść i nacieszyć oczy błyskotkami, lampkami, choinkami. Bardzo lubię te migoczące światełka. Stwarzają nastrój i pozwalają mi na chwilę znów spojrzeć na świat właśnie oczami dziecka, które to zachwycały.

    Polubienie

  3. Dla mnie święta w tym roku będą smutnym wydarzeniem, sam nie wiem jak te dni przetrwam,życie ostatnio posypało mi się i te dni od zwykłych będą się dla mnie tylko żarciem różniły… Mam naściąganych trochę filmów,trochę alkoholu też się znajdzie,będę oglądał,popijał i starał się nie myśleć o tym co mnie spotkało… To nie będzie miało nic wspólnego z wesołymi świętami,ale może za rok będzie inaczej…

    Polubione przez 1 osoba

    1. Kilka razy mnie dopadał smutek na dzień przed świętami i poczucie „zawalonego życia”. Choć w ostatnich kilka Świąt Bożego Narodzenia byłam sama, bo rodzina zajmowała się tylko sobą. Niby gdzies byłam w tym wszystkim, ale jakby „obok”. I to uczucie powodowało, że nie cieszyłam się na święta…
      Te powinny być inne, przynajmniej taka mam nadzieję. Nie wymagaj od siebie radości i sztucznego uśmiechania się „na siiłę”, czujesz to co czujesz w tym momencie i już. Właśnie, filmy! Też obejrzę większość, którą od dwna chciałam zobaczyć.

      Polubione przez 1 osoba

      1. Ból w sercu nie minie równocześnie, gdy sobie coś uświadomisz, ale to bardzo ważne, że to wiesz. Być może to będzie ta „częsć”, która pozwoli Ci powstać, gdy już ten potworny ból się zmniejszy. Z drugiej strony powtarzania sobie w kółko „Inni dawali radę, to ja też muszę” do niczego nie prowadzi… Bardziej chodzi tu o zaufanie sobie, i znalezienie takich swoich zasobów, które będziesz mógł użyć wobec siebie, jako argument, mam to , to i tamto. To pozwoli mi przetrwać i iść dalej, aczkolwiek trudne to jest… Sama straciłam około 3 lat życia, jedne z najpiękniejszych, zastanawiajac się nad osobą, która w najmniejszym stopniu nie była tego warta więc wiesz… Zabrałam sobie cenne chwile i nigdy w życiu nie chciałabym już tak.

        Polubienie

      2. Ja czuję,że tych lat swojego życia straciłem więcej…A teraz,gdy już byłem pewien że szczęście wita w me progi okazało się że to wszystko zwykłe kłamstwo…

        Polubione przez 1 osoba

      3. Kłamstwo boli, to fakt. Jeśli jest wypowiedziane przez osobę, na której nam zalezy-boli bardzo. Kiedyś zastanawiałam się, czy kłamstwo mówione z szlachetnych pobudek-jest nadal kłamstwem? Jest łatwiej wybaczalne, ale kłamstwem pozostaje… Czy warto natomiast tak robić?
        To bardzo ciężkie do zniesienia kiedy ktoś bawi się naszymi uczuciami, pozwala nam zaufać, rozpromienić, a potem nam to szczęście odbiera. Ale na świecie jest tyle istot, które mogą jeszcze dać Ci to szczęście. Nie zawsze będzie źle.

        Polubienie

      4. A i jakoś, jak teraz na to patrzę… nie potrafię wliczyć tych dni, miesiecy do swojego życia. A jak już to bardzo cieżko mi to przychodzi. Egzystowałam… ale czy tak warto? Życie jest na to za krótkie i za piękne… nasze możliwości są zbyt piękne. Jednak, co trzeba przeżyć to trzeba, oby u Ciebie trwało to krótko. 🙂

        Polubienie

      5. Cóż,ból jest wpleciony w nasze istnienie,ale ja w niedzielę dostałem obuchem w łeb… Czas goi rany a to co złe potrafi uczuć rozumu…Jak się upadnie trzeba się podnieść,otrzepać i iść dalej…

        Polubione przez 1 osoba

      6. Te ostatnie słowa, które napisałeś, przypominają mi moją dywizę odnośnie upadku z konia. Kiedy spadniesz, to pomimo bólu, podnieś się i wsiądź raz jeszcze. pokazujesz wtedy swojemu partnerowi-koniowi-że ne tak łatwo się Ciebie pozbyć i nie zrobił nic takiego, co mogłoby jazdę zakończyć.

