Zabezpieczony: Opadam z sił, w szaleństwa wir…

Treść jest chroniona. Proszę podać hasło:

Reklamy

Wiosenny spacer

Właśnie wróciłam z wiosennego spaceru. Choć tak piękna pogoda ma utrzymać się tylko dziś, na dworze czuć już wyraźnie wiosnę w powietrzu. I te +15 stopni, och… Idąc tak, pośród lasu, zastanawiałam się nad tym, co mam zrobić, czym się zająć. Jak na razie mój zapał i pomysły stanęły w miejscu. Ale i tak, pomimo tego, takie nagłe przybycie prawdziwej wiosny poprawiło mi humor. Ta pora roku nastraja optymizmem i chęcią do działania, to też powoli zaczynam znów działać. Choć mamy dopiero luty, a właściwie jego końcówkę, dało się odczuć już powiew ciepłego wiatru, a po lesie rozchodził się charakterystyczny leśny zapach, który można poczuć podczas ciepłych pór roku.

To wyjście napełniło mnie energią, po wczorajszym jej gwałtownym spadku, kiedy to wewnętrzne demony znów dały o sobie znać i popłynęły łzy. Dopiero Pan ze skrzydłami poprawił mi nastrój…

A teraz o samym lesie…

Mój las, który rośnie tuż za domem to pozostawione po wydobyciu kamienia pagórki i łąki, wszystko pokryte trawą i zaroślami. Kiedyś, kiedy byłam jeszcze dość małym dzieckiem, lubiłam tam przebywać ze względu na ilość maków, jaka tam się znajdowała. Było tam całe pole maków, sporadycznie można było zobaczyć też chabry. Uwielbiałam się w nich bawić. Później jednak wszystko pokryło się wysokimi trawami i brzozami, które tworzą w sumie niemały las liściasty. Od czasu do czasu zobaczyć tam można drzewo iglaste. Są też niewielkie rozpadliny i… wąwozy, które jak na wydobycie kamienia są dość duże. Cały krajobraz jest bardzo malowniczy, choć widzi się też pełno śmieci, gdyż niestety ludzie zaśmiecają to środowisko. Chłopaki jeżdżą na quadach, bo to świetny teren do jazdy na motorach czy quadach, więc wiele dróg po prostu jest rozjeżdżonych do tego stopnia, że gdy przychodzi deszcz, płyną tam rzeki razem z błotem. Przez to, gdy spojrzy się na krajobraz jest on nieco zniszczony i „poharatany” od motorów, jednakże sam widok potrafi czasem wzbudzić zachwyt.

Jest to jedyny teren, który nie kojarzy mi się z problemami. Mogę tam wiele przemyśleć, popatrzeć na okalającą mnie przestrzeń. Nie wiem co takiego we mniej jest, że przestrzeń sprawia, iż czuję w sobie wolność…

Było mi to potrzebne, gdyż wczoraj znowu wróciły wspomnienia o Indianerze, o M. o przeszłości. to ciężkie. Czasem kiedy to wszystko skumuluje się, mam ochotę krzyczeć, a w gardle czuje ściskające łzy… Przypomniały mi się czasy, kiedy musiałam to ukrywać przed wszystkimi. To, że znów płakałam, że cała jestem rozmazana… Potem przyjechał Pan ze skrzydłami, zasypał pocałunkami, zapomniałam…

Nie wiem na jak długo…

Nie lubię czasu, kiedy to wszystko do mnie wraca i odbija się niczym bumerang…

Lustro weneckie i zachody słońca…

Wczoraj rano czułam ogromne napięcie. W zasadzie do teraz je czuje, choć zdaje się być lżejsze. Znów przynudzam o sobie, tak… Wczoraj pojawiła się decyzja, próbuję to jakoś wszystko poukładać. Zamieścić w swojej głowie, choć czasem mam całkowicie dość. Czuję, że nie zdążę, czuję, że nie zdążę totalnie z niczym. Tyle rzeczy się wokół mnie dzieje. To ciężkie. Nie nadążam, gubię się już w tym wszystkim… Znowu dopada mnie ten dziwny czas, iż z jednej strony czuję, że coś się koło mnie dzieje, z drugiej zaś jestem jakby odsunięta od tego. Jakbym oglądała to wszystko przez jakąś szybę. Jakbym była za lustrem weneckim… Raz ogarnia mnie smutek, za chwilę potrafię się cieszyć.

