Pojechane Młode Wilki urzeczywistnione! ;)

Drodzy moi czytelnicy, przybysze czy też przechodnie! Śpieszę do Was z informacją, iż mój pomysł o spisaniu poniekąd przeszłości, a poniekąd też moich wierszy, tekstów, obserwacji pewnych środowisk i samej mnie został urzeczywistniony! Za nic w świecie nie miałam ochoty ani siły zakładać następnego bloga, ale jakiś wewnętrzny głos podpowiada mi, że może jednak warto… Myślę sobie, że pewne teksty trzeba czytać oddzielnie, żeby się nie zaplątać. Dlatego też powstało miejsce, które będzie przepełnione muzyką, wspomnieniami, obrazami ludzi, których pochłonęła ich własna emocjonalność i ideologia. Wielu także zabiła… Myślę, że resztę doczytacie sami, być może też lepiej zrozumiecie pierwotnego bloga.

Będę bardzo wdzięczna za wszelkie pozostawione na nowym blogu komentarze i wizyty, kiedy nie będzie mnie w blogosferze. Ciekawa też jestem Waszego zdania co do „Wilczego” odmiennego świata 😉

A teraz idę brać kąpiel i szykować się na jutrzejszy dzień…

Zapraszam:

http://pojechanemlodewilki.blog.onet.pl/

Ps. Byłabym zapomniała… Na wakacje jedziemy grupą ponad 10 osób, przy czym jest tylko jedna łazienka.

Ja do Małej: Mała, przygotuj się, że rano trzeba będzie wstać o 4.17.
Mała: Czemu??
Ja: Bo może do 8.00 zdążymy wejść do łazienki.
Mała: (Patrzy na mnie z niedowierzaniem) Jak to do 8.00?
Ja: A ile czasu brat średnio układa włosy i w ogóle?
Mała: Godzinę!
Ja: To załóż, że na wyjeździe będzie układał dwie…
Mała: 😯

Chyba nie zrozumiała, ale trudno 😛

Trzymajcie się! 🙂

Reklamy

Pojechane Młode Wilki

wilki-wynuzajace-sie-z-ciemnosci-samica-i-samiec-wilk-wilczyca

Czerwiec 2012 roku,

Wtedy właśnie widziałam go po raz ostatni. Rano w radio grali jakiś singiel Wilków. Pamiętam ten dzień dość dobrze, choć już z lekka zamazują mi się twarze, słowa i gesty. Patrzyłam jak odchodzi bez pożegnania. Nie mogłam się z nim pożegnać, choć chciałam. Zazwyczaj się nie żegnam, jest to nadzieja na kolejne spotkanie. Tego dnia chciałam, jednak nie miałam możliwości wypowiedzieć ani słowa. W głębi wiedziałam, że nie mogę zrobić niczego więcej. Powłóczyłam za nim wzrokiem. Wyszedł szybko i energicznie. Tamtego wieczoru był już pięćset kilometrów stąd… Odszedł fizycznie, choć nie mentalnie. W notatniku, który wtedy prowadziłam, napisałam „Czuję, że zostałam sama, a to przecież chyba nie tak. (…) Muszę przecież jakoś dalej żyć. (…) Dla mnie coś skończyło się bezpowrotnie, a to wszystko nie tak, może ja za bardzo wierzę swoim myślom?” Czasami miałam wrażenie, jak gdybym zaraz miała obudzić się z jakiegoś koszmaru, złego snu i zobaczyć inną rzeczywistość.  Odszedł. Razem z nim odeszła cząstka mnie. Została tylko pustka i wiele pytań, na które nigdy potem nie dostałam odpowiedzi. Zakończył się pewien etap mojego życia.

***

(Właśnie niedawno otworzyłam stary, zakurzony notes…)

Do tej pory poznaliście autorkę blogu jako młodą dziewczynę, mającą wewnętrzne rozterki, zapisującą swoje przemyślenia na kartach tego blogu. Do głowy jednak przyszedł pomysł opisania tego wszystkiego, co widziałam, słyszałam, przeżyłam czy też co było w mojej psychice zanim zaczęłam pisać blog. Ta wersja może różnić się od tego, co zostało tutaj napisane od tej pory, jednak jest równie prawdziwa. Kim jest więc prawdziwa autorka? W tym projekcje znajdą się też pisane przeze mnie opowiadania, miniaturki i wiersze. 

