Czy to wszystko powinno takie być…?

Wczoraj pisaliśmy egzamin z ekonomii… Napisał do mnie po tym egzaminie. Oboje zdaliśmy, choć ja lepiej. Wysłał mi swoje zdjęcia, z chłopakami z biegu, bo akurat mieli zawody … Później jakieś dane parametrów z biegu. Mało z tego wiem, ale wiem, że to dla niego ważne. Potem zaczęliśmy rozmawiać… Wysłał mi filmik jak pali, coż, nie pochwalam ale trudno. Potem znowu doszło do wymiany zdań z podtekstami, mocno seksualnymi… Co prawda, uśmiałam się przy tym nie mało, ale sama nie wiem, w jakiej on mnie stawia sytuacji… Z jednej strony jest fajnie, może nikt nie nazwałby tego wielkimi slowami, ale czuje się miło w jego towarzystwie, coś tam sobie poprzeżywałam dobrego, ale z drugiej, chyba nie powinien się tak zachowywać, gdy ma jeszcze nie pokończone sprawy za sobą… Nie wiem, czuję, że to jakaś gra, taka niedokończona, a ja jakby nie mam w niej żadnego ruchu. On chyba odczuwa to wszystko podobnie… Generalnie chodzę, piszę, czytam, piszę, czytam, piszę, czytam, piszę blog, pamiętnik, eseje, wiersze, przelewam to wszystko co we mnie jest na papier… Zastanawiam się czy aby dobry kierunek studiów wybrałam, może trzeba było iść na filologię… Ba, może kiedyś tam pojdę, taki mam chwilowo plan…

 

Reklamy

Niewyjaśnione sprawy z jego życia…

Napisał do mnie w poniedziałek wieczorem, w zasadzie śmiesznie wyszło, bo chciałam mu coś wysłać w tym samym momencie… Zapytał jak się czuję, czy wypoczęłam… Dlaczego nagle zaczął się jeszcze więcej o mnie troszczyć? Odpowiedziałam, że tak, on, że nie potrafii. Szczerze to mi go żal, cały chodzi, ciśnienie ma zbyt wysokie, tętno to już w ogóle, nie sypia, pali… Nie wiem, z jednej strony powiedział mi, że kogoś skrzywdził, wszystkich, łącznie ze mną, z drugiej, że wini siebie, z trzeciej, że odebrał sobie całe szczęście i nadzieje, dlatego siebie też skrzywdził…, zczwartej, że wszystkie nadzieje zostały mu brutalnie odebrane … Na prawdę nie wiem już o co może chodzić… Kilka osób skrzywdzonych, odebrane nadzieje i chodzący cień… Cóż, może mi to kiedyś wyjaśni, ostatnio nawet pytał się, kiedy mam wolne, ale akurat wolnego teraz nie mam żadnego… Więc musi poczekać.

Pożartowaliśmy coś o tym, że by mnie porwał i suplementował bo mi to potrzebne. Na co ja odparłam, że wymagam delikatnego obchodzenia aię ze mną i dobrego traktowania mnie, na co odpowiedział, czy wątpię w jego delikatność i bez obaw…

Tak sobie myślę, jakie to wszystko jest pokręcone…Mam pecha w życiu czy jak? Pan ze skrzydłami może nie miał takiej przeszłości za sobą i tak pokręconych relacji, ale znów nie dałabym rady z nim być na dluższą metę. Szydził ze mnie, wyśmiewał, krytykował, wszystko było zawsze źle i nie tak… Na dodatek pił, czego chyba bym nie zniosła w życiu, dość już mam alkoholu i problemów przez niego teraz z sobą i całą rzeczywistością dookoła. Top Gun znowu, gdy jego cechy charakteru pasują do moich, dobrze się rozumiemy, potrafimy dobrze bawić, ale też poważnie porozmawiać, ma jakieś problemy, bliżej nieokreślone relacje i jakiś nieudany pięcioletni związek za sobą, nie wiem co jeszcze… Kiedy może dałoby się z nim dogadać, bo jesteśmy do siebie podobni, nie wiem, czego mogę się po nim spodziewać… To trudne.

