Ostatnie pakowanie myśli i… tajemnica

Deszczowy dziś mamy dzień. Rano jest jeszcze spokojnie. Później trzeba się pakować, szykować, załatwiać ostatnie sprawy. Zmieniłam uczesanie i jakoś tak cieszę się z tego. Nie… nie chcę znowu pisać o sobie, dość już było żali na tym blogu, dość tęsknot, dość o smutku. Ale muszę i chyba chcę napisać, że dziś rano obudziłam się z jakimś lękiem. Właśnie wsłuchuję się w spadające na dach krople deszczu… Jutro wyjazd. Jakoś cała ta grupa mnie nie przeraża, bo i tak mnie nie obchodzą, a może bardziej to, co sobie pomyślą, jak się zachowają.

Jutro jest właśnie ten dzień, kiedy mam się zobaczyć z M? To nie możliwe, jakoś mi to nie pasuje… Przez ostatni czas przestałam o tym myśleć, być może uznałam to za zakończoną sprawę? Teraz to wszystko ma znowu wrócić? Dlaczego?

Z drugiej strony znowu cieszę się, że go zobaczę, jakkolwiek absurdalnie to nie brzmi. Myślę sobie, że nawet, gdy ta znajomość ma skończyć się definitywnie po wakacjach to i tak miło będzie stać z nim na pewnym pamiętnym balkonie i patrzeć w niebo, fajnie będzie potańczyć, aż się poprzewracamy od zawrotów głowy, miło będzie po prostu pogadać albo pomilczeć wieczorami, o pierdołach. Nie wiem, czy uda mi się z nim szczerze porozmawiać. Może tak, może nie. Może pewne rzeczy wyjdą same, bez jakiś pytań. Jakoś nie mam teraz wyraźnego celu takiej rozmowy. Napiszę, że wbrew temu, ile było we mnie niepewności i poniekąd rozczarowania, doszłam do wniosku, że cieszę się, że ta osoba zjawiła się w moim życiu. Nie dlatego, że mogłam przeżywać jakąś euforię, ale dlatego, że zrozumiałam, iż on był potrzebny na tamten czas mojej egzystencji. Myślę, że gdybym nigdy go nie poznała, moje życie wyglądałoby inaczej, ba, na pewno wyglądałoby inaczej teraz. Nie wiem… może wylądowałabym na prochach, na lekach, a na pewno w stanie dużo cięższym niż jestem teraz. Można powiedzieć, że ktoś, kto wprowadza niepewność jest zwykłą świnią… Po części tak, to chamskie zachowanie. Ale zdaję sobie sprawę, że ta niepewność jest dużo lepsza od tego, co rzeczywiście mogło mnie spotkać. Nie są to słowa obrony co do postawy M. To nie tłumaczy faktu, że zachowuje się źle, niedojrzale. Nie przypisuję mu cudownych zasług. Jednak, kiedy pomyślę o tamtym czasie, to czuję ulgę, że wtedy się zjawił…

Fajnie, że będę mogła być z nim w miejscu, gdzie po raz pierwszy w życiu zobaczyłam inną perspektywę życia. Jest to miejsce, gdzie wyjechałam po raz pierwszy, rzucając wszystko i girl-wind-balcony-light-2560x1440chcąc totalnie zmienić otoczenie- pojechałam, tak naprawdę w nieznane… Tam spotkałam wspaniałych ludzi, którzy dali nadzieję, że świat ma różne oblicza, pozwolili mi też uwierzyć w siebie, pokonać własne lęki, polecieć…  Choć teraz ekipa się zmieniła i tamten klimat tego miejsca już chyba nie wróci, to jednak sentyment został tak duży, że cieszę się, że tam jadę. Nawet z taką wielką i rozwrzeszczaną ekipą, pragnącą się bawić. Dla mnie to miejsce ma trochę inny wymiar. To takie miejsce mojej ucieczki, odreagowania, spojrzenia inaczej na pewne sprawy, wolności. Niestety nie mogę tam wyjechać częściej niż raz na rok, jest to jednak spory kawałek stąd… Dlatego też cieszę się, że będzie tam też M., choć on sam nie wie, o co chodzi… Zapewne moja Mamusia wszystkim wytłumaczy, żeby potem wszyscy mogli zachwycać się, jaka jest mądra, elokwentna, itd. Czasami to wszystko jest takie sztuczne…