Zapraszam Was więc w tym miejscu do wejścia w świat, z którego chyba nikt nie wraca do końca normalny… 

10 sierpień, 2016 rok

Ostatnie pakowanie myśli i… tajemnica

Deszczowy dziś mamy dzień. Rano jest jeszcze spokojnie. Później trzeba się pakować, szykować, załatwiać ostatnie sprawy. Zmieniłam uczesanie i jakoś tak cieszę się z tego. Nie… nie chcę znowu pisać o sobie, dość już było żali na tym blogu, dość tęsknot, dość o smutku. Ale muszę i chyba chcę napisać, że dziś rano obudziłam się z jakimś lękiem. Właśnie wsłuchuję się w spadające na dach krople deszczu… Jutro wyjazd. Jakoś cała ta grupa mnie nie przeraża, bo i tak mnie nie obchodzą, a może bardziej to, co sobie pomyślą, jak się zachowają.

Jutro jest właśnie ten dzień, kiedy mam się zobaczyć z M? To nie możliwe, jakoś mi to nie pasuje… Przez ostatni czas przestałam o tym myśleć, być może uznałam to za zakończoną sprawę? Teraz to wszystko ma znowu wrócić? Dlaczego?

Z drugiej strony znowu cieszę się, że go zobaczę, jakkolwiek absurdalnie to nie brzmi. Myślę sobie, że nawet, gdy ta znajomość ma skończyć się definitywnie po wakacjach to i tak miło będzie stać z nim na pewnym pamiętnym balkonie i patrzeć w niebo, fajnie będzie potańczyć, aż się poprzewracamy od zawrotów głowy, miło będzie po prostu pogadać albo pomilczeć wieczorami, o pierdołach. Nie wiem, czy uda mi się z nim szczerze porozmawiać. Może tak, może nie. Może pewne rzeczy wyjdą same, bez jakiś pytań. Jakoś nie mam teraz wyraźnego celu takiej rozmowy. Napiszę, że wbrew temu, ile było we mnie niepewności i poniekąd rozczarowania, doszłam do wniosku, że cieszę się, że ta osoba zjawiła się w moim życiu. Nie dlatego, że mogłam przeżywać jakąś euforię, ale dlatego, że zrozumiałam, iż on był potrzebny na tamten czas mojej egzystencji. Myślę, że gdybym nigdy go nie poznała, moje życie wyglądałoby inaczej, ba, na pewno wyglądałoby inaczej teraz. Nie wiem… może wylądowałabym na prochach, na lekach, a na pewno w stanie dużo cięższym niż jestem teraz. Można powiedzieć, że ktoś, kto wprowadza niepewność jest zwykłą świnią… Po części tak, to chamskie zachowanie. Ale zdaję sobie sprawę, że ta niepewność jest dużo lepsza od tego, co rzeczywiście mogło mnie spotkać. Nie są to słowa obrony co do postawy M. To nie tłumaczy faktu, że zachowuje się źle, niedojrzale. Nie przypisuję mu cudownych zasług. Jednak, kiedy pomyślę o tamtym czasie, to czuję ulgę, że wtedy się zjawił…

Fajnie, że będę mogła być z nim w miejscu, gdzie po raz pierwszy w życiu zobaczyłam inną perspektywę życia. Jest to miejsce, gdzie wyjechałam po raz pierwszy, rzucając wszystko i girl-wind-balcony-light-2560x1440chcąc totalnie zmienić otoczenie- pojechałam, tak naprawdę w nieznane… Tam spotkałam wspaniałych ludzi, którzy dali nadzieję, że świat ma różne oblicza, pozwolili mi też uwierzyć w siebie, pokonać własne lęki, polecieć…  Choć teraz ekipa się zmieniła i tamten klimat tego miejsca już chyba nie wróci, to jednak sentyment został tak duży, że cieszę się, że tam jadę. Nawet z taką wielką i rozwrzeszczaną ekipą, pragnącą się bawić. Dla mnie to miejsce ma trochę inny wymiar. To takie miejsce mojej ucieczki, odreagowania, spojrzenia inaczej na pewne sprawy, wolności. Niestety nie mogę tam wyjechać częściej niż raz na rok, jest to jednak spory kawałek stąd… Dlatego też cieszę się, że będzie tam też M., choć on sam nie wie, o co chodzi… Zapewne moja Mamusia wszystkim wytłumaczy, żeby potem wszyscy mogli zachwycać się, jaka jest mądra, elokwentna, itd. Czasami to wszystko jest takie sztuczne…