        Czy czas goi rany? Niekoniecznie, podobno nieleczony epizod depresyjny trwa średnio pół roku. Nieleczona depresja może trwać o wiele dłużej. To, że w trudnych sytuacjach dochodzimy do wniosków, do jakich być moze nie doszlibyśmy nie będąc w takiej sytuacji- często się zdarza. Aczkolwiek to względne. Podobnież, zdrowy człowiek ma w sobie swoisty atraktor szczęścia- mechanizm, który po porażce pozwala się właśnie podnieść i żyć, reguluje stany emocjonalne. Chodzi o to, że wrodzony potencjał genetyczny wyznacza pewien stały poziom naszej szczęśliwości, nazywany atraktorem szczęścia.
        U mnie niekoniecznie zadziałało, aczkolwiek czas jego działania jest bardzo zróżnicowany. Pisał o tym Janusz Czapliński 🙂

        Polubienie

      1. Wiesz, po zamieszczeniu tego jakże długiego wpisu wczoraj, pomyślałam sobie, że nie dam sobie zepsuć tych świąt, a przynajmniej zrobię wszystko, aby było dobrze i radośnie. To są nasze pierwsze wspólne święta, moje i Pana ze skrzydłami, mojego chłopaka i chcę aby było fajnie, abyśmy mogli pobyć ze sobą i odpocząc, a rodzina… niech każdy zajmie się tym, co dla niego jest ważne w tych dniach.

        Polubienie

    1. Ciekawa ta dieta, można gdzieś ją znaleźć? Bo choć nie chce na nia przechodzić, to poczytałabym, z czego się składa owa – surowa- dieta. To przykre uczucie… Cóż, zadbaj o siebie, tak najrozsądniej chyba… też czasem się tak czuję.

      Polubienie

  4. Miałam w swoim życiu kilka lat, kiedy nie wierzyłam i nie chodziłam do kościoła, bo chodząc na msze czułam się nie w porządku względem siebie. Do życia z kościołem powróciłam w grudniu 2016. Chodzę, uczęszczam, ale bez zapału. Nie wiem, czy wierzę, raczej nie, a może nie we wszystko. A jeżeli by Bóg istniał, nie sądzę, by strącał do piekieł „grzeszników”, którzy przykładowo są ateistami. Myślę, że te zasady kościelne nie pasują do opisu Boga, jako miłości i sprawiedliwości, mądrości. Ważne, by być wolnym i pozwolić na wolność innym 🙂 – tak ja czuję i myślę.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Ja przeżyłam swego rodzaju kryzys, który przemienił się w zupełnie inne pojęcie Boga i podejścia do tematu wiary oraz religii, bo, trzeba tu rozróżnić, to zupełnie dwie inne rzeczy. Sama wiara nie jest niczym złym, ba, w wielu przypadkach jest czymś ludziom potzrebnym. Z punktu widzenia terapeutycznego jest czasem czynnikiem pomagającym.
      też nie sądze, by Bóg karał za niewiarę w niego… Kościół nie jest zbyt logiczny w swoich poglądach. Z jednej strony mówi, że Bóg jest miłosierny, z drugiej zas, że musimy się bać o nasz los, o zbawienie i ciągle o nie zabiegać…
      Być moze moje rozumowanie jest złe, tego nie wiem, po prostu, staram sie zrobić to co mogę, tu i teraz, najlepiej jak potrafię… by być po prostu dobrym człowiekiem.

      Polubione przez 1 osoba

      1. Tego się w całym życiu pewnie nie dowiemy, jak to jest. Czy On istnieje, jak nas sądzi, itp. Ja myślę, że skoro mamy wolną wolę i rozum – powinniśmy się nimi kierować i tylko tak jest uczciwie (także w stosunku do tego, kto nam ten rozum i wolę dał). Pomimo takiego mojego rozumowania mam wątpliwości. „Błogosławiony, kto nie widział, a uwierzył”, itp., twierdzenie, że rozum człowieka jest ograniczony – zdaje się, że to jest pycha, kierowanie się swoim rozumowaniem, które jest, jakie jest. Zaufać Mu. Hm, na jakiej podstawie i skąd mam wiedzieć, że jest to słuszne? Myślę, że zawsze wątpliwości są i będą, i to naturalne, kiedy człowiek jest otwarty i myśli. Bo nic nie jest oczywiste i do końca zrozumiałe…. Tak, cały czas wątpliwości 😉

        Polubione przez 1 osoba

      2. Podobno, wiara chrześcijańska opiera się na tajemnicy, której my, jako śmiertelnicy pojać nie możemy, jednak czy nie kusi zapytać o przyczynę takiego wyjaśnienia sprawy? Takie wyjaśnienie, abstrachując już od tego, czy w rozumieniu Kościoła zakłada wersję prawdziwą, czy też nie, jest niekiedy łatwe i proste. Czy to coś złego, że człowiek posiadający rozum chce logicznych wytłumaczeń? Owszem, nasz umysł jest ułomny, co możemy nawet zaobserwować w tematach nie dotyczących bezpośrednio Boga. Zalezy co komu do szczęścia potrzebne. Człowiek nie szukający- zadowoli się tajemnicą, zaś ten, który potrzebuje wyjaśnienia by coś zrozumieć- będzie szukał. Ot, wolna wola…