Generalnie faceci w moim życiu dzielą się na takich, których darzyłam sentymentem i jakimś uczuciem i ci, którzy mimo czasu pozostawali mi obojętni. Może nie da się kochać wszystkich? Teraz widzę, że zależy to od osobowości… Osoby delikatne i subtelne, spokojne, zamyślone jakoś mnie ujmują… Pewnie mają te cechy, których brakowało mi w dzieciństwie… Zaś mimo upłuwu czasu na przykład nigdy nie poczułam czegoś podobnego do Pana ze skrzydłami, który czasem tylko zdawało mi się przejawiał takie skłonności. Wtedy wydawało mi się, że to jest to, ale może tylko mi się wydawało… Choć teraz czasem, szczególnie w okresie świąt to wszystko wraca do mnie i mi się przypomina, jakoś nie jestem w stanie za nim rozpaczać, po prostu, co aię zakończyło, ale nie czuję, by było to aż tak qażne, abym nie potrafiła przeżyć bez niego… Pamiętam dobre chwile i czasem mi ich bardzo brak, czuje sieę samotna, ale wiem, że zyć będę. Inaczej jest jednak choćby z Top Gunem. Inaczej było z M. za ktorym rok tęsknoty przelałam tu na blogu… Pamiętacie? A już zupełnie inaczej było z Indianerem, od którego w ogóle wziął się pomysł pisania tego bloga, Indianerem który zmienił moje życie… To są takie osoby, których się po prostu nie zapomina…

Apropo M. Dowiedziałam się kiedyś, kiedy byłam w tym strasznym dołku po akcji z Top Gunem, co tam u M. i dlaczego nasz kontakt się pierwotnie urwał. M.podobno kończy marnie, pije i nawet opowiadać nie potrafii…. Jest cały znerwicowany. A nie odezwał się wtedy, kiedy za pierwszym razem wyjechał, bo… Nie miał pieniędzy na koncie, choć teraz to dziwne, bo może sobie ściągnąć choćby WhatsAppa i pisać do dziadka. Ale widocznie nie chce…  Cóż, sprawa z nim jest już zamknięta. Ale przynjamniej dowiedziałam się czemu tak się stało…

Z Top Gunem sama nie wiem, jak ta sprawa się rozwiąże. Mimo wszystko chciałabym, żeby dobrze się to skończyło…

Ballady i romanse. Idziemy tam, skąd już się nie wraca…

Spotkałam się z nim, jednak… Cały czas coś we mnie siedziało, jakiś żal, złość na niego, niepewność… byłam na stażu w szpitalu, kolejna dnie stażu leciały jakoś nawet szybko. Początek był marny… cała chodziłam, wzięłam leki uspokajające i chciało mi się spać. Na dodatek nie wytrzymałam i powiedziałam o części zdarzeń koleżance… która sprawę skwitowała tak, ze mam sobie dać z nim spokój, bo to toksyczna relacja. Wiem to… niestety. Teraz może żałuję, że jej powiedziałam. Ale po prostu bycie samemu z tym cieżarem nie było dla mnie łatwe. Czekałam tylko na przerwę… by wyjsć stamtąd, iść do pokoju i napisać do niego… Wszak już wcześniej zaczęliśmy normalnie ze sobą  rozmawiać… Nie wiem, dlaczego to zrobiłam, może po to, by upewnić się, jeszcze raz, że wszystko między nami zostało wyjaśnione? Nie wiem… Odpisał pytając jak mi mija dzień, więc zrobiłam zdjęcie i wysłałam mu… wahałam się, wysyłając to zdjęcie, może nie powinnam była w ogóle zaczynać tej rozmowy. Ale wysłałam mu  swoje zdjęcie. Na co on odpisał tylko „No, no, bo tam przyjadę”, więc napisałam w żartach, że to koniec świata, bo rzeczywiście szpital położony jest w strasznej dziurze, a on na to, że pojechałby na węch by mi rozerwać te rajstopy… gdyby ten tekst padł wcześniej, wtedy kiedy jeszcze nie wiedziałam o istnieniu tej drugiej strony, potraktowałabym go całkiem naturalnie, ale w tych okolicznościach? Jednak to wszystko zachwiało całym moim myśleniem o tej sprawie… Po co mi tak pisze? Jeśli stłumił emocje, to raczej nie ma o czym mówić,”TA” relacja między nami jest raczej zakończona i tak też myślałam…że teraz, nawet jeśli będziemy ze sobą rozmawiać, to ta relacja się bardzo zmieni, będziemy rozmawiać tylko o sprawach wykładów i spraw oficjalnych. A tu nagle takie coś, taki tekst?