Przyjechał Pan ze skrzydłami. Przynajmniej przy nim mogę zapomnieć o tym, co mnie gnębi gdzieś w środku, nie daje spokoju. Z jednej strony czuję wielką radość, która momentami mnie przepełnia, z drugiej zaś obawę. Te uczucia i odczucia mieszają się tak gwałtownie, że nie sposób je jakoś okiełznać…

Czuję, że tylko definitywne nadejście wiosny byłoby w stanie teraz poprawić mi humor na dłużej. Otoczenie, w którym  czułabym się bezpiecznie, te drzewa, krzewy, las, pachnący tyloma zapachami, słońce świecące znów tyloma barwami, te piękne zachody. Upajam się teraz, w tym dziwnym okresie roku każdym promykiem słońca. Wczoraj, choć zaświeciło na chwilę, czułam zachwyt. Taki sam zachwyt, jak każdego dnia lata, kiedy jest piękny, słoneczny dzień, a niebo pod jego koniec mieni się milionami kolorów. Tego uczucia mi brakuje, zachwytu… Zima to czas, w którym nie potrafię tego poczuć. Choć jest ładna i miejscami zadziwia, na przykład w górach, kiedy wyjdzie się na wysoki szczyt zimą, to jednak nie potrafi mnie tak zachwycić… W lato, patrząc na zachód słońca nad moją krainą, czuję pełną patetyczność życia i ludzkiego istnienia. Kiedy wprost z nieba wpadają do moich oczu różnorakie kolory, a cienie wydłużają się na tak zielonej trawie, by za chwilę zniknąć. Potem, słońce, choć już zachodzi, rzuca jeszcze ostatnie swoje promienie na rosnące w pobliżu drzewa, które w tym momencie zdają się mienić tysiącami odmień zieleni, od zieleni tak zielonej, ze przypomina żółć aż po ciemną zieleń, w miejscach, gdzie promienie słońca nie mogą już dotrzeć…

Potem, kiedy już słońce opuści zielone, najwyższe liście brzóz, zapada… cisza… Niepowtarzalna cisza… Takiej ciszy nie da się drugi raz powtórzyć w zimie, ani nawet w mieście. Ona jest po prostu niepowtarzalna, jedyna w swoim rodzaju. Z daleka szczeka jakiś pies, większość roślin wtedy zamiera, najczęściej cichnie wiatr. Nie ma już wtedy nikogo na dworze… rzadko kiedy więc słychać jakieś ruchy. Jestem sama i mimo, że zdaję sobie z tego sprawę, jakoś nie zaczynam się bać, wręcz jestem jeszcze przesiąknięta zachwytem…Robi się coraz ciemniej i bardziej cicho, w końcu świat zmienia się, jakby powleczony był szarą osłoną… wtedy włącza się lampa stojąca nieopodal. To znak, że za chwilę mój świat zaśnie i otuli się ciemną nocą…

To wszystko dzieje się w przeciągu czasem kilku minut, czasem dłużej, jeżeli dłuższy jest dzień… Tak, czy inaczej, nie zapomnę tych chwil już chyba nigdy…

OLYMPUS DIGITAL CAMERATęsknię za nimi…

Rano wyszykowałam Pana ze skrzydłami, potem zjadłam pączka od „teściowej” i myślę, jakby ułożyć parę zdań. Poznajdywałam stare zdjęcia, przekopując sterty folderów za tym jednym , które widzicie powyżej. To cień świerka rosnącego przy moim domu…  Teraz pewnie będę myślała, co zrobić z tymi wszystkimi zdjęciami, bo jest ich… masa… chyba więcej niż dziesięć tysięcy…

 

„Kolejny smutny, szary i martwy dzień..”

