Zabezpieczony: Ślub i…co dalej?

Treść jest chroniona. Proszę podać hasło:

Reklamy

Szczerość wobec siebie

Przyznanie się do czegokolwiek i szczerość wobec samego siebie. To chyba najcięższe z zadań jakie stoi przed każdym, kto chce na nowo zacząć patrzeć i działać. Przyznać się lecz nie przed kimś znajomym, rodziną czy przyjaciółmi, których często reakcję znamy. Przyznać się przed samym sobą. Powiedzieć sobie wreszcie to, czego  tak bardzo usłyszeć byśmy nie chcieli. To cholernie trudne spojrzeć na swoją własną twarz w lustrze i uświadomić sobie to, od czego za wszelką cenę staramy się uciec. Dużo osób nie radzi sobie z byciem szczerym wobec siebie, dostrzeżeniem tego, co robią, tego, co się z nimi dzieje i nazwaniem wprost.

7a979859000ff9b44dc27bbbPrzyznam szczerze, że dziś dziwnym trafem obudziłam się spokojniejsza… Zaczynam powoli lubić to miejsce, tak, jak poprzedniego bloga. Czuję, że pachnie ono moimi perfumami…  Wraz z opublikowaniem wczorajszego wpisu przyznałam się. Przyznałam się do tego, że jest mi źle. Do tego, że potrzebuję poukładać na nowo swoje myśli. Wreszcie do tego, iż nie jestem tak silna jak staram się, by inni mnie postrzegali. Przyznałam się do tego przed samą sobą, pisząc to jasno i wyraźnie do Was, drodzy czytelnicy. Powiedziałam to sobie konkretnie po raz pierwszy w życiu!

Od zawsze żyłam w przekonaniu, że człowiek powinien być silny. Nie powinien okazywać swoich słabości, lęków czy stanów, kiedy mu źle. Cóż, trudno się dziwić, mam to po Mamie, która również wyznaje takową zasadę, choć sama również dużo przeszła… Przez ten cały czas udawałam, a wiecie, że udawać, iż nic się ze mną nie dzieje, umiem świetnie. Nie wiem do końca skąd wzięło się to założenie, być może z sytuacji rodzinnej, a może z tego, iż jako małe dziecko obserwowałam, że inni tak postępują. Wreszcie przyjęłam takie stanowisko za swoje własne i uważałam, że powinnam tak funkcjonować. Dodatkowo do pewnego czasu nie było koło mnie osoby, która zwróciłaby uwagę na rangę szczerości wobec siebie i własnych emocji. Choć w zasadzie nie okłamywałam nigdy siebie, po prostu uważałam, że powinnam być silna i dawać sobie radę z tym, co dzieje się w moim wnętrzu. Niestety, okazało się zupełnie coś innego. Sytuacje z mojego życia i bardzo trudne emocje spowodowały, że obecnie jestem na trudnym etapie swego życia. Staram się poukładać myśli w swojej głowie. Lecz przyznałam się wreszcie przed samą sobą. Tak, jest mi źle i czuję się źle. To stwierdzenie dało mi dziś pierwszy raz od dłuższego czasu poczucie psychicznej wolności i trochę wewnętrznego spokoju.

A co do siły… jestem silna, co udowodniłam sama sobie w ciągu swego życia i jestem tego pewna. Nie muszę udawać przed sobą i przed innymi. Dziś natomiast przekonałam się, że jestem bardziej odważna niż mi się zdawało. Przyznałam się, że jest mi źle, że sobie nie do końca radzę z tym, co dzieje się w mojej głowie. I to jest według mnie odwaga i siła. A tkwi ona w szczerości wobec siebie a nie w ciągłym udawaniu, że jest dobrze i kumulowaniu trudnych i przykrych doświadczeń czy też emocji… Świadomość, że powiedziałam to sobie wprost sprawia, że jest mi lepiej. Pierwszy ale za to jak istotny czynnik w moim układaniu czegoś nowego z poszarpanych kawałków jest odnaleziony, a co z nim zrobię, zależy tylko ode mnie. Fundamenty w budowaniu są podstawą i mam nadzieję, że właśnie uda mi się stworzyć taki dobry fundament do dalszych refleksji.