Zabezpieczony: Mój Wilk imieniem Lęk… Historia „nowej” przyjaźni…

Treść jest chroniona. Proszę podać hasło:

Tęsknota za chwilami wzruszenia, zachwytu i radości…

Wczorajszy dzień minął mi miło, nie wiem, przez co, ale podejrzewam, że przez moje nastawienie do życia, z przed wczoraj na wczoraj w nocy zrobiłam jedno postanowienie- muszę wyrwać się z pewnych schematów myślenia. Tak będzie mi łatwiej, rzeczywiście, jest. Próbuję siebie zaakceptować w tym wszystkim, co się dzieję. Jednak… nie wiem czy już dzisiaj byłabym w stanie tak bardzo akceptować świat jak miało to miejsce wczoraj. Zdarzyło się też coś dziwnego i niespodziewanego- w zwykłym dniu, niczym nie odznaczającym się pośród dni, które przeżywałam, potrafiłam znaleźć nutę radości, choć nic wesołego się nie wydarzyło… po prostu, potrafiłam się tak nastawić, rzadko tak potrafię.

Byłam na spacerze, w lesie… to jest to, co zawsze potrafi poprawić mi humor, albo, choć, gdy jest on już doszczętnie zepsuty czymś innym- uspokoić się. Ale wczoraj miało miejsce coś innego, coś ważniejszego… Prócz tego, że zrobiło się wczoraj na dworze przyjemnie, a temperatura niespodziewanie poszła w górę i nie padał deszcz (za czym tęskniłam od dawna) to podczas spaceru w moim lesie spotkałam dwa konie i dwie amazonki na nich, przechadzające się między zaroślami. Jakież to było uczucie… jakby móc tak pojechać w teren po moim lasku, który tak lubię… chciałam dowiedzieć się czegoś więcej na temat skąd one wzięły się na tak kamienistym terenie, ale dziewczyny nie były zbyt rozmowne, ściągnęły swe konie i pomaszerowały dalej… Chodziłam potem szukając śladów kopyt, aby dowiedzieć się skąd przybyły, ale nie znalazłam ich za wiele gdyż ziemia była już wyschnięta i nie było na niej błota.

Cóż… Pana ze skrzydłami jak na razie nie ma, nie było go… może to i lepiej, nie jestem pewna czy chcę się teraz z nim widzieć, z jednej strony tak, z drugiej… czuje, że potrzebuję teraz czasu tylko dla siebie, dla swoich myśli, swojej przestrzeni, swoich rozterek. I choć wiem, że to nic nie wyjaśnia- wolę tak, nie mam siły chyba na kolejne rozmowy. I choć zachowujemy się normalnie, to czuję, że wcześniej czy później temat podejścia wróci i będzie trzeba to razem przepracować, przejść, jakoś…

Ostatnio zaczęłam pisać więcej wierszy, leżą w szufladzie i się… marnują? Więc pomyślałam, czy nie wysłać ich na konkurs literacki, może uda się coś wygrać? Kto wie… choć nikłe są moje szanse, bo to konkurs ogólnopolski, ale warto spróbować.

Dzisiejszy dzień nie należy już do tak przyjemnych, znowu czuję to cholerne napięcie i jakiś stres zjadający mnie od środka, kawałek po kawałku… Jakbym stała w miejscu i nie mogła się ruszyć, jakbym patrzyła na chmury i nie mogła ich dotknąć… To smutne i przerażające dla mnie. Wczoraj wieczorem doszłam znów do wniosku, że poza moim ukochanym  samotna jestem bardzo… nie mam żadnej osoby, z którą mogłabym porozmawiać, wyjść czy popatrzeć w niebo…

1389752

Myślałam także o tym, że bardzo brakuje mi chwil, które potrafiłam przeżywać wcześniej, chwil zachwytu, chwil kiedy potrafiłam patrzeć w gwiazdy czy leżeć na trawie, kiedy umiałam słuchać w kółko jednej piosenki i być nią zachwycona… takich chwil bardzo mi brakuje, dlaczego przestałam je tak mocno odczuwać? Bo świat się zmienił, bo stał się bardziej materialny, ja się stałam? Dlaczego tak jest…? Nie rozumiem, a bardzo za tym tęsknię…

Dzień zaczął się ciemnością

Za oknem pada deszcz, już od dobrego tygodnia. Słyszę jak krople uderzają o dach. Dziś dzień zaczął mi się ciemnością, którą zobaczyłam w moim pokoju po przebudzeniu się. Pogoda jest paskudna, ciemna i mokra, wilgotna… Smutek we mnie nadal trwa, napisałam do matki, zapytała co tam, odpisałam, nie mam siły już niczego ukrywać i dusić w sobie, choć… nie wiem czemu, przecież jej nie ufam, a jednak.

Nie mam na nic siły, a, że parę dni wcześniej zapisałam się na kurs internetowy, przyznam, że trochę mnie to przeraża. A może dobrze, przyda mi się zajęcie… Wczoraj pan ze skrzydłami starał się mnie uspokoić, ale udało mu się to tylko w części.  Dziś jakby zamarzam,  nawet nie wiem, co tutaj napisać, chciałabym przenieść się w inny świat.  Chciałabym, żeby ten świat był kolorowy… Chciałabym wziąć udział w jakimś konkursie poetyckim, zastanawiałam się nawet czy nie wprowadzić tutaj jakiegoś kącika literackiego, na tym blogu. jak na razie nie mam na to siły ani zamysłu, więc wybaczcie, ale tak się nie stanie.

Przemyślałam sprawę, z jednej strony bardzo się cieszę, że go mam, a z drugiej to nie wiem, czemu nie umie się czasem cieszyć z mojej radości, takiej po prostu, niepretensjonalnej… A przecież gdy się kogoś kocha to chce się nim cieszyć, nawet, gdy ma się odmienne zdanie, ale chce się cieszyć jego radością…

Cóż jeszcze pisać, jest mi zimno i źle…  W głowie mam tylko tę piosenkę…