Mają dwóch ojców, dwie matki, troje dziadków, a czują się niczyje… MÓJ APEL DO RODZICÓW!

Można mieć dwie mamy i dwóch tatusiów? Można! Do tego cztery ciotki, pięciu wujków, trzech dziadków i trzy babcie, sześć sióstr i dwóch braci… O kim mowa? O dzieciach z rozbitych rodzin, a dokładnie małżeństw. Taka rodzina się rozpada, matka idzie w swoją stronę, ojciec w swoją. Każde z nich zakłada swoją własną, drugą rodzinę, do której wchodzi nowy partner czy partnerka wraz ze swoimi dziećmi, siostrami itd. To straszne! Każde dziecko z poprzedniego małżeństwa obojga partnerów przeżywa szok. Lekki, umiarkowany lub duży. Niektóre sobie radzą, inne nie…

Jak mają nazywać nową żonę taty? Macochą? Kiedy wiedzą, że ich biologiczna mama żyje, kontaktuje się z nimi, jeśli mieszkają u ojca. Jak mają nazywać nowego męża matki? Ojczymem, drugim ojcem? Przecież dla nich to będzie zawsze obca osoba, którą mogą lubić, trochę więcej, mniej… w zależności od tego, jakie powstaną relację, między nowym rodzina_650partnerem a dziećmi. Zależy tez, czy dzieci są małe, czy też większe i chcą dochodzić prawdy… ale chyba zawsze chcą. Tak mi się wydaje. Przecież wiedzą, że matkę i ojca mają jednego. Ale jest tylu ludzi… za dużo, zdecydowanie za dużo. Co, jeśli do tego rozpada się małżeństwo dziadka czy babci i również układają swoje życie z kimś innym, a ten ciągnie ze sobą jeszcze na dodatek całą swoją rodzinę?  Eh… zwariować można! Dzieci przechodzą od jednych do drugich, to zaś do trzecich, ciężko przy tym tworząc normalne, ciepłe relacje ze swoimi biologicznymi rodzicami. Nierzadko stają się rozdrażnione, nie potrafią znaleźć swojego własnego miejsca w świecie, spokoju ducha, nie potrafią wytłumaczyć sobie tego, co dzieje się wokół. Większe za to uciekają od sytuacji, w której nie potrafią się często odnaleźć w próbę układania własnego życia i samodzielności, które najczęściej kończą się prywatną porażką, ujawniając cały mętlik, jaki powstał w ich głowie i odsunięcie od rodziny na rzecz próby budowania swojego życia, (co z resztą czują one same).

A zagmatwać się można i to nieźle. Bo jak mówić i jak postrzegać nowego męża jednej babci lub też drugiej? Albo nowego partnera matki, kiedy właściwy ojciec żyje z dala od byłej żony? Kim te wszystkie „dochodzące” do rodziny osoby są dla dzieci? Jedne akceptują to dobrze, drugie wcale i się buntują, jeszcze inne się odsuwają, nie potrafiąc poukładać tego w swej głowie. Reakcji jest mnóstwo! A co mają zrobić dzieci z tych „dochodzących rodzin”, gdy nagle się okazuje, że muszą być siostrą czy bratem dla kogoś… takim przyszywanym, nie do końca może chcianym…

A co jeśli zbierze się takich sytuacji w jednej rodzinie dużo? Każdy z byłych członków dawnej, dobrze działającej rodziny zakłada nową, wiąże się z kimś i ściąga multum nowych ludzi wokół…

Wiele z takich dzieci, a potem dorosłych już ludzi ma udziwniony i lekko wypatrzony obraz i pogląd na rodzinę i zasady jej funkcjonowania. Często dzieci czują się niczyje, podrzucane, przechodzą z rąk do rąk, pozostawione, rozdrażnione, i tak na prawdę, co jest chyba najstraszniejsze niekochane. Bo przecież rodzic już nie poświęca im tyle uwagi co kiedyś, bo może częściej wybiera partnera niż własne dziecko… Dlaczego? Nie wiedzą… Dzieci wobec takich wyborów pozostają tylko w świecie swoich domysłów. Mogą się łudzić, i usprawiedliwiać rodzica, że przecież je kocha, tylko, że teraz musi się zająć swoim nowym partnerem czy partnerką, albo… albo się zbuntować, gdy odczuwają lekkie, średnie lub mocne „odepchnięcie”. Oczywiście wszystko zależy od danej relacji, bo niekiedy zdarza się tak, że to właśnie nowa osoba wnosi do rodziny spokój i relacja rodzica z dzieckiem się poprawia. Dzieje się to jednak bardzo rzadko… niestety. A w miejscu, gdzie łączy się ze sobą wiele różnych „nowych” i „starych”, znanych dzieciom rodzin bardzo ciężko jest o prawdziwe zainteresowanie i poświecenie uwagi. A one? One czują, że ich świat, który znały i w którym czuły się bezpieczne się rozpadł, świat, w którym czuły, że mają grunt pod nogami znikł. One czują się po prostu niczyje…