A w mojej głowie zrodził się pomysł na napisanie pewnej historii, w zasadzie opisanie. Jeszcze nie wiem dokładnie co, jak i kiedy, ale wiem, że chyba tego potrzebuje, a jeśli może z tego wyjść kawałek dobrych tekstów, zupełnie innych niż pisanych tutaj, na tym blogu, czuję się fajnie. Wziętych i z mojego życia i tego, co pojawia się w mojej głowie…Na razie jest to jakiś szablon, zamysł, sama nie wiem jeszcze, jak się rozwinie. Ale nie będę pisać niczego więcej, bo zdradzę tajemnicę…

 

Lew, Czarownica, Stara szafa i kawałek Dzikiego Zachodu

Dni mijają wolno i leniwie. Właściwie nic ciekawego się nie dzieje. M. wyjechał… ma jeszcze wrócić. Nie mam z nim kontaktu, ale myślę, że nie o kontakt tu chodzi, tylko o szczerą rozmowę… Nic nie jest w stanie jej zastąpić, żadne telefoniczne rozmowy czy teksty pisane. To zupełnie inny kontakt… Podobnież do Małej też się nie odzywa. Swoją matkę również traktuje z dużym dystansem. Z tych strzępków informacji, które do mnie docierają wychodzi na to, że jest smutniejszy niż rok temu, bardziej zdystansowany do rodziny i obojętny na wszystko… U matki nocować nie chce, kiedy teraz mógłby, bo nie mieszka tam już jej partner. Szczerze mówiąc nie dziwie się mu. Też nie chciałabym mieszkać u kogoś, kto za dziecka mnie wyganiał z domu, podczas nietrzeźwych akcji. Podejrzewam, że bicie też było… Mała tylko raz mi opowiadała, jak M. ją zabrał i uciekali z domu, w deszczu. Reszty nie pamięta, bo była małym dzieckiem… opowiedziała mi też, jak M. trafił do ojca. Podobno nowy partner jego matki powiedział, że zrobi mu krzywdę nożem… Matka z Małą uciekły do innego pokoju, potem twierdziły, że nie było świadków… Eh… też pewnie nie chciałabym wrócić do takiego mieszkania, nawet po latach.  Najgorsze w tym wszystkim jest to, że matka M. teoretycznie jest moją przybraną „siostrą” i rodzinka oczekuje ode mnie, że będę się z nią przyjaźnić… Tak to odbieram, z kobietą pod 40, która wyrządzała krzywdy swojemu dziecku, z resztą podobne jak moja Matka, w pewnym okresie mojego życia… Może dlatego potrafimy o tym pogadać z M.? Są bowiem sytuacje, które trzeba przeżyć, żeby zrozumieć ilość emocji, jakie się w nich odczuwa… Kiedy pojechali na wakacje, odesłała M. do domu, podczas, gdy sama z Małą i partnerem została na kolejny tydzień, a tłumaczyła to brakiem gotówki… W tym roku robi to samo. My wracamy, a ona zostaje z Małą na dłużej. M. pewnie będzie przykro… Chyba, że się już otrząsnął i przestał zabiegać. On cały czas jest odtrącany… Matka tylko udaje, że jej zależy, ojciec każe pracować na siebie, bo jak nie wykona określonych zadań, to nie będzie żadnego kieszonkowego, a i potrzepać potrafi… Dziadek się bawi w najlepsze z moją mamą…  Trochę mi go żal z tego powodu. Nie dziwi mnie fakt, że chłopak ma obtłuczoną psychikę…

