Myśli przy szklance herbaty układane…

Znowu siadam by napisać parę słów w tym miejscu. Zastanawiałam się kiedyś nad tym, czy nie dać któregoś ze swoich tekstów do oceny przez innych, na jakiś portal literacki… Dochodzę jednak do wniosku, że chyba nie mam siły na to, aby być oceniana i krytykowana. Nie chcę w tym momencie mojego życia. Dzisiaj znowu kiepski dzień. Źle się czuję… jakoś lepiej mi z myślą, że teraz przynajmniej to rozumieją. Ona to rozumie. Matka. A przynajmniej próbuje. Czy mój świat to ona? Chyba nie do końca… Chcę pobyć sama ze sobą, chyba tylko to się liczy dzisiaj. Nietoperz nie odpisuję, ale przestałam się nad tym zastanawiać, pewnie napisze kiedyś… może… Wysłał piosenkę, która mnie rozwaliła. czasem mam wrażenie, że jest bardzo podobny… Dziś chcę mieć blog, szklankę dobrej herbaty i swoje myśli. Taki zamiar. Nie mogę znaleźć miejsca dzisiaj, nawet w słowach…Spacer, moje wieści. Jest tyle rzeczy nienapisanych… które gdzieś chciałabym zawrzeć, emocje… Może to już czas na porządniejszy wpis, w końcu nic teraz nie będzie mnie ograniczać!

Reklamy

Może jednak Morrison miał rację?

Halo, halo! Założę się, że myślicie, że opuściłam blog, a jeśli tak myślicie, to muszę napisać, że mylicie się. Ot, po prostu dodaję wpisy rzadziej nich dotychczas, no cóż, czasami tak a4aabc72159365b848c564cf0eb8f0f5bywa, że obowiązki wzywają, a kiedy chodzi o moją przyszłość, to muszę się im poświęcić i chcę, dla własnego dobra i późniejszej wygody psychicznej… Wasze blogi odwiedzę w niedalekim czasie, tak myślę i zakładam sobie. Na dzisiejszy wpis nie mam tematu konkretnego, ot, zawiodłam się na ludziach, na Mamie po raz kolejny, znów źle czuję się psychicznie… Dziś usłyszałam, że mam się zająć sobą, to znaczy kim? Ciągle w mojej głowie plącze się pytanie kim jestem? Chyba złożonością zbyt złożoną…  Ludzie mnie nie rozumieją, choć tak bardzo chcę, żeby mnie zrozumieli. Mam już dość tłumaczenia wszystkim wszystkiego, nawet na terapii, która przewidywalnie jest raz w miesiącu, a i tak niczego konkretnego nie wnosi, nie poprawia. Mam epizody depresyjne, stany, w których nie potrafię ustać na nogach… Dziś czuję się pozostawiona sama sobie, a wszyscy dokoła mnie mówią mi „Nie histeryzuj”. Może jednak Morrison miał rację twierdząc, że brak nadziei jest rzeczą naturalna dla każdego poety* , jeśli to przejdzie, wtedy i tylko wtedy może przeżyć więcej. Może to jest konieczne… Mam jakieś dziwne przeczucie, że nikt nie jest w stanie mi pomóc. Wiem też, iż być może to nieracjonalne myślenie… To mój paradoks… Ale ciągle widzę, że mnie nie rozumieją. Nadinterpretacja rzeczywistości? Hm… być może. Tak czy siak, jestem jednostką osobliwą, indywidualną i jak to twierdzą „ciężko ze mną będzie…”.

*poeta w znaczeniu jednostki odczuwającej więcej

Żyję jak wszyscy wielcy…

Czuję się przemęczona, a tu dopiero piętnasty kwiecień… Ostatnio czas mija mi na słuchaniu Lady Pan i Oddziału Zamkniętego… dzisiaj jednak wróciłam znów do Dżemu. Jednak Dżemowe kawałki są niezastąpione. Mogę ich słuchać, to chyba dobrze… Zaraz po tym, jak zobaczyłam Indianera z tamtą laską nie mogłam. Sama jeszcze nie wiem, co zrobię z Nietoperzem, powoli odkrywam jego świat i nie chcę go nigdzie etykietować, nawet, jeśli zrobił w swoim życiu parę rzeczy, których nie pochwalam. Przecież to samo robili wielcy artyści, ba, może nawet jeszcze gorsze rzeczy, a świat ich kocha… To chyba jest jeden z tych, z którym można godzinami siedzieć na peronie, w podartych ciuchach, pić piwo i gadać o… wartościach. Dzisiaj jest ten dzień, kiedy czuję, że chce mi się znów pisać teksty, a nie mam siły…