Poszłam do pacjentów, nie powiedziałam o tym koleżance, popisaliśmy w międzyczasie do wieczora… Akurat skakał z samolotu, wiec było o czym pisać…

Piątek minął mi bez kontaktu z nim, ale byłam jakaś spokojniejsza… Nie wiem dlaczego? Może dlatego, ze mimo wszystko nie chciałam się od niego odciąć, choć racjonalnie wiem, że powinnam? W sobotę mieliśmy się zobaczyć…

W sobotę… przyszedł, przywitał się, pamiętam, że gdy podałam mu rękę, nawet na niego nie spojrzałam, chyba jeszcze targała mną złość na niego o to wszystko, chciałam być zimna i nieustępliwa… zaczęliśmy o czymś rozmawiać… Wcześniej jeszcze widziałam Pana ze skrzydłami, przeszedł obok mnie, ale udałam, że go nie zauważyłam… to wszystko chyba jet za trudne… pomyślałam tylko, ze jednak szkoda, że nie widział mnie z Top Gunem, może choć trochę byłoby mu żla, tak jak mnie jest żal, tych wszystkich dni?

Rozpocząły się zajęcia… widziałam, że ktoś doniego cały czas piszę, i, że jest to kobieta. Odpisywał, choć z opóźnieniem… „Jesteś żałosny”, pomyślałam. W międzyczasie zaczęliśmy rozmawiać o kłamstwie… że źle się czuje, ale psycholog raczej mu nie grozi w pracy, bo umie dobrze kłamać. Powiedziałąm, że tak,, tak, wiem, ze tak potrafi…, na co on odpowiedział „skąd?”. A ja odparłam „domyśl się skąd, masz zagwostkę”. W międzyczasie dostawałkolejne wiadomości. Potem musiałam wyjsć do toalety, bo czułam, że nie mogę na niego patrzeć… Wyszłąm wciąż myśląc, że to żałosne… Potem poszliśmy na spacer, na którym powiedział, że po tej rozmowie, którą odbyliśmy w niedziele, jak go ochrzaniłam, stał minutę z otwartymi ustami, nie wiedział co powiedzieć, ale ta rozmowa była konstruktywna dla niego. Na co ja odparłam, że takie było właśnie założenie, a co do tego, że pytał, skad wiem, że kłamie, to właśnie stąd. Potem poprosiłam go, by kuił mi picie, więc kupił i przyniósł… za swoje… Potem mieliśmy się rozdzielić, na pożegnanie mnie chciał przytulić, ale tylko jakoś mnie nieudolnie objął… i poszłam. Jakoś chyba cała ta złość na niego mi minęła, nie wiem, coś się chyba zmieniło. Okazało się, że jednak, że nie miałam tych zajęć i zadzwoniłam do niego, by mu powiedzieć, że wracam. Wróciłam, usiadłam  obok niego, bo zajął mi miejsce…

Zajęcia były nudne… Zaczęliśmy się śmiać, coś rysować, porysowałam mu długopisem rękę. Jakoś tam atmosfera się rozluźniła, zaczął patrzeć mi w oczy i się przybliżać, to było dziwne, bo nadal nie wiedziałam jak mam się zachowywać, przecież wszystko miało być już skończone… A potem stało się coś, czego zupełnie nie przewiduwałam i się nie spodziewałam… Miałam na soobie spódniczkę, taką nie zbyt długą, włożoną po to, by mu pokazać, że mimo wszystko o siebie dnam i ładnie się ubieram, a nie będę zdychać bo on robi jakieś akcje… wiem, że mogłam się spodziewać wszystkiego, ale nie tego co potem zaszło… Przybliżył się niebezpiecznie do mnie i pod tą spódnicą zaczął mnie głaskać, gładzić, dotykać…. Protestowałam, ale jakby nie wiele w tej dziedzinie mogłam zdziałać, bo nic nie działało… Potem już nie protestowałam i to chyba w tym wszystkim jest najgorsze… I tak przez cały czas, aż do skończenia zajęć… Przemizialiśmy się do końca zajęć. Siedziałam momentami napięta jak struna i zastanawiałam się, co ja mam robić, co my robimy, w ogóle, co się dzieje… Potem tylko zapytał, czy mi miło, czy śmiesznie, to było pytanie na poważnie, można to było wyczuć w głosie… Rysowałam coś w zeszycie… ale powiedziałam, że i miło, i śmiesznie, zresztą zgodnie z prawdą…