Wczoraj oglądałam sobie  ekranizację „Opowieści z Narnii- Lew, Czarownica i Stara szafa.” Wszyscy chyba znają tę powieść. Stara, ale obejrzałam ją dopiero drugi raz. Książka, którą pamiętam z mojego dzieciństwa…Muszę przyznać, że jako dziecko miałam dość bujną wyobraźnię. Może nie tworzyłam niewidzialnych przyjaciół, ale tworzyłam sobie w głowie   równoległe krainy, utkane z marzeń. To chyba w nie uciekałam, gdy w rzeczywistości aż kłębiło się od problemów. Teraz inaczej patrzę na tego typu powieści. Dla mnie 1969_4osobiście zarówno książka, jak i ekranizacja powieści są genialne! Nie dlatego, że występują w nich dziwaczne stwory, a całość zatapia się w irracjonalnym świecie Narnii, ale dlatego, że to historia oparta na ideałach, wierze, determinacji, ludzkiej życzliwości, przyjaźni i miłości… Podczas oglądania tego przypomniały mi się ideały z dawnych lat, w które wierzyłam, jako dziecko, a które po części zostały zdeformowane przez kolej losu… Te prawdziwe… Zawsze była we mnie jakieś ideały większe niż „tu i teraz”, ” dzisiejsza codzienność” i „byle jakoś fajnie spędzić parę kolejnych dni.” Chyba mało kto przypuszczałby, że marzenia o wolności, poświęcenie, walkę za przyjaciół można wykształcić sobie na przykładzie baśni, czy powieści fantasy… Ale coś w tym chyba jest.  Ktoś kiedyś oglądał Mustanga z Dzikiej Doliny? Ja oglądałam go na okrągło, kiedy byłam dzieckiem i bez wątpienia powiem, że jest to jedna z najlepszych bajek, do tego rysowana na papierze, więc ukłony należą się twórcą. Nikt już chyba nie wierzy w dzisiejszym świecie w magiczne krainy… Oprócz mnie! Tak, z pełną odpowiedzialnością pisze, że myślę, iż takie krainy mogą istnieć, jeśli sami tego chcemy, jeśli potrafimy zobaczyć piękno otaczającego świata, jeśli potrafimy zmusić naszą wyobraźnię do wysiłku, do zanurzenia się w marzeniach…  Ideały i wartości chyba właśnie też tak się we mnie kształtowały, poprzez różne historie, które miałam okazję oglądać. Naszła mnie więc taka refleksja dotycząca dzisiejszych dzieci… Czy istnieją dzisiaj opowieści, z których mogłyby również czerpać? Na których mogłyby się kształtować? Zapytane jaką książkę ostatnio przeczytały, zapewne odpowiedzą, że facebooka. Nie twierdzę, ze technologia jest zła. Jest dużym ułatwieniem życia, ale zabiera dorobek setek lat… Tak niewiele dzieci dziś czyta książki… Potem w smsach nie wiedzą, gdzie nawet postawić przecinek. (Przykład Małej) Albo czy w ogóle zdanie zakończyć kropką czy nie. Z drugiej strony, czy dziś znajdziemy bajkę lub opowieść godną pokazania najmłodszym? Kiedyś były Opowieści z Narnii, Tarzan, 101 Dalmatyńczyków, Mustang z Dzikiej Doliny, cf8843950010702a4fd010d4Steward Malutki, Barbie, Shrek, Bracia Grimm i całe mnóstwo innych, które się oglądało i które czegoś uczyły, na coś zwracały uwagę… Dziś? Jedyną miłą bajką, którą kojarzę jest Kraina Lodu… Dzieci wychowuje się na CS-ach, grach, strzelankach, a jeśli już powstanie jakaś historia, jest to opowieść o robotach, albo jakiś potworach zatopionych w technologii. Oprócz tego mamy jeszcze do wyboru Pingwiny z Madagaskaru, w którym to dzieciom pokazuje się np. imprezy na przykładzie zwierząt, które w ogóle nie wyglądają jak zwierzęta. To przykre. Trzeba będzie zachować stare bajki, baśnie, czy opowieści… aby ktoś jeszcze mógł z nich coś wynieść i przełożyć to na ten nasz, tak bardzo już technologiczny świat…

Poniżej kilka moich ulubionych fragmentów ze wspomnień dzieciństwa… Pokazana w bajce Kraina dzikiego Zachodu istnieje naprawdę, mam kontakt z człowiekiem, który tam żyje… Może keidyś spałni się moje marzenie, żeby tam pojechać i pogalopować po tych stepach… 🙂

To były czasy…

Moja własna ucieczka!

To jest to, czego obecnie mi trzeba! Uwielbiam! 🙂

Najpierw filmik…

KLIK!

Teraz reszta…

Uciekam, uciekam cały dzień.
Najdalej, Bóg wie gdzie.
Nikt nie dogoni mnie,
nawet mój własny cień!

Jestem wolny…
Jestem wolny…
Jestem wolny…
Jestem wolny!

Zmęczony, błąkam się.
I nie chcę wiedzieć, że
po piętach depczą mi.
Bo już zamknięte drzwi!

Jestem wolny…
Jestem wolny…
Jestem wolny…
Jestem wolny!

Azyl P.-„Marzenie żółwia”

Tak właśnie zapowiadają się moje wyjezdne wakacje…