Gdy nad świat przychodzi zmrok…

Kiedy zapada zmrok i nad świat nadchodzi zmierzch moje myśli często zmierzają w niekontrolowanym kierunku. Dzisiaj znów myślałam o Nim…Czasem mam jeszcze chwile, kiedy to wszystko do mnie wraca, całe te siedem długich lat. Nadchodzi wiosna, choć robi to bardzo powoli, to gdy widzę te miejsca, te same miejsca w tym samym, słonecznym świetle, od razu emocjonalnie łączę się z tamtym czasem i oczywiście emocjami, jakie wtedy odczuwałam. Później mi tego żal. Czy za Nim tęsknie? Nie wiem, pewnie tak, ale wiem, że tego człowieka, którego znałam już nie ma. Przeistoczył się tak bardzo, że mógłby mnie już nie poznać. Smutne… Są chyba takie osoby, miejsca i wspomnienia o których nie da się zapomnieć. Nie da się ich wymazać,zdystansować się? Może bardziej pogodzić z koleją biegu rzeczy i następstw, ale czy wobec tak silnych emocji, które się wtedy przeżywało da się z czymś pogodzić? Przestałam o tym myśleć, gdyż jutro mam kolejne, ważne zadanie do zrealizowania, nie mogę się rozwalić psychicznie.

Ostatnio „łapię się” na różnych, nietypowych rzeczach. Dziś wychodząc z domu zobaczyłam na mojej ulicy jakiegoś przypadkowego chłopaka, który właśnie zamykał bramę przed swoim domem… Wierzcie mi, że zobaczyłam twarz M… był tak podobny… tylko niższy. Z kolei wczoraj, jadąc w autobusie spojrzałam przypadkowo na przednią szybkę, która odgradza siedzącą z przodu autobusu osobę od kierowcy. Często te szybki odbijają obraz ludzi jadących autobusem. Patrzę i co widzę? Moje odbicie, a dokładniej mówiąc Jego… Te same oczy, podobna czapka, chustka na szyi i to spojrzenie… Wiem, że zawsze byliśmy podobni, choć to dziwne, ale po prostu niektóre fakty i zdarzenia mnie zaskakują. Zawsze zaskakiwały, napisze o tym innym razem. Powiecie, że za dużo o tym myślę i mózg stymuluje chętnie obrazy, które ciągle przewijają się przez niego jak nić… Moje życie ma za dużo dziwacznych splotów i zbiegów okoliczności…

Jutro znów na terapię. Sklasyfikowali mnie jako DDA i pod tym kątem będą na razie nade mną pracować… Nie wiem, czy to wszystko w ogóle ma sens. Jestem teraz w trakcie intensywnego zdobywania celu dającego mi możliwości dalszego rozwoju, muszę się skupić, a nie rozwalać dodatkowo terapią. A na terapii wiadomo muszą mnie najpierw rozwalić, żeby poskładać mnie potem na nowo… A nie mogę sobie pozwolić teraz na rozwalenie całkowite. Udało mi się jakoś skupić się na pracy i się cieszę z tego powodu. Do nie tak dawna wierzyłam w moc terapii i tego, że to jedyna rzecz, która pomóc mi może. Jednak kiedy teraz patrzę na to wszystko, zaczynam się zastanawiać. Spotkania raz na ponad miesiąc, dodatkowo stwierdzenie, że „będę trudnym pacjentem”… Rzeczywiście, patrząc na to, co działo się we mnie przez te wszystkie lata i dzieje się teraz nie musi być łatwo. Kiedy patrzę na ludzi, którzy są tam w terapii i wyszli z tego, co ich dręczyło… oni jakoś wszyscy kwalifikują się do świata „pragmatycznego”. Nie chcę oceniać, nigdy nie wiem, co w kim tak naprawdę siedzi, jakie ktoś ma myśli, co skłoniło go do takich, a nie innych decyzji, jednak czuję jakąś różnicę. Nie wiem nawet do końca jaką… Nie wątpię w terapeutów, ale stąd też zaczynam podejrzewać, ze ze mną może nie być łatwo… Dzisiaj mamy pełnie, zawsze jak była pełnia to patrzeliśmy z M. w księżyc…

Zmykam myć włosy, a Was zostawiam z piosenką na dziś…

Reklamy

3 myśli w temacie “Gdy nad świat przychodzi zmrok…

  1. Jak zapadnie zmrok to wtedy myśli się nawarstwiają i jakoś wtedy zaczynamy się zastanawiać nad minionym dniem. To taki czas, który sprzyja rozmyślaniom, bo w czasie dnia nie ma na to czasu, jest się zajętym czymś innym. Tak samo jak z piosenkami, łączymy dane wspomnienie o jakimś wydarzeniu albo osobę z określonym miejscem. 😉 Nie rezygnuj z terapii, nawet jeśli teraz masz jakieś obiekcje czy wątpliwości. Wykazałaś się już tym, że tam poszłaś, zdobyłaś się na odwagę, aby o tym opowiedzieć komuś na głos, nie warto rezygnować z takich osiągnięć. To może wiele dać. Ja prawdę mówiąc, nie doświadczyłam tego, bycia na terapii, nie znam się na tym, nie wiem jak naprawdę tam jest, ale te spotkania to chyba częściej powinny się odbywać. Oo, dobrze, że napisałaś o tej pełni, to wiem już teraz, że będę miała problem z zaśnięciem, a jestem taka zmęczona…
    Miłego wieczoru ;).

    Polubienie

    1. Tak myślę, że to coś da 🙂 Może później, za jakiś czas będę się częściej spotykać z terapeutą. Odwiedziłam już kilku psychologów, nigdy jakoś nie miałam obaw, przed tym, żeby powiedzieć co się dzieje, gorzej było z tym, co tak naprawdę mnie boli, czego się wstydzę. Chyba każdy ma coś takiego, co stara się ukryć w tajemnicy. Szukałam kogoś, kto by był w stanie mnie zrozumieć. Zobaczymy jak będzie tym razem… Co do pełni, to niektóre osoby nawet lunatykują, chodzą na śpiąco, gotują obiady i robią zakupy. Ja jestem meteopatką w jakiejś części, ale na pełnie nie reaguję na szczęście.. . Reaguję tylko w ten sposób, że wracają wspomnienia… Tobie też miłego wieczorku :*

      Polubienie

      1. Podoba mi się Twoje myślenie i postępowanie w tej sprawie. 😉 A no są takie rzeczy, których się wstydzimy i o nich nie opowiadamy. Jej, aż sobie pomyślałam o swoich takich… Ale terapeuta nie może oceniać i to jest kluczowe. Tylko rozumiem, że to jednak trudno się jest przełamać. Pewne sprawy chcemy zatrzymać dla siebie. Będę trzymać kciuki, żebyś znalazła taką osobę. 😉 Meteopaci też zbyt fajnie nie mają, mój tata jest i tak mi go szkoda czasami, że tak się męczy, bo pogoda się zmieniła. Ach, wspomnienia, no mnie też czasami dopadają, ale to w każdym momencie się może zdarzyć, czy jest pełnia czy nie ma, nieważne. ;D
        Dziękuję, trzymaj się ciepło. ;*

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s