Dlatego apeluję do wszystkich samotnych mam i ojców, którzy wychowują dzieci i nie ważne, czy jest to dziecko 3 letnie, 9 letnie czy 18 letnie. Zastanówcie się kilkakrotnie kim jest nowa osoba, czy będzie potrafiła w pełni zaakceptować Was i Wasze dziecko, zanim podejmiecie decyzję o tym, żeby zaprosić do swojego życia i domu kolejną połówkę swego życia. Nie zapraszacie jej bowiem tylko do swojego życia. Zapraszacie ją też bowiem do życia swojego dziecka!

8 myśli w temacie “Mają dwóch ojców, dwie matki, troje dziadków, a czują się niczyje… MÓJ APEL DO RODZICÓW!

  1. Oj, gdyby ludzie poszli na łatwiznę i tak, jak to jest czasem u plemion ” prymitywnych”, uznali że wszystkie dzieci są fajne i a dorośli też- zylibyśmy w raju. Ale ponieważ tak nie jest, obawiam się, kochana, że Twój apel trafi w pustkę. Umysłową niestety!
    Trzymam kciuki za Twoją mądrość i wrażliwość!!!

    Polubienie

  2. Poruszyłaś bardzo ciekawy i ważny temat.
    Takie rodziny nazywa się zrekonstruowanymi albo patchworkowymi. Fakt, to nie jest łatwa sytuacja dla dzieci, ale też dla rodziców. Masz rację, dzieci mogą się czuć niekochane, nieakceptowane, powiedziałbym, że też zazdrosne, mogą pojawić się problemy natury wychowawczej, jakieś agresywne zachowania. Co dziecko, to coś innego, bo inaczej będzie to przeżywać. Tylko, że rodzice też mają prawo ułożyć sobie życie na nowo, jeśli jest taka szansa. Nikt nie chce zostać do końca życia samotny, każdy chce być kochany, włączając w to również potrzeby, np. seksualne, ale nie tylko. Myślę, że często i tak samotni rodzice nie mają szansy na ponowną miłość, dlatego kiedy ona się trafia jest dla nich czymś, czego się trzymają, ale właśnie ważne tutaj jest to, żeby nie zapominali o dzieciach i nie skupiali się całkowicie na nowym partnerze.
    Bardzo dobrze się czytało.
    Pozdrawiam. 😉

    Polubienie

    1. A właśnie myślę, że często jest tak, że kiedy pojawia się już ta wyczekiwana miłość to zapominają o dziecku, chwytając się kurczowo tego, co daje im choćby odrobinę szczęścia…

      Polubienie

  3. Och, ileż emocji wyczuwam w Twoich słowach- i nie wiem, czy jestem odpowiednią osobą, by wyrażać tutaj swoje zdanie. Zamiast tego powiem, że masz prawo czuć się dokładnie tak, jak się czujesz i o tym jestem przekonana. Kochana, ściskam Cię mocno!

    Polubienie

    1. Kochana Safo, ja też wiem, iż nie powinnam była wyrażać się tutaj na ten temat, jednak musiałam coś naskrobać, bo nie mogę patrzeć spokojnie na to, co dzieje się dookoła… Moje serce nie wytrzymuje. Dziękuję, to miłe usłyszeć od kogoś, że ma się prawo do własnych odczuć. Takie podbudowujące w świecie, który bezustannie próbuje coś narzucić. Również ściskam 🙂

      Polubienie

  4. My z partnerem też przeżywaliśmy kryzys w związku, nie raz chcieliśmy się rozstać, ale zawsze wtedy patrzyliśmy w jedną stronę, na syna… Staramy się być razem… Odbudować nasze relacje i jest coraz lepiej. Robimy to nie dla syna, ale z myślą o nim, aby miał prawdziwą rodzinę.
    Pozdrawiam….

    Polubienie

    1. Witaj Asiu, wchodząc na Twego bloga widzę, że jesteście jeszcze młodym małżeństwem, młodymi ludźmi, którzy zapewne docierają się do siebie nawzajem. Odbudowywanie relacji to żmudna praca, dlatego życzę Wam wszystkiego dobrego i pociechy z synka, będę zaglądała 🙂 Pozdrawiam!

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s