Kiedy skończyły się zajęcia, powiedział, że mnie odprowadzi na inne zajęcia, więc szliśmy, bez słowa… w pewnym momencie zapytał, jak mi się podobały zajęcia… odpowiedziałam, że się zastanowię… Odparł, że dobrze i czeka na wiadomość… Tego dnia już się nie widzieliśmy, choć chciał mnie zawieźć do domu, chciał nawet zaczekać godzine na mnie, choć to dziwne, bo nigdy nie czekał… ale nie chciałam, jak to by wyglądało, wszystkim w rodzinie poza jedną osobą powiedziałam, że zerwałam z nim wszelkie stosunki, z resztą tak, jak zrobić powinnam…. Siedziałam na tych zajęciach i miałam strasznego kaca morlanego, „powinnam go olać, powinnam to zostawiać, nie powinno tak się to skończyć, powinnam go odsunąć, nie wiem, zbić, zrobić cokolwiek by do tego nie doszło…” W głowie miałam tylko takie myśli… Wiedziałam, że z drugiej strony, zawsze przecież mogę zerwać znajomośc, nie odezwać się i już, ale to chyba nie ten czas… Na wieczór napisał mi, że siedzi sam w mieszkaniu z petem, bo jak wcześniej pisałam, zaczął palić po tym wszystkim, potem napisał jeszcze dobranoc, śpij dobrze i zdrobnienie mojego imienia, to też było dziwne, bo nigdy tego nie robił, nigdy przedtem tak się do mnie nie zwrócił ani raz…

Nazajutrz znowu mieliśmy razem mieć zajęcia, rano napisał mi, że się spóźni, żeby zająć mu miejsce, na co ja odparłam, że idę na inne zajęcia i rano mnie nie będzie, będę dopiero później. Więc odparł, że dobrze, zajmie miejsce w ostatniej ławce… To już było znaczące… nie wiedziałam czego się spodziewać, ale wiedziałam, co się szykuję… ale jakoś opadły mnie te wszystkie myśli, w głowie miałąm tylko jedną, choć nie tak bardzo przebijajacą się przez inne myśl „Co ja robię?”. Poszłam na inne zajęcia, po jakimś czasie z nich wyszłam i poszłam do niego… usiadłam koło niego, mogłam gdzie indziej, ale to byłoby dziwne…Widziałam, ze znów piszę z jakąś kobietą. Nie wiem, czy to ona, cały czas się zastanawiam… Poszedł po picie, przyniósł mi, ale nie takie jak chciałam, więc zapytał się, czy przyjmę w ogóle inne picie, a jak się zgodziłam, dopiero mi je podsunął… to też było dziwne… A potem, oczywiście, zaczął mnie znów głaskać, trzymać za rękę, gładzić, choć już inaczej, bo miałam spodnie. Powiedział, że „nie mam spódnicy dziś”… więc zaczął po dole brzucha, na którym mam łaskotki, więc powiedziałam mu, żeby nie tam, bo zacznę się śmiać… też trochę próbowałam protestować, ale potem już spasowałam. Miałam założoną nogę na nogę, na co on nie przypadkowo a specjalnie chciał mi je rozdzielić swoją ręką przesuwając do góry, dobrze, że zdążyłam je ścisnąć na pewnej wysokości jego ręki… spojrzałam się na niego wielkimi oczami, on na mnie i  na szczęście ją wysunął… Potem się znów zapytał, czy „miło chociaż?”. A potem siedział, trzymając mnie za rękę całe zajęcia i głaskajac po niej…

Potem, gdy już wyszliśmy z zajęć, powiedział, że pewnie miło mi było, bo głos mi się zmienił raz jak protestowałam… Powiedziałam, że nie wiem… A potem wziął moją rękę i wsunął mi pod swoją koszulę, żebym poczuła jakie miękkie ma ciało na klacie… Później mieliśmy już zajęcia osobno, ja miałam akurat o wykład o nietykalności cielesnej… więc mu napisałam, że dobrze, bo dużo się dowiem, jakie mam prawa w takim przypadku! Tak, dla żartu… Na co on odparł, że pewnie tak, ale nie wie, czy to moja nietykalność cielesna, kiedy usta zaczynają mi drgać…