A w mojej głowie zrodził się pomysł na napisanie pewnej historii, w zasadzie opisanie. Jeszcze nie wiem dokładnie co, jak i kiedy, ale wiem, że chyba tego potrzebuje, a jeśli może z tego wyjść kawałek dobrych tekstów, zupełnie innych niż pisanych tutaj, na tym blogu, czuję się fajnie. Wziętych i z mojego życia i tego, co pojawia się w mojej głowie…Na razie jest to jakiś szablon, zamysł, sama nie wiem jeszcze, jak się rozwinie. Ale nie będę pisać niczego więcej, bo zdradzę tajemnicę…

 

Reklamy

5 myśli w temacie “Ostatnie pakowanie myśli i… tajemnica

  1. Przeraża Cię to, co ta grupa sobie pomyśli, ale jednocześnie Cię nie obchodzą. To po co się tym zamartwiać? Niech myślą, co chcą, a Ty myśl swoje. Wyobrażaj ich sobie w śmiesznych sytuacjach i jeśli nic Cię nie obchodzą to jedź tam dla siebie samej. Ja bym chyba tak zrobiła. Hmm, wyczuwam swój komentarz dotyczący niepewności ;). Napisałam wtedy takie słowa przez pryzmat swojego doświadczenia i tego, co inni sądzili o tamtej sytuacji. Nie oceniam M., nie znam go, po prostu według mnie bardzo niefajnie się zachowuje wobec Ciebie.
    Trzymam kciuki, żebyś jednak była zadowolona z tego wyjazdu i żeby jakoś się ułożyło między Wami. 😉

    Polubienie

    1. Tak właśnie chcę zrobić, Lenko. Pojechać tam dla samej siebie, zobaczyć to miejsce, do którego ciągle mam sentyment… Odpocząć. Zostawić te wszystkie problemy, myśli, które mam w domu, na co dzień. Dziękuję Ci za wsparcie, nawet nie wiesz, ile to dla mnie znaczy 🙂 Musi się „jakoś” ułożyć, przecież musimy wytrzymać tam ze sobą te kilka dni… Tam po cichu mówiąc, liczę nie tylko na te „szczere rozmowy” i w kółko trucie o tej całej sytuacji, ale też na dobrą zabawę w jego towarzystwie, bo akurat to jest osoba, z którą się umiem bawić świetnie, a może z takiego spędzenia czasu też coś się wyjaśni. 🙂 Resztą się nie przejmuje 🙂

      Polubienie

  2. Im dłużej żyje, tym bardziej upewniam się w tym, że pewni ludzie pojawiają się w naszych życiach, odgrywają pewną rolę – mniej lub bardziej udanie – i na tym kończy się wspólna z nimi historia. I vice versa – my sami w życiach niektórych ludzi pojawiać się możemy równie epizodycznie. Czasami patrzę wstecz, w przeszłość, i myślę o tych wszystkich ludziach, z którymi tyle mnie łączyło (naprawdę łączyło, a nie tylko wydawało mi się ze tak było), a z którymi nie mamy sobie obecnie nic do powiedzenia. Oni należą do przeszłości, dzisiaj są już kimś mi obcym, nieznanym, wewnętrznie innym, tylko wygląd pozostał i stwarza złudzenie, że może jest inaczej (chociaż i on się jakoś zmienił naturalnie).

    Polubienie

    1. Też zauważam taką tendencję. Jest ona dla mnie osobiście przykra, bo świat, w który tak naprawdę wkraczam się rozsypuję za szybko. Ludzie przychodzą, odchodzą… Tak ciągle. Nie ma w tych znajomościach niczego trwałego, nawet, jeśli o tym się mówi. Stąd też nie uznaję górnolotnych frazesów o trwałości takich relacji. Świat, w którym żyjemy obecnie jest światem jednorazówek, to takie materialistyczne porównanie, ale chyba coś w nim jest. Począwszy od rzeczy, skończywszy na najbliższych nam ludziach, wszystko jest szybkie i jednorazowe. To smutne, dla osoby, która szuka trwałych wartości, jakiegoś stałego gruntu. Piszesz o dość smutnych zjawiskach, a z Twoich komentarzy zawsze bije taki niewyobrażalny spokój… Cóż, chyba czas brać się za mój ułożony, na razie tylko w głowie projekt, bo o nietrwałości też będzie tam wiele… Pozdrowienia serdeczne! 🙂

      Polubienie

  3. A dla mnie to co piszecie jest prawdziwe/z autopsji/i z jednej strony się na to godzę, ale z drugiej ciągle żyję nadzieję, że coś się wydarzy, że w końcu trafię na stały grunt, na którym zbuduję trwałe relacje! 🙂 Wierzę w to, oczekuję tego, zrobiłam wszystko co w mojej mocy aby wreszcie tak się stało! Tobie Bluesowa Dziewczyno też tego życzę. Z całego serca. Na przekór wszystkiemu i wszystkim! TAK JEST!!! 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s