Siedzę… czuję, jak życie ucieka mi przez palce, jak się gubi gdzieś daleko. Przedwczoraj wieczorem sprzęty w domu były takie zimne i szare. Przy zachodzącym świetle wyglądają zupełnie inaczej. Kiedy zbliża się zmrok, można by powiedzieć, iż są opcje. Własne meble we własnym domu… Czuję, że ogarnia mnie niemoc. Od paru dni… już od dawna… wczoraj pojechał Pan ze Skrzydłami. Tak, to były dwa dobre dni… brakowało mi go. Dziś wzeszło słońce, o dziwo, mogę je zobaczyć. Wzeszło, a z nim promyczek mojej nadzieji, na to, że dziś coś się zmieni, że przywołam siebie  do porządku, że się jakoś odnajdę w tym chaosie myśli… nuszę się uspokoić. Liczyam na to, że może pójdę na długi spacer, wyciszę się, pomyślę. Ile razy juz tak robiłam… Słońce właśnie się schowało. A ja czekam, co przyniesie dzisiejszy dzień… Zastanawiam się nad tym czy aby nie zmienić nazwy tego blogu. Bluesowe opowieści są pewnym jego rozdziałem, a być może teraz zacznę pisać nieco inaczej. Moja motywacja i zaangażowanie wznosi się i upada jakby płynęła na fali… ale, życie większości twórczych jednostek nie jest i nie było łatwym.

Mam kilka postanowień… Nie ranić się, wybaczyć sobie, nie zadręczać się i… robić to na co mam ochotę.

„Kolejny smutny szary i martwy dzień.

Zatrute życie tak szybko straciło swój sens… ”

Oddział Zamknięty-„Życie we śnie”

się przyczepiło…

Mały, wielki początek! I… Wilki! ;)

Kochani moi! Z radością chciałam Wam napisać, iż prawdopodobnie już niedługo będziecie mogli przeczytać, to, co udało mi się do tej pory naskrobać w wirtualnym notatniku mojego komputera. Jestem bardzo zadowolona z takiego obrotu sprawy. Zawsze bowiem chciałam być w jakiejś grupie ludzi piszących i wreszcie się udało 🙂 Nie wiem, czy powstanie tutaj link prowadzący do stronki, gdzie będą moje teksty, ( nad tym się jeszcze zastanowię, bo może lepiej będzie porozsyłać maila tylko stałym czytelnikom.) Chodzi mi o zachowanie anonimowości i utrzymanie mego blogu w pełnej tajemnicy. Za dużo tu emocji, wspomnień, osobistych przeżyć. Nie chcę, aby ktokolwiek z osób, które znam dowiedział się o tym blogu. 

Cieszę się na to jak małe dziecko… Muszę jednak poprawić parę tekstów, parę jeszcze napisać… Fajna zabawa to ale i też wyzwanie. Stworzyć coś nowego, od początku do… jakiejś części, to zupełnie nowa przygoda i duuużo blogowej pracy. Od nowa, ale, mam nadzieję, że będę się fajnie bawić wśród nowych ludzi, również piszących. Oczywiście Was moi drodzy nie zostawiam, próbuję tylko poukładać jakoś miejsca w sieci, żebym miała i bloga osobistego, gdzie będę anonimowa i stronkę z tekstami, esejami nie dotyczącymi życia osobistego w większej części, chyba, że w wierszach…

Dzisiejszy dzień przyniósł mi więc nadzieję, radość i poczucie początku czegoś nowego. Robi się „fajnie”. 🙂