Żyję, jak wszyscy wielcy. Obserwuję, analizuję, myślę, wreszcie piszę, a potem „zdycham” przez kilka dni w łóżku… to są stany…

-nie piję

-nie palę

-nie ćpam….

 

Nietoperz…

Jakiś czas nie było mnie na blogu, za pewne czekaliście jakiś czas na kolejne wieści… czy teraz jeszcze czekacie? Ja taka już jestem, jak śpiewał Rysio „Ja już będę, będę tak.” Lubię pisać, ale czasami muszę się wyłączyć z toku przelewania wszystkiego na wirtualny papier, alby potem móc powrócić, z jeszcze większą dozą przyjemności i satysfakcji z pisania. Nie wiem, dlaczego. Może taka moja mała adrenalina? 🙂

Zatem już wyjaśniam powód mojej, znów dłuższej nieobecności…a jest nim… Nietoperz. No cóż… śmieszna to historia i właściwie sama nie rozumiem dlaczego znów mi się przydarza, ale może od początku… Jakiś czas temu,  a dokładniej przed Świętami Wielkanocnymi siedziałam w domu i chciałam odpocząć, a, że ostatnio działam spontanicznie, żeby odchodzić od mojego wysublimowanego perfekcjonizmu, wpadłam na pomysł zrobienia bloga ze zdjęciami… I zrobiłam, nawet dodałam kilka zdjęć, tylko, że… „poznałam” tam Nietoperza.  Zupełnie przez przypadek. Eh… pamiętam, ile razy obiecywałam sobie, że już żadnych znajomości przez internet nie podejmuję. Bo to zguba, strata czasu i tak, niczego się o tej osobie nie dowiem, a i tak zawsze po jakiejś znajomości 1435063226mailowa-obsluga-klientabędzie rozczarowanie, bo przecież inaczej się ten człowiek przedstawiał… Po tym, czego doświadczyłam ze strony takiej znajomości i tego, jak spędziłam cały wieczór na rozmowie z M., który próbował mnie pocieszyć, szantażach, wyzwiskach pod moim adresem, obiecałam sobie, że nigdy więcej, koniec kropka! Więc kiedy do mnie napisał, odpisałam, jak każdemu i zamilkłam, bo nie miałam celu nawiązać z kimś głębszych rozmów. Tym bardziej, że na tym blogu młode dziewczyny aż dobijają się do niego… Ale pod koniec tego samego dnia przyszła prywatna wiadomość, dotycząca mojego zdjęcia, jednak wyglądało na to, że po prostu chce nawiązać rozmowę… Odpowiedziałam jakoś lakonicznie… jednak za chwilkę znów przyszła kolejna wiadomość. I tak spędziłam dwa tygodnie, kiedy mnie tu nie było… Pisało mi się z nim bardzo dobrze, rozumiał mnie i moje teksty, choć czasem, jak wiecie banalnych tekstów nie piszę… Z czasem wiadomości przerodziły się w długie listy, rozmowy o życiu, przekonaniach… poglądach na rzeczywistość. Miło się pisało… I chyba zawsze jest tak, że jak z kimś nie mamy kontaktu w rzeczywistości to w naszej głowie powstaje pewne wyobrażenie o tej osobie. Tak działa ludzka psychika… chcemy wszystko jakoś definiować, no cóż, potrzebujemy logicznego wytłumaczenia świata. Choć moich wyobrażeń nie brałam na serio, bo mam pewne przykre doświadczenia i podchodzę z dystansem to tego typu kontaktów, to jednak gdzieś tam były… No cóż, miły, wyrozumiały, pracowity, kocha tę samą muzykę co ja, ma swoją ogromną pasję, wrażliwy, w listach mnie szanuje, ja jego też… Wydaje mi się, że to jest prosty chłopak, ale serce ma dobre i przemyślenia swoje też ma i wartości jakieś też… Wszystko było fajne. Aż do czasu, w którym nie dowiedziałam się, że… niestety pije i to dość sporo… Ironia losu? Dlaczego ten alkohol mnie tak bardzo kocha? Nie rozumiem… W pewnym momencie zaczęłam się śmiać z tej ironii losu… Ja, DDA, M., z którym nie ma kontaktu, Chomiczkowa, która jest też nieźle zakręcona emocjonalnie i ma na prawdę ciekawe pomysły (które dobrze, że nie kończą się w sądzie) i pasjonat kolei, który niestety…………………… Eh… samo życie…. Jednak ten jego świat, o którym opowiada i który widziałam na zdjęciach tak bardzo przypomina mi świat, za którym chyba tęsknię… Świat muzyki, z pozoru prostych ludzi, którzy szukają siebie. Ten, który obserwowałam, kiedy jeszcze był przy mnie Indianer. Tak, chyba właśnie z nim kojarzy mi się ten świat Nietopka… z nim i ze Skazanym, z tym klimatem starych jak dla mnie czasów, które lubię…