Potem już nie mieliśmy razem zajeć, aż do wieczora… Widzielismy się tylko na przerwach, wtedy już z nikim nie pisał… Wieczorem napisaliśmy egzamin, znowu chciał mnie odwieźć, ale podziękowałam… Uznałam, że to chyba jeszcze nie ten czas, by jeździć razem, czy odwozić mnie… z resztą, nie wytłumaczyłabym tego rodzinie… Na pożegnanie mnie przytulił. Wieczorem jeszcze popisaliśmy, napisał już, nie jak kiedyś, że to wygłupy, a że przyda mi się trochę czułości…

Mam mętlik w głowie, nie wiem co o tym wszystkim myśleć…a najgorsze jest to, że nawet nie umiałam go odepchnąć od siebie, jakoś inaczej się zachować… Nie chodzę już cała, nie wymioyuję, jak przedtem, ale znowu mam kaca moralnego… To wszystko jeszcze kojarzy mi się z wiosną wokół, kiedy wszystko rozkwita…. Boję się, jak to wszystko się skończy lub jak może się skończyć…

„Spakowałaś swoje grzechy, powiedziałaś, że chcesz iść.
Patrzyłem jak dłonią wycierałaś swoje łzy.
A może tylko… zasłonić chciałaś twarz.
W strzępach swego mózgu, składałaś złe myśli.
Patrzyłem jak walczysz, ból Ci twarz wykrzywił.
A może tylko próbowałaś się uśmiechnąć.
Pójdziemy tam, skąd już się nie wraca.
Pójdziemy tam, skąd już się nie wraca.
Czy chcesz, powiedz mi…”

 

Wyjaśnianie. Trwanie w maraźmie… Beznadziejna sytuacja.

Przeżyłam te kilka dni, z bólem, z tętnem powyżej normy, prawie bez jedzenia, bo jeść nie mogłam wcale… Miałam tego nie robić, miałam juz tu nie pisać, ale postanowiłam pisać, lecz nie tak jak do tej pory, a od czasu do czasu, wtedy gdy zdarzy się coś na prawdę wartego zaisania i upamiętnienia tu. Tak tez chyba się stało. Jestem po niedzielnej rozmowie z Top Gunem… niby wyjaśniliśmy sobie co nie co. Ja powiedziałam o tym, jak się poczułam, on mnie przepraszał, za to, ze mnie zawiódł. Powiedziałam mu też, że dla mnie ważna jest szczerość i tego samego oczekuję w relacji, jakiejkolwiek. Powiedział, ze to nie było specjalnie, że to chwila słabości z jeg strony, nie chciał mnie skrzywdzić…

Po czym nastąpiło coś niespodziewanego, bo napisał mi szczerze, że w rozmowach ze mną nie chciał, zebym myślała, że mnie podrywa, bo nie dał by mi tego, na co zasługuję i starał mi się jak umiał pomóc, bo takie jednostki jak ja są przyszłością tej ojczyzny. Chwilowo trochę podkochiwał się we mnie, ale to co działo się dookoła, stłumiło te emocje… Generalnie wariactwo totalne… Byłam wtedy jeszcze zła na niego i nie powiedziałam tego, co chciałabym mu powiedzieć w takiej sytuacji. Powiedziałam, że nie wiem co mógłby mi dać, jeśli chce dobrze, to ju dużo…

Te jego słowa jakoś brzmią mi w uszach do dziś… a ja myślałam, że on na serio się w jakiś sposób zauroczył… Przynajmniej tak się zachowywał.

Nie wiem, co o tym wszystkim myśleć. Po tej rozmowie wróciliśmy do normalnych stosunków, przegadaliśmy całą te sytuację z jego byłą. Jeszcze w rozmowie powiedział mi, ze nie ma czego ratować. Potem zaś, powiedział, że to bardzo skomplikowane, by mógł to zostawić definitywnie za soba, tak to rozumiem… Powiedział, że zaczął palić, też żyje w ciągłym napięciu i rozchwianiu emocjonalnym, śpi po kilka godzin dziennie, widzę, ze cała ta sprawa bardzo go przejmuje i jest mi przykro, że jakaś dziewczyna rujnuje mu życie, a on na to pozwala. Napisałam mu, że nie może dać się komuś zniszczyć. Odpowiedział, ze będzie sie starał… Na dodatek jeszcze ja w tym wszystkim… nie wiem już kim tu jestem… Teraz cały czas do mnie pisze. Nie wiem czemu. Jesli już sprawa ze mną jest zakończona, to czemu do mnie cały czas piszę? To wszystko mnie bardzo boli, miało być tak fajnie… miałam mieć choć kogoć, z kim mogłabym porozmawiać, a teraz już nie wiem nawet kim dla siebie jesteśmy… mimo to, rozmawiamy po całych dniach.