Lenka pisze, iż wilki zaczęły się przemieszczać w te zimę… Teraz wchodzę na internet, czytam, szukam, ale nic takiego nie widzę. Jednak dotarłam do informacji, że ich ruja przypada własnie na luty, marzec. Być może ich wędrówki spowodowane są tym, że szukają samic do rozrodu w tym okresie. Eh… nie dają nam spokoju te wilki.

wilk

Więc tak tematycznie, nie wiedziałam, którą wybrać, bo dużo tego, ale padło na jedną z najbardziej znanych:

I piosenka, którą kocham, ze względu na tekst oraz przesłanie… 

A ja idę, szukać tekstów i przygotowywać się na  mały wielki początek 🙂

Miłego popołudnia wszystkim! 🙂

W poszukiwaniu… Mały powrót do działania!

Rano wyprawiłam Pana ze skrzydłami do szkoły. Fajnie mieć dla kogo wstać. Z drugiej jednak strony nie chciałoby mi się wstawać tylko po to, by robić kanapki. Jest poranek w niedzielę. W domu rano było bardzo zimno. Wczoraj zrobiłam jeden z większych kroków, aby nie dać się monotonni i brakowi motywacji. Małymi kroczkami idę do przodu, coś zaczyna się dziać. Mozolnie i powoli, ale jednak. To mnie cieszy. Muszę w tym wytrwać. Muszę, inaczej wszystko pójdzie na marne. Muszę nauczyć się coś zaplanować i dokończyć to. Teraz to jest ważne.

Już sam kolejny wpis na blogu, jaki pojawia się tutaj przez kolejny dzień z rzędu jest tam jakimś małym działaniem i wyrazem motywacji, wiec nie jest źle 🙂 Wczoraj wieści z frontu, że grupa nawet i beze mnie się sypie. Pojedyncze jednostki z niej odchodzą, odlatują. Wiadomo, każdy na dobrą sprawę ma swój świat, myślałam jednak, że dłużej to potrwa. No cóż, zapewne jeszcze się ułoży zgoła inaczej między ludźmi, jeszcze tyle czasu przed nami.

Znów omijam prę wydarzeń, o których miałam tutaj pisać. Muszę nadrobić. Wczoraj poszłam śladem tego wilka, gdyż nie dawało mi to spokoju. Wychodzi na to, iż sobie wędrował po prostu  i tylko tutaj przechodził, choć nie jest do końca powiedziane, że to wilk… Jednak nie spotkałam tak dużego psa w okolicy do tej pory. Dla unaocznienia wstawiam zdjęcie, jednak ślady znalezione przeze mnie są dużo większe…

Closeup of Coyote tracks in snow Hemmingford,Quebec,CanadaDoszłam do miejsca gdzie ślad się gubi. Stopniało już za dużo śniegu i nie byłam w stanie iść dalej, mogę tylko przewidzieć, gdzie wybrał się zwierz. Śladów jednak nie ma tam, gdzie są otwarte przestrzenie, co również mogłoby wskazywać, iż mógł to być wilk, no i idzie raczej… w linii prostej. Ciekawe… Prócz tego wszystko w lesie zdeptane jest przez jakieś małe ślady saren lub też dzików, dlatego łatwo się pogubić przy podążaniu za jednym tropem.

Tropienie jest fajne, jednak pragnę już wiosny, tych rozkwitających drzew, tej zieleni wokół, słońca na co dzień, miękkiej trawy, ciepła… Tęsknię za ciepłymi porami roku. Brakuje mi tego. Wtedy zaczynam inaczej żyć, większość czasu mogę spędzić na zewnątrz na jakiejś aktywności bądź też po prostu podziwianiu krajobrazów. No i brak mi tych cudnych, czerwono-złotych zachodów słońca, podczas których tworzy się tak specyficzna aura… i mogę poczuć, że żyję, bo potrafię się zachwycić.