        Polubienie

  5. Tak wiele wątków poruszyłaś… Ja też miałam swoją „podróż”, tylko że moja miała się rzekomo zakończyć odnalezieniem wiary, a nie jej utraceniem, jak w Twoim przypadku 😦 Nigdy bym nikomu nie życzyła utraty wiary w Boga, jeśli już ją posiada- to musi być zruzgocące. Jeśli jesteś ciekawa faz, przez które ja przeszłam szukając odpowiedzi, odsyłam Cię tutaj:
    https://burzatumblemind.wordpress.com/2017/05/01/przemyslenia-agnostyka/

    Wśród ludzi zawsze będzie miejsce na różnice poglądów, ale jesteśmy dorośli, a co za tym idzie- musimy potrafić radzić sobie z konfliktowymi sytuacjami. Unikajmy drażniących tematów, nie wdawajmy się w agresywne dyskusje i nie przyjmujmy do siebie uwag.

    Ja nie wykluczam istnienia Boga, ale zdecydowanie nie jest to ten książkowy, jakkolwiek miałby brzmieć jej tytuł- Biblia, Koran, czy Bhagavad Gita. Życzę Ci odnalezienia odpowiedzi na Twoje pytania i wewnętrznego spokoju.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Dziękuję za link do wpisu, wejdę w wolnej chwili, pomiędzy ciasteczkami, a myciem podłóg 😀
      Czy straciłam wiarę w Boga? Myślę, że gdzieś tam w środku wciąż tli się wiara, tylko jest ona podparta zupełnie innym wyobrażeniem, niż to, które dostajemy „na tacy” od Koscioła itp. organizacji… Ty masz szerszy zakres pola widenia co do różnorodności wyznań, bowiem z uwagi na męża, widziałaś więcej religii… Fajne 🙂
      Dziękuję, obym go kiedyś odnalazła…

      Polubienie

  6. Miałam do czynienia ze Świadkiem Jehowy i pisałam o tym tutaj: https://slownakawiarka.wordpress.com/2017/10/07/wiara-i-milosc-nie-zawsze-ida-ze-soba-w-parze/ Do tej pory trudno mi zrozumieć ten odłam, także tym bardziej trudno mi ocenić wybór Twojego Ojczyma w kwestii świąt. Ja spotkałam Świadka, który nawet nie mógł być na moich 18stych urodzinach, bo religia mu zakazuje takich uroczystości. W każdym razie święta przy choince to pogański zwyczaj i o ile nie czyta się Pisma Świętego o tyle nie trzeba być katolikiem by uczestniczyć w wigilii 🙂 Mój brat jest także ateistą, ale zawsze przyjeżdża! 🙂

    Życzę Ci ciepłych, rodzinnych świąt i głowa do góry!

    Polubione przez 2 ludzi

  7. Dziękuję za link, na pewno zajrzę 🙂 Do tej pory był z nami na Wigilii, ale nie traktował tego jako tradycję, a jako zwykła kolację. Jednak w tym roku powrócił do zboru i czynnie uczesniczy w spotkaniach, w związku z czym, podobnież czułby winę względem siebie, ze w takich zwyczjach uczestniczy. I to mogę zrozumieć… Tak, mógł nie móc, bo oni nie mogą pić ani hucznie się bawić przy alkoholu. Ateiści natomiast dość często podobniez spędzają święta nie uważajac ich za podszyty żadnymi głębszymi intencjami ani wydarzeniami.

    Dziękuję, Tobie również zdrowych i pogdnych Świąt życzę 🙂

    Polubienie

  8. Dzień dobry. Weszłam tu ze strony Optymisty. Mam dużo więcej lat, ale podobne przemyślenia na temat wiary, świąt, ateizmu. Według mnie współistnienie z poszanowaniem innych to podstawa. Każdy ma prawo wierzyć w co mu się podoba, dopóki nie narzuca swoich poglądów innym i nie zakłóca im życia, bezpieczeństwa, dobrostanu. Nie widzę nic zdrożnego we wspólnym obchodzeniu świąt katolickich, prawosławnych, żydowskich lub muzułmańskich, jeśli spędzamy ten czas z kimś, kogo lubimy, kto lubi nas, z kim łączą nas więzy rodzinne lub przyjacielskie. Skoro dla kogoś nam bliskiego jest to ważny czas i chce, byśmy współuczestniczyli w jego święcie, to dlaczego nie, jeśli ten ktoś i dla nas jest ważny? Nikt nie wymaga od nas zmiany przekonań, tylko bliskości w ważnych dlań chwilach.
    Pozdrawiam serdecznie
    Będzie mi bardzo miło, jeśli wpadniesz z rewizytą na chwilkę relaksu przy fraszkach, limerykach, moskalikach itp.
    https://czarownica-z-bagien.blogspot.com

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s