Czuję, że moje życie się zawaliło. Tak doszczętnie, że nie mam już do czego wracać… Szkoła stała się tylo obowiaązkiem na razie, nie pasją… relacje… których nie ma, lub jak już są, to tak pokręcone, że tylko sprawiają ból… Czuję się nie wartościowa, zagubiona, jakbym na nic już nie miała wpływu, jakby życie toczyło się poza mną, obok mnie… a ja tylko biernie w tym trwam. Wczoraj po przemyśleniu tego wszystkiego, doszłam do wniosku, że wrócę na terapię, tę, którą rzuciłam dwa lata temu. Nie wiem, moze to jest jakieś wyjście.Może ktoś mi wytłumaczy, ze muszę zająć się wreszcie sobą, a nie chcieć ratować cały świat o sobie zapominając? Chcę się jakoś rayować, nie wiem czy dobrze robię… czy to przyniesie jakiekowiek skutki, ale może choć spróbuję…

 

Wszystko się doszczętnie popieprzyło…

Przedwczoraj dowiedziałam się, że byłam pół roku oszukiwana, na dodatek poniżona na koniec… Top Gun  wydawał się być ogatnięty, tym bardziej, że trochę starszy… Nigdy bym się po nim tego nie spodziewała. W ostatnią niedzielę odbyliśmy bardzo szczerą i otwartą rozmowę, o jego samopoczuciu, o moim. Myślałam, na reszcie mam kogoś bliskiego… Niby był kolegą tylko, ale widziałam, że zabiega o moje względy…

Przedwczoraj właśnie powiedział mi, że kogoś miał, ale to na 95 procent jest już nie do uratowania i może spotkalibyśmy się w trojkę porozmawiać, wysłuchać ich i jakoś miło spędzić dzień. Podobno był z nią 5 lat… Co za chora sytuacja i poniżająca dla mnie. Bo studiuję naukę mającą pomagać ludziom to będę ratować jego były czy niedoszły związek czy jak? Takie sprawy się załawia samemu, ja też sama zakończyłam swoj zwiazek i choć było mi cholernie ciężko nikogo o pomoc nie prosiłam… Czuję się teraz jak taka wykorzystana zabawka, ktora ktoś aię pobawił i puścił wolno, bo jest mu już nie potrzebna… Dodatkowo nie chce powiedzieć mi prawdy, kim ona dla niego jest i w jakiej w ogole są sytuacji. Nie odpisuję na smsy, nie odbieram, choć dzwoni, gorzej, że muszę się z nim widzieć na studiach… Nie wiem co wtedy zrobię… :(

Jest mi tak ciężko i smutno, czuję aię tak rozwalona emocjonalnie, że pomyślałam o zakończeniu pisania tego bloga, a przynajmniej na jego zawieszeniu. Przepraszam Was, że ten post nie jest jakiś prawdziwie pożegnalny, po prostu mnie na to dziś nie stać. Dziękuję, że byliście ze mną przez gen cały czas, Ci bliscy i Ci dalecy. Tomaszowi i Saguli, Joannie i Joannie Żyle, Staśkowi, Paulinie, Mary, Anonimowemu, i innym, o których tu nie wspomniałam, a którzy byli ze mną jeszcze na starej platformie i którzy czytali moje wpisy i komentowali słowa…

Mam nadzieję, że pewnego dnia wrócę, może w trochę innej odsłonie. Blog zostanie, tak, bym mogła do niego wrócić. Mam w głowie nieco inny projekt, pewnie kiedyś go zrealizuję…

Ściskam wszystkich,

Bluesowa Dziewczyna.

I klasycznie…

Wszystko do góry nogami!