Tak się właśnie zastanawiam, czy aby nie zakończyć tego pisania, bo w jednym temacie na pewno się nie zgodzimy, a nie jestem do końca przekonana, czy ja powinnam mieć kontakt z takimi osobami. Z drugiej strony, od wszystkich, którzy używają alkoholu się nie odizoluję, więc to może dobra próba? Próba dla mnie samej, żebym nie próbowała za wszelką siłę wyciągać i pomagać… Może tym samym „zniszczę” w sobie ten w sumie zły mechanizm ratowania wszystkiego, co jest dookoła od złego… Hm… wymagająca „relacja”, jak dla mnie… Nie wiem czy aby nie za bardzo, nie chcę się znowu zakręcić.

Za dużo słów, za mało czasu… Jeden zwykły dzień!

Na jakiś czas zniknęłam… i znów pojawiam się w eterze. Dużo się wydarzyło, może za dużo… Jutro przyjeżdża M. Muszę zawrzeć pół roku emocji w kilku godzinach. To niewykonalne. Potem jedzie. Jestem na niego trochę zła, pojawia się i znów znika… Ale wiem, że to nie jego wina. Mam w sobie tyle emocji. Zamiast się cieszyć jest mi coraz bardziej smutno… wyjedzie, znowu wyjedzie. A myślałam, że to będzie miły weekend, rozmowa…

Patrząc na to wszystko, co dzieje się wokół mnie wiem, że nie rozumiem tego świata, a on nie rozumie kompletnie mnie. Ten wycinek mojego, małego świata… Czasami mam wrażenie, że ci ludzie są z innej planety, nadają na zupełnie innych falach. Atmosfera jest ostatnio bardzo napięta i wroga. Nie potrafię w takowej funkcjonować, choć bywało tak przez całe moje życie co jakiś czas. Coraz częściej myślę, że nie wiem, czym jest normalność… Chyba nie wiem… To smutne! Świat, który mnie otacza nie pasuje do moich wartości, wyznawanych zasad. I nigdy chyba nie będzie moim światem, takim, jakbym chciała, do póki go sama sobie nie stworze, a szanse są nikłe… nikt nie traktuje mnie poważnie… to przykre.

Piosenka, ta piosenka, która towarzyszyła mi ponad pół roku. Od czasu, kiedy wróciłam od M. Piosenka o tęsknocie i cierpieniu… Chyba już zawsze będzie mi się kojarzyła z tą wyprawą i z M.. Tak aktualna dzisiejszego wieczoru… jutro ma przyjść ten dzień, a ja nawet nie zdaje sobie z tego sprawy. Może po prostu zwyczajnie nie wierze, że to możliwe, że przyjeżdża? W końcu tyle czasu go nie było… Nie wiem jeszcze, co mu powiem, za dużo słów, za mało czasu. A może po prostu zwyczajnie z nim pomilczę…?