Wczoraj się uspokoiłam, zrobiłam jeszcze parę rzeczy, które przyniosły mi spokój. Jakoś zasnęłam, ale wiedziałam, że poranek dnia dzisiejszego będzie ciężki… obudziłam się i nie chciałam wstawać, jakoś mni to wszystko przygniotło, z wczoraj, na dodatek boli mnie gardło. Ale otworzyłam oczy, powoli się wygrzebałam z łóżka, wzięłam telefon, wglass-ball-4017587_960_720 przeświadczeniu, żeby zobaczyć, która godzina, bo przecież przekonana byłam, że nic nie wysłał. I ….nagle zobaczyłam trzy wiadomości od…niego. Trochę mnie to zszokowało, ale i zadowoliło, nie powiem. Wysłał mi filmik jak to określił ” na miły poczatek dnia”, jak śpiewa piosenkę. Ciekawa jestem, czy każdej koleżance wysyła taki fimik…. ale nie zapytałam, przyjęłam to po prostu, odpisałam, że się cieszę i dziękuję.

Szczerze nie całkiem rozumiem jego zachowanie… Myślę, że piszę do mnie, by jakoś nawiązać rozmowę, a to wyśle zdjęcie, a to filmik, a to coś napisze…żeby potem „popisać”, ale dlczego teraz? Przecież jak widzieliśmy się, to był jakiś nie swój, to też nie chciałam się narzucać z rozmową. Może już „przeszło”?

Powiedział mi później, że jego ojciec jest w szpitalu, ale szczegóły napisze później, może to był powód dla którego był tak nieswój? Nie wiem, chyba nie będę do tego dochodzić, ale przyznam się, że stałam się jakas spokojniejsza, choć z drugiej strony powinnam czuć lęk, to szalone…

Wszystko się wali…

Dziś właśnie obudziłam się z takim przeświadczeniem. Przez ten czas, który mnie tutaj nie było zmagałam się z nawracającymi, uciążliwymi myślami, które na szczęście udało mi się pokonać. Zadowolona więc szłam na kolejną porcje czasu spędzonego z Top Gunem, ale on… zadziwił mnie… Zawsze wydawało mi się, że gdy się kogoś lubi, to czy dzień jest gorszy, czy lepszy, jakoś wszystko staje się łatwiejsze i przyjemniejsze, cóż, może tylko mnie się tak wydawało… Może to tylko ja tak odczuwam, a inni, cóż, odczuwają inaczej? Przez całe dwa dni był jakiś dziwny, jakby nie on, zwazywszyna to, ze wcześniej przez cztery dni pisaliśmy ze sobą, nagle, okazał się jakby nieobecny. Nie wykazał moją obecnością żadnego zainteresowania, za to zaczął mi coś coś przebąkiwać o jakichś koleżankach. Okazało się, że jednak na paradzie, na której był zobaczaył jakąś koleżankę i po prostu musiał mi ją pokazać, później zoaczyłam, że że pisze do niego raz na jakiś czas jakaś kobieta, wysyłając mu różne zdjęcia zwierzaków, które mi też pokzywał, ale kiedy zapytałam skąd je ma odpowiedział tylko, że dostał. Więc coś ukrywa i jest tajemniczy, nie chce powiedzieć wprost. A na koniec dowiedziałam się, że jeszcze jakąś inną koleżankę odwoził ostatnio do domu z pracy…I wszystko to brzmiałoby normalnie, z tym, że nigdy wcześniej nie wspominał o żadnych kobietach, które miałyby się koło niego kręcić. Nie wiem, czy robi to aby wzbudzić moją ewentualną zazdrość. Był jakiś nieswój, ani mnie nie zaczepiał, ani nie próbował rozmawiać, a przynajmniej rozmowy podtrzymać. Siedział tylko i w milczeniu wpatrywał się w telefon, albo udawał, że śpi. To było dziwne. Zero energii, choć do tej pory znałam go jao bardzo energcznego człowieka.

Sama nie wiem, co o tym myśleć. Czyżby to wszystko, co mi mówił okazało się nagle nieprawdą? A moze coś się stało? Powiedział tylko, że ma zjazd nastroju, choć kilka dni wcześniej, gdy ja się źle czułam, zapytał się o to, jak się czuję następnego dnia. Nie rozumiem jego niektórych zachowań. Z jednej strony się stara czasem, a z drufgiej czasem tratkuje mnie tak, jakby mnie w ogóle nie było. Czy to wszystko, co mi mówił na początku, że jestem najlepszym co go tutaj spotkało, nie ma już racji bytu? A moze ja sobie po prostu za dużo wyobrażałam? Może on chciał być tylko miły i według niego tak wyglądają koleżeńsko- przyjacielskie relacje? Tylko, powiedzmy sobie szczerze, kto dziś wierzy w przyjaźń damsko-męską? A jeśli nawet wierzyłby, to ja chyba nie za bardzo się do tego nadaję… Gdybym szukała kolegi, nie rozmawiałabym z nim o niektórych poważnych sprawach, planach, poglądach, spojrzeniu na życie… On chyba też, dlaczego miałby mi mówić o dzieciach, ojcostwie i martwić się o mnie… Chyba, że tak traktuje wszystkie koleżanki… tego nie wiem. Czasami już się w tym wszystkim gubię, czasami chciałabym uciec, wycofać się i zostawić to wszystko. Nie znamy się tez od wczoraj i może potrzebny by był jakiś konkterniejszy ruch… ale ja nie mam na tyle sił, by go chyba zrobić. Próbuję dawać mu jakieś małe znaki… ale nie po tym wszytskim z Panem ze skrzydłami, kiedy tłumaczyłam, prosiła, błagałam, żeby się zmienił, a on mnie tylko wyśmiewał i gardził mną. Jedno tyko Top Gun zrobił…Powiedział w końcu, ze możemy isć na spacer, jak będzie ładna pogoda i będzie miał wolne. Powiedziałam tylko dobrze. Byłam na niego jakaś zła… widzi mnie raz na jakiś czas i tak się zachowuję, i mówi mi o koleżance , którą odwoził do domu przed chwilą, a potem proponuje spacer… Może nie miał złych intencji, nie wiem, być moze to ja się dopaturuję ich w działaniach wszystkich. A jak skończył się tan cały czas? Jadąc z nim obiecywałam sobie, że się do niego nie odezwę już dziś. Oczywiście skończyło się tak, że przepisaliśmy resztę dnia, napisał mi, żebym sobie zrobiła badania, bo się martwi, że źle się czuję… A czułam się nieswojeo przez jego zachowanie, choć nie mogłam mu tego powiedzieć, przecież nie mam prawa mieć do niego preynsji, że żyje tak czy tak, robi to, czy coś innego…

Dziś ledwo zwlekłam się z łóżka, znowu naszły mnie te myśli, że wszystko co mi się wydawało, jest nieprawdą i nowu zostanę sama, jak zawszę. Te myśli wpędzają mnie wfiction-3503936_960_720 jakiś dół. I dziwi mnie to, bo po rozstaniu z Panem ze skrzydłami na prawdę zostałam sama, i jakoś tak tego nie czułam, nie odczuwałam, nie przeżywałam, a teraz? Przecież nie jesteśmy razem, ani nic z tych rzeczy, zwyczajnie się kumplujemy, jakby na to z boku popatrzeć, tylko, że dostałam od niego trachę dobroci, a to, już może być dla mnie zgubne. Chyba nie wiem do jest normalne w relacjach…W sumie, gdzie miałam się tego nauczyć? Do tego wszytskiego nachodzi mnie samotność i myśli, że może to źle, że rozstałam się z Panem ze skrzydłami? Bywały chwile tragiczne, kiedy płakałam przez niego, gdy nie mogłam podejmowac decyzji, gdy mnie wyśmiewał i czułam się jak śmieć, nawet tego bloga przestałam wtedy pisać, to też, nie mogliscie wiedzieć, co się ze mną wówczas działo. Bywały też chwile lepsze, wtedy kiedy oglądaliśmy fily, graliśmy w gry, albo po prostu obok siebie spaliśmy. Przynajmniej kogoś obok siebie miałam, teraz nie mam chyba nikogo, została mi pustka i wiele niedokończonych zdań, przemyśleń, chwil, które wiem, że już nigdy nie wrócą… Powoli zaczynam myśleć, że relacja z Top GUnem też do niczego mnie nie doprowadzi i to mni przygnębia. Z drugiej strony, kiedy się teraz już uspokoiłam, wiem, że takie pojedyńcze dni nie przesądzają o charakterze i całości naszej relacji, a przecież każdy żyje w jakimś społeczeńtwie, między jakimiś ludźmi.

Z dobrych wieści, kupiłam sobie kilka książek, które zamierzam czytać w wolnej chwili, tylko czytanie przynosi mi chwilę wytchnienia, więc może to jest jakiś sposób by rozładować to całe napięcie i wyciszyć emocje…